RSS
 

Archiwum - Marzec, 2011

zły i gorszy glina

28 mar

- Dzień dobry, sierżant #$^@$, policja Kontstantynów
- Dzień dobry, świateł nie włączyłam, czy za szybko jechałam?
- Rozmawiała Pani przez telefon
- No doprawdy i dlatego mnie zatrzymaliście?
-Bo nie wolno, jest za to mandat w wysokości 200 zł
- I rachunek na 370 o czym się przekonałam kilka dni temu, burknęłam ponuro pod nosem
- Dokumenty poproszę
- Wie pan co, pouczcie mnie i jedźmy spokojnie, każde w swoją stronę. Ja dać dzieciom jeść, a wy łapać naprawdę złych ludzi
- Prawo jazdy, dowód rejestracyjny, OC i dowód osobisty poproszę
- Naprawdę? Tak zupełnie poważnie pan mówi?
- Zupełnie poważnie – powiedział, najwyrażniej TEN ZŁY glina
- No to dałąm i poszedł. Po dłuższej chwili wraca.
- To jak właściwie pani ma na nazwisko?
- Już jestem tak zmęczona, że nie pamiętam, Aktualne jest na tym nowszym dokumencie – nie docenił mojego poczucia humoru, bo spojrzał na mnie tak, że aż powiedziałam któy jest nowszy.
Poszedł. A ja zaczęłam zastanawiać się co to wszystko oznacza, bo to, że dostanę mandat było juz zupełnie pewne. Niestety wnioski były smutne, zestarzałam się najwyrażniej, bo jeszcze 4 lata temu, pomimo 90-tki na 40 mandatu nie dostałam.
Po 10 minutach wrócił z mandatem
- Proszę tu podpisać
Podpisałam
- Czytelnie
- Przecież już ustaliliśmy jak mam na nazwisko to po co?
- Czytelnie proszę – swoją drogą cierpliwość miał imponującą.
- Proszę, powiedziałam zapisując moim czytelnym pół karteczki. Tylko proszę szybko, bo dzieci się denerwują, a ja starzeję
Kilka długich minut później wrócił. Wyrwałam mu z ręki dokumenty, wrzuciłam do torebki, odpaliłam silnik wrzuciłam wściekle bieg i….. no to był wsteczny jak się okazało.

Szczęśliwie szybko się zorientowałam bo jakimś cudem w nich nie walnęłam. Szczerze? Trochę żałuję….

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

żurek, ażurek i dwa zające

22 mar

Ocho! idą święta. We właśnie obejrzanym bloczku pojawił się żurek w proszku.
Oczywiście, mąż obdarowany talerzem takiego specjału wpada w ekstazę nieomalże wychlapując zawartość, mlaskając jęzorem.
Ooooo właśnie kolejny żurek się pojawił, ale teraz, żeby się nie pomyliło z chleba wyżera młodsze pokolenie. O matko, a to jeszcze przeszło miesiąc do świąt… Niektóre to zdążą mieć do tego czasu po drugim dziecku, a ja muszę żurku nagromadzić i białą kiełbasę na jakiejś wsi spokojnej, wsi wesołej zamówić. I jaj. Dużo jaj. Też na wsi. Bo takie jaja najlepiej mój organizm toleruje.
Resztę się pomaluje :)

I mam taki plan przebiegły wielkanocny w tym roku, co by amerykańskim zwyczajem dzieciaki do ogrodu wygonić z koszyczkami i niech szukają tego co ten zając pochował w krzakach. Żeby nie było nie chodzi mi o tego futrzastego co mi obsrywa okolice pogryzionych drzewek. O nie nie. Do tego/tych uszastych skurwysynów zamierzam strzelać i na pasztety przerabiać, bo mi tak borówki i inne krzaki zeżarły, że nawet furia z sekatorem nie dałaby rady.
Zając Wielkanocny jest fajniejszy, bo nie sra po kątach, nie obgryza, ale chowaw krzakach różne słodycze i trzeba je znaleźć najlepiej chodząc w falbaniastej sukience (Helenki), jasnych lnianych spodniach i kamizelkach w romby (Franki)… Taki sielski-anielski słodko-pierdzący obrazek.
A rzeczywistość?? Hmmmm.. Niech no to sobie zwizualizuję…

Hella z umazaną paszczą, bo zeżarła ziemię z róż, wyjąca bo upadając walnęła się o koszyczek.
Franek niezbyt szczęśliwy w świeżo podartych rurkach z Zary za stówę, goni "dopieroco" podniesioną Helenkę bo zarąbała mu czekoladowe jajko z koszyczka. Ja na środku tego pierdolnika z rękoma rozciągniętymi niczym Elastyna próbuję ogarnąć tę kuwetę wrzeszcząc "koooooootku, chodź tu do ciężkiej cholery bo poprzywiązuję ich do huśtawek i ucieknę".
No. Koniec wizualizacji. Idę poprzykrywać moje słodkie dzieciaczki :) I jeszcze trochę je sobie powyobrażam jak są czyści i nie podarci..

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

moja ulubiona tata

21 mar

Właśnie siedzą na dywanie i dyskutują na jakieś poważne tematy. Franek, ulubiona tata i skrzynka z Frankowymi narzędziami. Skrzynka dyskutuje najmniej, ale jest istotna dla ich rozmowy, bo właśnie podsłuchałam kawałek.
- Tato, bo ja tu piłem i młotkałem..

Padłam i młotnęłam się w cymboł.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

do garów!!!!!!!!! babo do garów!!!

15 mar

Pojechałam z babcią do okulisty. Niestety babcia jakoś nie ogarnęła tego dokładnie i musiałyśmy trochę odsiedzieć w poczekalni. Poczekalnia przyjemna, bo i przychodnia całkiem nowa i chyba tak nie do końca NFZ tam wszystko stawia, a kolejka urocza, Piękne panie, świeżo po zdjęciu lub tuż przed zdjęciem katarakty, ondulacje, sracje, średnia wieku 80 a nad tym wszystkim unosił się "dyskretny" zapach naftaliny. Zasiadłyśmy zatem z babcią na kanapie i rozmawiamy sobie min. o bachorkach. Na co pani obok z ondulacją w kolorze blond zagaja…
- Nie zazdroszczę wychowywania dzieci w tych współczesnych czasach
- No niestety, wyboru nie mam, ale rzeczywiście, czasy trudne. Chociaż i dobre strony mają.
- A duże te pani dzieci? – kontynuuje wywiad pani obok
- No już duże, 3 lata i rok.
- No jakie to duże? Toż to maleństwa jeszcze!! Ech wie pani,. teraz to ci ludzie tacy dziwni, i jeszcze do tych tfuuu, złobków dzieci posyłają – powiedziała nieomalże spluwając przy słowie "żłobek".
- Och wie Pani, moje to już od dawno chodzą do żłobka i przedszkola – podchwyciłam, wyczuwając, że będzie ciekawie.
No i było. Dowiedziałam się, że "miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach". Ma wychowywać dzieci, sprzątać, gotować, bo "tak jest świat zbudowany". Przysięgam, zatkało mnie na ułamek sekundy, bo myślałam, że ona sobie jaja ze mnie robi. Ale najwyraźniej tak nie było, kontynuowała bowiem temat, sięgając po coraz bardziej makabryczne argumenty w stylu, "kobieta spełnia się w domu".
- No widzi Pani, odpowiedziałam, jak już mnie nieco odetkało, ja muszę chodzić do pracy, bo te dzieci jakoś trzeba utrzymać, a teraz z jednej pensji to się na odpowiednim poziomie ciężko utrzymać. Poza tym, proszę mi wierzyć, lub nie, nie każda kobieta spełnia się w domu.
- A ta pani co wasze dzieci w żłobku wychowuje? – zaperzyła się
- Nie rozumiem o co chodzi, ale ona też pracuje, to jej praca, poza tym, ona nie wychowuje moich dzieci, tylko się nimi opiekuje przez kilka godzin dziennie – naprawdę byłam miła, choć już nieco rozbawiona konwersacją.
Moja babcia z podobnym rozbawieniem przysłuchiwała się tej rozmowie..
- Wiesz kochanie, ja myślałam, ze to tylko o. Rydzyk ma takie poglądy… – scenicznym szeptem, z wrodzonym wdziękiem pierdyknęła z nienacka moja ukochana, postępowa babcia.
Pani blond ondulacja, zaperzyła się, pochwyciła torebeczkę i…. zmieniła kanapę.

Jeżeli tak właśnie jest, że kobiety miejsce jest w domu, to ja jestem wyjątkowo nieudanym modelem. A matką? No cóż, to już dawno zostało ustalone. Matką też chyba jestem nienajlepszą. Szczęśliwie moje dzieci mają na ten temat inne zdanie….

- Mamoooo… Bo jak będę duży, to będę grał w piłkę -
- To świetnie synku  [spory postęp, piłkarze zarabiają lepiej niż potwory].
- I ty też będziesz mogła grać, bo dziewczyny też mogą grać w piłkę.
[całe szczęście, że mój syn raczej z tych postępowych]
- Bo wiesz, mamo, Ty jesteś moją ulubioną dziewczyną i ulubioną mamą…

:)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pup – the end

13 mar

W piątek zakończyłam (mam nadzieję, że na dobre) moją historię z PUP-em. W sumie zarejestrowana byłam 2 miesiące, i tyle też dostawałam zasiłek, ku rozpaczy wszystkich, którzy twierdzą, że jak ktoś stracił pracę to powinien wyprzedać dobytek, a jeżeli jednak takowy postanawia zatrzymać, nie powinien w ogóle zgadzać się, na to, żeby państwo wypłaciło mu (w sumie około tys. złotych w moim przypadku), jakiekolwiek pieniądze, bo przeciez ma samochód i powinen go sprzedać.
Otóż ja postanowiłam samochodu nie sprzedawać, a wręcz ku świętemu oburzeniu czytelników onetu, podjeżdżałam nim pod PUP w wyznaczonych terminach i nie mogłam się doczekać kiedy się z tym miejscem pożegnam. Szczęśliwie okazało się, że 500 zł miesięcznie to nie szczyt moich marzeń, motywację do pracy posiadam i w ciągu dwóch miesięcy wyrejestrowałam się i przestałam być bezrobotna. I tu właśnie spotkała mnie miła niespodzianka. A nawet dwie. Otóż w naszym wspaniałym mieście czeka się około 2-3 godzin, żeby się zarejestrować, bo tylu jest chętnych, a żeby się wyrejestrować, czeka się tyle ile trwa pobranie numerka i podejście do pustego okienka.. Druga niespodzianka to taka, że okazało się, że jako, że sama sobie pracę znalazłam i to w czasie kiedy państwo wypłaca mi zasiłek, przysługuje mi dodatek tzw. "aktywizacyjny". Fajnie, bo akurat tego to się nie spodziewałam. Taki dodatek to połowa zasiłku i dostałam go dwa razy, ale powiem szczerze bardzo mnie ucieszył :)

Pewnie znów posypią się gromy na moją głowę, bo może nie powinnam tych pieniędzy przyjąć? Są przecież biedni bezrobotni, a ja im zabieram pieniądze!! Dość pokrętna logika, bo wiadomo, ze nawet gdybym tych pieniędzy nie wzięła nikt inny by ich nie dostał, ale większe głupoty już czytałam, to i to by mnie nie zaskoczyło.

Mnie tam jest miło, że ktoś docenił moje wysiłki w poszukiwaniu pracy i że nie czekałam, aż przestanie mi przysługiwać zasiłek. Mogłam przecież jeszcze 4 miesiące sobie posiedzieć w domu za 500 zł, albo pracować na czarno. A ja głupia poszłam do pracy :)
Jak widać jednak, czasem taka głupota popłaca.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wiosna…

12 mar

Pozbylismy się puchowych kurtek, wełnianych czapek i rękawiczek…

Helena oczywiście ma katar.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szok

09 mar

- Dzień dobry, jestem mamą Helenki A., córka jest pacjentką profesora i chciałam się umówić na wizytę, bo ostatnio trochę nam to nie wychodziło.
- Dzień dobry, no profesor też ostatnio chorował, ale już jest, to kiedy by pani chciała przyjść?
- Eeee… Jak to? Tak już? Muszę jeszcze badanie moczu, posiew…
- To proszę powiedzieć na kiedy będzie pani wszystko miała, to ja zapiszę.
- W tym miesiącu? Tak po prostu?
- No tak? 28 pani pasuje? O 9.30?
- Eeeeeee.. tak, jasne. Dziękuję bardzo
- Karta będzie czekała. Do zobaczenia.
- Eeeeeee.. do widzenia…

No doprawdy. Wykazałam się elokwencją… Ale po ostatniej rozmowie z przychodnią alergologiczną, kiedy to chcieli Franka przebadać za pół roku, spodziewałam się czegoś innego i najwzwyczajniej w świecie mnie zatkało… A tu proszę. Matko i córko jak ja lubię takie niespodzianki!! I to w zwykłej, bezpłatnej przychodni.
Szok!!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w służbie zdrowiu

08 mar

Wiosna idzie, zatem jak na prawie dobrą matkę przystało, postanowiłam
się zainteresować zdrowiem moich dzieci. Zaczęłam od próby umówienia Helenki na
zaległe szczepienie MMR…

-Oj nie, w tym tygodniu zdrowa strona jest nieczynna

- Jak to? Nie ma w okolicy ani jednego zdrowego dziecka??

- Dzieci może i są, z lekarzami gorzej. Mogę pani
zaproponować wtorek albo środę w przyszłym tygodniu.

- A dziękuję, chętnie, ale i tak mogę się założyć, że wtedy
to ona już znów się nie będzie na szczepienie nadawać :)

No i tak to było ze szczepieniem. Mam jednak nadzieję, że w
przyszłym tygodniu się uda, bo moje dalsze plany zadbania o zdrowie bachorków
wymagają lekarza pierwszego kontaktu i kilku skierowań. Franz jest już
częściowo przebadany, ale teraz jeszcze będę w locie siuśki Helli łapać bo czas
na wizytę w poradni nefrologicznej, którą to nieco zaniedbałyśmy. A
zaniedbałyśmy, bo co miałyśmy iść, to larwunia była chora, albo ledwo po
antybiotykach i jak tu posiew robić?

Przydałoby się jeszcze skierowanie dla Franza do chirurga i
na testy alergiczne. I może by im tak przy okazji krwi upuścić? Bo jakieś blade
takie po tej zimie….

Nie wiem co moje dzieci na te plany, ale tak jak Franio
raczej nie podzieli mojego entuzjazmu, szczególnie przy tym upuszczaniu krwi,
tak Helena będzie wniebowzięta. Ona od urodzenia szaleje za lekarzami. Dlatego
też coraz bardziej jako potencjalny zięć brany jest pod uwagę niejaki Kajetan, oczywiście,
przy założeniu, że pójdzie  w ślady ojca swego.
Bo jak nie pójdzie….

No cóż Helena może mieć zgubną słabość do teścia. :)

Pozostało się dodzwonić do poradni nefrologicznej i modlić
się, żeby nie odebrał profesor, bo ni cholery się nie dogadamy… 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

to tylko sny, szalone sny

06 mar

- Ja go nie wyrzuciłam. Sam poszedł. Powiedział, że duma nie pozwala mu zostać.
- Duma? Jaka duma?
- Ja tam nie wiem. Ja się na męskich chorobach psychicznych nie znam.

Ranczo wróciło :) Jedyny jak do tej pory serial, który nie boli jak się ogląda. Bo chociaż "Na wspólnej" zdarza mi się oglądać, to mnie boli. Normalnie ból fizyczny odczuwam jak oglądam te głupoty.. Ale Ranczo lubię :) I nie boli. I od kiedy pożegnałam się z polsatem i niedzielne wieczory przestały kojarzyć mi się z Kośćmi, to już nie wiedziałam co ze sobą wieczorem robić. No bo jednak jak człowiek prasuje to musi coś oglądać.

A teraz oglądam Top Gear. Tylko nie mówcie mojemu mężowi. Zanim przyjdzie, to zdążę przełączyć i będę fukać jak przyjdzie i mi coś-cokolwiek na BBC bezceremonialnie przełączy. Już i tak wie, że jego żona jest wspaniała.. Niech myśli, że nie jestem idealna.. Niech jeszcze ma nadzieję :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rodzinka?

02 mar

I w tym serialu nowym, co to ponoć miał być super, a jak do tej pory nie jest, to ona głupia już miała wyjść, już była w ogródku, już normalnie spódniczka i oko zrobione i idzie, sru drzwi i wychodzi… i nagle… wraca durna bo woli z mężem i 3 synami w domu posiedzieć! Idiotka…

I dlatego właśnie nie podoba mi się ten serial. Jest kompletnie odrealniony. Nic wspólnego z życiem nie ma prawdziwym….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS