RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2009

jak ćwiczyłam silną wolę…..

30 wrz



Leżę na kanapie, dookoła mnie rozrzucone
kasztany, drewniane klocki i samochodziki zwane przez mojego ukochanego
myszorka dżi dżi… a ja leżę…… i nie mam siły wstać…. i wiem, ze nawet
nie mogę……. no to leżę i ćwiczę silną wolę. Poległam już częściowo bo wstawiłam
pranie, ale nie miałam wyjścia. Myszorek miał dzisiaj na sobie skarpeciątka z
czasów 0-3 mcy. Nie wiem jak mój mąż go w nie upchnął… ale..

wróciłam do domu. Jest prawie
wspaniale. Prawie, bo zgodnie z rozpiską (link) Ju w żłobkach i przedszkolach panuje
aktualnie jelitówka. No to mamy ją. Odebraliśmy myszorka ze żłobka ze sraczką i
temperaturą, dla mnie bomba… nie takiego powitania się spodziewałam.. no, żeby
się posrać na widok mamusi…. Nieważne, będzie mu wybaczone, bo cierpi. Jutro
pojadą chłopcy rano do przychodni i dowiedzą się co trzeba wziąć na tę posraną
infekcję.

To teraz co u mnie… no u mnie tez
nieźle :) urwałam się ze SPA pomimo prób zatrzymania mnie przez samego
profesora. Ale podejrzewam go, ze chciał to zrobić na złość szalonej lokówce,
bo ona bardzo go namawiała, żeby mnie wypisał. Chyba aż za bardzo, bo
stwierdził, że może powinnam zostać do poniedziałku… ale potem przyszła i się pytała,
czy nie chcę iść do domu, bo gdybym bardzo chciała, to ona mnie wypisze. No myślę
sobie niech już ma spokój kobieta, pójdę sobie i łaskawie pozwoliłam jej zająć się
moim wypisem. Niestety… wypis w formie papierowej do skutku nie doszedł, bo się
prąd skończył w CZMP i wystarczyło go jedynie na podtrzymywanie dużo ważniejszych
sprzętów niż drukarki w sekretariacie, ale co mi tam.. najważniejsze, że mnie
wypuścili, a te papiery sobie jakoś odbiorę.

No i teraz leżę i chrupię cordafen
zagryzając augmentinem i czekam na jakieś przyjemniejsze w smaku kalorie. Mąż jedyny
pojechał uzupełnić zapasy w lodowce, bo przecież „ja się Ciebie kochanie po
prostu dzisiaj nie spodziewałem”. Nic to, pojechał. Marudzić nie będę. W ogóle nie
będę… w domu jestem w końcu… wszystko zniosę.

I teraz jeszcze kilka słów…..

Sister, Ty wiesz… myślami jestem z Wami…

 

 

ooooooooo matko, ale mi się podoba fantazja niektórych kobiet… Naprawdę nie sztuką jest wypieprzyć faceta za drzwi, zerwać z nim i w ogóle takie tam… Sztuką jest zrobić to z fantazją….  a zemsta jak sie okazuje najepiej smakuje usmażona… (link)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

chrup, chrup, chrup…..

29 wrz



Uprzejmie informuję, że matka z młodszym dzieckiem, czule
zwanym HELL-eną nadal przebywa na turnusie w SPA. Informuję również, ze zaczyna
mi się tu nudzić i wkurza mnie ta szalona lokówka, czyli pani docent „nie interesują
mnie subiektywne odczucia”. A mnie owszem. W końcu to moja ciąża, i gdyby nie
moje subiektywne odczucia to pewnie bym się tu nie zgłosiła, a skoro nadal tu
jestem to chyba te odczucia się jednak do czegoś przydały. Na szczęście dzisiaj
na dyżurze jest mój doktorek i chyba w końcu się czegoś dowiem, a ponieważ tajemnicza
infekcja najwyraźniej jest w odwrocie, to kto wie… może jutro wieczorem będę już
na własnej kanapie przygnieciona moim małym myszorkiem, za którym wściekle się stęskniłam…

A tymczasem leżę przygnieciona siostrą tego potworka i
chrupię sobie paracetamol. Jest wspaniale. Za oknem szaro i mokro, a pewnie mąż
jedyny nie wpadł na to, żeby spragnionego skrzydłokwiata wykopać na taras celem
zmoknięcia.. ale i tak dobry z niego facet, przynajmniej czasem podleje kwiaty.
częściej ja zapominam niż on. W ogóle to jestem z niego dumna, ze się tak
dzielnie myszorkiem zajmuje, bo w normalnych warunkach, czyli kiedy ja jestem w
domu nie zawsze tak dobrze mu to wychodzi. A tak szczerze mówiąc to chyba mu się
wtedy nie chce… Skoro ja jestem w domu, to po co oboje będziemy robić to, co
spokojnie może robić jedno z nas, czyli najlepiej ja. Nie, żebym narzekała, bez
przesady źle nie jest :) a teraz maja takie swoje męskie dni na męskie sprawy,
a ja tu leżę i tęsknię…

No ale wróćmy do pogody, bo w końcu pada. A jak pada to rosną
grzyby!! Czyli jest jeszcze szansa na jakieś maślaczki marynowane…. Może nawet
kilka ususzę… zamrożę… no jak ja lubię maślaki…

A teraz poleżę grzecznie i poczekam aż mi Najlepsza latte macchiatto
dowiezie, bo padnę tu trupem grubym bez kofeiny….

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zerwana ze sznurka

28 wrz



Ale to jedyna dobra wiadomość. To jedyna jakakolwiek
wiadomość, bo okazuje się, ze z HELL-eną jest wszystko cudownie, wspaniale i w
ogóle, natomiast jej matka stanowi medyczną zagadkę na miarę dr House’a. Ale
jeszcze tylko słowo o HELL-enie, a może raczej pół kilograma bo tyle właśnie ta
grubaska „wrzuciła” przez 2 tyg. No i ma już 2,2 kg. Czyli całkiem sporo. Chyba
powinnam się powstrzymać z kupowaniem małych ubranek, albo stale monitorować
jej rozmiar i gdy osiągnie 56 – wyciągać :) A wszystko to dla pięknego
kremowego bodziaka w kokardki, który jej nieopatrznie kupiłam w rozmiarze
NEWBORN….

No ale wróćmy do matki, czyli do mnie. Ja przytyłam mniej
więcej tyle samo, ale w NEWBORNA nie wcisnę się ni cholery, nawet gdybym już
teraz urodziła. Ale ja nie o tym. Jest tak. Przez cały dzień jest świetnie, a
wieczorem dostaję gorączki i umieram… no i co powiecie? Ha! No właśnie.. mam
leżeć, a oni będą mnie obserwować i sprawdzać czy dzisiaj znów będzie tak jak
wczoraj i przedwczoraj. A jak będzie to i tak nie wiadomo co zrobią. Na razie,
profilaktycznie dostaję antybiotyk… no co mi tam.. takie piju piju prosto do
krwioobiegu.. Jakie SPA takie zabiegi.

Ewę już uwolnili. Wróciła do domu i teraz z Zygmuntem leżą na
własnej kanapie i pewnie im nawet nie przeszkadza, ze trzeba ją wyczyścić.  I była Sister i poszłyśmy na ohydną kawę w
bufecie z jeszcze ohydniejszymi obrusami, ale pączki były super! No i mam Twój Styl
i zaraz się dowiem jak bardzo w dupie jestem stylistycznie jeśli chodzi o sezon
jesień – zima 2009/2010. No i w ogóle sam fakt, ze w H&M ma być akurat
kolekcja szpilek od Jimmiego Choo w czasie kiedy ja będę albo rodzić albo
karmić wyczynowo tę grubaskę przyprawia mnie o niestrawność. Wyślę Najlepszą
niech kupi cokolwiek w rozmiarze jak najbardziej zbliżonym do mojego. Nie ma
znaczenia co, w końcu to Jimmy Choo!

A przed chwilą odebrałam fajny telefon, no i będzie kolejne
dziecko :) ale jeszcze ciiiiii…. Ale wiesz jak się cieszę :) gratuluję jeszcze
raz :) należało Wam się, będziecie mieli przerąbane prawie tak jak my :)

No i tym optymistycznym akcentem zakończę tę chaotyczną notkę
i będę sobie oglądać Brzydulę w nadziei, że w końcu wyładnieje :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NO PAIN czyli życie według telezakupów

27 wrz



Nadal jestem na turnusie w SPA „Matka Polka”, ale po
wczorajszym zachwycie zaczynam dostrzegać pewne niedociągnięcia tego
kompleksu.. przede wszystkim śniadanko było delikatnie mówiąc rozczarowujące…
ale może te pyszne napoje podawane bezpośrednio do krwioobiegu mają mi to
wynagrodzić? No wynagradzają o tyle, ze dzisiejszy zapis ktg mam płaski jak
naleśnik, skurczów brak, dziecko śpi. Ale wracając do tych niedociągnięć. Ewa
zwróciła mi uwagę, ze prysznice również nie sa jakoś mega komfortowe, ale
przynajmniej mamy takowy w pokoju i kibelek, czyli jednak luksus!

No i z poranna herbatką wybrałam się na plotki do sąsiadki
zza ściany i tak od słowa do słowa doszłam do owych telezakupów, no bo to jest
tak, jak mówiłam Ewie, że zazwyczaj dzień zaczynam od tvn24, ale jak liczba
ofiar w wiadomościach przekracza 20 zaczynam szukać jakiejś odskoczni.
Telezakupy są do tego idealne. Jeżeli nie zasnę w ciągu pierwszych 15 minut,
mam szansę przekonać się, ze moje życie może być o wiele łatwiejsze, oczywiście
wszystko ma swoją cenę, ale za to jak może być cudnie…..

Właściwie mottem telezakupów może być „jak robić, żeby się
nie narobić”. Mamy do wyboru maszynę do malowania, która właściwie sama maluje
wystarczy cos przycisnąć i nawet 90 letnia staruszka może sobie pierdyknąć
płotek na różowo w 10 minut, najlepiej, żeby miała na plecach coś co sprawi, że
jej kręgosłup odzyska formę sprzed 30 lat, a w butach wkładki, które zlikwidują
kompletnie skutki reumatyzmu i osteoporozy. A wieczorem sruu do łóżeczka i bach
na powietrzną poduszeczkę i kark po tym malowaniu nie boli rano… I proszę –
kilka dobrze zainwestowanych stówek i mamy kilkadziesiąt lat mniej.

Dla nieco młodszych są inne propozycje, głownie dotyczące
wyglądu. Nadal jednak pozostaje opcja – niech to się lepiej samo dzieje bez
mojego udziału. I tak możemy całymi dniami wylegiwać się nad basenem sącząc
drinki z parasolką, gdy w tym czasie jakąś dzielna maszyna w pocie, może nie czoła,
ale naszym własnym, robi za nas brzuszki, skłony i przysiady i to wszystko
sprawia, że w 6 tygodni, a może nawet w 3,5 będziemy wyglądać jak Miss
Wenezueli po 15 operacjach plastycznych w tym po 5 liposukcjach. A jak tego
będzie mało, to możemy się wysmarować specyfikiem ze ślimaka, który sprawi, że
znikną rozstępy i w ogóle natychmiast będziemy piękne, młode i może tylko
trochę zaślimaczone. A jak się okaże, że zmarszczki sa za głębokie na ślimaczy
śluz wystarczy zainwestować w takie „cosie” co to się smaruje bezpośrednio
zmarszczki i znikają. No sama widziałam! Zniknęły wszystkie…  taki botoks, tylko kłuć się nie trzeba :)
Rewelacja…

I w ogóle jest fajnie.. sprzątanie to właściwie czysta
przyjemność, bo odkurzacz najwyraźniej robi to sam, drabina sama się rozkłada,
okna stają się czyste po dotknięciu  ich
cudowną ściereczką, a warzywa obierają się same i wycinają się jeszcze w
fantazyjne wzorki. Nic tylko ciachać surówki, a jak zdrowo! Jak nam to nie
wystarcza to możemy wpakować cały obiad do szklanego pojemnika, który nam to
wszystko odmrozi, upiecze, ugotuje i pewnie jeszcze pogryzie i strawi. Ot taki
wiekopomny wynalazek…

Jedno mnie zastanawiało i myślałam o tym dosyć długo…
dlaczego nie ma żadnych udogodnień i ułatwień dla ludzi, którzy mają dzieci??

Ale już wiem… wymyśliłam. Po prostu jak się ma dzieci, to
człowiekowi już nic nie pomoże, a i odporny jest bardziej na reklamy i w ogóle
na te super wynalazki. Zanim się toto urodzi, to jeszcze damy się nabrać, ze
wystarczy mieć mega wypasione sprzęty do obsługi dziecka, najlepsze butelki,
smoczki, laktatory, sterylizatory i pieluchy, a nasze życie będzie proste i
przyjemne a rodzicielstwo stanie się jedną wielką sielanką…

A potem nagle pojawia się mały człowiek i sruuuu..
przestajemy wierzyć w cokolwiek.. w magiczne odkurzacze, obieraczki, kremy
które sprawią, że zmęczenie zniknie z naszych twarzy zaraz po przejechaniu ich
wyciągiem z tyłka ślimaka. Ale pierwsza rzecz, w którą przestajemy wierzyć to,
to, że kiedykolwiek się jeszcze porządnie wyśpimy…. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wiaderko ze sznurkiem, czyli z wizytą u EwyM

26 wrz



No to postanowiłam wpaść z wizytą do Ewy do Matki Polki, a
ze nie lubię tak na chwile, to zajęłam łóżko w pokoju obok i również podłączyli
mnie do jakiegoś wiaderka ze sznurkiem, zaserwowali sterydy w tyłek i leżę.. w
skrócie – nie czułam się najlepiej, dreszcze, mdłości, temperatura, oczywiście
ból brzucha i jak się okazało na ktg skurcze. No to leżę, ale podobno nie
zapowiada się ze zaraz zacznę rodzić. Uff.. zupełnie nie jestem na to
przygotowana. Nawet nie odszukałam tych śpiochów w trupie czachy dla HELL-eny,
a co dopiero nastawienie psychiczne. Kompletnie nie jestem gotowa. Nie mam pewności
czy będę gotowa w październiku, szykuje się na pierwszy tydzień listopada i
tego się trzymajmy.

No, ale Sister pozwoliła mi poluzować kciuki, bo jest lepiej
i wizyta, jakkolwiek nie do końca jednoznaczna uspokoiła ją nieco, to i ja się wyluzowałam.
Ale jeszcze trochę mam trzymać.. no dobra..

W sumie taki szpital jest całkiem fajny. Mam cale łóżko dla
siebie, nikt mi się do niego nie właduje około 5, przynajmniej taką mam
nadzieję, no i mam mnóstwo czasu dla siebie. Chyba sobie jutro strzelę jakiś peeling
i maseczkę.. prawie jak w SPA.. tylko trochę mnie martwi, ze przez ten cały czas
nie będę widziała myszorka. Już trochę tęsknię… ale mam nadzieję, ze długo tu
nie zabawię. Wystarczą mi 2-3 dni i wypocznę jak na wakacjach.. może trochę bardziej
pokłuta wrócę, ale na pewno wyspana…

No nic, wracam do oglądania „talent szoł” i zobaczę co w
sieci słychać, bo dzisiaj nawet nie miałam siły komputera włączyć…

Ale spokojnie, moje drogie Panie.. już mi lepiej :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rozwiane zagwostki……

25 wrz



Dzięki dziewczyny. Niektóre zagwostki zostały rozwiane,
szczególnie ta o teściowej Sister. Wcielone zło, nie da się ukryć. Szkoda, ze
nawet nie może się biedna napić ani zapalić jak się tak wkurzy na te jędzę… ale
kurwami zawsze można porzucać, nawet w ciąży i wczoraj skutecznie
skorzystałyśmy z tej możliwości w rozmowie. Pomogło. Mnie. Sister pewnie nadal
w nerwach. A nie powinna. Ale i tak do jutra będzie się stresować, nadal
trzymam lewy kciuk zatem…

Z tego co czytałam  u
Ewy tez lepiej, jak nic złego się nie wydarzy zerwie się ze sznurka i wróci do
domowej hodowli Zygmunta. Uffff… mogę już prawy kciuk puścić, bo naprawdę
ciężko przez Was dziewczyny coś zrobić.

Stanisława też dzisiaj widziałam i nie kichał. Czyli źle nie
jest.

Muszę się jeszcze tylko trochę o Ju pomartwić, bo nadal się
szprycuje i robi sobie generalną przed menopauzą. Jak już wspomniałam wszystko
to dla becikowego.. no czego to ludzie nie zrobią.. ale ona w ogóle dziwna
jest… lubi pracować.. i w dodatku sama z siebie uczy przedszkolaki. I nie pije!
A jednak ją lubię.. no to się jeszcze o nią pomartwię trochę…  

A mój mąż?? Wczoraj wrócił tuż przed 1.00… i tylko ten
Karpiel Bułecka na dachu mi został, ale to już ustaliłyśmy dla kasy śpiewa. Jak
my wszyscy.. no z czegoś trzeba żyć. Ja właśnie nie wiem z czego mam żyć, bo
ZUS jakoś o mnie zapomniał, a w tym miesiącu parę razy mnie poniosło i od jakiegoś
tygodnia pozostaje na wyłącznym utrzymaniu męża. Dziwnie tak, ale w zasadzie mogłabym
się przyzwyczaić. Oczywiście byłoby dużo łatwiej i przyjemniej  gdyby był nafciarzem i miał kupę szmalu i
najlepiej by było, żeby nie wiedział dokładnie jakiej wielkości ta kupa jest… a
ja bym sobie z nią jakoś poradziła. Bo ja akurat świetnie sobie radzę z kupami,
kupkami, stosikami a nawet z pojedynczymi banknocikami…  kiedyś chciałam nawet dać ogłoszenie „każdą
sumę wydam” ale nie wiem do tej pory w jakim dziale to zamieścić.. ooo znowu
Karpiel na dachu.

A moi chłopcy na lotnisku. Wymyśliłam im taką męską
rozrywkę.. na lotnisko jest w sumie blisko, mąż jedyny uwierzył mi, że Franek
ostatnio bardzo się lotnictwem zainteresował (naiwniak) i pojechali. A ja mam w
końcu spokój, bo od rana zapierniczam jak głupia a miałam odpoczywać. Przynajmniej
się wyspałam – do 9… zrobiłam mężowi śniadanie, zapakowałam te pomidory w słoiki
i zrobiłam im przecier do kompletu. Pognałam do Galerii spotkać się z Najlepszą
na kawczaku i nagle okazało się, że czas odebrać myszorka ze żłobka. Ugotowałam
obiad… jezuuu jaki pyszny! Tagiatelle z borowikami i kurczakiem w sosie
pieprzowo – śmietanowym. Rozpadłam się… no i teraz padłam na kanapę i wysłałam
chłopców na lotnisko. Oglądam Brzydulę i martwi mnie już tylko to, ze oni niedługo
wrócą i skończy się ten błogi relaks. Ale niech wracają, bo jak za długo ich
nie ma to tęsknię…. Ależ ja jestem porąbana.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zagwostki

24 wrz



No mam kilka. Na przykład co zrobić z łapkami na Housie
skoro kompoty już dawno się pasteryzuja a ja leżę na kanapie i czekam aż się zacznie
szukanie diagnozy..

Zastanawiam się dlaczego są ludzie, którzy uwielbiają
komplikować innym życie? Tak, tak, sister, to o Twojej teściowej. Moja jest tak
odległa od ideału, a w porównaniu do Twojej zbliża się do niego niebezpiecznie…
Już nie mówiąc, że myślę ciągle o sobotniej wizycie, która musi, po prostu
musi, przynieść jakieś dobre wiadomości, bo przecież nie może być źle…

No i jeszcze się zastanawiam co by się komuś stało, gdyby
Ewa sobie normalnie hodowała Zygmunta w domu, a nie przechadzała się na sznurku
po korytarzach w Matce Polce?

Dlaczego Stanisław ciągle kicha i moja Najlepsza co tydzień zachodzi
w głowę, co tym razem mu dolega?

Dlaczego Ju musi się szprycować jakimś gównem i stawać się na
próbę marudną klimakteryczną zamiast po prostu zajść w ciążę i mieć przesrane
tak jak my?

Dlaczego mój mąż pracuje od kilku dni codziennie do 23 a ja spędzam
samotne wieczory na kanapie przygnieciona brzuchem wypełnionym naszą córką?

I ja wiem, ze to przyziemna zagwostka, a w porównaniu do
poprzednich to raczej pierdoła, ale dlaczego do diabła, Karpiel Bułecka śpiewa
na dachu o kredycie?? No dobra, może i pierdoła, ale to jedyna zagwostka na która
znalazłam odpowiedź… For Money…

Ale reszta? Niech mi ktoś powie, a ja tymczasem wyciągnę te
kompoty z gara zanim się zapasteryzują na amen.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na granicy…

24 wrz



No to jestem na granicy, a niekiedy nawet pod. Ale nieznacznie.
Hemoglobina, hematokryt, białe krwinki, czerwone krwinki, to wszystko mam pod
kreską, ale tak trochę. No i ta krzywa taka rzeczywiście krzywa, ale się mieszczę
w normie. Mam nadzieję. Tzn. Internet tak twierdzi, to mu wierzę. Fajnie, że
czasem mogę mu wierzyć, a czasem nie i wtedy nie robi mi wyrzutów i nie
wypomina mi tych chwil niewiary. No to tym razem wierzę. Ale nie każdy powinien…

Na przykład ci, którzy uwierzyli mi wczoraj, że nie zrobię
tych cholernych kompotów. Zrobiłam. Wykorzystując kolejny odcinek House’a  i to, że myszorek spał jak kamień, zalałam wrzątkiem
brzoskwinie, wsadziłam łapy w garnek i obrałam te paskudki ze skórek. Potem na połówki,
w słoiki i zalałam syropem. Jejku jaka ja jestem zdolna… i to wszystko udało mi
się zrobić w jeden odcinek! I to bez reklam, bo na TVP2. Ale gruszek
rzeczywiście nie tknęłam. Dzisiaj zrobię kompoty gruszkowe, przecież też jest
House!!

Ale to nie koniec. Byłam dzisiaj z mamą na rynku no i tak
nas natchnęło na buraczki w słoiczkach…. Bo to jest tak.. Jak my pójdziemy na
rynek to nam kompletnie odbija! Mamy totalną korbę i najchętniej wszystko byśmy
zawekowały. Tylko potem przez resztę roku się zastanawiamy na cholerę nam to
było.  Ale, nakupiłyśmy tych buraków, ja
jeszcze kupiłam pomidorki, bo narobię jeszcze tych przecierów, bo już mi zaczęły
znikać zapasy, a jeszcze się zima nie zaczęła. 
Mama się jeszcze władowała w żurawinę do mięsa, ale ja się poddałam, w końcu
mam jeszcze gruszki… Ciekawe kiedy my to wszystko zjemy?

A dzisiaj muszę przyznać, ze nawet się wyspałam. Mysio spał
grzecznie bez niespodzianek, ale nie będę go chwalić, bo jeszcze zapeszę. Jejku
i pomyśleć, ze urodziłam go równo 20 miesięcy temu… A za jakiś miesiąc z
kawałkiem będzie już starszym bratem.. Taki mały myszek… niesamowite…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NIE-dzień

23 wrz



Miałam dzisiaj nie-dzień. Zdarza się czasem, szczególnie jak
się ma małe, ząbkujące dziecko. Nie-dzień bywa konsekwencją nie-nocy, ale
niekoniecznie. Nie-noc polegała akurat na nie spaniu od północy do 2. Zamiast spania
był krzyk, płacz i zgrzytanie zębami, a jak już kawaler znalazł się u nas w
łóżku, (no nie daliśmy rady, poddaliśmy się), to było gadanie i w dalszym ciągu
nie spanie. Ale my zasnęliśmy. Siła wyższa…

No to rano zaczął się nie-dzień… myszorek w doskonałym
humorze a ja jakoś NIE. Wstałam NIEprzytoma i ledwo trafiłam do łazienki.. ubrałam
się, pojechaliśmy do żłobka, oddałam stwora, zapytałam czy mogę go odebrać
jutro. „NIE”, no to trudno, przyjadę przed 16. Pojechałam do laboratorium na
moje ulubione badanie. Krzywa cukru. To NIE jest moje ulubione badanie… 75g
glukozy rozpuszczone w kubeczku i doprawione cytryną o 8.30 rano. Pycha? NIE! Ale
przeżyć trzeba. Po 2 godzinach klincowania w przychodni i 3 nowych dziurkach w
rękach uwolnili mnie. Głodną jak pies i NIEzadowoloną z życia.

Pojechałam do mamy, zjadłam śniadanie i poszłam spać. Ale NIE
pomogło… co gorsza dostałam koszyczek brzoskwiń i drugi gruszek.. noooo będą kompoty…
dzisiaj? Raczej NIE….

Jak mi ta krzywa znowu wyjdzie taka na granicy, to przysięgam,
3 raz tego NIE zrobię. NIE, bo NIE!!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wiedziałem, hipis!

22 wrz



Jest taka reklama mercedesa, która podoba mi się nawet  bardziej od reklamowanego produktu, ale może
to dlatego, ze za mercedesami nie przepadam. Małżeństwo w średnim wieku czeka
na córkę, która ma im przedstawić kandydata jak mniemam do ręki. Ojciec rodziny
niezadowolony, z góry zakłada, ze potencjalny zięć mu nie przypasuje i oznajmia
„na pewno jakiś hipis”. Po chwili wychodzą na podjazd, podjeżdża wypasiony bądź
co bądź mercedes i wysiada z niego przystojny młody człowiek. Ojciec z trudem
panuje nad drżeniem szczęki, która lada chwila opadnie na podjazd.. Ale jest!
Na boku limuzyny dostrzega informację, ze jest to wyjątkowo przyjazny
środowisku model. Ucieszony mruczy pod nosem: „Wiedziałem. Hipis!”.

Reklama jest piękna.. i ta radość człowieka, który już
myślał, ze nie będzie się do czego doczepić, a jednak… :) rewelacja! No i
ostatnio mam to samo. Powinnam się cieszyć, że pralka stoi już u mnie w domu i
nie muszę do babci wyrywać z górą prania (fakt, przez ścianę, ale to było
męczące, bo ja akurat lubię prac wieczorem). No i mam już kibelek na parterze i
światło mogę sobie zapalić, żeby po ciemku się o nic nie walnąć. A ja co?
Wchodzę tam i wzdycham…. Ciekawe kiedy będę miała te listwy przypodłogowe,
mruczę pod nosem, ale tak, żeby jedyny usłyszał w pokoju.. pewnie znowu będę
musiała czekać kilka miesięcy, (właściwie to może i lepiej do wiosny poczekać,
bo jak znów cos przewierci, to będziemy zimą chyba się ogrzewać oddechem).
Potem opuszczam „tymczasową” deskę toaletową w kolorze blue. I wzdycham jeszcze
głośniej.. „i deskę trzeba jeszcze kupić.. .i umywalkę podłączyć.. i lustro by
się jakieś przydało i, jak myślisz, czy twój ojciec to rzeczywiście mi zrobi te
szafkę pod schodami? Bo ta dziura mi się nie podoba… i może sam byś zrobił..
oooo i tu by się jeszcze półka przydała.. a w ogóle, to dlaczego ta wiertarka
jeszcze tu leży??” Matko święta, że on jeszcze nie uciekł… A miało być tak.. „Kochanie,
wstaw mi tylko kibel i pralkę i ja już będę szczęśliwa” . Taaaa, jasne… strasznie
marudzę i czepiam się… „zrobisz mi herbatę kochanie?” no i idzie, robi, ja później
wchodzę do kuchni, herbatka już dawno wypita, ale ja muszę „ale łyżeczki to już
nie mogłeś włożyć do zmywarki? Wszystko zostawiasz dla mnie!”…. Sama bym sobie
po łbie dała w takiej chwili, ale jakoś gryzienie w język mi się nie udaje. Za późno
się orientuję, ze powinnam. A powinnam non stop. Ale gdybym się gryzła wtedy,
kiedy powinnam miałabym język jak sitko… no to marudzę, bo szkoda języka.. tylko
mój jedyny mąż coraz mniej chętnie robi coś w domu. Bo i po co? I tak się doczepię.
 

A on sobie tylko siedzi i chyba udaje, że mnie nie słucha. Mam
nadzieję, że rzeczywiście przynajmniej połowy mojego zrzędzenia nie słyszy.. aż
mi go żal..  A jak mi siebie żal… nienawidzę
takiej zrzędy jaka się ze mnie zrobiła. Ale jeszcze tylko półtora miesiąca. A
potem… Przestanę dźwigać to brzuszysko, będę mogła się ruszać, nic mnie nie będzie
bolało, hormony powoli zaczną się uspokajać i jak ja się wtedy ucieszę z tej
pralki i kibelka!! O matko, pewnie mi się nawet deska spodoba i nie będę jej chciała
zmieniać! No i w ogóle po co mi szafka? Półka? Bez sensu! I kładź sobie kotku
tę wiertarkę gdzie chcesz!! Pięknie będzie :) będę tak niewyspana, ze będzie mi
wszystko jedno co się będzie działo dookoła. Za herbatę będę mu biła pokłony i
pewnie nawet zapomnę, że mamy zmywarkę! Będziemy mieli za to 2 dzieci poniżej 2
lat. I 2 kibelki, na 2 piętrach! Super, nie?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS