RSS
 

Archiwum - Listopad, 2010

do zobaczenia w pupie ;P

30 lis

No muszę się wybrać… Wyrejestrować się :)
Niezupełnie jest tak jakbym sobie wymarzyła, bo na razie nie mam etatu a jedynie umowę zlecenie, ale na niezłych warunkach i z "widokiem" na etat, to się nie będę martwić na zapas. Poza tym wszystko jest lepsze od siedzenia w domu. No i kolejny plus, że mój mąż nie będzie pracował w piątki. Czyli piątkowe wieczory są dla nas. A piątkowe popołudnia dla tatisia i bachorków.
Będzie dobrze. Może w końcu….

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dedykacja

29 lis

Zapomniałam dopisać…
Dzisiejszą notkę chciałabym zadedykować ASR, ABS, zimowym oponom, czapce z pomponem i długim rękawiczkom.

Natomiast NIE ma tu miejsca na dedykację dla napędu na tył i moich wypasionych zamszowych kozaków, psia mać!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

musis tego śniega wyłącyć

29 lis

Powiedział mój syn po pół godzinie jazdy dzisiaj rano. Wysiedliśmy pod przedszkolem i jeszcze wtedy nic nie zapowiadało apokalipsy. A potem już poszło.
Wpadłam w poślizg wychodząc z przedszkola i mało się nie zabiłam z Hellą na ręku.
Stałam kolejne półtorej godziny w korku.
Zaniosłam Hellę do żłobka i kolejne pół godziny stania w korku.
Zaparkowałam w zaspie idę pod drzwi ASP – zamknięte. ZAMARZŁY!!!
Zimno mi było, naprawdę było mi zimno… Niczym Pudzian szarpnęłam i weszłam.
Kilka godzin jako żena za pultem..

I znowu w drogę…
W ciągu pół godziny przejechałam pierwsze 500 m.
Następne pół godziny – kilometr…
Świat oglądam przez szparę 10×10 cm – wycieraczki zamarzły po raz 9280178.
Jeszcze pół godziny jazdy po omacku i jestem w żłobku.
Godzinę później stoję na Złotnie a miły pan wykopuje mnie z mega koleiny w którą zepchnął mnie biały ML (jak go znajdę….)
HElla wyje (z głodu, z nudów).
Przedszkole… "mamo… wiesz co? za dużo już jest śniegu, nie lubię"
Pół godziny później jesteśmy w domu..

Dzieci do wanny, Hella spać.. I tyle się nią dzisiaj tatuś nacieszył…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

małe radości

27 lis

I nie chodzi o moje dzieci! Absolutnie nie! Moje dzieci ostatnio niewiele mają wspólnego z radością… Jedno wrzeszczy, drugie weszło w fazę negacji. Wszystkiego – od spania po południu do jedzenia obiadu i noszenia kapci. I tylko mówi ciągle tyle samo… Mógłby się tak na chwilę na mnie obrazić i przez 10 minut NIC do mnie nie mówić?
No! Taki krótki wstęp migrenowy. Głowa mnie boli i wszystko mnie wnerwia okrutnie.. A że to wszystko, to akurat moje dzieci, no cóż poradzę? Nie zastrzelę, to chociaż tutaj sobie ulżę.
Teraz jest chwila spokoju, mała wrzeszczunka zasypia na górze, a Franek ogląda bajki i cały dom i siebie i mnie na wyświetlaczu aparatu..

No ale miało być o radościach.
Radość pierwsza, mój samochód jest naprawiony i przestałam jeździc z dwójką dzieci 3drzwiowym flagowym modelem niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Chyba nie jestem volksem, bo to zdecydowanie nie był dla mnie wagen..
Także szczęśliwie powróciłam, (ja i foteliki) do mojej helgi.
Radość druga, jadę jutro z bachorkami do mojej mamy także nie będę z nimi sama siedziała przez cały dzień. Niech inni też się pomęczą, nie ma tak dobrze…
Radość trzecia waży 5,7 kg i w ciągu 2 tygodni zniknęła z mojego ciała dzięki diecie Dukana :)
Radość czwarta… nie będę zapeszać. Trzymajcie kciuki do środy… Proszę :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i znów o granicach.

24 lis

Rzecz będzie o granicy między inspiracją a plagiatem.
Czy przepisanie czyjejś notki z drobną zmianą np. imienia dziecka jest
inspiracją, czy plagiatem? Czy powinno cieszyć mnie, że ktoś do tego
stopnia polubił mój styl, że użył go jako własny?
Czy ja jestem przewrażliwiona?

Podobno jestem nawet paranoiczką, ale chyba sobie z tym poradzę, pomimo
mojej niedojrzałości emocjonalnej i wbrew kłótliwej naturze.

Nie chce mi się tego dalej rozstrząsać, cudzysłów już jest, odesłanie do
źródła, czyli do mnie też się pojawiło, nie mam zatem już nic do
dodania.

Proszę jednak, żeby nie kopiować moich tekstów, bo czuła jestem na tym punkcie niezmiernie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jeż…

21 lis

- Nic mi się nie chce. Najchętniej zagrzebałabym się i zapadła w sen zimowy.
- JAk niedźwiedź?
- Niee, niedźwiedź jest za duży, lepiej jak jeż.

Tak sobie właśnie pogadałam z mamą.
Moja mama chce być jeżem. Nie wiem co o tym myśleć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

co cieszy mnie dziś (drastyczne)

21 lis

Na początek pojadę ostro, później będzie lepiej, obiecuję.
Cieszy mnie, że Hella już nie rzyga i nadaje się do żłobka. No.. Jelitówka, psia mać, nam się trafiła.
Dzisiaj Franek mówi "mamo, brzuszek mnie boli", myślę sobie – o kurwa – mówię – "nie boli Cię synku, wydaje Ci się". Wydawało mu się.. Mam nadzieję.

Zatem teraz, na luzie, skoro już wiecie co lubię w listopadzie to opowiem Wam, co cieszy mnie dziś. I tak będzie mietkocentrycznie…
Cieszy mnie, że pomimo tego, że znów nie dostałam pracy (jak zwykle była tuż tuż "pani M. jeżeli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego i nie pojawi się jakiś superbohater z silniejszymi mocami od tych, które ma Pani, to zapraszamy do pracy od poniedziałku – i tu po raz kolejny pojawił się superbohater i sprzątnął mi robotę sprzed nosa), i pomimo tego, nie załamałam się kompletnie. Wypiliśmy z moim mężem o 1 w nocy butelkę Beaujolais Nouveau i postanowiliśmy, że damy sobie radę i lepiej, żebym nie miała jednak załamania nerwowego na tle zawodowym. Miałam zatem załamanie dukanowe, co widać po zdaniu zaczynającym się od "wypiliśmy".
Cieszy mnie to, że pomimo tego, co pomyślą sobie o mnie wszyscy ci źli ludzie, którzy uważają, że będąc bezrobotną powinnam założyć wór pokutny i sprzedać samochód – ja, bezrobotna, załatwiłam sobie sprzątanie na święta. I będzie pachnieć! A co?!

I napisaliśmy z Frankiem list do Mikołaja…
"Kochany Mikołaju…
Byłem bardzo grzeczny i nie kłóciłem się za bardzo z mamą. Pomagałem rodzicom i bawiłem się z siostrą. Chciałbym pod choinką znaleźć:
klocki lego zygzaki
kuchnię, żeby gotować obiady dla mamy, taty i helenki
auta zygzaki"
Franek

p.s. Mikołaju…. to ja, Mietka… Ja bym tylko chciała znaleźć pracę… Taką od 8 do 16.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

co lubię ja…

18 lis

Natchnięta przez Barbarellę, pośrednio, bo ona przez niejaką Zuzankę
http://zuzanka.blogitko.pl/2010/11/02/to-lubie/
, ja również postanowiłam się powywnętrzać, a co…
Co lubię ja w wersji listopadowej
* lubię ciszę, któa zapada gdy dzieci wykąpane i niekaszlące śpią w swoich łóżeczkach
* lubię zwinąć się pod kocykiem z kubkiem herbaty z cytryną i cukrem (aktualnie słodzikiem)
* lubię wracać do domu z nową książką i nie móc się doczekać, kiedy wreszcie położę się do łóżka i zacznę czytać
* lubię mieć nową torebkę i ten moment, kiedy przekładam do niej TYLKO POTRZEBNE rzeczy i okazuje się, że jest pusta, a ta stara nadal jest pełna..
* lubię ten moment, kiedy zaczynam widzieć choinki, bombki, kiedy pojawiają się świąteczne reklamy coca-coli, a ja zaczynam czuć magię świąt :)
* lubię kiedy Franek mówi "kocham Cię mamo bardziej" i kiedy Helenka zaczyna się śmiać na mój widok, gdy wchodzę rano do jej pokoju
* lubię gdy mąż do mnie dzwoni jak wychodzi z pracy i pyta, czy mie mam ochoty na wino, bo jedzie po drodze do sklepu
* lubię, gdy dostaję powiadomienie, że jest już kolejny odcinek Chirurgów
* lubię mieć porządek w domu, ale taki prawdziwy, pachnący, nieskazitelny, a nie taki wytworzony naprędce..
* lubię spać. tak po prostu

A Wy? Co lubicie?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

stało się..

16 lis

Po kilku tygodniach konspiracji i gryzienia się w język.

Rany boskie jaka ja byłam zestresowana….

W końcu…

Mój brat się zaręczył :)

Czarna Ciotko, urodzinowo Sto Lat i witaj na ostatniej prostej do naszego popieprzonego drzewa genealogicznego :) Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej bratowej!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pilnujcie mężów swych

14 lis

Bo śnią mi się po nocach. Najpierw z ppolciowym małżonkiem szalałam w czarnym karawanie po wioskach przeróżnych goniąc mordercę, zabójcę jakiegoś i nie wiem w końcu czy go złapaliśmy, bo mi najwyraźniej w głowie zawrócił :)
A dzisiaj znowu mąż i ojciec dwójki dzieci mi się śnił. Matko święta, jakie to szczeście, że oni mi się chociaż przyzwoicie śnią, bo jak ja bym tym moim koleżankom i mężom ich spojrzała w oczy, co?
Aż się boję co mi się dzisiaj przyśni, a raczej kto, bo ja już sama nie wiem. Dlatego pilnujcie proszę tych swoich mężów, bo ja bym chyba jednak wolała, żeby mi się mój własny śnił, jak już Bruce Willis przestał.

Na razie w moim życiu najważniejszym mężczyzną (pomijając męża – mojego i syna) jest niejaki Pierre Dukan. Ten miły pan pojawił się w moim życiu w piątek i do dzisiejszego poranka zabrał mi już 2 kilogramy. Zapowiedział, że zostanie do Bożego Narodzenia i zabierze ich w sumie 8. Wierzę mu chyba.. Sama nie wiem, wierzyć?

Ale jak ja się nawpieprzam na Wigilię pierogów i kapusty…. Jak ja to winem zaleję… Ech… Najważniejsze to mieć cel.
Nadal trzymajcie kciuki…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS