RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2009

koniec wakacji, Hurrrrrraaaaaaaaa!!!!!

31 sie



Nooo, przeżyłam!! 31 dni bez żłobka!! Chyba
mi się jakiś medal należy, jakiś krzyż zasługi na polu chwały czy tez w ogniu
walki. Raczej to drugie jak sobie ten miesiąc przypomnę…  a dzisiaj miałam koszmar.. ze Franz się rozchoruje
i nie będzie mógł jutro iść… ze się obudzi z gorączka i dupa blada, siedzimy w
domu… tfu, tfu, tfu… dobrze, ze to tylko sen…. Od powrotu z wakacji skreślam dni
w kalendarzu odliczając do 1 września. W życiu tak nie czekałam na nowy rok
szkolny :)

Tak, wiem, to nienajlepiej o mnie świadczy..
powinnam się martwić, że kończą się błogie chwile spędzone z moim pierworodnym,
ze powinnam żałować, ze wakacje się kończą… ale jakoś cholera nie żałuję.

Trochę nam się niestety synek rozregulował
i mam nadzieje, ze mile panie w żłobku szybciutko go naprawia, bo my trochę go rozpuściliśmy
przez ten miesiąc. Szczególnie ze spaniem.. no bo kto to widział, żeby małe
dziecko wstawało o 10 rano?? Ale koniec tego dobrego.. :)   mam tylko nadzieje, ze młody nie zapomniał
jak bardzo lubi tam chodzić…….

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

japka na mus

30 sie



Niedziela jest, to pojechałam rwać. Wróciłam
z wiejskiej posiadłości mojej mamy z mirabelkami w 2 kolorach – dżem będzie (dobry,
kwaskowy) mama powiedziała, ze idealny do tortu Sachera… oszalała, ale nie chciałam
jej tego mówić. Wie, ze upiec to ja umiem co najwyżej tarte ze szpinakiem. Ze słodyczy
of course. No i będzie ten dżem. No bo jak się okazało, to nie ja dałam dupy
przy wiśniach, tylko ten fix pieprzony był trefny. Mamie tez się nie ścięły – właśnie
te mirabelkowe, a naprawdę w ciąży nie jest. Także jestem pełna nowej energii
do przetwarzania płodów rolnych. No właśnie, wróćmy do tego, co nawiozłam do
domu. Oprócz tych śmiesznych małych śliweczek mam jeszcze wiadro aronii, która mama
Najlepszej przerobi na sok, torbę jabłuszek dla małego Stana, które jego własna
matka przerobi mu na musik, a dla mojego męża kiełbasę, jajka i boczek. To tak
z tych płodów rolnych ;d

A wczoraj wysłałam Najlepszej smsa „japka
dla Stana na mus, chcesz?” a ona dzwoni do mnie, ze się przez te JAPKA popluła :)
no fajnie wyglądały, nie mogłam się powstrzymać :)

A w ogóle to się wczoraj zdołowałam… Ju
mi wysłała artykuł o alfa-matkach… ze one takie zajebiste sa, zawsze pięknie ubrane,
zapracowane, ale jeszcze maja czas robić codziennie obiadki z 3 dan używając do
tego organicznych marchewek, a potem jeszcze zrobią z dziećmi teatrzyk kukiełkowy,
poczytają im przed snem po francusku a rano jak dziecko wstanie, to mamusia już
w pełnym makijażu czeka z pachnącymi goframi na śniadanko i szczebiocze do
potomka po hiszpańsku, żeby miało kontakt z językami obcymi. Potem jeszcze
nauka tenisa, basen, balet, wiolonczela i flet prosty, a to wszystko z uśmiechem
na ustach…. No wiec ja się pytam jak to kurwa możliwe? (sorry mamo, ale użycie
tego przekleństwa uważam, za istotne dla podkreślenia stopnia mojej „bulwersacji”)
no więc jak??

Nie wiem, ni cholery… nawet sobie tego
nie jestem w stanie wyobrazić, bo jak o tym myślę, to mam zadyszkę. No i dołek,
bo alfa-matka nigdy nie będę, może beta, albo, co bardziej prawdopodobne
delta-matka… no bo, albo się umaluje, albo zrobię śniadanie. Albo pobawię się w
jakąś zajebiście rozwojowa zabawę z moim chwilowo jedynym dzieckiem, albo ugotuje
mu obiad… a czasem nawet wybiorę leżenie na kanapie, tak po prostu,
bezproduktywnie… a do pracy wrócę chętnie, bo wtedy mam spokój i dzieci mnie
nie prześladują, ani inni ludzie. Czasem pojawi się szef, ale z nim sobie radze
lepiej niż z dzieckiem, chociaż mentalność podobna.

Także poprzedni wpis o wyrodnej matce
jest jak najbardziej na miejscu… mogły te moje dzieci lepiej trafić. Na jakąś cyborg-alfa-matkę..
na pewno miałyby szanse na „lepszy start w życiu”… moje będą miały przesrane…
nauka angielskiego dopiero w przedszkolu… żadnej wiolonczeli ani skrzypiec.. pozwolę
im się bawić, brudzić i czasem pooglądać tak po prostu teletubisie a może nawet
i bajki o traktorkach.. szczególnie tych małych i czerwonych. Bo Franek to
lubi. A ja chce, żeby były szczęśliwe, te moje dzieci… ale czy będą szczęśliwe
jak nie będę czekała na nie, umalowana, odprasowana z francuskimi grzankami, a
zamiast tego w koszuli nocnej usmażę im jajecznice?

 

Ale się zdołowałam, a nawet napić się nie
mogę…. Nie, nie… ciąża nie jest wystarczającym powodem…  ja po prostu nie mam wina….

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

skumaj sztuciec :)

27 sie



No, ze niby młodego Stana, to już będą karmić
łyżeczką, ale nie tak, ze wszystko i w ogóle.. nie..tak treningowo, żeby SKUMAŁ
SZTUCIEC :) ech te nasze dzieci to mądre będą aż strach! Czy Stach właśnie?

Alee, ja nie o tym miałam. Ale o czym
miałam to już nie pamiętam. W ciąży jestem i pół mózgu mi przysługuje, drugie pół
ma Hell-ena, moje dziecko pieruńskie. Pieruńskie bo kopie jak nie przymierzając
zawodnik Realu Madryt. A już mi jeden kopacz (czyt. Franko) w rodzinie
wystarczy. Łudzę się jeszcze, ze to może wstęp do bycia bardzo znaną
primabaleriną i wymachy musi ćwiczyć… no jeżeli ma potem zarabiać gruba kasę za
to machanie nogami, to ja się zgadzam.. niech sobie na mamusi poćwiczy.

Jak już jesteśmy w temacie dzieci.. to
na razie bilans jest 1:1 no bo jednym znajomym się udało, a drugim jeszcze nie.
I fajnie, tzn. fajnie, ze chociaż jednym się udało. Ale ja na razie o niczym
nie wiem, i żeby nie zapeszać, nie pisze juz nic więcej.

No i w sumie się cieszę, no bo nie
tylko ja będę miała przesrane (nawet dosłownie) a co? Niech się męczą…. Przewijają,
bujają, przebierają… hehehe… zaśmiałam się diabolicznie :) nie, no przecież już
chyba wszyscy wiedza, ze dzieci sa fajne. Zwłaszcza własne, właściwie tylko własne,
tzn. dla mnie to prawie wyłącznie własne. No i może jeszcze Stan, ale to zięć mój
będzie to jakby mój już jest. Tzn. nie to, ze ja chce go z moim Frankiem, nie,
nie… on dla Hell-eny jest naszykowany. Czy im się podoba, czy nie.

Lubię jak się ludziom dzieci rodzą, bo
w końcu się przekonują jak to jest :) i ze to nie jest tak całkiem słodko – pierdząco.
Pierdząco owszem, słodko trochę rzadziej :) i nie tak od razu.

No i w ogóle to czasem bywam wyrodną
matka.. nawet się na forum publicznym ujawniłam i okazało się, ze jest nas więcej!
O proszę, tak to było:

„ja wszystko rozumiem – macierzyństwo
jest wspaniale – nie zaprzeczam, mój syn jest najwspanialszym facetem na świecie,
no któż zaprzeczy? ale… no właśnie, czy ja będąc matka musze mięć kompletna korbę
na punkcie mojego dziecka i świata poza nim nie widzieć? czy ja w momencie gdy urodziłam
Franka powinnam pozbyć sie ambicji, chęci by dobrze wyglądać, a jedynym tematem
moich rozmów ma juz na zawsze pozostać kupa mojego dziecka, ilość szczepień i
ewentualne katarki i kaszelki?

chyba nie bardzo! dlatego tez, po dzisiejszej rozmowie z
moja teściowa, która stwierdziła, ze jej 2x starsza od Franka córka jest za
malutka, żeby spać sama w pokoju – chociaż takowy posiada, no i przecież sie odkrywa
i trzeba ja 10 razy przykrywać w ciągu nocy stwierdziłam, ze jestem wyrodna
matka….. oto dowody:

1. moje dziecko chodzi do żłobka i bardzo sie z tego cieszę!

2. wróciłam do pracy jak moj syn miał 5 miesięcy
3. nie karmiłam go piersią do pełnoletniości a jedynie
przez 3 miesiące i nie zalewam sie łzami za każdym razem gdy o tym pomyśle

4. śpi w swoim pokoju i o zgrozo sam zasypia po wypiciu
mleczka

5. ja siedzę na innym piętrze i nie biegnę na każde
miaukniecie i stękniecie, a tylko w sytuacji, kiedy rzeczywiście sie budzi

6. daje mu do spróbowania rożnych dziwnych rzeczy włączając
w to sałatkę z rucoli ze szparagami i octem balsamicznym

7. nie przebieram go za każdym razem jak sie ubrudzi
8. pozwalam mu odejść od siebie na więcej niż 10 kroków, a
nawet sie przewrócić

9. w sytuacji, gdy runie na glebę nie biegnę z wrzaskiem i
apteczka w reku, a wręcz bagatelizuje sprawę, gdyż on zazwyczaj tez tak robi.

10. kapie go codziennie, bo to mu sprawia przyjemność, niszcząc
mu jednak jakąś ochronna warstwę na ciele (no cóż, cos za cos)

11. zmuszam go do wysiłku – zarówno fizycznego jak i
psychicznego
:)
12. nie czytam mu codziennie 20 minut – na razie wyrywa mi
książki, juz i tak jest postęp bo ich nie zjada

13. pozwalam mu oglądać bajki – pewnie niszczę jego psychikę

14. mam twarde zasady – godzina 20.00 idziemy do wanny,
mleko i spać..

15. w nocy nie wstaje jak wściekła, żeby go przykrywać,
jak sie odkrywa, znaczy, ze mu za ciepło
:) w domu jest ciepło, a jak
nie jest to go po prostu na wszelki wypadek cieplej ubieram, a wtedy i tak sie
nie odkrywa

16. nauczyłam moje dziecko spać do 9-10 w weekendy, bo nie
chce mi sie wstawać

17. i teraz najgorsze – cieszę sie, gdy młody zaśnie a ja
mam czas dla siebie…”

 

 

No i co? Reszta tutaj :)
http://www.forum.wesele-lodz.pl/viewtopic.php?t=9923

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mietłą na księżyc??

25 sie

no i po kim to ma?? no lubi sobie polatać chłopak… kiedyś mu może nawet dam swój kociołek….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’ll think about that tomorrow.

25 sie



Miałam wczoraj wychodne. Pojechałam do
mojej Najlepszej, Franko został z tatisiem w domu, Helenkę chcąc nie chcąc zabrałam
ze sobą. Mąż Najlepszej zajął się ich potomkiem i miałyśmy duuuzo czasu, żeby sobie
posiedzieć i pogadać… hmmm… teraz jak o tym pomyślę, to w sumie najwięcej rozmawiałyśmy
o dzieciach, no i sobie oglądałyśmy fajne strony w necie…. Nowamatkapolka.pl, i
inne zajebiście fajne stronki z zabawkami dla myszorków oczywiście zajebiście
drogimi. Ale piękne. No i w ogóle to mi trochę głupio, ze Franko nie ma tylko
swojego kocyka.
http://www.kocyki.eu/
Ale nadrobimy
to. On przecież tak kocha kocyki…… no to sobie tak posiedziałam i odpoczęłam od
dziecka i męża :)

to się już tak nie da wyłączyć, nie? Nie
można nie myśleć jak się już ma….

To było wczoraj, a dzisiaj? Dzisiaj musze
leżeć bo nie mogę chodzić. Ale mam posprzątane cale piętro.. tym razem górne…
wypucowaną łazienkę (łącznie z umyciem lustra, kabiny nie dałam już rady), odkurzoną
sypialnię, hol i oba myszorkowe pokoje, umyte parapety, wyczyszczone zabawki
młodego – te większe oczywiście, pościerane kurze, umyte podłogi i zmienioną
pościel.. no i teraz myszorek ma czyściutko i pachnąco, ale musi się sam sobą
zająć, bo mnie złapał skurcz w pachwinę, Hell- enka się wściekła piekielnie i
teraz kopie i spina mi brzuch. Jest bosko, a mój jedyny mąż pracuje dzisiaj do
23.

Na szczęście/niestety, to już ostatnie
chwile w tej pracy, bo złożył wymówienie i pracuje tylko do konca sierpnia. Nie
wiem z czego będziemy żyć, ale nie będę o tym teraz myśleć.. Jutro też jest
dzień :) nie można się wszystkim przejmować, bo człowiek oszaleje lub co gorsza
osiwieje. A jak stary będzie bez pracy, to za co ja będę włosy farbować?

No prawda jest taka, ze dobrze zrobił,
bo trafił na nieuczciwych ludzi dla których umowa nie oznacza dokładnie tego
samego co dla nas, a płacenie pracownikom ich brzydzi do tego stopnia, ze
niekoniecznie płacą tyle ile powinni. Dziwne to, jeszcze mi się takie ludzie
nie trafiły, a już pracowałam w paru miejscach. W każdym bądź razie mąż się wkurwił
i powiedział panom, ze nie jest instytucją charytatywną i za darmo pracować nie
zamierza i, ze dowidzenia się z państwem. I dobrze, no co zrobić, nie ta praca
to inna, zdolny jest, da sobie rade :) no i ma rodzinę na utrzymaniu, bo za
moja pensje to raczej sobie nie wyobrażam życia w 3, a już na pewno nie w 4 :)  no dobra, Scarlett, nie myśl o tym teraz. Muszę
cos wymyślić, żeby wytrzymać z moim pierworodnym do 19, wykąpać go i położyć spać.
Nie wiem jak to zrobić bo jak już wspomniałam nie mogę się ruszać..

Ale jest coś, co trzyma mnie przy życiu.
Za równiutki tydzień jest 1 września!!! A co jest pierwszego września? Oprócz tego,
ze jest wtorek? Otwierają żłobek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Hurrrrrrrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaa!!!

Franek się tak stęsknił…………………… no bo
ja to w ogóle… ani trochę……   :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

trzeba się zawekować na zimę

23 sie



Abonent jest czasowo niedostępny, bo
jest kompletnie upierdzielony zrywaniem aronii. Będzie sok. Dla myszorków, bo
to zdrowe. 

http://www.wielkiezarcie.com/recipe19640.html

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

aaaaaaaaaaa, aaaaaaaaaa kotki dwa??

22 sie



Najgorsze są dni, kiedy zmienia się pogoda…
jest wiatr, żłobek nadal zamknięty, a Mary Poppins jak na złość nie chce
przylecieć na parasolu.. młody szaleje.. meteopata nieznośny. Od urodzenia tak
ma. Wystarczy trochę wiatru i zapowiedź zmiany frontów, czy w ogóle zmiany czegoś
w pogodzie, a ta mała paskuda krócej śpi a jak się obudzi jest wredną paskudą. Dzisiaj
na przykład wrzeszczał przez 10  minut
sam nie wiedząc dlaczego. Chciał wyjść przed dom – wyszliśmy.. było nie tak jak
powinno być. Chciał wejść do domu, weszliśmy, też do dupy. Masakra. A przede mną
jeszcze 7 godzin, zakładając, że jakimś cudem zaśnie wtedy kiedy powinien, a ja
zalęgnę na kanapie. Oczywiście mojego jedynego męża nie ma dzisiaj cały dzień. Jest
w pracy. Zajebiście mu zazdroszczę. Zadzwonię, spróbuję, może będzie się chciał
zamienić?

Nie chciał. Dziwię mu się. Naprawdę,
siedzenie w domu z marudnym dzieckiem jest przecież takie przyjemne….

Idę się wobec tego zastrzelić. Strzelę se
w łokieć. A co…

Marzę o tym, żeby się zdrzemnąć chociaż
20 minut.. ale najpierw muszę w jakiś sposób uśpić tę małą Francę. Tylko jak to
zrobić skoro obudził się 2 godziny temu??

Udało się. Zajęło mi to pół godziny,
ale namówiłam gnojka, że spanie jest w dechę! I kto jest zaklinaczką dzieci? No
kto??

 

 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

notka antykoncepcyjna?

21 sie



No właśnie się
dowiedziałam, ze moje wpisy działają na niektórych dzieciowstretnie :) tzn. zaczęło
się od nocnych tuptupów, dzisiaj odizolowanie od świata, a jeszcze wcześniej
burdel w domu… no sorry bardzo, ale tak to niestety  wygląda..

Dodać do
tego jeszcze należy smród jaki dziecko potrafi wyprodukować, kompletna
dezintegrację doby i załamanie życia towarzyskiego i to tak tylko na szybko.. i
co? Odechciało się bzykania? Jeśli nie, to mam jeszcze sporo w zanadrzu.. ale w
sumie mimo wszystko fajnie jest mieć dzieci.. i to mili państwo, po takim wstępie
potrafią zrozumieć tylko Ci, którzy dzieci maja :)

bo w sumie
jak się pominie te drobne szczególiki w postaci obsikania matki, przynajmniej kilkakrotnie
w ciągu pierwszego miesiąca, nieprzespane noce, poparzone ręce, na których półprzytomni
rodzice sprawdzają temperaturę mleczka, tysiące wydane na pampersy, opiekunki i
inne smoczki, to tak naprawdę fajnie jest mieć dzieci, że powtórzę to jak
mantrę.  No co? Czasem muszę to sobie
powtarzać…  

fajnie jest
patrzeć jak rośnie, jak zaczyna się uśmiechać, siadać, raczkować, chodzić,
gadać, no w ogóle to fajne jest bo w sumie to małe dziecko wszystkiego uczy się
od nas.. a może się myle? No nie, chyba się nie mylę, bo przecież nie z
telewizji od teletubisiów? Żeby już oddać im sprawiedliwość, to nauczył się od
nich „hejo”, ale resztę biorę na siebie :)

no i w ogóle
to sama świadomość, ze to małe stworzenie, czasem wredne i męczące i sikające w
przestrzeń, to taka trochę ja a trochę mój mąż i w ogóle on sobie mieszkał w
moim brzuchu i mnie kopał i tam sobie rósł, a potem się nagle urodził.. dziwne
to, ale fascynujące i polecam wszystkim. No może nie facetom, oni by tego nie ogarnęli
nawet będąc w ciąży i chyba dobrze, ze im się to nie zdarza.

I w obliczu
tylu fajnych momentów w stylu „pierwszy uśmiech”, obśliniony buziak i „mama” to
takie nocne tuptupy, burdel w chałupie, a nawet te poparzone ręce i nieprzespane
noce, są kompletnie nieważne. Przyjdzie, uśmiechnie się i wybaczam mu wszystko…
mówiłam już jak bardzo kocham tę małą paskudę?

 


 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

If you need me, you can call me, you know i’ll be there…

21 sie



 

Kiedyś było
łatwiej. Kiedyś miałam tylko jeden numer telefonu i było chyba lepiej.. Kiedyś
dzwoniłam do mojej najlepszej, ona odbierała i tak sobie rozmawiałyśmy i
rozmawiałyśmy. Jak tylko była w domu, to dodzwonienie się nie stanowiło większego
problemu. No chyba, ze było zajęte, no ale jak było długo zajęte to wiadomo, ze
gadała ze mną, także już raczej nie musiałam dzwonić, nie?

Teraz jest
dziwnie.. teraz mamy komórki, telefony domowe, sekretarki, telefony naszych mężów
i Internet i teraz paradoksalnie ni cholery nie możemy się do siebie dodzwonić.
To znaczy w końcu się to zawsze udaje, ale czasem trwa to nawet 2 dni. Dziwne nie?
Nieeee… otóż mamy dzieci.. mój ma 19 miesięcy, a Stan raptem 3,5.. no mały
jest! I nawet w tydzień się go nie da tak wykarmić, żeby urósł o 20%… no i
wiadomo – sen dziecka jest święty. Już nawet nie chodzi o samo dziecko, bo ono
i tak sobie kiedyś, gdzieś przekima jak już nie będzie miało siły, ale przede wszystkim
chodzi o matkę! Chwile, kiedy dzieć śpi są święte, bo matka ma wtedy spokój i
czas dla siebie, czyt.

·        
ugotowanie
obiadu

·        
zmywanie

·        
kąpiel

·        
opiłowanie
złamanego paznokcia

·        
wyrwanie
jakiegoś niepotrzebnego włosa w niepotrzebnym miejscu, który drażnił już od
kilku dni, ale nie było na to czasu

·        
pranie

·        
prasowanie

·        
sprzątanie

oczywiście wszystkie
te czynności należy wykonywać w ciszy, bo jeden nieuważny ruch i dupa zbita. Potomek
się budzi a my zostajemy z niespłukanym szamponem lub do połowy napełnioną
zmywarką. A jeszcze przecież chciałyśmy usiąść i przeczytać wczorajszą gazetę,
bo wczoraj niestety się nie udało.

No i teraz
te nieszczęsne telefony.. ja dzwonie, a Najlepsza, oczywiście nie odbiera, bo
telefon na wszelki wypadek już od 4 miesięcy jest wyciszony lub zawibrowany w
najlepszym wypadku, telefon domowy jest w podobnym stanie, tzn. nie wydaje z
siebie dźwięku. Czyli jak na telefon – bomba. No to ja po 10 minutach słuchania
sygnału, odkładam telefon ciesząc się, że to nic pilnego i że na przykład nie
urwało mi ręki w łokciu, albo nie walnęłam się w głowę i to jedyny numer, który
pamiętam. Dzwonie jeszcze pro forma na domowy numer, a jeżeli mam coś dość
ważnego daje jeszcze znak mężowi Najlepszej, ze łaknę kontaktu i po tych
nieudanych próbach spokojnie wyłączam się i czekam, aż oddzwoni. Nie zawsze
jednak do tego stopnia, czekam na to, żeby sprawdzić, czy włączyłam dźwięk w
telefonie po drzemce mojego dziecka……. Zazwyczaj dzwonek zamieniony jest na
wibrację, a telefon leży na innym piętrze…. No i ona oddzwania, ja nie
odbieram, bo niby jak, skoro telefonu nie widać ani nie słychać, później ja
oddzwaniam i tak do zaje.. no ale i tak nam idzie coraz lepiej. Czasem udaje
nam się skontaktować w jeden dzień i to wystarczy nam do tego z 15 telefonów :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tup, tup, tup

20 sie



Ten odgłos
o 2.15 w nocy nie jest tak samo rozkoszny jak o 7 rano.. a tu nagle dzisiaj w
nocy slysze właśnie tup, tup, tup i po chwili w drzwiach naszej sypialni
ukazuje się nasz pierworodny ze smokiem w zębach i kołderką (!!!) w łapkach..
przypominam, ze jest 2.15.. normalnie pojawia się duuuzo później a właściwie to
już wcześnie rano i to z misiem, bawełnianym kocykiem i smokiem, ale tym razem
wszystko było inaczej…  co gorsza
uśmiechał się.. a to nie najlepiej rokuje na dalszy sen. Władował się do
naszego łóżka, zabrał mi poduszkę – to akurat jego stały numer, ale nadal NIE O
TEJ PORZE!! Stwierdziłam, że to nie jest dobry pomysł, bo jeszcze się przyzwyczai,
a konsekwentnym trza być – dziecko ma swój pokój, swoje łóżeczko i tam śpi. No to
młodego za rączkę i tup, tup, tup z powrotem do myszorkowej sypialni, do łóżeczka,
kocyk, miś, cmok w czółko i dobranoc a mamusia do sypialni i spać.

Pół godziny
później tup, tup, tup – pojawia się młody, tym razem z kocykiem, czyli już jakiś
postęp, ale nadal STANOWCZO ZA WCZEŚNIE.. no to tym razem tatiś młodego pod
pachę, do łóżeczka, kocyk, miś, cmok w czółko i dobranoc i powrót do sypialni…
minęło kolejnych kilkadziesiąt minut tup, tup, tup. Myślę sobie posiedzę chwilę
na dywaniku koło łóżeczka zaśnie i wrócę do siebie.  Po 15 minutach na podłodze i patrzeniu w
szeroko otwarte oczęta  mojego syna
straciłam nadzieję i dałam mu do łapek kocyk, misia, cmok w czółko i dobranoc a
mamusia tup, tup, tup do sypialni i zamiast spać czekałam aż usłyszę tup, tup,
tup małych nóżek na dechach.. długo nie musiałam czekać. Uzbrojony w kocyk,
misia i smoczek mój syn wparował do sypialni, wlazł do naszego łóżka, zabrał mi
poduszkę, przytulił się i zasnął.. uwierzcie mi, ze ostatnią rzeczą o której
wtedy myślałam było obudzenie go i położenie w jego własnym łóżeczku.. srał
pies konsekwencję i żelazne zasady – przez sen staje się miękka, starałam się..
wygrał łobuz jeden.. ale jak dzisiaj przylezie to choćbym miała spać na dywanie
to mu nie pozwolę spać z nami, bo przyzwyczai się jak nic! Mam nadzieje jednak,
ze to był jednorazowy wybryk…..

Aaaaaaaa,
żeby nie było, jak młody w końcu zasnął uaktywniła się Helena…. Chyba rozjuszyłam
ją tym siedzeniem na dywanie w środku nocy… 
zasnęłam skopana przez dwoje moich cudownych dzieci….

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS