RSS
 

Archiwum - Październik, 2009

ech….

30 paź



Wczoraj pisałam, ze pani doktor będzie się musiała
wysilić,  żeby znaleźć jakąś infekcję? No
to się wysiliła…. „ja tu oprócz 4 wyżynających się zębów nic nie widzę… gardło
lekko zaczerwienione, ale osłuchowo czysto…. Trzeba zbijać temperaturę i
uzbroić się w cierpliwość, bo one jeszcze trochę będą się wyżynać”. Bomba…. Jak
ja lubię jak młodemu rosną zęby…

Dolne jedynki – przeziębienie

Górne jedynki i dwójki – zapalenie oskrzeli i płuc

Dolne dwójki – głowy nie dam, ale chyba zapalenie gardła

Czwórki – jelitówka i zapalenie gardła.

Teraz rosną trójki albo piątki. Na razie od 3 dni jest
bardzo wysoka temperatura… aż się boję pomyśleć jak to się skończy..

Na razie jest biedny strasznie, bo temperatura mu rośnie
nawet do 39 stopni. Na szczęście szybciutko działają leki przeciwgorączkowe,
ale sypia fatalnie, a co za tym idzie ja tez.. mojego męża kawaleria by w
sypialni nie ruszyła, a co dopiero jeden mały myszorek, który po prostu się wierci
i co chwila sprawdza, czy mamusia nadal leży obok niego i czy przypadkiem się nie
odwróciła plecami :) śmieszne, ale nie o 3-4 w nocy… a rano? Rano on jakimś cudem
jest wyspany, a ja padam na ryjek.

Chyba, ze mają jakiś układ z HELLeną (bo często rozmawiają ostatnio)
i Franko chce mnie przygotować do ciągłych pobudek.. taka bratersko-siostrzana
koalicja..

Zmęczona jestem…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ciepło, cieplej, gorąco……

29 paź



No ciepły był jakiś wczoraj wieczorem… podałam
profilaktycznie panadol i jakoś wrócił do normalności, czyli w okolice 36,6.
Rano rewelacja, dziecko wypoczęte, gorzej z matką bo sprawdzała 100 razy w
nocy, czy aby nie robi się cieplejszy, ale się nie robił to się wyspał. W
związku z powyższym został oddelegowany do żłobka. Około 12.30 telefon ze
żłobka, że cieplutki się zrobił, dostał nurofen i poszedł spać, ale żeby go
jednak odebrać. Noooo dobra.. pojechaliśmy… Faktycznie jakiś niewesoły był, a
podobno jeszcze niedawno wywijał z dziewczynami na rytmice aż miło.. No
rozgrzały go widocznie do czerwoności. W domu bomba.. wesoły i głodny i w ogóle
bardzo myszorkowy, aż do 17.30 bo znów się jakiś cieplejszy zrobił.. no to
sruuu Panadolek i dalej siedzimy na kanapie, oglądamy Brzydule.. nudny coś był
ten odcinek bo mi zasnął syn. Chciałam to załatwić dość przebiegle, przez sen
dać mleczko, zapakować do łóżeczka i uwalić się na kanapie z nogami pod
sufitem, żeby choć trochę przestały być słoniowe…

Nie udało się… obudził się na przedostatnim zadaniu..
układanie w łóżeczku przez słoniową mamę okazało się dość zabawne… chciał
pogadać.. ja nie bardzo… chyba się wnerwił, że nie było kąpieli i w ogóle jakiś
ten wieczór był inny, a on tego wybitnie nie lubi. No to dostałam za swoje, że
dziecku rutynę zrujnowałam. Półtorej godziny walczyłam z gnojkiem, żeby dojść do
tego etapu „uwalić się na kanapie”.. i co? I gdzie jestem teraz?? Jest 22.30 a
ja się użeram w sypialni z paskudem, który znowu jest gorący…

Leży obok mnie co 30 sekund upewniając się czy jestem przy
nim… „mama?” „jestem, kochanie, śpij”.. to taka moja mantra od powrotu ze
szpitala.. a teraz, taki cieplutki, to już w ogóle mi nie wierzy, że mu zaraz
nie zniknę…

No nic… jutro skoro świt jedziemy do przychodni. Tylko co ja
powiem? Dziecko mi się gorące robi co pewien czas bez wyraźnego powodu?? Nie kaszle,
nie rzęzi, nie ma kataru, tylko ta gorączka… no taka prawda, niech już sobie
pani doktor sama radzi i wymyśli jakąś infekcje, najlepiej taką, której jeszcze
w tym sezonie nie było. Ciężko będzie, ale kto powiedział, że z dziećmi jest łatwo..

Ooooo…. Właśnie dostałam stopę do potrzymania.. Suuuuper… a
nie, przepraszam do pocałowania… jeszcze lepiej.. szkoda, że taka gorąca…
Fantastycznie… doprawdy… jak ja lubię jesień…

Jutro pojedziemy do lekarza, a ja uzupełnię przy okazji w
aptece zapasy Panadolu i Nurofenu… może od razu uda się kupić jakieś ekonomiczne
opakowania na cały sezon? Taki 5 litrowy baniaczek byłby jak znalazł….

 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w jakiej jestem formie?

28 paź



Takie pytanie zadał mi mój ulubiony lekarz jak do niego
dzwoniłam niedawno. No a w jakiej ja mogę być formie? Takiej trochę okrąglej,
miejscami opuchniętej, niezbyt zadowolonej z życia, wiecznie zmęczonej i bladej.
Czyli normalka na 2 tygodnie przed porodem. A jak dodam do tego jeszcze to, ze
właśnie zrobiłam 2 prania, wstawiłam zmywanie, wykąpałam i położyłam Franka i
posprzątałam jego zabawki, to moja forma jest w niezbyt dobrej…. Formie :)

A wczoraj miałam wychodne :) mąż mój chwilowo ulubiony,
został wieczorem z młodym człowiekiem a ja nawiałam do Najlepszej.. no i musze
przyznać, ze ten Stanisław co to ma być moim zięciem to naprawdę kawał chłopa! Zaraz
będzie miał pół roku a już prawie jak Franz jest na wymiar, tylko u niego
jeszcze miarę się w poziomie zdejmuje, a u mojego w pionie. Ale jest fajny…
taki puchaty :) Będzie moją malutką HELLenę na rękach nosił bez większego wysiłku. :) A to ważne!

W każdym bądź razie urwałam się i było bosko. Fajnie jest
tak uciec z domu… muszę dobrze zapamiętać o uczucie, bo nie wiem kiedy znowu
uda mi się nawiać gdzieś indziej niż do szpitala.

A propos szpitala.. powoli pakuję torbę… boję się, że jak to
zrobię od razu to wywołam wilka z lasu i od razu się z nią zawinę do Matki
Polki. Także powoli, powoli dokładam do niej takie śmieszne małe pieluszki,
ubranka, smoczki… Mała HELLena zbliża się wielkimi krokami :) a ja już się nie mogę
doczekać kiedy ją zobaczę i przytulę. Chcę już posmyrać te małe stópki, które
mnie tak wściekle kopią.. chcę zobaczyć, czy ta moja mała glizda ma moje oczy,
czy ma włoski jak Franek, czy przypadkiem nie ma odstających uszu… chcę ją już mieć
z tej strony!

Wiem, że nie będę miała nawet czasu się wysikać, że przez
najbliższe kilka lat moje życie tak naprawdę nie będzie moje, że będę głownie
przewijać, karmić, odwozić, przywozić, wycierać nosy, tyłki i rączki.. Będę gonić
po pokojach, kąpać, gotować, wozić do lekarza, zmieniać pościel, zasikane
ubranka, zapaprane marchewką…. Nie wiem czy dam radę, ale jakie ja mam wyjście?
Sama chciałam i chyba w miarę świadomie podjęłam tę decyzję. Teraz już nie
wiem, ale chyba tak właśnie było. No to muszę dać radę… Ale czy dam?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

niunia?

26 paź



No to zostały 2 tygodnie……

I moja córeczka pojawi się po drugiej stronie brzucha.

A dzisiaj dowiedziałam się od Ewy, ze to niesprawiedliwe, ze
będę miała córkę bo kompletnie się do tego nie nadaję z tym moim wstrętem do
różu. A ja nic na to nie poradzę, nie znoszę różu, a już najbardziej tego odcienia „hello kitty” taki
blady róż, taki no… różowy cholera.. co innego amarant, to, to jeszcze ujdzie..
No ale wróćmy do tego, że się nie nadaję. No bo czy aby na pewno? W końcu zgodziłam
się, żeby moja mama kupiła swojej wnuczce różowo białą komodę z uchwytami w
kształcie korony. Nawet regał jej dokupię sama z nieprzymuszonej woli. Bo w
sumie to biały jest tylko na samej górze ma taki różowy kawałek. Także chyba
nie jest ze mną tak bardzo źle? Może jednak się chociaż trochę nadaję na matkę HELLeny?

W każdym bądź razie dałam sobie po pysku, że taka ze mnie
wyrodna matka i tylko te trupie czachy i niebieskie śpiochy będę dziewczynie zakładać,
wbiłam się na allegro i licytuję…

„Śliczna sztruksowa sukienka 62cm, róż dla niuni” fuj… normalnie
bym już ich za ten opis zdzieliła i zapomniała o sprawie… ale w sumie ten róż
taki nie-róż… no i jak dodam białe body i jakieś czarne rajstopy w trupie
czachy to ujdzie… :) no dobra, żartowałam z tymi rajtkami. Będą z falbanką i może
nie czarne… :) ale traktuję tę licytację jak terapię, może się uda. Może jest
dla mnie jakąś nadzieja…

W ogóle to nawet nieźle mi dzisiaj idzie z tym allegro. Jako
bardzo dobra matka i oszczędna gospodyni nabyłam w drodze kupna swetry, sztuk 5
dla starszego dziecka. Bo przecież dzieci trzeba traktować jednakowo! To za 20
pln z przesyłką mam 5 pięknych sweterków dla Myszora…

No..sukienkę też właśnie kupiłam za 4,90 :) będzie mojej
HELLenie pięknie, ale niech ktoś o niej tylko niunia powie to wracam do koparek
i trupich czach..

Nieźle mi dzisiaj idzie, ale muszę się opamiętać i najlepiej
wyłączyć to allegro w cholerę, bo mąż mój ulubiony przyszedł z ulubionym
carmenere i używam go właśnie w celu wyluzowania spiętego organizmu. Bo podobno
łatwiej się zrelaksować i skurcze jakby mniejsze… i rzeczywiście.. jakby mi
lepiej :) na zdrowie!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mam talent??

25 paź



Czy każde dziecko, które śpiewa jakąś piosenkę, której nie
rozumie i nie ma prawa zrozumieć przez najbliższe 20 lat musi występować w
telewizji i nas wzruszać? No bo mnie kurczę jakoś nie wzrusza…… i nie wzruszała
mnie ta blada dziewczynka co to śpiewała w pierwszej edycji i nie wzruszają
mnie wszystkie inne.. Coś jest ze mną nie tak? Przecież mnie nawet małe
szczeniaczki na reklamach wzruszają, które w ogóle nie śpiewają, ani nawet nie
tańczą… no wiec dlaczego tak mnie to drażni? Przede wszystkim drażnią mnie
rodzice, którzy wypychają swoje dzieci do takich programów.. Potem takie
dziecko ma uraz, bo odpadnie z programu i ma doła i traumę do końca życia. A
rodzice niewzruszeni poszukają innego programu i jakoś to biedne dziecko
jeszcze upchną, aż w końcu będzie śpiewać na festynie pietruszki w Zadupiu
Górnym zamiast bawić się lalkami. Trochę szkoda nie?

A może to dzieci są teraz takie ambitne i to one zmuszają
rodziców do obwożenia ich po rynkach i innych programach rozrywkowych. Rodzi
się takie dziecko i jak tylko umie złożyć do kupy „lalalalala” zaczyna
przeszukiwać płytotekę rodziców i po odnalezieniu Niemena czy Anny German odkrywa,
że to jest właśnie to! Zaczyna grubym głosem wyśpiewywać to, czego nawet
rodzice czasem nie są w stanie pojąć, bo artysta w trakcie procesu tworzenia
był tak naprany, że sam nie wiedział co pisze, a wszystkie ciotki, babcie i
inne „titititititi jakie słodkie maleństwo” pociotki zachwycają się jakie to
dziecko ma talent i, że koniecznie trzeba coś z tym zrobić!

No koniecznie, bo przecież normalne dzieciństwo to już nie
ma sensu. Na dzieciaku fajnie jest jeszcze zarobić. No bo niewątpliwie takie
dziecko kosztuje i im wcześniej zacznie na siebie zarabiać tym lepiej. Same pampersy
mogą już człowieka zrujnować a jak przychodzi zima i czas na nowe
kombinezoniki, sweterki i buciki to już człowieka ogarnia depresja..

Kiedyś zaczepili mnie jacyś ludzie ze studia filmowego.
Franek miał wtedy pół roku i rzeczywiście był śliczny… Zapytali, czy mogą zrobić
mu parę zdjęć i wpisać do banku twarzy czy jakiegoś innego systemu. Zgodziliśmy
się, bo byliśmy pewni, że na tym się skończy. Nie skończyło się. Po tygodniu
zadzwonili, żebyśmy przyjechali, bo chcą go „kupić do reklamy”. Odmówiliśmy, bo
byliśmy na wakacjach i w ogóle niech sobie z nas nie żartują. Tydzień później zadzwonili
znowu… wypytałam o co kaman i rzeczywiście chcieli mojego syna uczynić twarzą
bądź też pupą jakiegoś fantastycznego produktu dla niemowląt… jakoś mnie to nie
przekonało. Nie poszłam, szkoda mi było myszorka…

Ale teraz zbliża się zima, trzeba kupić buty, kurtkę no i w ogóle
łóżko, bo trzeba młodego wymeldować zanim się glizda urodzi… może jeszcze ktoś go
kupi? I psia kość nadal może reklamować pieluchy bo jakoś ciężko się z nimi tak
definitywnie rozstać….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

krewni i znajomi królika…

23 paź



W ogóle to zebrało mi się na przemyślenia, że nasze życie po
przyjściu na świat dziecka zmienia się nie tylko dlatego, ze mamy to dziecko i
nie mamy czasu na pierdoły w stylu – imprezy do rana i picie drinków przy
barze. Myślę, ze nawet gdyby się czas znalazł, to i tak nie byłoby to tak
zabawne jak jeszcze kilka lat temu…

Mam koleżankę, jeszcze do niedawna całkiem bliską. Byłyśmy
zawsze w czwórkę, akurat w tym samym czasie byłyśmy wolne, miałyśmy swoje nowe
„dorosłe” życia, mieszkania, etaciki bardziej lub mniej męczące.. wszystkie
dobiegałyśmy 30-tki i wiedziałyśmy, że takie życie wiecznie trwać nie będzie i
w sumie bardzo nas to cieszyło, bo podświadomie wszystkie tęskniłyśmy za
stabilizacją, rodziną i TYM KIMŚ, kto pojawi się w naszych życiach i sprawi, że
zmienią się priorytety.. No dobra, nie będę owijać,  chciałyśmy się zakochać i pozakładać rodziny,
mimo tego, że  co weekend całkiem fajnie
się bawiłyśmy.

No i nadszedł rok 2007, trzy z nas spędziły Sylwestra razem,
marząc o tym, żeby okazał się ostatnim, którego spędzamy jako singielki. Tak to
prawda, trzeba uważać na marzenia, bo one się spełniają! Ja wyszłam za mąż w
sierpniu, Najlepsza w grudniu, Miki musiała poczekać trochę dłużej, bo dopiero
weekend majowy 2008 zmienił jej życie. Stan na październik 2009 – ja zaraz urodzę
naszą glizdę – młodszą siostrę Franciszka, Najlepsza ma majowego Stanisława, a
Miki kwietniową Marcelinę.. i tylko jedna z nas zatrzymała się jakby w 2006… może
to dlatego, ze nie spędzała z nami tego sylwestra? Może tam była jakaś magia :)
a może była w nas? :) w każdym bądź razie ona tam została i chyba utknęła na
dobre. Co więcej oddaliła się od nas. Każde kolejne dziecko pojawiające się w
naszych domach oddalało ją od nas i mimo prób jakie podejmowałyśmy, żeby chociaż
trochę z powrotem się zbliżyć, jesteśmy już tak daleko, ze tylko dziecko w jej
domu, może to zmienić.

Prawda jest taka, ze nie mamy za bardzo wspólnych tematów..
To nie chodzi o to, że ja już potrafię tylko o pieluchach, wyrzynających się zębach
i szczepieniach.  Owszem, z moją
Najlepszą mogę godzinami rozprawiać o tym jak wspaniale rozwijają się nasze
dzieci, ale jak ktoś ich nie ma w ogóle to nie będę go katować.. problem polega
na tym, że mnie nie interesują balangi do rana, picie wódy i spanie z kim
popadnie, nie zastanawiam się po kilka dni w co się ubrać na imprezę.. nie
spędza mi snu z powiek pytanie „co ja będę robić w weekend?”. Pomijając fakt,
że mniej więcej się domyślam co będę robić w weekend, to nie czuje potrzeby
wychodzenia z domu co sobota. Wręcz przeciwnie, wolę wyjść w tygodniu bo ludzi
mniej i większy spokój w lokalach.

Mam mojego własnego męża, który czasem doprowadza mnie do
furii, ale i tak bym go nie zamieniła na innego, mam moje dzieci, domek na wsi
i jako takie poukładane życie. Mam przyjaciół, którzy mają swoje rodziny, a
nadal mamy czas na to, żeby pogadać, spotkać się i zawsze możemy na siebie
liczyć. Mam znajomych bliższych, dalszych..

Okazuje się jednak, że niekiedy bliżsi stają się dalsi, a
dalsi bliższymi…  takie widocznie jest
już nasze życie. I nie tylko wtedy gdy chodzimy do podstawówki i nasze przyjaźnie
trwają tyle, co lekcja środowiska (wyjątkiem co prawda jestem ja i moja
Najlepsza – jeszcze z podstawówki właśnie). I wiecie co? Lubię moje życie.  Nawet jak się robi w nim jakoś luźniej.. Poza
tym jestem sobą na tyle zachwycona, że uważam, że jeżeli ktoś opuszcza moje życie,
to tylko jego strata :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

krajobraz po zniżce

23 paź



Rabacików żadnych fajnych nie było, na wyprzedaż tez się nie
załapałam, zniżkę to ja miałam formy i to taką, że nawet pisać nie miałam o
czym… a nawet gdybym miała, to i tak bym nie napisała, bo nie!!

Dzisiaj jest trochę lepiej ale jest jeszcze wcześnie,
wszystko się może wydarzyć. No i mam nadal taki mały dołek, bo martwię się o tę
małą glizdę, że ona taka malutka, a ja taka jestem już zmęczona i w ogóle się
sypię i boję się, że ona się biedna za wcześnie urodzi, a nie powinna… niech
chociaż z pół kilo jeszcze wrzuci.. zaczęłam nawet misję „tuczenie glizdy” i
zmuszam się do jedzenia, ale jakoś mi nie wychodzi najlepiej, bo się okazuje,
że więcej jedzenia po prostu się nie mieści. Ale bez zbędnych szczegółów.

Na razie nadal zalegam na kanapie, zjadłam kanapki, popijam
herbatką i czekam aż się na gadu-gadu odmelduje reszta kanapowego towarzystwa.
Wtedy sobie pogadamy, która ma skurcze, której niedobrze, a której puchną
kostki :) taka odmiana od nowych szpilek, najnowszej kolekcji jesiennej w
Zarze.. taka odmiana od normalnego życia..

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

CZMP SPA part II

21 paź



No jeszcze nie ostatni turnus jak się okazało… znowu mnie
zamknęli na 3 dni.. tym razem pokój gorszy bo bez prysznica, ale towarzystwo w
pokoju całkiem fajne. Przy tej dziewczynie, moje problemy wydają się nie
istnieć, ale nie lubię się tak pocieszac. No ale na przykład myszulina zwolniła
nieco i już nie tyje jak małe słoniątko i waży jedynie 2,6 kg. Czyli musze
jeszcze glizdę podtuczyć.. a doktorek powiedział, żebym się nie szykowala przed
10 listopada na spotkanie z córeczką… właściwie to mam się raczej szykować na
dzień niepodległości.. no niech mu będzie, ale to jeszcze 3 tyg!! Ja nie wiem
jak ja następne 3 dni wytrzymam, a 3 tygodnie?? Masakra…….

Wiem jedno.. nie mogę już nic.. nie mogę chodzić za dużo,
jeździć za dużo, gonić myszorka… nic już nie mogę, mam leżeć na kanapie.

No to leżymy.. Ekipa w składzie: EwaM, motylica i ja… Jest fajnie,
przynajmniej mam towarzystwo, chociaż wcale mnie nie cieszy, że te nasze ciąże
są takie porąbane..

No i chyba musze zaczac jednak więcej jeść, tylko nie wiem
jak to zrobić, bo po pierwsze nie chce mi się jeść, a po drugie nie ma co jeść.
3 dni mnie w domu nie było, lodówka jakąś pusta… chyba tęskniła za mną..

A mąż? Pewnie też tęsknił, tylko nie wiem jak to sprawdzić
bo nadal jest w pracy. Wróci koło 23. Zamówiłam kebab.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

0:18 am

19 paź



- kochanie… bo ten nasz myszorek jest taki śliczny…

- nooo

- a jak Hell-enka nie będzie taka ładna?

- będzie skarbie, będzie na pewno ładniejsza…

- a jak będzie miała odstające uszy?

-eeeeeekhhh.. nie będzie miała… śpij już…

-a myslisz, że będzie miała ciemne oczy jak ja?

- nie..

- ale dlaczego?

- kochanie spij, bo HELL-enka będzie niewyspana….

- ale jakie będzie miała oczy??!!

- kochanie, zobaczysz już niedługo…  śpij….

 

Robi się niebezpiecznie….. na lodówce pojawiła się nowa
kartka z listą zakupów, którą otwierają pampersy  rozmiarze 1… mąż jedyny zdjął pokrowiec z
małego fotelika do wyprania… przywieźliśmy łóżeczko od Najlepszej…  noooo… szykujemy się… jak na wojnę… i tylko
ten mały myszorek tak kompletnie nie wie co go czeka…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na specalne życzenie :)

18 paź



Myszorek w nowej odsłonie :) kochany jest.. trochę się tylko
popsuł z zasypianiem, ale i tak jest fajny. No i nie oberwałam dzisiaj
ślimakiem… to już coś.

 

 "mama… padło…"

 No padło, padło… jak pierdyknąłeś synku "pulp fiction" na podłogę, to padło…………..

A teraz zobaczę jak smakuje rozlewisko doprawione brakującym
pół-kieliszkiem carmenere, no bo sorry, ale tańca z gwiazdami to ja nie
zdzierżę, choćbym mogła i butelkę tego trunku w siebie wlać..

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS