RSS
 

Archiwum - Maj, 2011

głupia baba z beemki

27 maj

O motoryzacji dzisiaj będzie. Bo już mnie to wszystko do
szału doprowadza. Jak jeździłam Seicento, to miałam przesrane, bo nikt jakoś
nie mógł uwierzyć, że takie małe gówno może jechać szybciej niż 30 na godzinę i
wszyscy musieli wyjechać, przejechać,  podjechać,
objechać itp. przede mną.  A nie zawsze
było to takie oczywiste i głównie zajmowałam się gwałtownym hamowaniem.

Potem była meganka i już było o tyle lepiej, że zdarzali się
kierowcy, którzy nie próbowali  wymuszać
na mnie pierwszeństwa, bo i auta mieli mniejsze. Nie każdy wie przecież, że
meganki są w dużej części plastikowe :)
Bagażnik jednak był za mały (nie było to kombi) i gdy urodziło się nasze „drugie”,
mąż, który sam jeździł wtedy na motorze, stwierdził, że czas przesadzić mnie w
coś większego i mniej plastikowego.

Wtedy właśnie pojawiło się w moim życiu to trzyliterowe „cudo
niemieckiej motoryzacji”.  Pojawiło się
znienacka, bo mąż wykorzystał chwilę mojej motoryzacyjnej dekoncentracji
(tydzień po porodzie miałam przecież inne rzeczy na głowie). No i się pojawiła „Helga”.
Początkowo się nie polubiłyśmy, bo i ja w sobie stereotyp beemki pielęgnowałam
i delikatnie mówiąc brzydziłam się marką. :)

Ale jakoś poszło. Jest wygodnie, bezpiecznie, dynamicznie i
przestronnie. Lubimy się. Ale reszta świata tak średnio. Okazuje się, że
stereotyp kierowcy beemki (łysy w dresie i z łańcuchem na szyi), jakimś cudem
obejmuje również matkę z dwójką dzieci na tylnym siedzeniu. Gdy ktoś zobaczy
jaki mam samochód krzywi się i patrzy na mnie tak, jakby spodziewał się
usłyszeć z niego „umcyk umcyk” na cały regulator, a nie piosenki dla dzieci i
RMF Classic. Patrzą na mnie z politowaniem i chyba mi nawet trochę współczują….

Przechodnie to jeszcze nic…. Kierowcy innych samochodów są
jeszcze lepsi w tej konkurencji. NIKT mnie nie wpuści jak wyjeżdżam z
podporządkowanej, choćby nawet nie miał jak dalej jechać, bo korek. NIKT nie da
mi znać, że zapomniałam włączyć świateł, (no co, każdemu się może zdarzyć ;) ).
Wszyscy chcą być przede mną, nawet wtedy, gdy muszą obudzić wszystkie swoje
mechaniczne konie i kucyki. A ja stoję jak ten wazon, bo … „a niech stoi,
kupiła sobie beemkę, to niech se stoi”. No matko i córko, co tymi ludźmi
kieruje?? Żeby to jeszcze jakaś wypasiona X6 była, a nie rodzinne kombi z
ubiegłego wieku… Ale co tam, sztuka jest sztuka. Drażni i irytuje
społeczeństwo. A ja tracę czas, podczas, gdy kierowcy fiatów, opli i innych, w
większości dużo droższych od mojego,  autach wyjeżdżają z podporządkowanych przepuszczani
przez uśmiechniętych współużytkowników dróg.

Jedyne co mnie ratuje to kierowca innej beemki. Często się
zdarza, że ryzykuje, ale  zahamuje i mnie
wpuści. Bo przecież dobrze zna to uczucie…

A ja jak głupia wpuszczam wszystkich jak leci, hamuję przed
pasami i często muszę trąbić, żeby ci z przeciwka też się zatrzymali, bo co z
tego, że ja stoję jak ci biedni ludzie i tak przejść nie mogą. Ale to ja jestem
ta głupia baba z beemki. Całe szczęście, że chociaż blondynką nie jestem………..

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

:)

26 maj

I pomyśleć, że od 3 lat to tez moje święto…

Wiecie..
Uwielbiam tę chwilę zanim pójdę spać, wtedy, gdy idę poszukać bachorków w łózeczkach i jak już znajduję ich poskręcanych w nieprawdopodobnych pozycjach. Rozprostowuję, przykrywam, całuję w potargane łebki i zawsze, ZAWSZE patrzę na nich ze zdziwieniem. Tak się zastanawiam jak to możliwe…. ? Skąd oni się wzięli (uprzedzam. ja wiem skąd się biorą dzieci:) skąd ja mam takie cuda? Takie idealne, przepiękne, pachnące, spokojne, śpiące…. Wtedy wydaje mi się, że nie mogę kochać ich bardziej.
Ale mogę. Rano okazuje się, że przytomne i rozgadane są jeszcze fajniejsze :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

głowa mnie boli

26 maj

Migrena dzień drugi.  Bilans dzisiejszego dnia? 3 ketonale, 2 efferalgany z kodeiną, 4 kawy i zero alkoholu. Dzień matki, psia mać. Ledwo dałam radę obejrzeć i pozachwycać się laurką od Franka, który akurat dzisiaj "podarł się o chodnik"…

Ale….

Mamooooooooooo,
Wiesz, że Cię kocham, prawda? :)

Jak odzyskam mój mózg i przestanie mnie tak strasznie boleć, to zacznę pisać z sensem, obiecuję..

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

życie i cała reszta

25 maj

Ostatnio pod wpływem pewnej rozmowy zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jesteśmy z moim mężem dobrym małżeństwem. Bo my się nie przytulamy jakoś tak za często. I nie całujemy się. I kłócimy się. I śpimy do siebie odwróceni plecami. I siedzimy obok siebie i nic nie mówimy. Dramat. A przynajmniej tak to może wyglądać z boku. Gdy tymczasem…
Wnerwia mnie jak mnie drapie, a bez zarostu wygląda głupio, kłócić się muszę, bo już taką mam konstrukcję. Nie kumuluję, wyrzucam z siebie na bieżąco. Mąż na prawym boku chrapie, a ja na lewym nie oddycham, stąd układ nocny. A wieczorem… wieczorem to ja lubię mieć spokój i nie zawsze chce mi się gadać (tak, to możliwe, mówię non stop przez cały dzień. miło jak mogę przez chwilę pomilczeć). Wychodzi zatem, że małżeństwem jesteśmy idealnym. Bo mimo tego, że nie chcę się całować, śpię odwrócona do niego i czasem krzyczę, a czasem nawet nie chce mi się gadać, to on jakoś to wytrzymuje i uparcie twierdzi, że mnie kocha.

I wiecie co, gdybym miała spędzać WSZYSTKIE wieczory siedząc na kanapie z moim mężem trzymać się za rączki i całować się przy każdej okazji to chyba by mnie szlag trafił. I na pewno już bym go nie kochała.

I teraz tak sobie myślę, czy to ze mną jest coś nie tak?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

słabości

23 maj

Są takie chwile, kiedy nawet ja muszę się przyznać do jakiejś słabości. Dzięki temu, ci mniej idealni mogą się dowartościować a ja przez chwilę czuję się bardziej ludzka :)
Zazwyczaj w takiej chwili wywlekają mnie na główną stronę onetu, dzięki czemu więcej "nieidealnych" może mi nawrzucać i zmieszać mnie z błotem. Prawda, że to urocze? No ale, tym razem mam nadzieję, że ta przyjemność mnie nie spotka, bo i temat mało chwytliwy i kontrowersyjny.
Słabości mam kilka, z wielu się już wysypałam, niejako niechcący, a może i "chcący", ale o metamorfozach to chyba jeszcze nie było, nie?
O domowych.
Jest taki program, (kiedyś był na polsacie, teraz oglądam na bbc) o ekstremalnych metamorfozach. Domów. I ja to uwielbiam… Jestem w ogóle typem nieruchomościowego podglądacza. Najchętniej każdemu wlazłabym do domu i zwiedzała, bo ciekawi mnie jak taki jeden z drugim mieszka.. Nawet nie jak ktoś konkretny, tylko w ogóle domy mnie ciekawią. Co pewien czas, gdy pragnienie podglądania staje się zbyt silne idę do ikei i zwiedzam :D :D Taaa, sklepy meblowe też lubię :)

Ale nie o tym było, miało być ekstremalnie to będzie. Idea jest taka, że kilku/kilkuset mocno hałaśliwych ludzi wpada komuś bardziej lub mniej poszkodowanemu przez życie do domu, burzy go (najczęściej budynek san rozsypuje się na widok traktora) i w kilka (!!!!!) dni buduje nowy, mniej więcej 10 razy większy.

Od razu zaznaczam, że nie zazdroszczę nikomu, bo życie zazwyczaj ciężko ich wcześniej doświadczyło, ale chodzi mi przede wszystkim o to, jak oni do ciężkiej cholery są w stanie wybudować, wykończyć i wyposażyć, czasem nawet 3 piętrowy budynek??

Jak sobie przypomnę remont w moim domu, to nawet malowanie trwało dłużej niż u nich budowa…

Pomijam przywiązanie do flagi, hymnu i ogólny płaczliwy, amerykański patriotyzm, który mi aż kapie z telewizora (jakby mogli, to by wszystko w te  gwieździste sztandary zapakowali), pomijam fascynację boazerią, marmurami i napompowanymi, skórzanymi kanapami na rzeźbionych drewnianych nogach, ale… Ładują setki tysięcy w domy i jakoś zawsze wygląda to kiczowato…
Nie ma takiej opcji, żeby było jasno, przestronnie i nowocześnie. No po prostu się nie da. Musi być na bogato. Muszą być rzeźby i marmury.
I pewnie dlatego wszyscy tam tak płaczą..

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

no i mam

23 maj

Postanowiłam nie być aż tak wyrodną matką i chcąc uniknąć pytania "dlaczego Franio ma a ja nie", szybciutko posprawdzałam wszystkie bardziej lub mniej wirtualne zapiski i oto mam. Piękną RÓŻOWĄ:

W dodatku uzupełnioną. Brakuje jeszcze kilku wklejonych zdjęć, ale jest już naprawdę nieźle. Zaskoczyło mnie to, jak wiele rzeczy pamiętam i zaskoczyły mnie te, których za cholerę nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
Ale ogólnie nie jest źle i chyba Hella wybaczy mi braki :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wyrodna matka

19 maj

Trzeci raz zaczynam to zdanie, bo sama nie wiem jak.
Ewa mnie trochę natchnęła, a trochę to, jak ostatnio oglądałam z Franiem "Księgę mojego dzieciństwa". Nie mojego oczywiście, ale jego. i fajnie było. Pokazywałam mu zdjęcia z usg 3d, jak był w brzuszku, pokazywałam mu zdjęcie ze szpitala, zdjęcie z jego ulubioną zabawką… Czytałam kiedy powiedział jakie słówka. No i w ogóle bardzo mu się to podobało, szczególnie takie odciśnięte nóżki i odrysowane łapki….
I po ryju sobie chciałam dać, jak tylko zniknęłam mu z oczu. Bo on ma, a Helenka nie.

Niby wszystko z jej życia jest tutaj, ale to jakoś tak mało przyjazne do przeglądania w łóżeczku. Zdjęcia wywołałam i owszem i przez chwilę lepiej mi było, że matką wyrodną tak do końca nie jestem, ale chyba jednak jestem….

Czasem mam wrażenie, że Helcia jest w tym wszystkim nieco pokrzywdzona… Nawet macicę, w której wyrosła miała już używaną…
Dobrze, że jest dziewczynką, bo wszystko inne też by miała po braciszku, a tak to ma chociaż swoje własne sukienki i lalki.

Nie zapisuję kiedy i co powiedziała, bo mówienie wydaje mi się dość oczywiste i raczej ze zniecierpliwieniem do tego podchodzę, bo jak dla mnie wciąż mówi trochę za mało i marzę o tym, żeby w końcu z tą małą dziewczynką porozmawiać. Na razie rozmawiam z Frankiem…
Dumna jestem z jej osiągnięć, ale za cholerę nie pamiętam kiedy postawiła samodzielne kroki… A Franka pamiętam…

Nie wiem kiedy wyrósł jej pierwszy ząb. Wiem natomiast, że brakuje jeszcze ośmiu… Frankowi już nie brakuje…

I nie zrozumcie mnie źle, kocham tę małą cudowną kobietkę z całego serca, tylko to macierzyństwo już jest trochę inne, a może przy dwójce to już jest inaczej????

Trochę się teraz będę usprawiedliwiać, ale… jak Franio był mały malutki, był TYLKO on. Nasza uwaga skupiona była TYLKO na nim. Teraz jest ich dwoje a uwagi mamy tyle samo… Po prostu nie da się, żeby było tak samo… A może się da, tylko ja nie umiem??

A teraz znajdę księgę dzieciństwa dla Helenki i wszystko uzupełnię…
Obiecuję

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w telegraficznym skrócie

16 maj

- mamo ta woda jest goląca, chcecie mnie ugotować???

No nie chciałam, dolałam zatem trochę zimnej. Tatuś ma jakieś azbestowe te rączki i muszę go sprawdzać, bo przekonywał zdziwionego myszorka, że woda wcale nie jest taka gorąca. A była.

Co poza tym. Polka wróciła z Afryki i pobiegliśmy całą czwórką romantycznie, nocą do muzeum. Taaaaaa. Jednego, bo reszta okazała się raczej niedostępna, bądź nieprzyjazna dla zwiedzających.  Udało nam się natomiast trafić do GRECKIEJ restauracji, której właściciel nie przewidział, że w
a) sobotę
b) podczas nocy muzeów
c) przy święcie Łodzi
d) i 5 urodzinach manufaktury

na ulicach może być więcej ludzi niż zwykle. W związku z tym radośnie na sali miał jedną przerażoną kelnerkę, skończył mu się o 21 gyros i lał podłe wino. No ale…
Nie można mieć wszystkiego. Ważne, że towarzystwo było dobre.
Sukni balowych oglądać nie chcieli to w akcie rozpaczy wylałam na siebie gin z tonikiem. Zdecydowanie za rzadko wychodzę. Nie umiem się już zachować przy barze :)

Co jeszcze…
Hmmm..
Z pralki muszę wyjąć. :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ulotne chwile

13 maj

Mało jest takich dni, kiedy nie robię bachorkom zdjęć. Zdjęć mam kilka tysięcy, zajmują gigabajty pamięci i….. tylko 3 albumy…
Te wirtualne uzupełniam na bieżąco. Jest maj to i zdjęcia majowe, luty, lutowe itd, ale jak zajrzałam, do tych, które stoją na półce to aż się nogą przeżegnałam. Jest maj a tam grudzień. I to 2009………….
Helenka całkiem malutka, Franek jakiś taki inny całkiem. I aż mi się głupio zrobiło.
O ile przyjemniej bowiem ogląda się zdjęcia w albumach, jakoś tak inaczej… Więcej w tym uczucia niż w klikaniu myszką. Next, next, next. A tu jakoś tak dłużej się człowiek zatrzyma na każdym, bo i te wywołane są jakby ładniejsze. W końcu jak już płacimy za wywołanie, to wybieramy najlepsze, nie? I zamiast miliona zdjęć oglądamy kilka setek tych najpiękniejszych, najmilej nam się kojarzących… I głupio mi, że o tym zapomniałam.

Właśnie wysłałam 105 do wywołania. Szykuję kolejne. Jeszcze półtora roku do przejrzenia……..

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ozelów nie było

11 maj

Na szczęście, ale…
Białym autobusem, niebieski pan zawiózł dzieci do Zoo, a tam zielony pan pokazywał im zwierzęta.
- Były alpaki mamo. I tygrys. I biały lew! Ozełów nie było. I dinozałlów też nie było.
- Karmiliście zwierzątka?
- Eeeee, kózki małe były, wies?
- No i karmiliście je?
- Jabłuskami
- A ty też karmiłeś?
- No nie, bo wies, ja nie lubię dotykać zwiezątek.

Hmmmm… jako matka alergiczka, alergicznych prawdopodobnie  bachorków, nie będę namawiać. Może niech lepiej "zwieząt" nie dotyka. Przynajmniej nic go nie pogryzie i mniej kichać będzie.

W ogóle to wiecie, bo ja do "zwieząt" domowych, to mam taki stosunek… nooo… rozumiem, że ktoś odczuwa potrzebę obcowania ze zwierzęciem 24 godziny na dobę i posiadania takowego w domu, jakkolwiek w naszym domu zwierzęta pojawiają się jedynie w lodówce i to zazwyczaj poćwiartowane i przygotowane do obróbki.

Alergię posiadam tak koszmarną, że nawet jak umawiam się z koleżanką, która psa w domu posiada muszę najpierw zażyć lek, który sprawi, że nie umrę z zakichania.
No niestety moje miłe dzieci, piesków, kotków i innych sierściuchów w domu nie będzie. Albo mama albo pies!

Gryzoni, rybek i ptaków też nie. Na pióra też kicham. Gryzoni się brzydzę a rybki surowe to lubię w sushi.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS