RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2010

muchno mi mamo

30 sie

Tak mi ostatnio powiedział syn mój jedyny, jak po raz trzeci wstał z łóżka i podszedł do barierki przy schodach co cy mnie zawezwać do siebie. Piciu już było, "siusiu/kupka" też, to wytoczył najcięższą artylerię.. "muchno mi" słyszę. Serce pokroiło mi się w plasterki i idę, chociaż wino już nalane, laptop na kanapie i prawie kocyk na nogach rozłożony.
- dlaczego Ci synku jest smutno?
- muchno mi mamo, krykryj nóżki kocykiem.
- a teraz już nie jest smutno, jak nóżki przykryte?
- niee, teraz nie jest muchno.
- to już możesz spać?
- możesz. kocham Cię mamo,

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

plany na wrzesień

29 sie

Się wzięło i skasowało, a tak dobrze mi szło.. Właśnie miałam kończyć, a tu nagle sru i nie ma. No nic, zacznę jeszcze raz, ale teraz to już sobie wina naleję, może mi nie zniknie. Tekst, bo wino to na bank.
No to tak. Pracy nie dostałam, ale się podbudowałam, bo podobno byłam 2 na 24 kandydatki na stanowisko. Niby fajnie, srebrny medal, miejsce na podium, ale jakoś w tym wypadku mnie to tak średnio cieszy. No nic. Czyli jakby nei było, słowo się rzekło, idę do UP dołączyć do elitarnej grupy bezrobotnych starających się o dofinansowanie na własną działalność gospodarczą. Pomysł jest, teraz tylko przydałoby się trochę pieniędzy.
Czasu też będę miała nieco więcej na myślenie bo już w środę Hella rozpoczyna edukację, co dla mnie oprócz stresu pt "jak ona sobie taka malutka poradzi" oznacza niesamowicie dużo (jakieś 7 godzin) czasu dla siebie. Już zaplanowałam czego to ja nie zrobię jak tylko zawiozę bachorki do żłobka. W planach jest przede wszystkim doczyszczenie naszego domu, a także zachwycanie się umytą podłogą dłużej niż 15 minut. Zazwyczaj bowiem tyle czasu wystarcza moim dzieciom na rozlanie/wywalenie czegoś na świeżo umytą powierzchnię. Także będę siedzieć i patrzeć przez kilka godzin na to jaka jest piękna i czysta. W ogóle to chyba cały dom przelecę jakimś domestosem i będę siedzieć w oparach i się delektować ciszą. Bosko. Może nawet zacznę gotować, albo się odchudzać, bo w sumie dla kogo gotować jak wszyscy, czyli dzieci i mąż jadać będą poza domem?
O matko ile ja będę miała czasu… W wannie sobie poleżę z maseczką na twarzy, do spa jakiegoś pojadę.. Nawet sobie z tej okazji zafundowałam w "sitidilu" płaski brzuch za pół ceny. Znaczy się zabieg taki, ale jak ma pomóc… No bo przecież nie zacznę brzuszków robić.. Co to, to nie… nie wiem ile bym musiała mieć czasu, żeby się tak zamęczać i udręczać..
I wiecie co… wrzesień idzie, czyli koniec z powtórkami w tv. To znaczy nie sądzę, żeby w ogóle nic nie powtarzali, ale nie będzie TYLKO powtórek. I nowa seria "Chirurgów" będzie…
Ja właściwie nie wiem czy ja mam czas na pracę..

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ale się porobiło…

25 sie

Wystarczy, że ludzie wyjadą z małym dzieckiem na wakacje, a już im się drugiego zachciewa. I tak właśnie, po powrocie z urlopu nad morzem dwie pary "+1" wróciły do Łodzi będąc już "+2". I mam nadzieję, że tym razem urodzą się dziewczynki, bo obie pary już po chłopaku mają :) Najlepsza moja, kochana… Jak ja się cieszę… I wiesz, że zawsze wsparciem psychicznym i fizycznym służę. A jak już się wykluje to kurczątko, to jak ja się z Tobą napiję…… No i fajnie będzie, zobaczysz, dasz radę. Jedno, czy dwoje, to już naprawdę bez różnicy. I Ewuniu, Ty też sobie poradzisz, w to nie wątpię. Co prawda Zygmuś jest o połowę mlodszy od Franka jak postanowiłam dorobić mu siostrzyczkę, ale co tam.. Jesteś twardzielem, to sobie poradzisz :)
Kwiecień 2011 zapowiada się całkiem wesoło…

To kto jeszcze? Pierwsze, drugie, może trzecie? Nie, nie.. na mnie nie liczcie, ja teraz chcę trochę popracować. Dałam sobie przecież czas do września na znalezienie kogoś, kto mnie zatrudni, a jak nie, to sama się zatrudnię! No to rzutem na taśmę dzisiaj pobiegłam na rozmowę kwalifikacyjną. Miło było i praca fajna, tylko jeszcze nie wiem, czy pracodawca podzieli mój entuzjazm i zechce mnie zatrudnić. Okaże się w przyszłym tygodniu. Trzymajcie zatem kciuki.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

głowa mnie boli

23 sie

Brak mi weny i skończyło mi się "millennium". Trochę dziwnie się czuję od piątku. Tak jest jak się mnie nagle odrywa od bestsellera :)
Na szczęście wcześniej zdążyłam się na to przygotować i płynnie przeszłam teraz do "kronik lekarza sądowego". Zdecydowanie mniejsze napięcie, bo i bohaterów nic nie jest już w stanie uratować jak trafiają pod nóż owego lekarza. Ale fajnie i z humorem(!!) napisane.
Potem przyjdzie czas na "małą angielkę". Właściwie to kupiłam tę książkę, bo ciekawa byłam jak wygląda papierowy blog :) Kto wie… Może i ten tak skończy… A co, trzeba mieć jakieś marzenia..
Jak już jesteśmy przy marzeniach, to czas się wziąć za robotę. Jakoś pracodawcy się o mnie nie biją, to chyba czas, żebym sama takowym została. Także akcja "będę swoim szefem" rusza od września. W ogóle to ten wrzesień będzie przełomowy… Bo moja mała Hella idzie do żłobka. Już za tydzień i 2 dni… Oj będzie się działo. Nie wiem czy jesteśmy na to gotowe. To znaczy odzieżowo na pewno, bo ostatnio zakupiłam jej kilka sukienek, żeby w żłobku nie świeciła gołą pieluchą, opowiadam jej też, że będzie chodzić do szkoły, że będzie miała worek z kapciami i własną szafkę, że będzie szlaczki malować, ale ona tylko patrzy na mnie tymi wielkimi oczami i się śmieje. Albo nie kuma, albo ze mnie zlewa, bo wie, że coś zmyślam.

No to sobie popisałam… Wielkie oczy się otworzyły jak odcedzałam makaron, co to się "ryż" nazywa i teraz patrzą na mnie z wyrzutem. Żeby ona wiedziała jak ja żałuję, że ją obudziłam….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

7:15

19 sie

- dzień dobry
- eeeeeeeeehhhhhhmmmm
- przepraszam, że tak wcześnie
- eeeeeeeee?
- jestem kurierem i mam przesyłkę dla pani
- cudownie, ale tak teraz? czy tak jak się umawiałam o 16?
- o jakiej 16?
- no takiej po południu, czwartej, po południu, 16.
- a nie mógłbym być między 12 a 14?
- oczywiście mógłby pan, tylko, że mnie wtedy nie będzie.
- ale ja akurat wtedy będę na kozinach
- jakich kozinach?
- jak to jakich, w łodzi!
- ale na kozinach, to mnie nawet o 16 nie będzie.
- ale ja mam taki adres …
- nie nie, to ja mam taki adres, ale zameldowania. adres zamieszkania mam zupełnie inny i zaczyna się od konstantynów łódzki…
- konstantynów? ale to nie ja, to kolega jeździ do aleksandrowa
- do konstantynowa….
- do aleksandrowa, konstantynowa, no po wioskach jeździ..
- PO JAKICH WIOSKACH??!!!!!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

życie towarzyskie ziemian

19 sie

A dokładnie "posiadaczy ziemskich" :), czyli na przykład nasze. I naszych znajomych…
Tak mnie dzisiaj natchnęło, po tym jak właśnie wyszli nasi znajomi, że nieprawdą jest jakoby życie towarzyskie umierało po urodzeniu się dzieci. Okazuje się bowiem, że karnecik imprezowy mamy całkiem nieźle zapełniony i wręcz ciężko jest czasem znaleźć czas na spotkanie się ze wszystkimi, z którymi chcielibyśmy się spotkać.
Rano pojechałam na kawę i plotki z koleżankami, po południu przyjechali znajomi, jutro jadę na mały shopping z Najlepszą, a w sobotę impreza. W niedzielę zaprosiłam mamę i babcię, a w poniedziałek, jak się przed chwilą okazało jedziemy wieczorem na kolację do znajomych. Aż się boję pomyśleć, co będę robić we wtorek!
A potem mąż się dziwi, że nie miałam czasu zatankować… No doprawdy, kto by miał na to czas prowadząc tak bujne życie towarzyskie. W ogóle tankowanie nie sprawia mi jakiejś szczególnej przyjemności, bo ja to tak nie lubię wydawać pieniędzy i nie widzieć na co. No bo kto tak naprawdę widział tę benzynę?

A właśnie.. jak już jesteśmy przy benzynie… Znajomi odjeżdżają.
- Czy ty wiesz kochanie, że mój samochód ma taki sam silnik?
- No super, ale wiesz, jest jakieś 15 lat starszy..
- No i w przeliczeniu na masę ma tyle samo koni…
- To zajebiście kotku, tylko wiesz… te twoje konie są jednak dużo starsze i trochę gorzej wyglądają…

Jakoś cholera nie podzielam fascynacji mojego męża niemiecką motoryzacją…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

klulewna

14 sie

Byłam dzisiaj na ślubie znajomych. Starych znajomych, znaczy się nie wiekiem starych, ale z racji mojego wieku, znajomych z dawnych lat. Pięknie było i miło, bo na ślubie oprócz starych zanjomych byli jeszcze znajomi jeszcze bardziej starzy… Dawno niektórych nie widziałam, będzie jakieś 10-15 lat, a nie znamy się z piaskownicy, oj nie… Więcej, byliśmy już nawet całkiem/prawie dorośli jak widywaliśmy się częściej..
Wiedziałam, że ich tam pewnie spotkam, ale na botoks nie zdążyłam skoczyć, to sobie myślę, pal licho, chociaż się umaluję. I chyba dobrze zrobiłam, bo jakoś wszyscy mnie poznali. A ja ich.. Niektórzy trochę (dużo bardziej trochę) posiwieli, inni schudli, jeszcze inni przytyli (to ja), większość natomiast stawiła się przynajmniej z jednym potomkiem (to też ja), a znakomita większość miała jeszcze gdzieś schowane drugie (no tak, to też ja). Kościół wypełniony był zatem nie tylko typowymi dla takie uroczystości dźwiękami, ale i nawoływaniem dzieci, grzechotem grzechotek, w skrajnych przypadkach jakimś krótkim płaczem, ogólnie dużo było dzieci. A jak ktoś nie miał jakiegoś przy sobie, to na pewno w drodze, co też było widać :)
I właśnie jedna z moich "starych" znajomych stwierdziła, sama mając w domu 2 sztuki płci męskiej, że to fajnie, że tyle tych dzieci teraz jest, a co, niech wszyscy mają tak przesrane… Jakże bliska jest mi ta filozofia. Ja też wszystkich jednodzietnych namawiam na natychmiastowe dorobienie pierworodnemu/pierworodnej rodzeństwa. Mówię jakie to cudowne i jak dzieciom wspaniale razem sobie rosnąć i bawić się (taka sielankowa utopijna wizja), a w duchu sobie myślę, a co, tylko ja mam się męczyć?? Ktoś musi zarabiać na na nasze emerytury, ja już normę wyrobiłam, teraz niech się inni męczą.
Franek zniósł ceremonię całkiem dzielnie, ściskając swój kocyś, który postanowił zabrać ze sobą, na wszelki wypadek, bo to godzina późna i zawsze lepiej mieć kocyś przy sobie. Trochę posiedział, nawet się przytulił ze dwa razy, potem jednak, dość głośno stwierdził "juch wystajczy mamusiu", wstał i ruszył do wyjścia. A ja za nim łapiąc torbę i kwiata niedbale porzuconego na ławce.
Namówiłam Franka jednak, żeby jeszcze wszedł na chwilę, bo musimy później tego kwiata, którym zdążył już zamieść okolice kościoła, wręczyć pannie młodej. Na szczęście znalazł sobie towarzystwo, nieco młodszej od siebie Helenki (!!!) i bawili się w zdmuchiwanie świeczek na jakimś bocznym ołtarzu. Nie wiem w jakiej intencji zostały tam zapalone, w każdym bądź razie zdmuchnięte zostały wszystkie, gdyż będąc świeżo po urodzinach mojego brata, Franek zapamiętał, że zapalone świeczki trzeba zdmuchnąć. I to wszystkie. Co też uczynił. Ale biorąc pod uwagę fakt, że jak się świeczki zdmuchnie, to życzenie się spełni, odczuwam mniejszy dyskomfort moralny, bo to może pomoże tym, którzy je tam zapalili. Gdy zaczął się wspinać na klęcznik i wołać "mamo, pacz, wsiedłem wysoko", ja spokojnie udawałam, że nie mówi do mnie i rozglądałam się jakbym szukała rodziców tego urwisa. Ale udało się, ślub się skończył, państwo młodzi udali się w stronę wyjścia, a wśród ogólnego gwaru jakoś zginęło wołanie mojego zaskoczonego syna, który wykrzyknął "mamo, klulewna, damy kwiata klulewnie" i pobiegł. Oczekując na możliwość wręczenia "klulewnie" kwiata, stał wpatrzony w pannę młodą i wyrywał się z kwiatem przerastającym go o jakieś 10 cm. Ale udało się. Klulewna dostała kwiata, a my pojechaliśmy do domu, okazało się, że Helena na nas czekała i nie spała. Jakoś mnie to nie ucieszyło, bo przesunęło mój wymarzony wolny wieczór o kolejne 40 minut…

A właśnie, wieczór. Czyli 3 tom Millennium i wino. A co, otworzę sobie i wypiję w samotności, bo mąż na weselu (tym właśnie, jednakże z moją mamą raczej nie poszli się bawić, a sprawić, żeby wszyscy mieli co jeść). A wracając do Millennium, czy ktoś jeszcze zauważył, że oni tam non stop jedzą kanapki? I mrożoną pizzę. Ale kanapki najwyraźniej stanowią podstawę diety bohaterów i przez to i moją. Także kanapki już czekają, wino się otworzy i wracam do czytania. Miłego weekendu!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

granice

09 sie

Wszystko podobno ma swoje granice. Niestety nawet czytanie Millenium. Zatem dzisiaj lekko tylko przekroczyłam 300 stron (jak do tej pory, a wieczór jeszcze młody), bo mama zapowiedziała, że do jutra nie skończy 3 części choćby skały srały. A podobno między drugą a trzecią częścią to co najwyżej można 2 oddechy wziąć i się nie da dłużej czekać.
I tak mi tylko tego człowieka zdolnego żal, że nie żyje.Gdyby on wiedział, jak wciągnął ludzi… Jak zdezorganizował zorganizowane życie matek, babek itd. A on tak po prostu popełnił te 3 książki i zszedł zanim 1 tom trafił do sprzedaży. No doprawdy, co za pech…

Ale o granicach miało być. A granic coraz mniej, rozmyły nam sie granice z Czechami i z Niemcami bo po prostu nam je zalało, i tak zalało, że znów wielu ludziom szlag życie trafił. Dziwne mamy te czasy, dziwny klimat nad Polską.. Teraz najwyraźniej mamy porę deszczową, czy to oznacza, że w przyszłości na mojej niezbyt mokrej ziemi wyrośnie prawdziwa dżungla żabiczańska? I małpy będą? Bo cyrk, to ja już mam i tak. Obojętne, czy pada, czy słońce świeci.

A propos cyrku i nadal w granicach granic. Nawiązując do najbardziej aktualnej burzy na moim ulubionym forum (burza, to też nader aktualne), zaczęłam się zastanawiać czy są granice i jeżeli tak to jak bardzo płynne i rozciągliwe, tego, co piszemy na blogu? A dokładnie tego, co o kimś piszemy. Czy istnieje etyka blogerów, tak jak istnieje etyka dziennikarska? Czy internet sprawia, że anonimowość, (bądź co bądź), ludzi w nim piszących, daje nam prawo do pisania bez zahamowań, wiedząc, że możemy kogoś urazić? Podając do publicznej wiadomości adres bloga, sprawiamy, że blog nie jest już tak zupełnie prywatny. Pisząc o kimś, nawiązując do konkretnych sytuacji musimy liczyć się z tym, że nie zawsze spodoba się to, co napiszemy…
Dlatego też wolałabym, żeby moja teściowa nigdy na tę stronę nie trafiła, bo parę razy mnie poniosło, chociaż to zupełnie dobra kobieta. [Od kilku miesięcy jest nad morzem i przez kilka następnych tam pozostanie, dlatego też coraz bliżej jej do teściowej idealnej]

Czy zatem możemy tak sobie bezkarnie wypisywać co nam się podoba? Czy blog publiczny,  nie zabezpieczony hasłem dostępnym dla kilku wybranych czytelników to miejsce, gdzie powinno się takie osobiste wycieczki uskuteczniać? Rozumiem i praktykuję ironiczne opisywanie niezrozumiałych dla mnie, jakkolwiek dla innych śmiertelnie poważnych spraw (związanych chociażby z organizacją wesela), które to stały się podwalinami najświeższej sierpniowej burzy na weselnym forum właśnie. Ale czy etyczne, z punktu widzenia blogera, jest opisywanie w sposób, który może urazić opisywanego?

No i nie wiem sama… gdzie leży granica?

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przelotem

08 sie

Wczoraj przeczytałam pozostałe 500 stron i tym samym skończyłam 1 tom. Ale cóż… mam już drugi, także sorry…

Reszta bez zmian. Oprócz tego, że dzisiaj udało mi się jedynie przeczytać 60 stron, ale za to wykąpałam oboje, nakarmiłam NIE-słoikami i nawet byłam na spacerze..

Muszę kończyć bo mąż wrócił i postanowiłam mu poświęcić moje drogocenne minuty na krótką rozmowę i papierosa..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

millenium

07 sie

Sorry, będzie krótko. Nie mogłam zrobić dzisiaj obiadu, bo nie miałam czasu. Zrobił mąż.. Na szczęście był dzisiaj w domu i jakoś ogarniał naszą dwójkę. Wieczorem wykąpałam tylko jedną sztukę i gdyby nie to, że siedziałam na tarasie a nie w domu, nawet nie poszłabym zapalić. Na kąpiel wykorzystałam chwilę kiedy Franz zasypiał. Nie odpaliłam komputera aż do teraz !!!!!!! Nie mogę, nie mam czasu. Czytam Millenium… No to pa:)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS