RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2011

dialog nr 2

31 sie

- kochanie, pojedziemy teraz załatwić kilka spraw, powiedziałam do córki mojej jedynej wsadzając ją do samochodu
- mhmmm
- mhmm?
- no dobdze.

Ostatnio zwaliła mnie z nóg rozmowa Franka z tatusiem, któremu wlazł do łazienki jak się kąpał. Właściwie oboje weszliśmy do łazienki, bo Franio mył zęby przed snem, a tatuś pływał w wannie.
- tato, Ty mas duze jajka – oświadczył pierworodny z podziwem patrząc na swego gołego ojca
- ekhmmm… zmieszany ojciec błysnął ripostą.
- bo wies tato ja mam jesce małe
- ale będziesz miał większe synku…
- jak będę duzo jadł? – przerwał mu w pół słowa Franio.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

manifest

30 sie

Nie lubię gotować. Ja rozumiem takie raznajakiśczas jak przychodzą goście i trzeba coś wymyślić. Ale to też wtedy nie działam jak bohaterka "Julie i Julia" i staram się raczej zrobić wszystko jak najszybciej, a nie jak najbardziej po francusku ;)
Szczęśliwie się składa, że mam niezłego farta i zazwyczaj nawet jak zaczynam na 10 minut przed przyjściem pierwszego gościa to wszystko się udaje i jest nawet całkiem znośne. Są oczywiście takie dni, kiedy pragnę zabłysnąć i/lub mam jakiś super pomysł i koniecznie muszę coś zrobić. Tak powstało kilka moich "popisowych dań", nie zamierzam się jednak chwalić recepturą, bo nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli jakie to proste. Niech myślą, że stałam godzinami w kuchni i pichciłam.
Nie pichcę. Z zasady. A już codziennego gotowania obiadów szczerze nienawidzę. Owszem, dzisiaj popełniłam leczo, ale powstało jakoś tak przy okazji suszenia pomidorów (które są mi niezbędne do jednego z moich super ekstra wypasionych dań). No bo środki trzeba było z nich wydłubać i coś trzeba było z nimi zrobić. Ale tak, żebym planowała? Gotowała i tłukła schabowe? W życiu never nie.
Dzieci jedzą w placówkach, ja nie jadam obiadów, a mój mąż wraca jakoś tak pod wieczór, poza tym kucharzem jest, to sobie poradzi. Ja co pewien czas uczynię jakieś jednogarnkowe, żeby miał co jeść jak straci inwencję. Ale nie codziennie… No na boga.
Tak stać w kuchni i tłuc ziemniaki? Surówki robić? Makarony, zupy??? Nigdy w życiu…

Ale wiecie co? Uwielbiam gazety takie jak "Kuchnia", blogi kulinarne i wszelkie inne książki kucharskie.

Teoria opanowana, praktyką się brzydzę :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

trochę ciepło..

27 sie

Nieprawdaż? Najpierw pora deszczowa, teraz tropiki… Dobrze, że ta "Irena" daleko od nas, bo jeszcze mi tu huraganu brakuje. Wieje wystarczająco, bo 5 prań dzisiaj uczyniłam i wszystkie wyschły. Klimat sprzyja, 40 stopni w słońcu i wiatr. Pranie było zachwycone.

Ja ciut mniej. Wolę jak w słońcu jest koło 30, bo taką mam temperaturę wrzenia. Później zaczynam się topić i skwierczeć.I mózg mi się rozpuszcza. I nie mogę zdania zbudować. Jakaś taka się czuję jakby mnie ktoś do żurku wsadził jako wkładkę mięsną.

Mieliśmy jutro do Radomia pojechać pooglądać samoloty, ale chyba nie jestem w nastroju… obejrzę sobie lepiej "spokojnie to tylko awaria"…
no to lecę.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pierwszy dialog z Heleneczką tu opisany

23 sie

-posię tfosić – powiedziała moja córka wręczając mi coś. Nie spojrzałam, odkręciłam i wróciłam do czytania wiadomości.
- kuję – powiedziała i odtupała plaskocząc bosymi stopami
Hmmm..właściwie już przy trzecim plasku zaczęłam się zastanawiać co właściwie odkręciłam. Wstałam. Plaskot przyspieszył, czyli coś psoci.
To był wściekle zielony eyeliner. Szczęśliwie nie zdążyła go użyć. Wcześniej wypróbowała moją ukochaną kredkę do oczu Chanel…. na swoich kolanach. Pierwszy dialog, pierwszy demakijaż :) Przełomowy dzień w życiu mojej miniaturowej kobietki.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

[*]

20 sie

Przez blog zimno, dotarła do mnie i zwaliła mnie z nóg informacja o śmierci syna autorów blogów, matkamojegodziecka, pranie, nieobiektywna… Od rana nie moge sobie znaleźć miejsca i serce mi pęka. Nie radzę sobie z takimi informacjami. Tak strasznie mi źle.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mądralinek

20 sie

Wybrałam się dzisiaj z bachorkami do wiejskiej posiadłości mojej mamy. Po drodze mijaliśmy pielgrzymkę, którą z obu stron zabezpieczali policjanci na motorach. Jak łatwo się domyślić mój pierworodny najpierw wyraził zdziwienie/oburzenie, że ludzie chodzą po drodze, a później zainteresował się jednośladami.
- Mamoooo..
- Tak kochanie?
- To są policyjne motocykle.
(młody człowiek uczony jest przez starszego człowieka, zwanego potocznie tatisiem, że mówi się motocykl, a nie motor. zabijcie, nie wiem jaka to różnica, dla mnie żadna)
- Tak syneczku, to są policyjne motocykle
- Nie wytsymam. Jak ja wsystko wiem…
mało nie rozjechałam i policjanta i motocykla z wrażenia….

i takie jeszcze wspominki z wakacji…

PIĘKNA

I BESTIA

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

odjazdowy warsztat samochodowy

17 sie

Dziwne nam się ostatnio przytrafiają rzeczy. Wspomniałam już o misji ratunkowej w Rzeszowie, którą to mój mąż miał przyjemność (zupełnie poważnie mówię, bo dla niego to była przyjemność), odbyć na 12 godzin przed wyjazdem na Kaszuby. Wyrwany z głębokiego snu wsiadł w samochód i skoczył w te odległe rejony naszego uroczego kraju ratowac kolegę.

Wczoraj było nieco mniej dramatycznie, bo dzisiaj nie jechaliśmy na urlop, pora też nieco mniej zaskakująca, ale i tak wesoło.
Odbieram telefon,
- cześć, wiesz mam taką nietypową sprawę – ocho, nieźle się zaczyna, uśmiecham się w myślach, – koleżanka jedzie z wakacji beemką do Katowic i im się popsuła koło Bydgoszczy…
- doooobra, daję męża.

Dalszego ciągu rozmowy nie znam, efekt był jednak taki, że około 23 pod nasz dom podjechała laweta z wieeelką beemką i dwie moje nieco rozbawione sytuacją koleżanki w drugim aucie.
Jak przystało na dobrą gospodynię, wystawiłam krzesełka tarasowe koło garażu, odszukałam w lodówce colę zero i nieco (za)późno doniosłam odstraszacz antykomarowy.

Z naszą pomocą (niestety) dwutonowy potwór został wepchnięty do naszego garażu.

Mąż mój osobisty z mądrą miną otworzył maskę, pooglądał, postukał, podotykał i zarządził
- odpalaj.
Silnik ryknął tak, że prawie nam dach odfrunął.
Ocho, myślę sobie nie wygląda to dobrze i już miałam wizję robienia późnej kolacji i wczesnego śniadania dla naszych niespodziewanych gości.
Mój mąż z nieprzeniknionym wyrazem twarzy dogiął palcem wskazującym jakąś linkę.
- teraz spróbuj
Silnik, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (palca) zaczął pracować normalnie, a ryknęłam ja, śmiechem.

No i tak, jeszcze chwilę posiedzieliśmy, pogadaliśmy i pojechali. A ja poszłam spać…
Dziś pierwszy dzień w pracy po urlopie….
Nie ogarniam.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

sukieneczka

15 sie

Ta sukieneczka, która Helcia ma na zdjęciu w którymś z poprzednich postów, to nie jest jakaś tam zwykła sukieneczka… To 50 letnie arcydzieło z szyfonu haftowane i uszyte przez matkę naszej gospodyni z Wdzydz. Pani Ania stworzyła coś absolutnie pięknego, coś, co przez pół wieku nie zestarzało się ani trochę. Przechowywane i wyjmowane na specjalne okazje. Dla mojej Helci na przykład :) Chwilę po tym jak nasze dziewczyny "pozowały", (Hela i Hania Marty), sukieneczka wróciła na swoje miejsce do szafki z pamiątkami.

Ciekawe czy kiedyś będzie w niej miała zdjęcie córka Helenki….

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

home sweet home

14 sie

Fajne są takie urlopy, ale jakoś tak miło się wraca do domu. Pomijając ciągle działającą pralkę i  wizję tygodniowego prasowania, to w sumie lubię wracać. Szczególnie, że nasz dom jest nieco większy niż pokój, który zamieszkiwaliśmy przez ostatnie 2 tygodnie i lodówka nie stoi w sypialni. Poza tym błogosławię ikeę i nasze łóżko, które jest wielkości wspomnianego wcześniej pokoju :) Ale tak, to było naprawdę fajnie.. Pierwszy tydzień wspaniały pod względem meteorologicznym, drugi, zdecydowanie lepszy towarzysko, bo pogoda delikatnie mówiąc się spier… Zaczęło się niewinnie. Przyjechali Państwo R. i się zachmurzyło. Następnego dnia ładnie byo do 16, kolejnego do 14, a potem to już była masakra. 2 dni wykończyły nas tekstylnie, gdyż ponieważ 15 stopni + deszcz + dzieci, równa się kompletny dół ubraniowy. Ponieważ nie uznaliśmy, że taka aura to wystarczający powód, żeby dzieci siedziały w domu, regularnie przebierałyśmy je z mokrych rzeczy, które nie schły. Nakupowałyśmy zatem baaaardzo dużo bluz (2 dni napadów na second-handy w Kościerzynie i mamy nawet kurtki na zimę) i pogoda od ręki się poprawiła :) My zaspokojone szopingowo, bo takie mamy łupy, że aż nie wierzę, a wszyscy inni, bo kupno jesienno-zimowej garderoby wpłynęło karcąco na sierpniową aurę i niechętnie, bo niechętnie, ale zaczęła się poprawiać.

I dobrze, bo przecież pranie mam…

Co Wam będę opowiadać… Rano z mamą na grzyby, a potem to już właściwie otwieraliśmy pierwsze wino. Potem obiad i kolejne wino, a jak dzieci poszły spać, to dopiero zasiadaliśmy do kolacji i rżnęliśmy w Rummikub. Mam wrażenie, że non stop jedliśmy, bo do picia non stop, to się za cholerę nie przyznam. No i znowu muszę się odchudzać…. 2 tygodnie wakacji na wikcie Marii z Wdzydz i 2,5 kg na plusie. Dobrze, że bikini nosiłam w pierwszym tygodniu, bo potem już by się nie dało…..

No i koniecznie muszę zrobić mięso w sosie rabarbarowym… moje kulinarne, kaszubskie odkrycie. Mniammmmm

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

liściu

09 sie

- Mamooo
- Cooooo?
- Zobacz jaki wieeeeeeeeeeeeelki liściu
- Liść
- Wieeeelki liść. I będę się nim wachlał.
- Wachlował
- Waflował się będę.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS