RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2010

no to jestem :)

30 kwi

W sumie to byłam, tylko jakby odłączona od świata… No ale teraz, kilkaset kaw i papierosów później jestem. Nadal nie mam netu, ale dziś "lecę" na pożyczonym. Mama mi dzisiaj w wiaderku trochę przyniosła to do niedzieli będę. A potem… No nie wiem, może nasza drobna potyczka z play online się zakończy i zdecydują się jednak zaksięgować wszystkie wpłaty, przedłużyć umowę i mnie więcej nie wkurwiać bo nie ręczę za siebie.
Ale nieważne, jestem. I będę pisać :)

Opowiem Wam jak było nad morzem. ZIMNO. no i tyle :) A i jeszcze wiało, ale o tym już było :) Dzieci mam fajne, moje przyjaciółki też mają fajne i dlatego było… tak, tak FAJNIE :)

A teraz siedzę i muszę wszystko odgruzować, bo mi zarosło. Poczta mi zarosła.. Właśnie odebrałam 483 wiadomości na mojego najbardziej znanego maila i po około 50 na te rzadziej używane. Odgruzowałam facebooka, wyrzuciłam uschnięte ananasy i posadziłam nowe na treasure isle, przekopałam pół wyspy, odpowiedziałam na pół tuzina zaproszeń i  o. Forum po 3 tygodniach jest nie do ogarnięcia. Nie zauważyłam jednak żadnej nowej awantury, to zrobiłam pffff i sobie poszłam :) Żartuję… Wrócę, muszę tylko przekopać się przez te tysiące postów, które się tam pojawiły jak mnie nie było.

Gadu gadu też mnie przeraziło, mnie jak mnie, ale mój laptok popatrzył na mnie z niedowierzaniem i też zrobił pfff, domagając się natychmiastowego resetu :) W ogóle to coś mu jest, a raczej coś w nim jest, i to pod Z, bo muszę mocniej wciskać żeby załapało. Może piasek? Właściwie to wszędzie mam piasek :)

Co jeszcze… Franek ma nową piaskownicę a mnie zakwitło mnóstwo tulipanów, grzebię w ziemi, sadzę, pielę i w ogóle strasznie się brudzę. Ale luuuuubię się tak upaskudzić… to potem rośnie, kwitnie, pachnie, owocuje, a człowiek ma satysfakcję i się cieszy….

No i w końcu jest ciepło… Opalamy się :)

O polityce nie będę rozmawiać, ale wiecie….. według mnie to za tym wszystkim stoją Ruscy.

A było tak……

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

poniedziałek

19 kwi

Podobno na moim blogu pojawiła się pajęczyna…. Możliwe, rzeczywiście ostatnio trochę go zaniedbałam. W ogóle ostatnio zaniedbałam  wiele rzeczy. Przede wszystkim odpoczynek. 24 godziny na dobę spędzam z moimi bachorkami a dopiero 2 dzień jest ładna pogoda, bo wcześniej urywało nam głowy zanim na dobre wyszliśmy nawet z domu. No to teraz nie wieje i jest słońce. Nieee… upału nie ma, w porywach do 15 stopni – w słońcu rzecz jasna. Ale nie wieje…
Codziennie mimo tych atmosferycznych dziwactw pokonujemy kilometry w celach leczniczych oczywiście, następnie gdy już przyjdzie upragniona i wyczekiwana przez nas wszystkich 20 i wszystkie bachorki śpią, zaczynamy drugą część leczenia, tym razem naszego, czyli dezynfekcja wewnętrzna, też dla zdrowotności :) i aby uciszyć skołatane nerwy.

W między czasie, o ile nie stracę wcześniej przytomności czytam do poduszki "Język dwulatka" Tracy Hogg. Taki podręcznik dla posiadaczy owych pełen wskazówek przydatnych w tresurze. Okazało się bowiem, że mój ukochany, absolutnie wspaniały synek, nie jest tak grzeczny na wyjeździe, jak mi się wydawało, że będzie i trzeba go nieco okiełznać.

Teraz jest już nieźle. Skorzystałam też z "karnego jeżyka" znanego z Superniani i muszę powiedzieć, że to działa. Naprawdę. A nie przypuszczalam…. Ale tresura idzie mi nieźle. Jestem dumna i z siebie i z niego, to się chwalę. :)

Co poza tym… No właściwie to nic. W sobotę rano będę w Łodzi to napiszę więcej :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w telegraficznym skrócie

14 kwi

Jesteśmy w Rowach, a właściwie w czarnej dupie. Otwarty jest jeden sklep, na szczęście dobrze zaopatrzony w alkohol, bo piździ jak… no wlaśnie.. jak w Suwałkach nieomal. Wieje… i to nie jakaś bryza, czy zefirek od morza. Pierwszego dnia nad morzem urwalo mi głowę i wyrwało aparat z ręki, stąd zdjęcia nieostre i ich nie będzie. Ale Franek zachwycony. Mozie, mama, piasek, duzio, duzio wody…. Ale tak wiało, że wytrzymaliśmy 10 minut i uciekliśmy, zabierając z plaży tylko jeden patyk… także trofea marne… Ale… podobno pogoda ma się poprawić. Może damy radę posiedzieć na plaży trochę dłużej i kto wie, może nawet znajdziemy jakąś muszelkę zanim szlag nas trafi albo jakaś infekcja. MAmy już niestety pierwszą ofiarę. Ciotka Maja Papaja, poległa i zapaliło jej się gardło.. Ale damy radę, wyleczymy ją. Mam nadzieję.. Bo jak nie.. strach pomyśleć co będzie jak zaczną nam chorować bachorki.

No i nadal jest smutno… Oglądamy wiadomości i jest ciężko…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

[*]

10 kwi

Są takie dni, kiedy świat zamiera. Wszystko się zatrzymuje w jednej chwili i później nic nie jest już takie jak było. Historia dzieje się na naszych oczach i to niestety prawie zawsze pokazuje swoje dramatyczne oblicze. Najpierw na naszych oczach samoloty wbiły się w WTC, 5 lat temu umierał Papież i każdy z nas, oboje, czy wierzący, czy nie towarzyszył mu w tej ostatniej drodze. Dziś zginął Prezydent, jego żona, wielu mądrych i młodych jeszcze ludzi… Każdy z nich zostawił po sobie pustkę, niewyobrażalną dla mnie, skoro nawet na mnie ich śmierć zrobiła aż takie wrażenie… Córka Prezydenta w jednej chwili straciła oboje rodziców… Dla mnie jest to ból nie do ogarnięcia…..

I nagle wszystko zamarło… nie ma już innych informacji, nie ma już nic innego…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

fucking stork

09 kwi

Byłam dzisiaj u Najlepszej. Na chwilę, bo w ogóle teraz mam tylko takie krótkie okresy wolnego czasu przed wyjazdem. No i mówię jej, że skoro Stanisław ma już prawie rok, to czas dorobić mu siostrę. I chyba nawet dali się namówić, nie wiem, okaże się za jakiś czas. no ale… jadę sobie potem przez centrum miasta w okolicach Ronda Solidarności, patrzę sobie w niebo, (nie wiem, kur… co mnie podkusiło) a tam bocian lata… No normalnie skurwysyn kołuje nade mną w samym centrum cholernego miasta….. Myślę sobie nie ze mną te numery… Już dwójkę mam takich robaczków, które mi przyniosłeś, patrzę i patrzę, może to orzeł jednak, ale nie, cholera. Jakiś zabłąkany oszołom z czarnymi skrzydłami i lata jak idiota i te spaliny wdycha….. Spierdalaj, krzyczę. Daleko. Do Najlepszej leć, nikt Cie tu nie chce bałwanie jeden, pomyliło ci się wszystko pierzasta kreaturo!!
I poleciał…. Jak tak latał w kółko nade mną to się nagle odwrócił, że tak powiem na pięcie, zamachnął jeszcze raz skrzydłami i odleciał….. Do Najlepszej poleciał. Jak babcię kocham!! No to co, Melania będzie? :)
W każdym bądź razie mój mąż ma na wszelki wypadek zakaz zbliżania się do mnie. Będzie dzisiaj spał na kanapie. Strzeżonego…..

No to tyle. Wracam do pakowania :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o jeden dzień za daleko

08 kwi

Ale mi sie wszystko pomyliło….. Jeszcze dzisiaj rano byłam przekonana, że jadę nad morze w nocy z niedzieli na poniedziałek. Sama. Z bachorkami. No nic bardziej mylnego… Jadę w nocy z soboty na niedzielę, z mężem i bachorkami. Mąż oczywiście dzień później zwija się z innym mężem i wracają do centralnej Polski, ale najważniejsze, że jedzie ze mną, bo nie chciałoby mi się jechać samej, w nocy… ze śpiącymi bachorkami i radiem na kasety… Taaaaa.. Helga ma takie coś. I musiałabym śpiewać, a wtedy na pewno by się pobudziły :)

Także musiałam przyspieszyć działania i w związku z tym pół dnia spędziłam w okolicy pralki i deski do prasowania.. I nadal jestem w czarnej dupie. Ale… chyba mam "rajze fiber"  bo wczoraj przez sen gadałam do męża jedynego mojego (jak do tej pory)..
- kotku… a może ja powinnam wziąć leżaczek i to siedzonko dla Helli.. Ona tak je lubi…
- zdecyduj się, po co ci wszystko?
- a matę edukacyjną?
- śpij już lepiej…
- i ja się martwię, że czegoś zapomnę…
- kochanie, ty raczej czegoś nie zmieścisz..
- jak to k.. nie zmieszczę? – prawie się obudziłam, – po to mi to cholerne niemieckie kombi kupowałeś, żebym teraz miała się ograniczać?
- kochanie, kombi, nie kombi, z gumy nie jest, się nie rozciągnie. śpij!
- jak to się nie rozciągnie?

strasznie mi się zrobiło smutno.. w myślach wykreśliłam już dmuchany basenik, matę dla Franka, kilka większych zabawek i leżaczek plażowy.. Ale jeszcze postaram się go jakoś upchnąć. Jak już włożę wszystko inne….. Dużo tego….
I wszystko tych bachorków…
A moje raptem kilka ubrań krem przeciwzmarszczkowy i 5 litrów czerwonego wina……..

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nóchki Sianka…

06 kwi

Aaaaaaaaaa… dziś byłam z bachorkami, babo,
dziadziem i ich przyjaciółmi z Belgii na obiedzie i spacerze w ogrodzie
botanicznym. I sprawdzałam (przed wyjazdem to ważne, żeby sprawdzić) ile
taki mały myszorek może chodzić zanim się zmęczy. Bo ja to nad to morze
to zabieram tylko jeden wózek, dla tej panny co to jeszcze nie chodzi. I
się martwię, że myszorka będę musiała jakoś przytroczyć do niego, albo
ciągnąć za nogę. Niepotrzebnie. To zaskakujące, ale taki mały
człowieczek, co to jeszcze nawet metra nie ma, to może przejść w
ogrodzie botanicznym na wprost do końca, potem trochę na placu zabaw, w
potem okrężną drogą do wyjścia. I to 2 razy wspinając się na skałki! A
to wysoko, bo przeciez on nie ma nawet metra, prawda? :)

Tylko
potem w samochodzie sobie siedział i…. "musiu, nóchki bolą Sianka.
badzio bolą nóchki". Ale dzielny był :) I szybko zasnął. To też ważne :)
Jutro odpocznie… W końcu czas wrócić do żłobka. Na chwilkę. Bo w
niedzielę…. Hej przygodo! Jedziemy nad morze :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

winni i nie winni, niewinni?

06 kwi

Tak sobie myślę o winie… Bo ja o winie myślę często i często nie
myślę, bo piję, a czasem piję i rozmyślam. Nigdy jednak nie piję do
stanu bezmyślności. No to dzisiaj tylko myślę. To znaczy już tylko
myślę…. Do rzeczy mietko, na boga!
Ja myślę o tym, że moje
pokolenie, czyli ci w okolicach 30 tki (z obu jej stron) są bardziej
winni niż ci w okolicach 40 i 50. Chyba.
Bo my lubimy wino :) Mamy
jego duży wybór i dostęp w różnych widełkach cenowych i właściwie każdy
może sobie wino chlapnąć. Poza tym, wbrew słowu "chlapnąć" to jakieś
takie bardziej eleganckie niż "chlanie" wódy i dłużej można. A to dla
niektórych ważne :) Dla mnie na przykład.. Bo ja, żeby "walnąć lufkę" na
spokojnie, czyli bez niepożądanych ekektów ubocznych (dla mnie są one
niepożądane, inni jednak chyba właśnie po to piją), to musiałam sobie
potańczyć i jeść. A że z tańcem mam nieco na bakier ostatnio, nie licząc
drobnych incydentów tańca z moim pierworodnym, to wiecie… No wódki
raczej nie pijam. Bo to w ogóle niesmaczne tak naprawdę… A wino? Wino
jest pyszne. I pachnie. A wódka? No wódka nie pachnie. Właściwie to
czuję się zawsze jakbym się dezynfekowała jak piję. No to już nie piję.
Jestem winna!! Przyznaję się :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wypędzanie diabła

05 kwi

Jezuuuu i wszyscy święci.. Nie wierzę, że już to mamy za sobą. A w to, co się działo w kościele to nikt nie wierzy, chociaż wielu widziało i słyszało. Zacznę od tego, że to wszystko trwało zdecydwanie za długo…. Ale nasza ekipa rodzicielsko-chrzestna pod różnymi predtekstami urywała się pożyczając na zmianę różne dzieci. Na szczęście wszystkie były nasze i nie było sprzeciwów innych ojców i matek. Niestety nasze dzieci były wyjątkowo grzeczne (w przeciwieństwie do pozostałych) i w ogóle nie płakały, co niestety utrudniało nieco ich wyprowadzanie z kościoła. Franek tylko raz się zirytował "mamo, pam polał.mama kurcik. mokchy kurcik, mama!!" No polał. Helenę też polał. Ale awantura jakby mniejsza, bo Hella spała.
W ogóle to nie wiem od czego zacząć… Bo tam był taki dziwny facet. Siedział taki nie-banderas i grał na gitarze i śpiewał. I to jeszcze nie było takie złe, no dobre też nie było ale lepsze od…. No bo on w pewnym momencie zaczął nam wszystkim dziękować… Zaczął od ojców bernardynów, u których to właśnie się "gościliśmy", poprzez papieża (w dodatku już nieżyjącego), wszystkich świętych i nas i w ogóle wszystkich cholera jasna, prawie wymienił z imienia. I opowiadał, że jeździ po świecie i gra na tej la gitarrrrze. Ale to jeszcze nic. Bo on potem mówi, że jak był mały to był sparaliżowany i podłączony do różnych urządzeń i tu zaczął je wymieniać… Moja najlepsza, scenicznym szeptem dodała "przy cewniku wychodzę"… Na szczęście do tego nie doszło.. Może właśnie dzięki niej. A potem opowiadał, że jest taką medyczną zagadką, bo on ma bezwładną nogę i tu zaczął nią machać na wszystkie strony ku mojemu najgłębszemu przerażeniu. Mówił, że potrafi ją sobie nawet założyć na szyję, ale odwróciłam głowę i bałam się spojrzeć, także nie wiem czy na pewno to zrobił. Ojciec chrzestny Heleny ślubował wtedy, że już nigdy się nie napije, bo bał się, że to jakieś poalkoholowe zwidy. Fakt, gdybym tak jak on wróciła do domu o 8 rano, też mogłabym się zastanawiać, na ile to co widzę jest prawdą. Niestety byłam trzeźwa jak dzika świnia i bardzo tego żałowałam…
Jak już myśleliśmy, że nic nas nie zaskoczy zaprosił wszystkich przerażonych zgromadzonych na "recital" wieczorem, żeby posłuchać pieśni religijnych w jego wykonaniu i zobaczyć jak chodzi nie dotykając ziemi. Przysięgam, kurwa, że to właśnie powiedział. I mam na to świadków. Że się unosi 10 cm nad ziemią, czy jakoś tam… Wtedy zabrałam jedyne dziecko jakie już wtedy zostało (z moich oczywiście) i wytargałam Helenę przed kościoł. Dopadlam tam moją Najlepszą, która nawiała jakiś czas wześniej i wyrwałam jej papierosa. Stwierdziłam, że nikotyna mniej mi zaszkodzi, niż to co mogłam tam jeszcze usłyszeć….
Nie wiem co mnie ominęło, ale chyba nie dużo, bo zaraz wszyscy zaczęli wychodzić. Pospiesznie popakowaliśmy się do aut i uciekliśmy głodni i zdezorientowani na obiad.
Potem było już tylko lepiej. A przynajmniej wina było więcej. Było ponad 30 osób.. .Niezły kocioł i jestem szczęśliwa jak jasna cholera, że mam już to z głowy. Jak ja się cieszę, że nie robiliśmy tego 2 razy, tylko czekaliśmy aż będziemy mieli komplet…. Bosko. I wiecie co… nikt mnie na komunie nie namówi. Nie ma bata. Jak już to bar micwa, tak dla odmiany.
ALe, moje dzieci dostały mnóstwo pięknych prezentów, były podziwiane, przytulane i rozpieszczane jak to tylko możliwe. Fajnie było.
Muszę tylko popytać po rodzinie czy ma ktoś jakieś zdjęcie dokumentujące tę uroczystość, bo zarówno mój aparat jak i aparat chrzestnego Helleny okazał się nie mieć naładowanej baterii…
No cóż…….. Musicie mi uwierzyć na słowo. Wyglądali fantastycznie.
Ja w sumie też niczego sobie :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wielkanocny odlot

03 kwi

Mama mnie opierniczyła, że nic nie piszę. No jak ja mam pisać jak z nią cały czas siedzę :) A poważnie to zmieniła się pogoda.. Jak zaczyna wiać północny wiatr to Mary Poppins odlatuje na parasolu, a jak zmienia się pogoda to ja mam migrenę. I miałam bite 3 dni. Z aurą, mdłościami i w ogóle taki full wypas. Wczoraj kompletnie nawalona ketonalem zmieszanym z kofeiną przechadzałam się po manufakturze. Oczywiście z mamą. I byłyśmy w sklepie takim kolorowym, bo wiecie, jak sie ma migrenę, to kolory też są nieco wariackie. I trochę jakby inne, przynajmniej taką mam nadzieję… I byłyśmy w tym sklepie, bo ja się uparłam, że muszę, po prostu muszę zobaczyć czy na chrzest też są jakieś dekoracje. i są. nie uwierzycie…. Na tort. Ale w ogóle pani taka miła mi coś wyplatała, że oni teraz dużo mają dekoracji "na helu"… No doprawdy, to daleko…. I w ogóle, o co chodziło to tylko domniemuję, że o balonach rozmawiałyśmy… Ja byłam nawalona ketonalem, ale ona to nie wiem.. helem, może?
No to tak chodziłyśmy, ja z idiotycznym uśmiechem na twarzy, żłopiąc waniliową colę, ciągnęłam za sobą paczkę pampersów i całego łososia… No takie to święta jak widać, posrane nieco :)
Najważniejsze, że już mi przeszło, bo dziwnie się czułam zaczynając i kończąc dzień ketonalem. A ketonal z czerwonym winem to też tak nie za bardzo..
Ale, ale! W poniedziałek chrzciny. Wywalamy bachorkom diabła spod skóry. To nic, że pogoda ma być do dupy, no cóż, nie może być idealnie, wystarczy, że dzieci mam najfajniejsze na świecie… Aaaa, żeby nie było.. ostatnią tabletkę połknęłam rano, także jeszcze mogę gadać bzdury.
A w ogóle to dzisiaj teściowa wróciła z nad morza i przywiozła ryby. Wczoraj wyfiletowałam tego skurwysyna, z którym się przechadzałam po manu, to dziś idąc za ciosem wyprułam z ości 5 dorszy. I nawet się cieszę, że wróciła (taaa, leki wciąż działają), bo we wtorek znów wyjeżdża :)

A dzisiaj rano malowaliśmy z Franciszkiem jaja. Plakatówkami :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS