RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2011

w blokach startowych

30 lip

Jesteśmy spakowani.. Rodzina śpi, ja jeszcze dorzucam różne rzeczy do toreb i koszyków. Zaraz idę przepłynąć 2 długości wanny i spać. Po 2giej wyjeżdżamy. Życzcie mi szczęścia i pogody.

Jak kiedyś będę miała chwilę i zasięg to Wam opiszę jak mój mąż gnał na ratunek polciowemu mężowi. Dzisiaj w nocy. Do Rzeszowa. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bateryjki

28 lip

Droga do przedszkola, bachorki siedzą z tyłu, Franek nawija, Hella siedzi cicho.
- Mamo, Helenka nic nie mówi.
- Może nie ma nic do powiedzenia?
- A moze się popsuła?
- :)
- Mamo, a moze tseba jej wymienić baterie?
W tym momencie Helenka zaczęła na szczęście z nami rozmawiać..
- A nie, mamo, juz jest dobze, naplawiła się.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

siwość

26 lip

"akademia malucha" na wyświetlaczu zawsze robi na mnie wrażenie. Przyspieszone bicie serca, opadanie rąk, aż do kompletnej załamki. Ale "akademia malucha" na wyświetlaczu na 4 dni przed wyjazdem na wakacje to już jest kompletna masakra. Szybko przebiegłam w myślach poranek, przy drugim sygnale pogodziłam się z myślą, przy trzecim miałąm zaplanowane wszystkie ewentualności łącznie z antybiotykiem. Nic jednak nie przygotowało mnie na to co usłyszałam.
- Dzień dobry, pani A.?
- Dzień dobry, to ja…
- Franio chyba ma wiatrówkę
W tym momencie osiwiałam. Przewidziałam niemal wszystko, łącznie z rotem, zapaleniem gardła, udarem, ale nie kurwa wiatrówkę…
…. krostki, drapie się… chyba powinna go pani zabrać do lekarza… – to wszystko docierało jakby z innej, alternatywnej rzeczywistości. W mojej, przypominałam sobie właśnie jak moje dzieci RAZEM się kąpały, a potem RAZEM leżały w łóżeczku i czytałam im bajki….
- Jadę, wykrztusiłam z kluchą w gardle…

Zanim dojechałam do przedszkola, miałam już umówionego lekarza w przychodni, poinformowałam mamę, która na wywczasie w Belgii przebywa (jeżeli dziś wtorek to jesteśmy w Belgii, nieprawdaż?), męża i motylicę, z którą się wczoraj widziałam i cholera wie, co jej przekazałam z wiatrem.

Przeanalizowałam sytuację i podjęłam decyzję, w kropki, nie w kropki jedziemy na wakacje. Najwyżej przez kilka dni nie będzie właził do jeziora. Pogodzona z losem podjeżdzam, pobieram syna, rzeczywiście w kropki jakieś na twarzy i jedziemy,

Czekamy na panią doktor w przychodni i tak sobie gadamy, ja go głaszczę i nagle pierwsza trzeźwa myśl. On jest chłodny. Nie ma gorączki… A przeciez skoro on przy ząbkowaniu ma 39 a przy zapaleniu gardła 41 to przy wiatrówce powinien mieć coś koło 50. A nie ma wcale. I głodny jest. A rzadko kiedy bywa, a już na pewno nie przy chorobie. Oglądam go bliżej, na wszystkie strony. Dziwne te kropki, ale ciągle ich tyle samo. Wstąpiła we mnie nowa nadzieja.

- On jest pogryziony – stwierdza z uśmiechem pani doktor, a ja mam ochotę ją wycałować.. Dziwnie to wygląda, bo ma reakcję alergiczną, ale wiatrówka to to na 100% nie jest.

Słyszeliście koło 13-tej ten huk? Taaa.. kamień spadł mi z serca. Tylko te siwe włosy zostały…

One mnie wykończą….

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pora deszczowa

24 lip

Dziwny ten nasz klimat. Tropiki nas nie dotyczą, ale pora deszczowa jak najbardziej. Od nie pamiętam kiedy pada deszcz. Właściwie zaczęło się od mojego biegania, ale ja już dawno porzuciłam ten pomysł, a pada nadal. Czyli, że to nie to. Jeżeli pada teraz, żebym na urlopie miała sucho i przyjemnie, to ja jestem bardzo wdzięczna, ale ja jeszcze muszę zrobić pranie. A jak wiadomo, jeżeli pada non stop to nic nie schnie.
A jeszcze kurciki trzeba wyprać… I ręczniki…
A potem już tylko to wszystko wyprasować i spakować…
Franek tez już przeżywa wyjazd…

-mamo ja Helence też spakuję autka na wakacje
- ale może Helenka wolałaby misia, albo lalkę?
- nie zartuj
 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czerwone nie dla wszystkich

21 lip

Kochani moi współużytkownicy drogi. Wy mi wytłumaczcie do ciężkiej cholery jak to jest z tym czerwonym światłem? Czy ono obowiązuje wszystkich, czy tylko część użytkowników? Czy to jest jedynie sugestia, czy nakaz zatrzymania, niejechania, stania? Bo ja tak sobie myślę, że to czerwone światło, to jest w zasadzie jedynie dla (trzeźwych, widzących, w miarę zrównoważonych) kierowców samochodów osobowych.
Nie obowiązuje natomiast pieszych przebiegających lub przechadzających się z wolna po pasach lub obok nich. Na szczególną uwagę zasługuje tu gonienie środków transportu zbiorowego, szczególnie malowniczo wygląda to w wykonaniu osób nie do końca sprawnych fizycznie. Oczywiście kolor światła jest tu bez znaczenia. Z równie dużym entuzjazmem co na zielonym biegnie się i na czerwonym, o żółtym nie wspominając.
Czerwone światło nie obowiązuje również kierowców wspomnianych wyżej pojazdów typu autobus i tramwaj, a przede wszystkim tramwaj. Jak tramwaj musi, to tramwaj jedzie i srał pies jakie jest światło. A kto się chce zmierzyć z tramwajem na torowisku? Nooo raczej chętnych nie ma to się stoi osobówką posłusznie i się czeka. Bo jak się zatrąbi, to taki tramwaj jeszcze może zwolnić albo i zatrzymać się na środku. Kompletnie nie złośliwie… Skądże znowu…
No i autobusy. Też duże i tez chyba w pośpiechu ciągłym bo światło czerwone nie do końca na ich kierowcach robi wrażenie. I suną przegubowce po skrzyżowaniach, pozdrawiają się na środku, a nawet widziałam, jak zwolnili, żeby zamienić kilka słów na skrzyżowaniu. Pal licho, że już czerwone, że za nimi stoją stłoczone osobówki….
Rowerzyści to też tak nie do końca są na bieżąco z czerwonym, albo się zatrzyma, albo się nie zatrzyma, w sumie to zależy czy coś jedzie czy nie, bo jak nie jedzie to najwyraźniej można jechać. Uprzedzam, że dotyczy to jedynie pieszorzystów (czyli rowerzystów jeżdżących po chodnikach i pasach).

Wiadomą i bezdyskusyjną sprawą są karetki, wozy strażackie i policja. Nic a nic się nie czepiam. Jadą bo muszą. To poza konkursem. Ale w takim razie kogo właściwie to światło zobowiązuje do zatrzymania się?
Wychodzi na to, że tylko nas, kierowców samochodów osobowych, rowerzystów, którzy nie udają pieszych, wozów konnych, których praktycznie nie ma a jak są to jadą tak wolno, że jakby stali, to stoją. No i motocyklistów (chyba, że jadą tak szybko, że nie widzą jakie jest światło), ale temu się akurat nie ma co dziwić, bo taki motocyklista to wyobrażnię posiada i woli się na skrzyżowaniu z nikim nie spotkać.

A mnie szlag trafia, bo niby z jakiej paki ktoś mi przebiega na czerwonym przed maską?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

alleLeje

20 lip

Nie chce mi się pisać o burzach, bo jakie są każdy widzi, a burzę widać nawet po ciemku. To w sumie dobrze się składa, bo taka burza to ino błysk sprawia, że wszelkie inne atrakcje (tv, internet, telefon, a nawet światło) przestają działać i wtedy z rzeczy do oglądania pozostaje tylko burza.
Problem miałam dzisiaj niewielki z dojechaniem od żłobka do przedszkola. Odcinek mniej więcej 3 km, więc, naprawdę popierdółka. Niestety większość dróg prowadzi pod wiaduktami, a te trasy były raczej nieprzejezdne. No to sobie nadłożyłam z 10 km i myślałam, że taka jestem sprytna, gdy tu nagle korek. Dziwne… Czekam, a samochody przede mną zamiast do przodu, to się wycofują i zawracają. Podjeżdżam i patrzę. Środkiem Krakowskiej sunie łódź.. peugeot chyba, ale dziwny bo kół nie widać, ale efektownie woda spod kół (no chyba, bo nie widać) mu się w dwie fontanny układa. Patrzę oczarowana… Koła jak koła, ale ledwo znaczek było widać bo zderzaczek też raczej pod wodą. Hmmm… Przejeżdża koło mnie i patrzy na mnie z góry (!!!) z pogardą…
- Kochanie, dzwonię do jedynego męża, jak bardzo mogę się zanurzyć?
- A gdzie chcesz się zanurzać i czym?
- Na Krakowskiej, samochodem
- Ale dlaczego się chcesz zwodować?
- Bo chyba nie mam wyjścia.
- A dużo tam jest wody?
- No zderzak zakryło peugeotowi
- Zawracaj, choćbyś miała przez Konstantynów jechać.
Wycofałam się grzecznie, a za mną jeszcze kilka niższych od peugeota konstrukcji. Opłotkami, po błocie jakoś dojechałam. Pobrałam pierworodnego i pojechałam w stronę słońca… Taaa. Po 17 wyszło słońce…

Aaaa. Wydawało mi się, że taka jestem sprytna. Myślę sobie, pora deszczowa jest to parasol włożę do środka, a nie będę go jak zwykle w bagażniku wozić. I to rzeczywiście był super pomysł. Nieco gorszym pomysłem było założenie espadryli na koturnie. Cóż było robić. Zdjęłam buciki, podwinęłam nogawki, wyskoczyłam prosto z auta pod parasol i myk do żłobka.
- bosio, bosio!! zawołała na mój widok zachwycona Hella.
Mniej zachwycona była jak wyszłyśmy… A potem to już wiecie :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

lipiec srypiec

16 lip

Z niusów. Byliśmy dzisiaj w kinie z pierworodnym pierwszy raz w jego krótkim życiu. Kupiliśmy popcorn, słodki soczek (tak, tak, na nogach miał na dodatek te okropne niezdrowe crocsy ;) ) i poszliśmy bombardować jego bębenki. Właściwie to już od dawna to planowaliśmy, bo skubany już od dłuższego czasu pełnometrażowe bajki ogląda i jakoś go nie nudzą, ale teraz do kin weszła 2 część jego ulubionej bajki. No to poszliśmy. Od kilku dni, myszorek przejęty był bardzo, a i ja mogłam szantażykiem drobnym wiele z nim załatwić… "bo wiesz, jak nie będziesz jadł obiadów, to nie będziesz miał siły iść do kina"… No i stało się.
I super. Oprócz dwóch wycieczek pt "mamasiku" siedział i oglądał grzecznie cały film. Rozpiera mnie duma jak nie wiem :)

I to było fajne, reszta już taka fajna nie jest, ale o tym mi się pisać nie chce. Mama mówi, że we wszystkim jest jakiś sens, ja niestety sensu nie widzę w tym, że jak już myślę, że wszystko nam się zaczyna układać, to coś robi sru i pierdut i znowu jest do dupy. No ale. Na wakacje jedziemy za 2 tygodnie i już normalnie nóżkami przebieram. Za 2 tygodnie o tej porze będę biegać jak nienormalna po domu i dorzucać do toreb takie różne ‚anużsięprzyda". A potem jeszcze tylko kilka godzin w samochodzie i Wdzydze……

Podobnie jak Ewa od jakiegoś czasu tworzę listę rzeczy absolutnie nie-do-zapomnienia. Właściwie nic mnie nie ogranicza, bo samochody jadą dwa i przyczepa z łódką, to się jakoś nie martwię. Ale jak doszłam do pościeli, to się przeraziłam :)

Helenie wychodzą trójki
A nie mówiłam, że tak będzie??

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ratowniki

16 lip

- Mamooo mamooo, my dzisiaj byliśmy w stlazy pozalnej
- I co ci się syneczku najbardziej podobało
- Psy latowniki mamo, dwa były i były stlazaki i wies, ze mają hełmy? I duze buty?
- To fajnie było chyba, co?
- Noooo i były wozy stlazackie
- I pewnie też chcesz być strażakiem jak będziesz duży?
- Nooo, tak. I latownikiem. Psem latownikiem…..

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzieci i ekonomia

13 lip

- Mamo, Ty słysałaś, ta pani w radio mówi o mnie.
- ???
- No mówi ze Flanek ulósł

Padłam

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

do dupy jest w peru

11 lip

Miałam nie pisać, bo humor mam kiepski, ale w sumie kto powiedział, że u Mietki zawsze musi być wesoło. No to nie musi. I nie będzie. Bo jakoś tak przyciągamy ludzi, którzy okazują się nieuczciwi i którym głownie ma się ochotę dać po ryju. Najbardziej w tym wszystkim żal mi jest siebie, bo jakoś nikomu jeszcze po ryju nie dałam, chociaz nie raz się należało. No. To sobie ulżyłam wirtualnie. A teraz przez chwilę sobie powyobrażam jak leję po pysku jednego z drugim i zaraz płynnie przejdę do następnego akapitu, który mam nadzieję, okaże się mniej brutalny.
Pomimo trudności, które to jakoś od rana przeczuwałam, ale jednak miałam nadzieję, że nie… To niemożliwe, nie teraz, tak być nie może. A jednak, psia mać. Ale… Pomimo trudności, szykujemy się na wyjazd. Tzn ja się szykuję, mój mąż jakoś mniej, bo on właściwie w tym wszystkim ogranicza się do umycia przed wyjazdem samochodu, spakowania go i powsadzania do niego śpiących bachorków. Aaaa, no i prowadzi jeszcze, taki drobiazg mi umknął. Ale wszystko co jest przed, to już moja działka. Czyli:
- planowanie zakupów na wyjazd
- zrobienie zakupów na wyjazd
- pranie
- prasowanie
- pakowanie
Ponieważ nie jedziemy na kompletne odludzie, tzn odludzie to niby jest tak trochę, ale w odległości 16 km mamy Lidla (czyt. tani alkohol) i Rossmanna (czyt. pieluchy i inne kosmetyki, których zapomnę). Czyli nieźle. Ale.. Planowanie zakupów polega od niecałych 4 lat na wstępnym przejrzeniu podróżnej apteczki (metr na metr) i sprawdzenie czego brakuje. No to już wczoraj na doz.pl złożyłam zamówienie…. Litr ibufenu na gorączkę, syrop na przeziębienie, plasterki antykomarowe, plastry na kolana i łokcie (niezły numer, nawet nie wiedziałam, że takie są), żel łagodzący ugryzienia, żel na ząbkowanie (zakład, że Helenie na wakacjach zaczną rosnąć trójki??), i 30 tabletek na uspokojenie kończących się na forte…. To ostatnie dla mnie.
W sumie załuję, że jeszcze ich nie mam dzisiaj.
No nic.
Jednak wrócę do planowania morderstwa… Nawet pisać mi się nie chce…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS