RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2011

ręka mi zmarzła

31 sty

I będę pisać wolno. Dla was to i tak bez różnicy, ale chciałabym, żeby czytelnicy mieli pojęcie w jakich bólach i niewygodach tekst powstawał. Na razie zatem się rozgrzewam, w czym pomaga mi przyjaciel Jack Daniels. Rozgrzewam się licząc na to, że w tym czasie pojawi mi się jakiś super pomysł na notkę, bo tak nie do końca jeszcze go mam.
Tzn mam, ale to się jakoś jeszcze nie klei.
A wszystko przez to, że jednocześnie rozmawiam na skype. I to nie tak jak normalny człowiek siedzę i prowadzę rozmowę z innym normalnym człowiekiem. Nieee… Ja rozmawiam z 8 osobami na raz i czasem mam wrażenie, że normalna nie jest żadna z nich :)
Rozmowa jest trudna, bo wszystkie piszemy na raz, jedna nie używa spacji, inna ortografii, jeszcze jedna wpada jak szary duch i żegna się, choć nawet nie wiedziałyśmy, że była… Jeszcze inna pojawia się wtedy, kiedy normalni ludzie już śpią, bo ona chwilowo nie umie spać i nawet puzzle nie pomagają. Są jeszcze dwie ciężarne, a z tymi to już sami wiecie jak jest.. No i tak sobie siedzimy wieczorami i rozmawiamy… A pranie nie zrobione, niewyprasowane.. :)
Ale ja nie o tym miałam…. Obejrzałam "Jak zostać królem" (powiedzmy, że byłam w kinie) i jestem oczarowana. Już dawno nie widziałam żadnego NOWEGO filmu. Jedyne nowe filmy, które oglądam, oznaczone są jako "premiera telewizyjna". Ale nie dlatego mnie oczarował, że był nowy. No dobry był po prostu. Naprawdę dobry. A teraz mama ogląda, w końcu miałyśmy iść razem do kina… Prawie się udało :)

Teraz na przykład w moim skypowym kółku dyskusyjnym prowadzimy ożywioną rozmowę o potrzebie lub "niepotrzebie" posiadania stołu kuchennego. Bo jak dla mnie taki stół w kuchni to podstawa. Przy nim właściwie toczy się cały domowy dzień (ostatnio nawet wieczory jak mi nie działał router), w kuchni nie tylko się je, ale i siedzi ze znajomymi, przy stole kuchennym prowadzi się najważniejsze rozmowy, to tu dzieci uczą się robić ciasteczka, rysować no i jeść i pić oczywiście… Taki stół to taki domowy mikrokosmos….

A jeżeli jest strategicznie ustawiony pod oknem, to można nawet na bieżąco komentować co słychać u sąsiadów. :P

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

infolinia

28 sty

Router działa tylko i wyłącznie dlatego, że są ludzie, którzy są mili (tak, wiem, Ci, którzy osobiście znają sprawcę mojej radości padną trupem, jak przeczytają, że jest miły), chce im się dupę ruszyć i przyjechać z początku wsi na jej koniec i pogrzebać w ustawieniach.
Tak… Załamana postawą "konsultantów" netii zadzwoniłam do ppolciowego męża.
- a podłączyłaś router do prądu? – to było pierwsze pytanie…. rozłożyło mnie kompletnie na łopatki i tylko szybka osobista interwencja mogła mnie uratować. Szczęśliwie mieszkamy w sumie całkiem blisko, to przerzucił sobie polciowe zwłoki przez ramię (no słaba jakaś była i bardziej wiotka niż zwykle), w karawan i już był ze zjebką u mych drzwi. Bo brama była zamknięta… No doprawdy…
Koniec końców, po ustawieniu najgłupszego hasła w całej mojej karierze szyfrowania, router działa i ma się dobrze (tfu tfu).

Ostatnio to w ogóle często rozmawiam z infolinią. Bo co i rusz buntuje mi się sprzęt. Popsuł mi się mój ukochany niedotykalny samsung i po uzgodnieniu warunków z infolinią ery mam teraz samsunga, który jest wyłącznie dotykalny i miziam go po szybie. Nie wiem jeszcze czy mnie to cieszy. W każdym bądź razie mój ma wrócić naprawiony bo lubię mieć wybór, czy chcę, czy nie chcę dotykać.

Ale największym ostatnio strachem napełnił mnie komunikat, który pojawił się na ekranie telewizora. Otóż źli ludzie z Polsatu uznali,  że czas pożegnać się z cBeebies. O nie, moi mili, pomyślałam, prędzej pożegnam się z Wami. Jak pomyślałam, tak uczyniłam. Napisałam, wysłałam. Zadzwonili.

- Dzień Dobry! Dostaliśmy Pani wypowiedzenie i jako, że jest pani naszym stałym abonentem, chcemy panią namówić, żeby pani z nami została.
- A zostawicie mi cbeebies?
- Eeee, nie.
- No to niestety  nie zostanę.
- Ale…
- Ma pan dzieci?
- Nie
- No to pan tego nie zrozumie. Nie zrozumie pan jak silne jest przywiązanie trzylatka do Listonosza Pata, Finleya i Boogie Beebies.
- Ale będą inne kanały
- To cudownie, ale ja jednak będę obstawac przy listonoszu, a nawet przy teletubisiach :)

Najwyraźniej uznał, że z wariatką nie ma co dłużej gadać, zgodził się na wszystko i grzecznie pożegnał.

Przed chwilą zamówiłam nową tv, upewniwszy się, że nie będzie przerw w dostępie do ww bohaterów :) I okazuje się, że można.

Wszystko można, dopóki wszystko działa oczywiście.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tęsknię za kanapą.

27 sty

Od czasu awarii masowej nie działa mi router i internet płynie do mnie jedynie przez brzydki żółty kabel. Niestety kabel jest dość krótki, albo jak kto woli odległości mam w domu za duże. Jakby nie było do kanapy nie sięga i teraz zamiast laptopa mam komputer stacjonarny. W kuchni. Przy stole.
Od 2 tygodni wydzwaniam więc do infolinii netii i zamiast zajmować się prasowaniem, czy czymś równie pożytecznym prowadzę pogaduszki, które doprowadziły do tego, że dzisiaj, o czym jestem przekonana w mojej "karcie klienta" pojawiła się informacja, żeby na wszelki wypadek nie odbierać ode mnie telefonu….
Tak, ja też mam czasem pms-a i wtedy trochę nie panuję nad sarkazmem, do tego stopnia, że pan się mnie w końcu zapytał, czy ja z niego kpię. No doprawdy? Czy ja kpię? W życiu. Ja kipię, prosze pana wściekłością!!

Nie chce mi się opisywać całej rozmowy, przytoczę tylko najciekawsze fragmenty.
- Dobry wieczór, ja tak w skrócie panu opowiem dlaczego dzwonię. Była awaria, przestał działaś router, przysłaliście mi nowy, działa ale tylko w promieniu metra od urządzenia. Uprzedzając pytania – działał wcześniej, stał w tym samym miejscu, miałam zasięg w całym domu i w okolicy, nie wybudowałam nowych ścian, nie popsuł mi się laptop, bo nie działa na obu i na obu telefonach.
- Ale pani mówiła, że działa.
- I tylko ten fragment Pan zapamiętał z tego wywodu?
- No bo nas interesuje to, że działa.
- Działa, ale jak na router to wie pan, trochę słabo, bo tylko na metr.

Po raz 15 sprawdziłam wszystkie ustawienia. I oczywiście nic się nie udało.
Doszliśmy do tego, że pan łamiącym się głosem powiedział, że jestem niemiła i nie pozwalam sobie pomóc, no żesz kurwa mać! A niby po co ja tam dzwonię od 2 tygodni?? Właśnie, żeby mi ktoś pomógł, a nie płakał w słuchawkę!

- Prosze pana, ja zupełnie nie rozumiem dlaczego pan uważa, że jestem niemiła. Przecież dzwonię do was codziennie wieczorem, a wy codziennie mówicie mi, różnymi głosami, że właściwie to wszystko jest ok i nie rozumiecie dlaczego uważam, że router nie działa, skoro działa. Ale dla mnie router który działa tylko na metr, NIE DZIAŁA.
- Ale to niemożliwe, że nie działa pani to urządzenie, które przysłaliśmy na wymianę.
- Czyli bardziej prawdopodobne jest, że w moim domu wytworzyło się jakieś pole, które zakłoca jego działanie? Powinnam może zacząć martwić się o dzieci, bo skoro router nie działa, to strach pomyśleć co z nimi będzie?
- Ale pani mówiła, że ma ścianę.
- Tak, jedną, na całym parterze, resztę wyburzyłam, żeby router lepiej działał!!

AAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

syneczku Franeczku

24 sty

Dzisiaj, kilka minut po północy minęły 3 lata odkąd się zobaczyliśmy. Pewnie, gdyby nie endorfiny i ogólny szok, byłabym bardziej obiektywna, ale wtedy wydawało mi się, że jesteś najpiękniejszym dzieckiem na świecie. Teraz, jak patrzę na zdjęcia, to trochę w to powątpiewam, ale jakby nie było, była to miłość od pierwszego wejrzenia :)
Wydaje mi się, że od tego zimowego dnia minęła chwila, a to już 3 lata.. Nasze pierwsze 3 lata razem.. W tym czasie z małego tobołka, który bardziej przypominał eskimosa niż któreś z rodziców, zmieniłeś się w ślicznego przedszkolaka. Codziennie zadziwiasz mnie na tysiące sposobów, a ja zachodzę w głowę, kiedy to się wszystko stało. Kiedy przeskoczyłeś od zaślinionego "mamm-mmma" do "mamusiu kocham Cię najbaldziej na świecie".
Czasem kłócisz się ze mną i złościsz, czasem się na siebie gniewamy, ale pamiętaj kochanie, że jesteś całym moim życiem, Ty i Twoja równie nieznośna siostra jesteście moim kosmosem i nigdy nie pozwolę, żebyście byli nieszczęśliwi.
Codziennie rano przychodzisz do nas się przytulać, codziennie dostarczasz mi milionów nieprawdopodobnych uczuć, o których istnieniu dowiedziałam się właśnie wtedy – 3 lata temu w paskudnej zielonej sali szpitala. Widziałam Cię tylko przez chwilkę, ale już wtedy poczułam, jak wywracasz moje życie do góry nogami.
Teraz już wiem, że Ty dopiero postawiłeś je na nogi :)
Kilkanaście godzin później stałam koło inkubatora i trzymałam Cię za najmniejszą rączkę jaką kiedykolwiek widziałam. Patrzyłam na Ciebie i zrozumiałam, że już nigdy nie przestanę się o Ciebie bać. NAwet, jak już będziesz miał 40 lat i zmarszczki…
A jak chwilę później uwolnili Cię z tego plastikowego pudełeczka… Jak Cię przytuliłam……….

Teraz masz już 3 latka Jesteś cudownym i mądrym chłopcem. Codziennie odkrywasz świat i każdy dzień witasz jak najfajniejszą przygodę. Co chwila zaskakujesz mnie czymś nowym, a ja co chwila zastanawiam się, czy można Was kochać jeszcze bardziej?

Franeczku, kochanie moje, życzę Ci, żebyś był szczęśliwy, żebyś nigdy nie przekonał się, że nie wszyscy ludzie są dobrzy i sprawiedliwi, żebyś zawsze był wesoły i mówił mi, że "jestem Twoją ulubioną mamą". I żebyś wyrósł na wspaniałego mądrego mężczyznę :) Bo przystojny to na pewnoe będziesz :)

24.01.2008

24.01.2011

Kocham Cię synku…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tak przy sobocie słow kilka..

22 sty

Trochę późno, ale szczerz dziękuję wszystkim, którzy głosowali na mnie. O ile dobrze pamiętam na 1020 coś blogów dotarłam do jakiegoś 25 miejsca, także chyba nie jest źle jak na kogoś, kto pisze tylko o bachorkach a największą tragedią są powtarzające się infekcje glutowo-kaszlowe na tle przedszkolno-żłobkowym?
Ja jestem zadowolona, bo nawet tego się nie spodziewałam, dziękuję raz jeszcze :)

Jednak ważniejsze dla mnie jest to, że w tzw międzyczasie wzięłam udział w projekcie "Macierzyństwo bez lukru" i z dumą obwieszczam, że moje teksty stały się częścią fantastycznej antologii tekstów mam-blogerek, zebranych przez Chudą Chochelkę :)

i teraz każdy, kto chce, może dostać taki zbiorek dla siebie, w pdf. Co trzeba zrobić, żeby ją dostać?
Tutaj znajdziecie wszystkie szczegóły ooo tu właśnie:)

Naprawdę warto.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

plany

19 sty

- Franeczku, a kim chcesz zostać jak będziesz duży – zapytałam nieopatrznie
- Potworem mamo. Straszącym potworem

sama nie wiem co o tym myśleć :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

chwilę mam

17 sty

Zanim stanę do deski i pogrążę się w oparach (absurdu) i pary wodnej. Znieczulę się nieco winem i "Na wspólnej", a obawiam się, że i o "M jak miłość" zahaczę, bo ze 4 prania już mi zalegają do wyprasowania. Ale o czym to ja miałam.

Aaaa.. Praca z ludźmi jest super, jakbym miała siedzieć zamknięta w jakimś gabinecie i tylko nogi na stół i pani Halinko 2 kawy poproszę do gabinetu, to chyba bym się dechą zabiła. Szczęśliwie tam gdzie pracuję ludzi jest od cholery. I te ludzie to ciekawe rzeczy czasem opowiadają.
Dzisiaj na przykład się dowiedziałam, że istnieje pewna teoria głosząca, że usta przyzwyczajają się do łyżki. Tak moi mili, dobrze widzicie. Usta do łyżki. Już nie wnikałam, bo teoretycznie nieładnie podsluchiwać a teoria była podsłuchana, postanowiłam to sama jakoś rozkminić. IQ posiadam trzycyfrowe to jakoś myślę dam radę. No i ja to widzę tak, że jak zawsze jemy jednym rodzajem łyżek to nasza paszczęka jakoś się do tego kształtu przyzwyczaja i otwiera na określoną szerokość i wysokość. A jeżeli łyżkę się zmieni, to paszcza może się źle otworzyć i się zupa wychlapie. I jak sobie z tym poradzić? Żeby tak w towarzystwie nie oblać się przez własny konserwatywny otwór gębowy? Może trzeba ćwiczyć i często zmieniać łyżki? Sama nie wiem… Tego już nie ogarniam :)

A teraz do deski, mietka… do deski….

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

awaria masowa

16 sty

Nie mogłam pisać, bo miałam awarię masową. Tak przynajmniej twierdzi infolinia netii. Ja jednek twierdzę, że awaria masowa to by była, gdyby mnie nie podłączyli z powrotem…
A co u mnie? Dziękuję, Franek nadal ma katar, Helena początki zapalenia oskrzeli.. Uroczo, nieprawdaż? Wczoraj kasłała w nocy jak stary gruźlik, no więc zapakowałam ją dzisiaj do auta i po tym jak mnie ostatnio niezbyt miło potraktowali na Spornej, pojechałam w poszukiwaniu naszej miejskiej służby zdrowia w wersji niedzielnej. To przecież normalne, że dzieci zaczynają chorować zawsze w niedzielę, względnie w sobotę wieczorem.
Pierwsze miejsce- pudło. Oj, nie, my mamy dzisiaj zamknięte, powiedziała mi pani, najwyraźniej przebrana za pielęgniarkę, bo gdyby była pielęgniarką to chyba by nie siedziała w zamkniętym zakładzie opieki zdrowotnej. No to jedziemy dalej. Cofam i sru. Zdziwiona wychylam się przez otwarte drzwi ale nadal za mną nic nie ma. Nie próbowałam drugi raz, podjechałam do przodu, a na wysokości mojej rejestracji ustawiona jest, dość fantazyjnie jak na parking – studnia. Dla lepszej widoczności pomalowana na wściwkły żółty, ale nie pomogło. No cóż, prawie nie widać, ale mój jedyny mąż na bank zauważy jak mi będzie mył samochód. Na szczęście pogody ostatnio temu nie sprzyjają, to mam jeszcze jakiś miesiąc spokoju. Trudno….

Jadę dalej i uwaga- trafienie. "No tak, jest lekarz, tylko teraz go nie ma bo jest na wizycie domowej, ale to nie jest pediatra". Domyślam się, mówię słodko, ale wie pan, człowiek jest człowiek, tylko ten akurat trochę mniejszy. Pan doktor bardzo miły, kardiolog, przerażony chyba tak małym człowiekiem w roli pacjenta niedzielnego, namawiał mnie na wizytę jutro u pediatry, "bo jednak wie pani, ja tu coś słyszę". Nie wiem, czy się nie mylę, ale wyglądało na to, że nie wiedział dokładnie co słyszy. Trudno. Wyrecytowałam jakie leki w jakich dawkach już zaczęłam podawać, pochwalił mnie i dodał jedno czego nie miałam (to dziwne, ale okazuje się, że istnieją jeszcze takie leki, których nie posiadamy w apteczce). Kupiłam, podałam, spać położyłam, kaszle.

Szlag by to. Jutro to się do pediatry raczej nie dostanę. Poczekam do wtorku, może lekarstwa zaczną działać….

A w niedzielę urodziny Franeczka…. MAm nadzieję, ze ta mała larwa już będzie zdrowa, bo jak nie, to jej nie zaproszę.

Aaaaaaaaa, dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosują, ale nie oszukujmy się w pierwszej dziesiątce są same tragedie…. ja wolę być na ostatnim miejscu, byle tylko nie przeżywać tego o czym tamci piszą…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

marzenia

13 sty

- Kochanie, zapytałam znad deski i parującego żelazka, a gdybyś mógł pojechać w podróż życia, to dokąd byś chciał pojechać?
- do Wdzydz.
- Weź się nie wygłupiaj, ja tak Cię pytam hipotetycznie, ale zupełnie poważnie i czekam na poważną hipotetyczną odpowiedź. O podróż marzeń mi chodzi więc się wysil.
- No to przecież wiesz, że do Japonii.
- A myślisz, że moglibyśmy tam zabrac bachorki?
- Kochanie, to miała być podróż marzeń, a ja rzadko marzę o 14 godzinnym locie z dziećmi i uganianiu się za nimi po całej Japonii.
- No ale jak to tak, wyrodny ojcze? na tydzień to raczej się do Japonii nie opłaca.
- Na jaki tydzień?
- A co? Zostawiłbyś dzieci na dłużej?
- Boję się odpowiadać.
- To lepiej nic nie mów :) Szczęśliwie nigdzie się nie wybieramy, bo wiesz, że nawet na tydzień nikt by ich od nas nie wziął?
- To co? Na wakacje do Wdzydz?
- Mhmmm, ale na tydzień, bo dłużej z nimi nie wytrzymamy…

Sami widzicie.. Na blog roku to się nie nadajemy, ale… Miło, że głosujecie :) 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

macierzyństwo bez lukru

12 sty

To nowe dziecko Chudej.
http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/

Zawsze cieszy jak można komuś pomóc.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS