RSS
 

krajobraz po padnięciu

30 sty

Padł mi. Ja wiedziałam, TEORETYCZNIE, że to się może kiedyś stać. Ale odsuwałam od siebie tę myśl jak zdechłą mysz. (tak przypuszczam, bo myszy zdechłej jeszcze nie miałam). Raz jeden jedyny usiadłam i pozrzucałam zdjęcia młodego na płyty. RAZ JEDEN JEDYNY!!!! Ignorowałam namowy mojego kompa do zrobienia backupa. Mówiłam mu, wyluzuj, przecież nic ci nie będzie… No i nie było mu. Prawie 2 lata mu nic nie było. Aż do wczoraj. Wczoraj rano powiedział dosyć i padł. Natychmiast wpadłam w panikę.
Bałam się, że już nigdy nie odzyskam tego co tam było. Zadzwoniłam więc bladym świtem (dla ludzi, którzy nie mają dzieci 9.30 to podobno blady świt), do mojego serdecznego kolegi archeologa z wykształcenia (no bo niby kto ma odkopać to, co zniknęło?), informatyka z zamiłowania (to jednak bądź co bądź komputer, nie dinozaur), i wykrztusiłam z siebie jedynie ciche "HELP" . Już wiedział…. Pojechałam, zawiozłam, zostawiłam. Niestety. okazało się, że bardziej od archeologa potrzebny jest DYPLOMOWANY :) :) informatyk. Padło na męża Ju. I słusznie jak się okazało, bo już mam mojego ukochanego laptoka z powrotem. Jest inny. Czysty – w sensie "fizycznym" (ale to akurat zasługa archeologa) i psychnicznie… Ma nowy system. Jeszcze nie wiem, czy to dobrze. Na razie pogubiło mi się kilka rzeczy, między innymi filmiki mojego pierworodnego… to mnie martwi…. nie dam rady nakręcić ich jeszcze raz…. Szczególnie te pierwsze kroki będą trudne ;/ Ale może się jeszcze uda…. Może są jeszcze gdzieś głęboko pochowane….

A właśnie… wrócę do tego czyszczenia.. Ja naprawdę nie rozumiem tego sarkazmu… "jeszcze nigdy nie musiałem czyścić komputera nad wanną". No doprawdy…. To tylko soczek, kus-kus i ciastka… Zupełnie nie rozumiem o co kaman. Naprawdę.. dziwni są ci ludzie, którzy nie mają dzieci…..
A teraz wracam do mojej walki o odzyskanie tożsamości na moim kompie. Na razie czuję się jakby mnie okradli… Nic nie jest tam, gdzie powinno być. Wszystko jest inne… Zbierane latami linki, teksty, baaaaardzo ważne strony, hasła, programy i programiki…. zniknęły, bądź zmieniły miejsce pobytu. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Napiję się i pomyślę….

A wczoraj piliśmy z motylicowym mężem, bo motylica jak wiadomo hoduje Zosi rodzeństwo, pomijając fakt, że ktoś musiał wrócić samochodem do domu, no i w ogóle pozostać trzeźwym na wypadek inspekcji z opieki społecznej. Było bombowo. Dzieci się polubiły, a Franek to się nawet chyba zakochał.
Ale o tym moi mili, innym razem.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: ,

  1. motylica.

    31 stycznia 2010 o 21:55

    noooooooooooo to mamy być może poczatek wielkiego romansu :)

     
 

  • RSS