RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2010

rozciągnięta pępowina

27 wrz

Mama mi wyjechała w piątek do Belgii i wraca w środę. Czuję się trochę dziwnie, bo nawet jak wyjeżdża gdzieś w Polskę to i tak codziennie rano przy kawie gadamy przez telefon. A teraz? Tylko raz i raz na skype. I czuję, że pępowina napięta jest już do granic wytrzymałości :) I to ja 33 letnia matka dwójki dzieci tęsknię za mamusią… Masakra jakaś.
Pewnie dlatego nigdy nie myślałam o emigracji. Nie do pomyślenia jest dla mnie mieszkanie gdzieś z dala od rodziny i widywanie się z nimi od święta. Może i bym więcej zarabiała, może i moje dzieci miałyby lepiej, ale czy mają źle mając całą (nieco walniętą, ale uwielbianą przeze mnie) rodzinę?
10 lat temu, jeszcze zanim zaczęła się po-Uniowa emigracja zarobkowa na Wyspy, pojechałyśmy z Najlepszą do Londynu. Plan był taki, że sobie tam pomieszkamy i pozwiedzamy przez 2 tygodnie, a jak nam się spodoba, to sobie znajdziemy jakąś nieskomplikowaną pracę i zostaniemy na całe wakacje. Po 4 miesiącach, z 78530 kg nadbagażu i około 8 kg nadwagi, wróciłyśmy do Polski, bo już dłużej byśmy tam bez rodziców nie wytrzymały. Nie zrozumcie mnie źle, nie jechałam tam "zarobić", wróciłam mając w kieszeni dokładnie tyle ile miałam wyjeżdżając. To miała być taka studencka przygoda i taką była. Chodzi jedynie o fakt, że nawet będąc tam z Najlepszą, która wtedy była dla mnie najważniejszą osobą oprócz najbliższej rodziny (właściwie po 20 latach przyjaźni, chyba mogę uznać ją za część najbliższej rodziny), tęskniłam za rodzicami, bratem, babcią i w ogóle za moim życiem w Polsce. Obie tęskniłyśmy. I mimo, że w Londynie bylo fajnie (praca i mieszkanie w centrum Londynu, niezłe pieniądze, fantastyczne wyprzedaże), nigdy nie myślałyśmy nawet o tym, żeby tam zostać na dłużej.
Pewnie częśc z Was uzna mnie za kompletnie szurniętą, ale dla mnie rodzina jest dużo ważniejsza niż nawet najlepsza praca z dala od nich. Tutaj też jest praca (nie wiem tylko jeszcze gdzie się schowała :)), ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby wszyscy byli razem, żeby moje dzieci żyły wśród kochających je ludzi, mówiących w ich ojczystym języku. Żeby znały nasze tradycje, żeby mogły w każdej chwili pojechać do ukochanej babci i dziadka, żebym ja mogła spędzić czas z moją ukochaną babcią, a ona, żeby mogła cieszyć się prawnukami. Czy warto poświęcać to dla kariery? Dla mnie nie, rozumiem jednak, że niektórzy świetnie odnajdują się nawet na drugim końcu świata. Zakłądają rodziny, mają śliczne dwujęzyczne dzieci i przylatują do kraju tylko kilka razy do roku. Ja bym tak nie umiała… Tu jest moje miejsce i mam nadzieję, że moje dzieci też tutaj zostaną.
Oczywiście, że chcę dla nich jak najlepiej, żeby w życiu były szczęśliwe, miały dobrą pracę, spełniały się w życiu. Mam jednak nadzieję, że to wszystko będzie się działo blisko mnie, a nie 2 godziny lotu ode mnie…

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zwodowani

25 wrz

Staram się do tego stopnia ignorować to coś, co kapie dzieciom moim z nosów, że zabraliśmy je dzisiaj na basen. Ładnie było i ciepło.. Nie, nie, nie byliśmy na odkrytym, bez przesady, aż tak ciepło nie było… Wypuściliśmy się zatem do Nowej Gdyni, przebraliśmy dzieciaki w stroje kąpielowe (Franz z eleganckich kąpielówkach z rekinem, a Hella w przesłodkim kostiumie w kwiatki i truskawki z falbanką!), i sru, myszorki do wody… No i się zaczęło….. Okazało się, że moje dzieci całe swoje życia chyba na to czekały… Jakby im nawet lepiej było w wodzie niż na lądzie…. Martwi mnie nieco ilość wypitej przez nie wody z basenu, ale chyba im nie zaszkodzi, co?
Franek jak się okazało prawie umie pływać (w rękawkach), skakać do wody (dlaczego on się nie boi?), i jakoś intuicyjnie wyczuł, że pod wodą raczej się nie oddtcha. A na zjeżdżalni ja bałam się bardziej niż on… Dziwny mały człowiek… A może ryba? No na pewno Wodnik, a to jak się okazuje zobowiązuje…
Ale co sprawiło, że moja mała, pustynna, listopadowa skorpionica z takim uwielbieniem taplała się w wodzie? Bo tego się astrologią nie da raczej wytłumaczyć? Po kim ona to ma? Po matce Lwicy, czy ojcu Byku? No doprawdy. Zejdźmy z gwiazd na ziemię, bo tam jak widać odpowiedzi nie znajdę… Ale wiecie co… jak ona pięknie wyglądała w tym kostiumie….. I te puchate nóżki… I ta radość na twarzach obojga moich dzieci…

Teraz już wiem, jak mnie będą wkurwiać to je zawiozę na basen :) Wtedy będę najfajniejszą mamą na świecie.

kostium ten sam, co tu, tylko dzisiaj Hella nieco bardziej puchata i basen jakby większy…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dlaczego

20 wrz

- mamo, a co mi kupiłaś?

- gumki do żucia.

- a dlaczego?

- żebyś miał coś słodkiego jak przyjedziesz

- a dlaczego?

- bo lubisz gumki

- a dlaczego?

- bo jesteś małym gumko-pożeraczem i czasem ci je kupuję

- a dlaczego?

- bo cię kocham

- a dlaczego?

- bo jesteś moim ulubionym synkiem

- a dlaczego?

- bo nie mam innego synka i ciebie ze wszystkich synków kocham najbardziej na świecie

- a dlaczego?

- bo jesteś milutkim, fajnym chłopakiem

- a dlaczego?

- bo takiego sobie ciebie urodziłam

- a dlaczego?

- bo jak byłeś w moim brzuszku i urosłeś już za duży to mi było ciężko i już musiałam poprosić pana doktora, żeby cię wyciągnął.

- a dlaczego?

- bo już się nie mieściłeś

- a dlaczego?

- bo nóżki urosły ci już za długie, i rączki i główka.

- a dlaczego?

- bo za dużo jadłam ogórków

- a dlaczego?

- syneczku, zobacz jesteśmy już prawie w domu…. [z ulgą]

- a dlaczego?

- aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nadrabiam

17 wrz

Bo coś ostatnio zaniedbałam tego bloga, ale to wszystko przez grzyby, no może nie wszystko, ale prawie wszystko, a już napewno przede wszystkim przez grzyby. Na grzybach, oprócz moich wypadów w okolicy domu byłam we wtorek i w czwartek. Okolice Widawy. I tak, za każdym razem mieliśmy pełny bagażnik grzybów (a nie byliśmy seicento, tylko kombi). No i nie mam czasu pisać, bo przerabiam. Suszę, gotuję, słoiczkuję, marynuję, pakuję, podziwiam, wącham. A jak już miałam trochę czasu i chciałam nawet coś napisać, to się okazało, że „a” na klawiaturze się buntuje i nie działa tak jak powinno. A spróbujcie napisać coś po polsku z niezbyt sprawnie działającym „a”. No to się poddałam i pogodziłam z myślą, że będę musiała się przerzucić na jakiś inny język, w którym „a” występuje nieco rzadziej. Znacie taki, tak na marginesie? Szczęśliwie jednak wszystkie okruszki, bo zakładam, że to właśnie okruszki spowodowały miejscową niemoc mojej klawiatury, zniknęły i „a” wróciło do formy.
Gorzej ze mną, chociaż jeśli chodzi o formę to mam całkiem niezłą, coraz bardziej okrągłą. Nie nie, nie jestem w ciąży. Po prostu jak ten niedźwiedź się szykuję na nieuchronnie zbliżającą się zimę. A zbliża się, chociaż aktualnie za oknem widoki mam prawie letnie (pomijając temperaturę). Już nawet kilka razy odpaliliśmy piec. Ledwo zdążył w sumie ostygnąć, bo jakoś tak w maju skończyliśmy sezon grzewczy, a to początek września był jak zaczęliśmy od nowa… A ja myślałam, że w tym roku będzie lepiej… O naiwności moja..
A dzieci? Prawie zdrowe, tzn jednemu przechodzi katar, drugiemu kaszel i teraz zaczyna się zamiana. Franek dużo mniej kaszle, ale mu z nosa zaczyna kapać. Helenie kapie jakby mniej to zaczęła pokasływać. Pani dr z przychodni, która oboje zna na wylot, stwierdziła jednak, że to jakieś popierdółki żłobkowo-atmosferyczne i mam ją tylko polewać pulneo i posypywać sproszkowaną isoprinosiną. Tyle to ja i bez przychodni wiem :)
Ja kicham i kaszlę, mąż mój jedyny wspiera wytwórców antybiotyków po raz kolejny w tym roku, ale tak to jest jak się w deszczu na motorze jeździ… Na szczęście z tym już koniec, bo oto WRÓCIŁA HELGA!!! Od czerwca walczyliśmy z ubezpieczeniem po niefortunnym zderzeniu z karawanem i oto teraz jest. W życiu nie przypuszczałam, że tak się ucieszę na widok beemki….
No dobra. Lecę bachorkom wytrzeć nosy i wziąć gripex…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

maślakobranie

12 wrz

Nie mogłam pisać bo palę. A jak palę, to się przechadzam przed chałupą. No że tak powiem, po obejściu się rozprowadzam. I chodzę i co? Grzyby znajduję… Codziennie prawie pod drzwiami koźlarki wyciągam, ale tym razem zapuściłam się między modrzewie…
W efekcie musiałam sobie poradzić z jakimiś 500 sztukami śliskich małych grzybków.

Potem coś mnie jeszcze podkusiło i zajrzałam pod choinki…

Potem ruszyłam za dom… i znowu koźlarki…
W sumie 4 koszyki (takie na truskawki) wypakowane grzybami, plus te cholerne maślaki.
I przerabiam….

A jeszcze sobie na jutro zostawiłam niektóre bo za małe były…..
I suszą się… I pachnie. Pięknie mi pachnie….


A dzieci? Jedno ma katar, drugie kaszel, ale ani jedno nie ma jednego i drugiego także uznałam je za zdrowe i niech jutro spadają do szkoły.

JA muszę odpocząć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wesoło

08 wrz

Teściowa wpadła z wizytą. Kilka dni była, jutro wyjeżdża a ja nadal zlewam.. Co prawda w poniedziałek nie było mi do śmiechu, bo się okazało, że jej córunia chora przyjechała i natychmiast wirusa pogoniła Frankowi zatem poniedziałek i wtorek spędził z mamusią, czyli ze mną, a Hella w żłobku. Ale dziś już poszli oboje, a ja miałam wolne. No i z okazji tego wolnego poprosiłam moją teściową, która się do miasta Łodzi wybierała, żeby mnie do mojej własnej mamy podrzuciła. Nie chciało mi się auta brać, bo coś Brunchilda mojego męża dziwnie na mnie warczała, to postanowił zajrzeć jej pod maskę (taka motoryzacyjna perwersja), a ja luźna pognałam do mamy. Nie obeszło się jednak bez przygód, jak to zwykle z moją teściową…..

- To jeszcze po drodze zajrzymy do Krusu po zaświadczenie.
- Pewnie, mnie się nie spieszy, mama mi nie ucieknie..
- Tylko gdzie ja tam mam zaparkować? Pod bankiem to ja nie wiem, bo tam nie ma miejsca, a jak tam wjadę…
- Hmmm, no pewnie jest jakieś miejsce do zaparkowania, zazwyczaj gdzieś są.. [myślę sobie, że to przecież nie jest jakaś strasznie trudna sprawa]
- Ja tam zawsze parkuję na przeciwko
- A tam jest parking??
- No jest miejsce…
Podjeżdżamy, teściowa wjeżdża na chodnik za przystankiem.
- Ale to chyba jest chodnik, wiesz?
- Oj, ja tu zawsze parkuję, nie marudź.
Idziemy do Krusu. Ja do windy, teściowa na schody.
- Nie jedziesz? – pytam jak zblazowana miastowa
- Ja się boję…
- To do zobaczenia na górze..
Wysiadam na 4 piętrze i słyszę dyszenie z klatki schodowej.
- Ehhhhhheee, ehehehheeh
- Biegłaś??
- Ehheheheeheh, ehehehhe, chciałam być przed tobą..
- No i widzisz, byłam pierwsza i nadal mogę oddychać..

Wychodzimy z krusu (ja windą, teściowa po schodach) Idziemy do samochodu, tam straż miejska. Ja w śmiech.
- Wiesz co, teraz to podbiegnij, bo zaraz mandat dostaniesz i spokojnie zapaliłam papierosa..
Podchodzę, a sympatyczny i też już trochę rozbawiony strażnik wylicza przepisy, które teściowa złamała.
- Dzień dobry, mówię. Dużo tego, może pan zostanie przy tym pierwszym (parkowanie w miejscu niedozwolonym za stówkę), bo mi się teściowa załamie?
- Bo wie pan, ja tylko w krusie byłam.
- Mamo, panu jest chyba wszystko jedno…
- Ale tu nie wolno parkować, nie ma znaczenia dokąd się idzie -potwierdza moje podejrzenia o wszystkojedność.
- Ale ja tu zawsze parkuję.
- Wiesz… może lepiej się nie pogrążaj.. zaczęłam się śmiać i poszłam zgasić papierosa w koszu, bo w sumie nie wiem jak to jest z gaszeniem na chodniku.. Szkoda, że nie zapytałam :)

Potem już było nieźle, pomijając drobne problemy ze zlokalizowaniem prawej i lewej strony. Na szczęście się udało :) Jutro wyjeżdża, wraca w listopadzie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jesiennie..

04 wrz

Prawie listopadowo się zrobiło na tzw. zewnętrzu. Dzieci mają 10 warstw więcej na sobie niż jeszcze tydzień temu i jeżeli to się będzie pogłębiać to chyba założę im na raz całą dostępną garderobę. Bo zaparłam się. Ciepłych kurtek im nie dam. No bo co będą nosić jak już naprawdę będzie listopad?? Zatem zaklinam lato 4 koszulkami z krótkim, długim rękawem, sweterkiem czy kamizeleczką i proszę ładnie: "wróć, kurwa jego mać".
Jesiennie się też zrobiło na kanapie. Desperadosa nie wkładam już po zakupie do lodówki, wolę jak jest w temperaturze pokojowej, bo i ona nieco spadła od pamiętnych 28 stopni…. Wino już tylko czerwone i mocno wytrawne. I herbata z cytryną. Jak ja sobie robię herbatę to już nie ma przebacz. Na bank jest jesień. No sorry. Musiałam.
Jesiennie jest też w telewizji. Pojawiła się 927861 edycja "tańca z gwizdami". No z gwizdami, gwizdami, bo gwiazd to tam już od dawna nie ma. Pokazywali kto tam będzi tańczył. Ni cholery nie wiem kto zacz i w ogóle która to "gwiazda". No dobra Edzię kojarzę, ale jakoś nie najlepsze mam zdanie o niej. Na szczęście w życiu swoim nie obejrzałam ani jednej edycji to się nie będę martwić.
Oglądam natomiast właśnie 3 sezon "mam talent", no trochę z nudów, a trochę dlatego, że i tak niewiele oglądam bo i piszę i gadam z czarownicami na skype i trochę forum przeglądam, to mi nie przeszkadzają. Właśnie się pan taki niezupełnie ubrany kręcił w kółku. W kółku, nie w kółko. A teraz wyszedł transformers w tekturze i się zrobił ciężarówką. No doprawdy. Trochę szkoda, że ja chwilę wcześniej nie wyszłam na papierosa…. Co ludźmi kieruje? I kto im powiedział, że mają talent??
No dobra, oni mają talent…. jak ja lubię jak ktoś tak pięknie gra na "szczypcach" jak to mówi Franek.. Ten kwartet mam na myśli smyczkowy. Podoba mi się, gęsia skórka jest. Znaczy się talent też. Aż się chyba odwrócę w stronę tv.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przełomowo

01 wrz

Taki dzisiaj dzień właśnie. 1 września. Dzieci idą do szkoły, a moje bachorki poszły do żłobka. To znaczy dla Franka to nie nowina, ale Hella była dzisiaj pierwszy raz. Podobno pokazała "ciociom" swoją piekielną naturę. Płakała, chciała na rączki i zjadła 3 obiady. Hmmm.. Mam nadzieję, że przejdzie. I to, że marudzi i to, że tyle je. No bo po co ma się potem odchudzać przez resztę życia? Na razie jej puchate nóżki są super, ale potem… No nie wiem…
A właśnie, jak już jesteśmy przy nóżkach, to te nóżki dzisiaj zaczęły same CHODZIĆ!! No normalnie 4 kroki w sekwencjach 2×2 i efektowne "klap" na pupę. Nie zrobiło to na niej wrażenia, a ja.. No cóż, miałam łzy w oczach. Rozkleiłam się jak głupol. Przecież to TYLKO/AŻ 4 kroki (i to w sumie), poza tym Franek też to kiedyś zrobił, ale jakoś dzisiaj zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Na niej nie. Kompletnie jej to nie obeszło. Miała minę, jakby umiała to robić od zawsze. Może i umiała, ale jakoś nie chciała tego wcześniej pokazać.
Ale jak pokazała….. Ech… moja mała dziewczynka…. Za 2 dni skończy 10 miesięcy…

W ogóle to miałam sprzątać jak będzie w żłobku pamiętcie? No nie udało się, byłam w takim stresie, że pojechałam do Galerii i kupiłam czapkę zimową. Dla siebie. Ja nigdy nie noszę czapek…

No dobra, kończę, muszę sobie drinka zrobić, żeby się rozgrzać bo coś chłodno w domu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS