RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2010

o nienawiści tak na koniec roku

30 gru

O nienawiści która przepełnia me serce…

Zima. Wredna przypadłość naszej strefy klimatycznej, która z roku na rok doprowadza mnie do coraz większej furii. Już nie mogę patrzeć przez okno na to białe gówno. Do szału doprowadza mnie termometr pokazujący cokolwiek poniżej zera. Właściwie to wnerwia mnie wszystko poniżej +10, ale poniżej zera to już w ogóle masakra.

Nie da się chodzić, bo to niebezpieczne i nieprzyjemne.
Nie da się jeździć – patrz powyżej.
Nie da się myśleć po wyjściu z domu, bo zamarza mi mózg.

I tak strasznie strasznie mi zimno….

No i co ja mam powiedzieć małemu myszorkowi, który codziennie pyta kiedy będzie lato i trawa, bo mu się ten śnieg nie podoba?
Co ja mam mu powiedzieć? że jeszcze pół roku i będzie ciepło?
No żesz kurwa mać. Nie da się żyć w tym klimacie……………

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

2010 się kończy..

30 gru

Uwierzycie?
To już?
No ale, kończy się…
Dobry nie był. Właściwie to jeden z gorszych ostatnio. 3 poprzednie były dużo fajniejsze.. w 2007 wzięliśmy ślub, w 2008 urodziłam Frania, w 2009 Helenkę, a w 2010? No szczęśliwie akurat nie urodziłam żadnego dziecka, ale właściwie nic fajnego się nie działo.
Mam jednak nadzieję, że to tylko taki krótki, jednoroczny przerywnik i 2011 znów będzie fajny. Ślubu, ani dzieci co prawda nie planujemy, ale za to zawodowo próbujemy stanąć na nogi. Bo uwierzcie, tak beznadziejnie jak w 2010 to my od dawna nie mieliśmy. No ale, nie zamierzam się tu użalać.
Nie mam nawet planu na 2011… Nie to co Ju w zeszłym roku o tej porze. Co sobie wymyśliła to jej się wszystko udało. A ja?
No dobra…. może nie plany, ale marzenia…
- żeby się skład rodziny nie zmniejszał, a jedynie powiększał (bez mojego już udziału)
- żeby Helenka tak nie chorowała
- żeby Franiowi minął etap negacji i żeby znów był moim najgrzeczniejszym, najwspanialszym
- żeby mąż częściej w domu bywał a jednocześnie zarabiał 2 razy więcej niż teraz :)
- żebym ja dostała etat tam gdzie teraz pracuję na zlecenie…
- żeby nam się samochody nie psuły, bo mnie wnerwia wydawanie na części
- żebyśmy pojechali latem na wakacje na 2 tygodnie…

Może się uda :)

No nic… pewnie jutro już nie będę miała czasu, zatem bawcie się dobrze i miejcie ten 2011 najfajniejszy w dotychczasowym dorobku :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

żmudny proces rekrutacji

28 gru

W obecnym świecie znalezienie pracownika, to strasznie trudna rzecz. Tak mi się wydaje, z punktu widzenia potencjalnego pracownika oczywiście. Od jakiegoś czasu uczestniczę w takim "projekcie" i zaczyna mnie coraz bardziej bawić.W życiu nie byłam tak wyluzowana na rozmowach kwalifikacyjnych, ale powiem też szczerze, że w życiu w czymś takim nie uczestniczyłam :)
Dzisiaj chyba był 15 etap tego samego konkursu o ten sam stołek. Były już długie pogawędki przez telefon, wysyłane mailem testy psychologiczne, kompetencyjne itp, odsyłane, zatwierdzane, była rozmowa twarzą w twarz z człowiekiem nr 3, później kolejne testy, w tym na inteligencję i sprawdzający biegłość w używaniu kalkulatora. Zadania z liczenia i budowania wykresów, Spotkanie z człowiekiem nr 1… Podobno jest jeszcze spotkanie z człowiekiem nr 2 (cyfry oznaczają w tym przypadku nie kolejność, a ważność człowieka w firmie), wszystko zniosę, bo z gadaniem to nie mam raczej problemu, chociaż dzisiaj to mi już pod koniec zaschło w gardle. Ale jedno mnie martwi.. A co jeśli się okaże, że następny test będzie wydolnościowy? I mnie do jakiejś maszyny co robi ping, podłączą?? Albo wykrywacz kłamstw wyciągną spod blatu i będę musiała się przyznać, że ja się na tego kierownika prawdopodobnie w ogóle nie nadaję?

I pewnie dlatego na takim luzie sobie na te rozmowy chodzę :) I trochę ciekawa jestem co będzie dalej.. Aż chyba będzie mi tego brakowac jak się skończy.. Ale to pewnie nie tak szybko… Coś mi się wydaje, że mają w zanadrzu jeszcze wiele niespodzianek i przynajmniej z 8 kolejnych etapów rekrutacji, ja tylko za każdym razem mam wrażenie, że już nie zadzwonią, a oni dzwonią :) Uparci…

A tymczasem po świętach wracam do mojej spokojnej, państwowej, cichej pracy… Takiej nudnej, z tylko jednym etapem rekrutacji.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i po świętach :)

26 gru

Na Wigilię zapomnieliśmy zabrać:
aparat
pieluchy
mleko dla Helli

ale na szczęście święta trwają 3 dni, to jakieś zdjęcia mamy :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

postęp świąt 2/3

26 gru

Jak tam po świętach? Żyjecie?? U nas nieco dramatycznie, bo dzieci nam się popsuły przez te wrażenia, gości i prezenty i od 2 dni mamy strajki wieczorne, szczególnie w wykonaniu tego młodszego potwora, bo jej się nijak nie da niczym zaszantażować. Nie boi się skubana, niczego się nie boi i tylko się śmieje niebezpieczeńtwu prosto w nos.
A tak poza tym, to w sumie nieźle, oprócz tego, że musieliśmy trochę przemeblować dom po wizycie Mikołaja, wyrzucić dodatkowe – dzienne łóżeczko Miśki z dołu, tracąc jednocześnie cenny kojec, gdyż pojawiła się ogromniasta kuchnia i zmywarka dla bachorków… Szczęśliwie jednak to był jedyny duży prezent. Reszta jest jakaś taka bardziej kompaktowa. Jedno jest pewne, jakbyśmy mieli mniejszy dom, raczej nie obchodziłabym świąt.

Jedno mnie tylko martwi. Za miesiąc Franio ma urodziny….. Słyszałam coś o rowerze…. Ale ze stołu w jadalni nie zrezygnuję… Oooo nie!

Dzisiaj ostatnia część obchodów. Relaks u moich rodziców, bo wczoraj wszystko działo się u nas, a jak wiadomo takie sytuacje, w których jest się gospodarzem zazwyczaj są bardziej męczące od takich, kiedy wychodzi się zanim ktoś zacznie zmywać :)

No ale, w zastępstwie mojej nieobecnej teściowej postanowiłam być dobrym człowiekiem i zaprosić szwagierkę z mężem i wszystkie babcie i dziadków mojego męża… W sumie 3 sztuki, żeby nie było :) Udało się…

Następna impreza – Sylwester… A właśnie, czy ja już pisałam jaki mamy karkołomny plan na ten wieczór?
Stwierdziliśmy, że żeby nie było tak łatwo zaprosimy gości, a żeby nie było tak po prostu, to zaprosimy 2+2 i 2+plany :D i teraz tak… My czyli 2+2 i państwo R w zestawie 2+2 i państwo S, którzy w planach mają przynajmniej +1 będziemy balować u nas na wsi. Możliwych jest kilka scenariuszy…..
my padniemy przed dziećmi, a one rano podadzą nam śniadanie… (niemożliwe niestety, najstarsze ma 3 z kawałkiem)
dzieci pójdą grzecznie spać i nie obudzą ich fajerwerki, ktrórych akurat w naszej okolicy nigdy nie brakuje (taaaaa, jasne)
chociaż młodsze córki nasze pójdą spać a starsze potomstwo padnie w końcu na dywanie (prawdopodobne)
państwo S już nigdy nie będą chcieli mieć dzieci…. (najbardziej prawdopodobne)

Ale to się okaże wszystko już w piątek :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

lodówa…

21 gru

O matko i córko jak zimno. Ja już nic nie rozumiem. Na zewnątrz -0.7 a ja dygoczę we wnętrzu ciepłego domu przykryta dwoma kocysiami. Jakiś taki dygot wewnętrzny czuję, normalnie jakbym kości z lodu miała, bo tak właśnie chłód czuję od środka.
No to sobie grzańca zrobiłam, taki prawie dukanowski, bo ze słodzikiem, pycha, ale efekt pewnie byłby lepszy, aczkolwiek chwilowy, gdybym się nim polewała, a nie piła. No to przykryłam się jeszcze laptopem bo trochę grzeje jakby nie było. Chociaż nie lubię, bo jak tylko zalegam na kanapie i się nim nakrywam w pozycji pt "jest mi absokurwalutnie bosko i wygodnie", zaraz słyszę radosny, acz niepokojący o tej porze szczebiocik któregoś z moich świeżo obudzonych bachorków. No nic, zimno to zaryzykowałam.

A właśnie, jak już jesteśmy przy bachorkach… Po niedzielnej akcji na Spornej, mój syn stwierdził, że wie, na co mnie stać w takich sytuacjach i już nie będzie ryzykował. Postanowił więc, w poniedziałek nie przekraczać już 38 stopni, a po 16 tegoż dnia, zarzucił gorączkowanie w ogóle. I nie wiem już co o tym myśleć… Doktorze T. pomocy… Czy jedna dawka antybiotyku pomogła, czy on się tak przestraszył mojej szaleńczej jazdy na Sporną w ekstremalnych warunkach pogodowych, że organizm sam się obronił przed powtórką?

No ale ważne, że mu lepiej. W związku z powyższym ubraliśmy wczoraj choinkę :) Ja nie wiem kiedy i czy w ogóle kiedyś mi to przejdzie.. Ja naprawdę uwielbiam święta.. I ta magia świąt.. I to, że Franio tak to przeżywa i w ogóle… Odliczam dni do świąt niczym kalendarz adwentowy. I już nie mogę się doczekać kiedy bachorki zejdą rano w Wigilię do salonu a pod choinką znajdą…. ciiiiii, to tajemnica…
A choinka jest naprawdę piękna…

zakładanie lampek, to męska robota…

reszta to moje dzieło. i trochę franka :)

w koszyczkach mieszkają ciasteczka… i czekoladki…

a na czubku….

tak, ppolciu. to jest kula dyskotekowa…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

chcesz rozbawić Boga?

19 gru

Opowiedz mu o swoich planach.. Albo napisz na blogu, no cokolwiek. Do soboty wszystko się zgadzało. Byliśmy na ślubie, byłam na imprezie, było fajnie, przeżyłam nawet drogę powrotną, mimo tego, że ppolciowy mąż postanowił nas ukarać za opieszałość w schodzeniu na dół i do kanzasu pomknęliśmy z prędkością raczej absurdalną. Przeżyłam, to najważniejsze :)
A co miało być w niedzielę? W niedzielę miałam wypiekać pierniczki, a co robiłam? Wpadłam na Sporną w półprzytomnym Frankiem rozgrzanym do białości (jaka pogoda, takie porównania). Wieczorem lub jak kto woli w nocy jak wróciłam już miał temperaturę, ale nie było dramatu 38 z hakiem, to sru nurofenik i śpimy dalej. Rano powtórka z nurofenu i myszor jakby lepszy. Po dwóch godzinach dotykam – gorący. uła, myślę, strzelamy, strzelam w czoło a tam.. 39,7. Paracetamol i leżymy… Leżymy, Franio jęczy i nadal jakoś taki gorący, nic a nic lepiej. Pytam, "nie lepiej mamo, główka mnie boli".. Pół godziny później, strzelamy 41,4. Jak leżałam w piżamie na kanapie, tak nagle stałam ubrana z kluczykami w ręku przy wyjściu. Franio półprzytomny postawiony przewraca się, on czerwony, ja coraz bardziej blada. Jedziemy….
Ile ja się na tych tłuków z Pacanowa natrąbiłam, ile ja się strachu najadłam jadąc na tę Sporną… Po drodze zgarnęłam mamę, bo zawsze mi tam z 2 rąk brakuje jak jadę z którymś z dzieci, poza tym, nie oszukujmy się, potrzebowałam wsparcia psychicznego, bo marnie się czułam jak patrzyłam na takie ciepłe, jęczące dziecko własne…
Po krótkim spięciu w rejestracji pt. "a co pani tu robi, dlaczego nie pomoc doraźna". Uważni czytelnicy wiedzą, że w listopadzie ubiegłego roku już przerabialiśmy niedzielno-wieczorną akcję "pomoc doraźna w kanzasie" i dowiedzieliśmy się, że nie istnieje. Nieuważnych czytelników odsyłam do archiwum
http://mietla-pod-dywan.blog.pl/,14607251,n
.
Wytłumaczyłam bardzo delikatnie (jak na lwicę z chorym młodym w zębach, to było naprawdę delikatnie), że nie ma pediatry, dziecko mi tracił kontakt z bazą, temperatura nie spadała, i że ogólnie powyżej 41 stopni wpadam w panikę i działam impulsywnie i że NADAL mi to nie przeszło, w związku z tym wolałabym chwilę ochłonąć zanim pogadamy. I w ogóle, Franio mi płacze na kolanach…
Na szpitalnym termometrze, godzinę po podaniu paracetamolu 38,1. Ufff myślę, spada….. Wraca miła pani z rejestracji i po raz kolejny opowiada mi, że nie powinnam tu być i że to tylko temperatura!! No 38,1, widzi pani. No nie wiem sama co o tym myśleć, ale jakoś mnie to akurat cieszy. Mimo niezbyt zadowolonej miny paniz rejestracji.. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że gdyby było 42,8 była by milsza dla mnie… Na szczęście nie zależało mi na tym szczególnie i postanowiłam się wbrew wszystkiemu cieszyć, że spadła.

I teraz już nie wiem jak to napisać, bo na bank wyjdę na panikarę szpitaloholiczkę, ale… No dobra. Franek ma zapalenie gardła…
Tylko skąd ja miałam wiedzieć, że ono nie musi przy tym boleć i że można mieć 41,4 i tracić przytomność??

No ale. Pierniczków już z tych nerwów nie upiekłam.. Domek za to zrobiłam z pierników, bo elementy miałam gotowe.

Tylko mam jedno takie przemyślenie, dużo łatwiej jest skręcić całą meblościankę z ikei niż ichni domek z pierników posklejać. Jezuuu jak ja się namęczyłam, nabluźniłam (w myślach, bo towarzystwo mam chłonne acz nieletnie). Ale jakoś dałam radę… I o..

uwaga na detale.. śnieg na dachu i sople!!

miało byc bardziej kolorowo, ale się wkur… na ten domek!

Acha. Żeby nie było wątpliwości. W poniedziałek nie będzie diabełka w przedszkolu… Przynajmniej mojego… Szlag by to trafił.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

plany

16 gru

Napisałam, napisałam i zeżarło. Tak mnie pokarało za zajmowanie się w pracy- niepracą. No i napisałam, że czuję magię świąt, a jutro to już w ogóle ją poczuję, bo wrócę do domu a tam wnętrze będzie posprzątane i pachnące. Mąż ma czekać z choinką i wesołymi bachorkami, a ja wrócę i będziemy ubierać. Normalnie będzie jak z obrazka czy reklamy Tchibo Family.
Coś mi się jednak wydaje, że to raczej będzie tak… wrócę styrana z roboty, w domu się okaże, że już dawno nie widać tego sprzątania, a zapłakane bachorki będą się tłukły, podczas gdy mąż postanowi właśnie odgrzać sobie obiad… Oooo nie… Ma być świątecznie, przyjemnie i pachnąco. Ubieranie choinki i aromat kawy, żeby Mikołaj wiedział jak do nas trafić, bo jak nie po coca-coli to chyba po kawie trafia, nie?

W planach jeszcze – sobota – ślub i impreza rozwodowa. żeby jednak nie było zbyt dziwnie dodam, że osoby dramatu obu tych wydarzeń są inne. Impreza rozwodowa zwana w pewnych kręgach sabatem, oznacza niestety pożegnanie z Dukanem. Przykro mi panie Pierre, zabieraj 8 kg i spadaj, do zobaczenia w styczniu!! No bo bez przesady… Mam nie jeść? Nie pić? Z takiej okazji? Niemożliwe… Ja dziecko od piersi odstawiłam w zeszłym roku, żeby się pierogów najeśc, to i Dukana odstawię :)

Kontynuując niedietowy wątek – W niedzielę – hurtowy wypiek pierniczków!
Ciastka choineczki z zielonym lukrem już są. Teraz czas na pierniczki. I wszystko powieszę na choince. To jedyna nadzieja na to, że Hella przeżyje święta, bo ona i tak pozjada wszystko z choinki, to chyba lepiej, żeby to były ciastka, a nie bombki… Tak będzie bezpieczniej, bo nie wiem jak zaplanował sobie dyżury na Spornej, nasz ulubiony dr T.

Hmmm… piątek zaplanowany, sobota i niedziela też…A w poniedziałek, wielki dzień z serii tych chwytających za serce.. Pierwsze przedstawienie przedszkolne Frania :)
Będzie grał diabełka……… Jakieś pytania??

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kochany Mikołaju…

14 gru

Teraz ja, bo jak stwierdziła jedna z "paczki", ta w ciąży, ta co córkę będzie miała na wiosnę.. "przyzwyczaja się dupa do dobrego". No i ja się rzeczywiście z tym zgadzam i z tą dupą, i że dobre i, że przepraszam się z Helgą.  I ja mam takie marzenie teraz na te moje stare lata i stare korzonki.
Mikołaju… bo ja teraz bym chciała, żeby mi  wczasie jazdy tę dupkę podgrzewało, i żeby miało napęd na 4 koła… Proszę… byłam grzeczna :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jak to będzie..

14 gru

Czy wasze dzieci też tak mają, że jak dostają coś nowego – obojętne co, to muszą z tym spać? Franek tak ma. I teraz strasznie się martwię co będzie po Wigilii… Jak on to wszystko zmieści? Szczególnie ta kuchnia mnie martwi. Z lodówką, piekarnikiem i koszem na śmieci..

Mikołaj dostał w tym roku potężne zamówienie. I obawiam się, że jak zwykle wywiązał się, ze tak powiem z nawiązką. Może od razu przeniesiemy się zatem do łóżka Franka, a jemu udostępnimy nasze małżeńskie zanim ochłonie :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS