RSS
 

Dzień babciów i dziadków :)

21 sty



 

Dzisiejszy odcinek sponsoruje różowy Zinfandel i grzybki w
occie. Piękne zestawienie, nie ma co… Ale wiecie, nadal jestem w euforii po zakończeniu
karmienia. A dzisiaj…..

Dzisiaj mój teatrzyk objazdowy (czyli ja i dzieci, sztuk 2) byliśmy
u babć. Najpierw u mojej, a potem u ich. Laurki zostały narysowane, rozdane. Dzieci
wycałowane, a teraz zmęczone padły i śpią. To znaczy to starsze śpi. Młodsze jeszcze
walczy. Ale ze mną nie wygra… O nie!

 

A w niedzielę 
urodzinki mojego syneczka. Zbierze się cała rodzina i… właśnie… pisałam któregoś
dnia, ze mi pokrzyżowali szyki. No to mi pokrzyżowali, bo najbliższej rodziny
to ja mam 21 osób i chciałam, ze względu na moje młodsze dziecko i komfort starszego,
KTÓREGO TO JEST ŚWIĘTO DO CHOLERY, podzielić imprezę na 2 dni. Ale mój teść stwierdził,
ze albo wszystkich zapraszam jednego dnia, czyli obie rodziny, albo on nie przychodzi
i teściowej tez nie pozwoli. Teściowa powiedziała, ze mi pomoże stoły przestawiać
i przyniesie krzesła… no trochę się wtedy oburzyłam…

- Wiesz. Jak rozstawię stół na 20 osób, to zajmie mi całą
jadalnię i salon. I gdzie się będzie bawił Franek?? –zapytałam

- oj najwyżej babcia weźmie go na gorę – odpowiedziała mi błyskotliwie
teściowa

- jasne… wszyscy przychodzą do niego na urodziny a ty go
chcesz zamknąć na górze, żeby wam było wygodniej ?? – poniosło mnie.. wiem.

Ale chyba zrozumiała, ze nie ulęgnę. Będzie szwedzki stół
(jakby nie było, bo jest z Ikei). Miejsc siedzących jest sporo, ale dla mnie najważniejsze
jest to, żeby MOJE dziecko, które ma URODZINY, miało się gdzie bawić. W dupie
mam komfort mojego teścia.

A dzisiaj była kolejna odsłona dopytywania się o imprezę, bo
nieopatrznie powiedziałam, ze będziemy z mężem moim sami robić tort dla myszorka :)

- a zjadliwy będzie? – zapytała dowcipnie

- a nie wiem, najważniejsze, żeby smakował Frankowi, bo
wiesz TO JEGO (KURWA MAĆ) URODZINY – wycedziłam z uśmiechem – na wszelki
wypadek mogę dla was kupić biszkopty.

Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Godzinę później telefon…

- a może ja wam zrobię ten tort?

- nie mamo, sami go zrobimy w sobotę.

- dopiero w sobotę?? Jak ty chcesz robić tort w sobotę? Przecież
biszkopt trzeba zrobić wcześniej – zmartwiła się teściowa

- a skąd wiesz jaki JA robię tort, dla MOJEGO syna? – zaczęłam
się irytować.

- a to nie będzie taki z kremem jak ja robię? – zdziwiła się

-a nie będzie, bo ja takich nie lubię – odpowiedziałam z
wrodzonym wdziękiem (to po mamusi mam)

- nie lubisz takich jak robie? Wiesz, takie jak moja teściowa
robi? – dopytywała się

- wiem i właśnie takich nie lubię, z tymi ciężkimi kremami,
a poza tym to przecież ma być tort dla FRANKA!!!!!!!!!!!!! – wybuchłam

- oj no rzeczywiście, bo przecież ja spirytusem nasączam….

No ja pierdzielę….  Czy
to ja jestem nienormalna? Czy to oni wszyscy mają coś z garem??

TO SĄ URODZINY MOJEGO DZIECKA. TORT ROBIĘ DLA NIEGO. GOŚCIE
PRZYCHODZĄ DO NIEGO. MY JESTEŚMY JEGO RODZICAMI I TO MY ZDECYDUJEMY, JAK TA
IMPREZA BĘDZIE WYGLĄDAĆ. KONIEC TEMATU.

Aaaa.. właśnie. Będzie sushi :)  oprócz tortu.

Mój syneczek dzisiaj pierwszy raz malował farbami. Ładnie, prawda?

 

w ogóle ładny jest….

A Helenka…. no cóż.. ona jeszcze kiepsko maluje, ale ma duuużo wdzięku :)

 

 

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , ,

  1. Ambrozja

    22 stycznia 2010 o 08:48

    Mietko, no dziwię się, że uległaś teściom:) Mnie mamusia nauczyła, że w takich przypadkach się mówi, nie chcecie to nie przychodźcie ;P

     
 

  • RSS