RSS
 

Archiwum - Październik, 2010

silna wola

30 paź

Nadal nie palę.
Wina nie rzucę.
Nagotowałam wannę bigosu. Jutro robię tort. Trzymajcie kciuki :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

gen raka

28 paź

Jakiś czas temu przeczytałam w gazecie
http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,8465239,Lodzianko__sprawdz_bezplatnie__jaki_masz_gen__i_zyj_.html
, że można sobie bezpłatnie zbadać, czy się ma  mutację tego genu, czy nie. No to zadzwoniłam i się dowiedziałam, że na stronie trzeba wypełnić ankietę i dopiero jeżeli w tej ankiecie pojawi się coś co spowoduje, że znajdę się w grupie ryzyka, to oni wtedy do mnie zadzwonią i umówią na badanie.
Ankietę wypełniłam, wysłałam, zapomniałam. Zadzwonili. Zapraszają mnie na badanie.. Jutro.
Bomba.
W sumie wolę wiedzieć jakby co… Ale się denerwuję.
No nic. Na wszelki wypadek wczoraj rzuciłam palenie. 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pup cd.

27 paź

Byłam dzisiaj, jak przystało na bezrobotną w Pałacu Pracy. Zarezerwowałam sobie 2 godzinki na załatwienie wszystkiego i zmarznięta idę. Wchodzę, mając tym razem, komplet dokumentów i papierków, które mogłyby się przydać, wbiegam na 1 piętro i zrezygnowana podchodzę do maszyny z numerkami. Klik i ooooooo… Jestem następna! Chwilę później siadam przed miłą panią i zaczynamy.
- Dowodzik poproszę.
- Tylko???
- No mnie tylko dowód dzisiaj potrzebny
Przerzucam papierzyska, wyciągam dowód. Pani "wbija" mnie w komputer i się uśmiecha…
- Tak wiem…. etnologia… mówię
- No tak, magister etnologii… co ja mogę pani powiedzieć..?
- Kurs na wózki widłowe? – ryzykuję dowcip i udało się. padł na podatny grunt – śmiejemy się obie…
- No może nie wózki, ale może jakieś studia podyplomowe, bo sam magister etnologii… ciężko będzie… Kursy, szkolenia, własna działalność?
- Ciepło, cieplej, gorąco, mówię. Firmę bym otworzyła.
- No to chyba będzie dla pani najlepsze rozwiązanie, ale niestety już nie w tym roku, bo już nie przyjmujemy wniosków.

No i tyle. 10 minut później biegłam już do samochodu. Rzeczywiście, szybko poszło, no bo co można zrobić z bezrobotnym etnologiem?

Sama już nie wiem co ze sobą zrobić….

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

apel

23 paź

Obejrzałam "mam talent" i mam niesmak…. Jak co roku.. I apeluję po raz drugi już w tym blogu…
http://mietla-pod-dywan.blog.pl/mam-talent,14557321,n

Rodzice!
Nie przebierajcie swoich dzieci za dorosłych
Nie każcie im występować przed 7 milionami ludzi
Nie skazujcie ich na publiczną krytykę
Nie doprowadzajcie do tego, żeby Wasze dziecko czytało idiotyczne komentarze w internecie na swój temat (ja jestem już duża i radzę sobie z tym, że ktoś napisze, że jestem głupia, że piszę bez sensu – ja to zlewam, mam dystans do siebie i do ludzi, ale dziecko tego jeszcze nie potrafi)
Nie zmuszajcie dziecka do wielogodzinnych treningów ponad jego siły
Nie pozwalajcie mu nadwyrężać swojego ciała ku uciesze gawiedzi
Nie malujcie twarzy swoim pięknym dzieciom bo i bez tego są śliczne
Nie dopuszczajcie do tego, żeby ktoś powiedział im na forum publicznym, że jest niewystarczająco dobre w tym co robi
Nie spełniajcie swoich chorych ambicji poprzez własne dzieci
Nie pozwólcie im płakać na oczach milionów
Nie zmuszajcie do śpiewania piosenek, których nie rozumieją (ja rozumiem, "puszek okruszek" i "a ja kocham moją mamę", ale żeby 11 letnia dziewczynka śpiewała o nadziei? o miłości? o smutku?)

Błagam… I zaklinam Was wszystkich. Szanujcie swoje dzieci. To też ludzie. Mali, ale ludzie, mają uczucia. Nie rozumieją tego wszystkiego, a Wy, swoim "parciem na szkło" i żądzą sukcesu za wszelką cenę, sprawiacie, że niepotrzebnie szybko przekonują się, że świat nie jest tak do końca dobry, a ludzie porządni. Doprowadzacie do tego, że wątpią w swój talent, bo ktoś je skrytykował. I po co to? Dla sławy? Pieniędzy? Ale czyjej? Własnej, czy ich?
Nigdy nie zrozumiem rodziców, którzy przyprowadzają swoje dzieci na takie castingi, programy itp.
Apeluję do Was. Opamiętajcie się…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bez kontrowersji

21 paź

Przestanę pisać o Pupie to może przestaną mnie na główną wywlekać.
Teraz będę pisać tylko o moich dzieciach i to tak straaasznie poważnie, bo ironia, sarkazm a nawet zwyczajne poczucie humoru, prowokuje ludzi do nawymyślania mi, że nie szanuję matek, ciężarnych, że mam gdzie mieszkać i czym jeździć… No doprawdy….

Także jedyną pupą będzie ta należąca do któregoś z moich bachorków.

Żartuję :) Tak łatwo się nie poddam, tym bardziej, że czeka mnie wizyta u doradcy zawodowego. :) Ciekawe co mi doradzi. Mam nadzieję, że nie przekwalifikowanie się na kierowcę Tira lub blacharza-dekarza, bo najnormalniej w świecie boję się wchodzić na dach.
Bardziej martwi mnie jednak fakt, że mogliby znaleźć coś dla antropologa, którym to podobno jestem z racji ukończonych studiów. Jak łatwo się jednak domyślić nigdy nie pracowałam w zawodzie i moja bujna (bądź co bądź) wyobraźnia nie jest w stanie poradzić sobie z wizją mnie siedzącej w muzeum czy innym skansenie, opowiadającej o wiązaniach cepów.

Jak by nie było na pewno to opiszę. No nic, najwyżej znowu mnie na główną wrzucą i gównem obrzucą :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odważny i inne osoby dramatu

18 paź

No i znów odwiedziłam dzisiaj PUPę. Zaparkowałam przepisowo w czarnej dupie, daleko od urzędu, żeby już nie kusić złych ludzi i pobiegłam się "odhaczyć". Posiedziałam, poczekałam, poobserwowałam…
- to jakiś skandal, krzyczy tleniona blondynka w ciąży, za którą wchodzi troje innych już starszych dzieci, – ile ja mam tu czekać? 30 osób przede mną? – bulwersuje się i szuka wsparcia u koleżanki. – przecież kobiety w ciąży powinny podchodzić bez kolejki! – rozgląda się po sali…. – o i z małymi dziećmi też – dodaje zauważywszy kilka sztuk na sali.
Taaa… myślę sobie.. wtedy każdy by jakieś ze sobą zabrał, swoje, pożyczone, porwane, jakiekolwiek. Sama bym zabrała, nawet dwoje. Tyle, że wtedy byłaby to chyba najdłuższa "bezkolejka". No nic, usiadła, ja przeszłam dalej i czekam…
W końcu, po półgodzinie moja kolej. No to idę. Pani z drugiej strony stołu wystudiowanymi ruchami z nieprzeniknionym wyrazem twarzy coś przekłada. W końcu patrzy na mnie..
- poproszę dokument z wyznaczoną datą i dowód osobisty
ocho, myślę sobie, dokument mam, w domu, dowód na szczęście przy sobie.
- Ojej, strasznie mi przykro, ale mam tylko dowód…
- To koleżanka przy rejestracji nie mówiła, co trzeba wziąć ze sobą?
- Koleżanka przy rejestracji mówiła o tylu rzeczach, że cieszę się, że tylko o tym zapomniałam – tłumaczę się z uśmiechem.
- Miejmy nadzieję, że tylko to pani umknęło…
Potem już było ok, aż do ofert pracy.
- A jaka praca panią interesuje?
- Mogę być asystentką, sekretarką, w ogóle pracownikiem biurowym, nawet tutaj chętnie bym popracowała, byle nikt mi nie kazał mówić po niemiecku, bo nienajlepiej mi to wychodzi…
No to oferty były dwie. Jedna z biegłym niemieckim, druga…. z niemieckim i białoruskim.. biegle oczywiście.
Biegle zatem zaczęłam podpisywac podsunięte mi dokumenty…

- Przepraszam bardzo, – tu pojawia się nowa osoba dramatu – stażysta chyba, – czy u pani był może wcześniej pan Odważny?
- Odważny? – nie wydaje mi się, nikogo takiego u mnie nie było… odpowiedziała "pani z okienka" ze stoickim spokojem.
Ja, natomiast parsknęłam śmiechem….

 
Komentarze (25)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzieci i psy

16 paź

Hmmm… No nie wiem sama jak to napisać.. Bo wiecie, ja mam problem ze zwierzętami domowymi. Od 30 lat mam potworną alergię na wszystkie zwierzęta kudłate i nawet na puchową kołdrę, może dlatego mój stosunek do psów/kotów w domu jest taki, a nie inny, ale. No właśnie. Zwierzęta w domu toleruję jedynie pod postacią schłodzoną lub wręcz zamrożoną, nadającą się do zjedzenia. Mięso znaczy się i to raczej kury i krowy.
I tak oglądam te reklamy, te dzieci biegające za psami, przytulające się do nich, tarzające się z nimi po trawniku i sobie myślę, kurczę, może te moje coś stracą w życiu, że nie obcują z takimi futrzakami? A potem pojawia się reklama o kupie psa Bruno, którą tak emocjonuje się mała, śliczna dziewczynka.. No i chyba wolę, żeby moje dzieci nie obcowały… Przynajmniej z tymi kupami. Bo to jakieś takie nieapetyczne.. No i te bakterie, zarazki, pasożyty…
I moja alergia, i astma…
Z dwojga złego, chyba lepiej mieć matkę niż psa?

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

idzie zima

16 paź

Czas rzucić palenie. Bo wiecie, ja mam dzieci i przez szacunek dla ich płuc niewielkich i przez brak szacunku dla moich własnych palę na tarasie/ganku. Na zewnętrzu jakby nie było. No i tak jak latem to było miłe, bo sobie z kawką i papieroskiem, w piżamce siadałam na tarasie i podziwiałam jak mi kwiatki rosną wygrzewając się w porannym słońcu. A teraz…
Jakoś tak po 7… nie wiem ile, ale od niedawna jest jasno. Zakładam kurtkę, kalosze, biorę kawę i papierosa i wychodzę przed dom. Zapalam, stawiam kawę na parapecie, patrzę z niepokojem na termometr, jak jest powyżej 0 to idę sobie tylko bramę otworzyć. Jeżeli nie…. Otwieram samochód, wyciągam skrobaczkę do szyb…..
Wracam z zamarzniętą ręką, papieros dawno się skończył, kawa wystygła…
Czas rzucić palenie. Tylko kto mi będzie odszraniał szyby?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

miało być miło, a wyszło jak zwykle

14 paź

Miałam usiąść i poodpowiadać na komentarze, ale za długo by to trwało. Większość spraw została już i tak wyjaśniona przez osoby, które od ponad roku czytają ten blog, zdaję sobie również sprawę, że niektórym ludziom nie wyjaśni się niczego, nawet jeżeli robiłabym to przez kilka następnych notek.
To była lekka i zabawna historia (według mnie), a dowiedziałam się, że jestem burakiem wożącym się BMW pomimo braku pracy. No niestety polityka prorodzinna w naszym kraju jest taka, że po powrocie z macierzyńskiego dostałam wymówienie. Od 10 lat płacę podatki i uważam, że nawet jeżeli dostanę 500 zł zasiłku, to nic się nie stanie, bo sama na to pracowałam. Poza tym 500 zł miesięcznie mnie nie urządza i na pewno nie sprawi, że teraz poczuję się bogata i oleję szukanie pracy, bo przecież dostaję 500 zł. No doprawdy…
Zarejestrowanie się w urzędzie pracy jak zauważyła caixa ma jedną wielką zaletę. Daje mi szansę na dofinansowanie z UE (nie martwcie się zatem o swoje podatki) na otworzenie własnej działalności, bo jak się okazuje nikt nie chce zatrudnić antropologa po 30-tce z dwójką małych dzieci. A z czegoś muszę żyć. No i oczywiście utrzymać samochód, żeby nie było…. :)

Nie przesiądę się też nagle w malucha, bo nie mam chwilowo pracy (podkreślam, chwilowo, bo mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni). Jeżdżę z małymi dziećmi i nie będę ich narażać na niebezpieczeństwo, a tym jest dla mnie jeżdżenie maluchem czy innym autem mającym mniej niż 4 gwiazdki w testach EURONCAP. Tak tym się właśnie kieruję przy zakupie auta, zwisa mi marka, ma być bezpieczne, bo bezpieczenstwo moich dzieci jest dla mnie najważniejsze.

No i to by było na tyle. Nie będę się tłumaczyć z tego, na co ciężko pracowaliśmy z mężem przez wiele lat.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mamma

12 paź

Tak coraz częściej nawołuje mnie moja córka. Co więcej robi to coraz bardziej świadomie. Widocznie stwierdziła, że skoro opanowała już chodzenie (potrafi nawet podnieść tłustą nóżkę i pokonać próg między przedpokojem a kuchnią), teraz czas, żeby sobie pogadać. No to ćwiczyłyśmy wczoraj..
- powiedz mama
- mamma
- to teraz tata
- ta-ta
- hmmm.. to może Franek?
- mamma, – popatrzyła na mnie jak na wariatkę… hmmm.. może gdybym dała Frankowi na imię Olek, byłoby łatwiej?

A może jeszcze damy sobie spokój z tym gadaniem? Wystarczy mi na razie to, że Franek nie mówi tylko wtedy, gdy śpi.. Właściwie to nie wiem, czy nie mówi, po prostu wtedy tego nie słyszę… I w sumie coraz częściej łapię się na tym, że brakuje mi tych jego śmiesznych dziecięcych słowek, jak "kopka" – koparka, "tantobus" – autobus i nawet tego, że mówił o sobie "Sianek".. Teraz nawija całymi zdaniami, nieraz wielokrotnie złożonymi (fakt, dość nietypowo czasami) i coraz mniej jest w tym tych śmiesznych słówek… Starzeje mi się synek :)

Ale wiecie co.. To nic w porównaniu z tym jak ja się zestarzałam odkąd urodziłam te wszystkie dzieci. Przekonałam się o tym najlepiej w sobotę. Otóż wypuściłam się z mężem, bratem, bratową na otwarcie "GOSSIP". No taki klub, nowy, super, ekstra, mega wypas. No i było fajnie i w ogóle faaaaajnie… (pomijając fakt, że Franio został wywieziony do mojej mamy na noc po raz pierwszy w życiu i jakoś mu się to nie spodobało, co poskutkowało zawezwaniem nas koło 1.30, żebyśmy go sobie zabrali), ale…

No właśnie, klub super, znajomych cała masa i tak tylko sobie pomyślałam, że ja to bym się chętnie z nimi spotkała, ale gdzieś, gdzie ludzi jest mniej, muzyka ciszej, miejsc do siedzenia więcej, no i żeby coś do jedzenia było i wino jakieś….
I nawet specjalnie nie płakałam jak musieliśmy spadać (mamo, ja cę do domciu, nie cę pać u babci, ja mam swój domek – wyszeptane do słuchawki nawet po kilku drinkach zapaliło mi lampkę "spadamy i jedziemy po niego"), owszem, towarzystwo super, klub też rewelacja, tylko ja już jakaś taka mniej super jestem.

Znaczy się zestarzałam się?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS