RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2011

dzień z dupy

26 wrz

Na ten telefon czekałam właściwie od początku września, także gdy dziś zobaczyłam na wyświetlaczu "Żłobek", nawet się nie zdziwiłam. No może było to coś w stylu "już 26.. prawie cały miesiąc nam się udało…"
- Dzień dobry pani A. Helenka się obudziła z temperaturą, nie chciała zjeść podwieczorku i…"
- Wysoką ma temperaturę? – prerwałam
- Powyżej 39 stopni
- Zaraz będę.

Jakiś czas później odbieram najweselsze dziecko pod słońcem.
Patrzę na nią zdumiona.
- Mamo, pać, muuuu,
- Kochanie to jest wielbłąd nie krowa – mówię nieco zdezorientowana, bo temperaturę ma nieco tylko cieplejszą ode mnie, a przecież jakieś 10 minut wcześniej oblał mnie zimny pot.
- Mamooo, pać, ihahaha
- Kochanie, to nie konik, to wielbłąd…
I już sama nie wiem… Zwariowałam chyba, bo ona na chorą nie wygląda, ale skąd ta temperatura?

Zabrałam, po drodze jedziemy po prowiant do mojej babci, bo przecież jutro jej do żłobka nie wyślę, a nie planowałam gotować.
_ Kochanie, w torebkę z grejfrutami wrzuciłam Ci stówę, mówi babcia konspiracyjnym szeptem, a Hella się szczerzy, macha i przesyła buziaczki…. Ona jest chora? – dopytuje się babcia i patrzy na mnie dziwnie.
No nie wiem właśnie…
Nic nie wiem. Jadę.
- Mama, babcia poszedł, nie ma..
- Tak kochanie babcia poszła, a lala jest?
- Jeś, lala pi. Ocy nie ma

No śpi, oczy zamknięte to ich nie ma przecież…..

Podjeżdżam pod dom, Hella radośnie bierze lalę pod pachę i biegiem (chora????) leci do drugiej prababci. Zanoszę tymczasem fanty od babci do domu. Wyjmuję stówę wkładam do kieszeni (chyba???) i koniec. Przepadła. Tyle ją widziałam. Nie ma. Zaginęła. Koniec. Chyba Hella zeżarła, bo nic nie rozumiem……. Nawet śmieci przeszukałam….

Dzieci poszły spać. Prasuję bo cóż innego mi pozostało. Wchodzi mąż z garażu jakiś blady na twarzy i krwią mu broczy dłoń.
Analizuję czy mogę jechać go zszywać bo zdążyłam usta umoczyć w winie. Chyba mogę.
- Głęboko? Ścięgna całe? – pytam, może zbyt spokojnie
- 2 centymetry
- Jedziemy…
- Ale mi sie wbił śrubokręt, nic nie przeciąłem, głębokie, ale chyba nic się nie stało, wiesz….
Wiem…….. To wszystko dzisiaj tak dziwnie wygląda, a potem się okazuje, że jest nieco lepiej niż się wydawało….

Tylko gdzie jest, kurwa mać, moja stówa????

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

teściowa zjechała….

25 wrz

Znad morza. Po roku niemalże. Po 10 minutach, gdybym mogła już bym ją spakowała z powrotem. Pieska jej się zachciało….
- Ale wiesz, że ja mam alergię i dzieci a przynajmniej Franio raczej też? – zapytałam uprzejmie, gdyż jak wiadomo mieszkamy dość blisko siebie a płotu nadal nie mamy…
- Oj jeszcze nie wiadomo czy ma.
- No może stu procentowej pewności jeszcze nie mamy, ale ze mną sprawa jest jakby jasna. Od przeszło 30 lat.
- Ale to ma być taki mały piesek.
- Rozmiar w przypadku alergii nie ma większego znaczenia… – burknęłam pod nosem.
- Ona będzie tylko na podwórku – przekonywała mnie do swego pomysłu teściowa. Ale ja nadal nie podzielałam entuzjazmu, gdyż jedynie podwórko mamy wspólne właśnie…
- Zimą mały piesek na podwórku? [Gratuluję pomysłu. - kup sobie od razu dwa, pomyślałam, bo jeden to szybko się popsuje na mrozie].
- A w ogóle to przecież sama mówiłaś kiedyś o yorku.
[taaa, mówiłam, że to jedna z dwóch ras, na które nie mam uczulenia, ale pewnie nie zapamiętała] 
- mówiłam też, że chcę mieć cziłałę na łańcuchu przed domem….
- No bo ja potrzebuję psa, żeby ganiał koty! – nie wytrzymała teściowa..
- Ale to jest nasz kot!!

 No i o. Kot może niezupełnie jest nasz, bo go sobie nie kupiliśmy ani nawet go od nikogo nie dostaliśmy, ale przychodzi do nas, dajemy mu jeść i jakoś tak sobie żyjemy obok siebie. Do domu nie wchodzi, odwiedza nas jak siedzimy na tarasie i mamy nadzieję, ze zimą odwdzięczy się nam polując w piwnicy na myszy. Chyba, że do tego czasu pożre go jakaś krwiożercza bestia mojej teściowej.

- Kochanie, i co zrobimy z tymi pomysłami Twojej mamy.
- To co zwykle, poczekamy aż jej przejdzie, a jak nie to w końcu zrobimy ogrodzenie… Tylko coś mi się wydaje na furtkę nam nie wystarczy… :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

od niedzieli do środy

21 wrz

O matko już środa, a ja jeszcze ani jednej pary butów nie kupiłam… Udało mi się natomiast przebiec w poniedziałek kilometr na szpilkach i na tych samych szpilkach spędziłam godzinkę na nieco rozmoczonym trawniku, gawędząc z panami ze ZWiK, w czasie gdy ze studzienki przed domem mojego ulubionego taty i równie ulubionej macochy tryskały fontanny wody. Dramatyzmu dodawał fakt, że w tym czasie wracali oni znad morza a ja byłam/powinnam być w pracy :) Nie będę już wnikać w kanalizację, ale przyznam, że delikatnie mówiąc daliśmy czadu i nurt był tak bystry, że na pstrąga się można było zasadzić jak nic.
No to sobie pobiegałam i nawet nieco zmokłam, bo lało się nie tylko oddolnie ale i odgórnie.

To taki był poniedziałek. We wtorek natomiast mój jedyny ojczym uznał, że najlepszym wyjściem z naszej nieco beznadziejnej sytuacji finansowej jest wysłanie mojego męża w świat. Jeszcze w niedzielę ja byłam na etapie "nie opłaca mi się z nim rozwodzić, lepiej i szybciej będzie zamordować", a tu we wtorek, jak już zmieniłam zdanie, wysyłają mi go na emigrację. Moze i rzeczywiście pomysł nie jest taki kompletnie beznadziejny, ale problemy są dwa, jeden ma 101 cm a drugi 86 i co niekiedy mnie osobiście zdumiewa, kochają swojego tatisia. A tatiś kocha swoje bachorki bardziej niż 14 tys zł. miesięcznie. Chyba.

Przynajmniej tak było we wtorek. Ale dzisiaj już środa, a Franciszek Józef obudził nas o 5.11 więc nie wiem czy to jeszcze aktualne. I kto wie, może mąż jedyny (jak do tej pory) już spakowany?

No nie wiem. A jutro czwartek…. Aż się boję…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czy każda notka musi mieć tytuł?

16 wrz

Rozczarowana jestem jesienią. Ani mnie ta ramówka nie cieszy, ani nawet pogoda. Taka jest jakaś nie wiem jaka. Prawie ciepło, ale nie do końca. To tak jak te wszystkie stare-nowe programy. Niby nowe, ale jakieś stare. Jeżeli zaraz nie zaczną się Chirurdzy, to chyba rzucę oglądanie tv forever na tydzień. A przynajmniej na dwa dni. Nic mi się nie chce, jakieś taki jesienny marazm mnie ogarnął. Nawet nie chce mi się wstać z kanapy żeby sobie nalać wina…
Właściwie jedyne co mi dobrze wychodzi to wydawanie pieniędzy. W 5 dni kupiłam bachorkom 5 par butów. Nie do końca wiem za co im kupię teraz jedzenie, ale jak mawiała moja ulubiona bohaterka, której zazdroszczę wściekle wcięcia w talii, "pomyślę o tym jutro. jutro też jest dzień…"

O mąż przyszedł. Wina naleje.

Żeby wszystkie problemy tak łatwo się dały rozwiązać… 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

owocówki pijąc z winem…

09 wrz

Rozmyślam nad polityką prorodzinną w naszym pięknym kraju…

No wzięli się ostro do roboty. Tak to wszystko sprytnie i prorodzinnie wykombinowali, że teraz żłobek zamiast 180 kosztuje prawie 300, a przedszkole z 350 ponad 500. Prorodzinnie jak diabli, ja bym poszła jeszcze dalej i zlikwidowała becikowe, darmowe szczepionki, opiekę NFZ i zwolnienie na opiekę nad dzieckiem. Ale w sumie taki przedszkolak coraz mniejsze szanse ma na złapanie infekcji w przedszkolu, bo z 8-9 godzin "za darmo" może spędzić tam tylko 5. Potem trzeba płacić. I to sporo. Z obliczeń mi najbliższych matek wychodzi, że dodatkowe 150 zł. Ale co to jest??? Czym jest 150 zł w obliczu średniej krajowej?? Tylko jakoś coraz mniej znam osób, które takie średnie krajowe zarabiają. Niestety częściej słychać o tym, że w sumie na 4 osoby się taką średnią ma…
Coraz bliższe są mi ostatnio słowa niejakiego Drzewieckiego, niegdyś blisko związanego ze sportem, że "to dziki kraj". No dziki…. Jak to moja Najlepsza podsumowała, dzikie drogi, dziki rząd, dzikie podatki, dzikie zarobki i dzikie ustawy.

Ale prorodzinne…

Jeszcze niedawno się zastanawiałam czy 700 zł miesięcznie za prywatne przedszkole Frania to nie za dużo? Ale teraz to już chyba całkiem tanio wychodzi. A na dodatek nie muszę go rekrutować pół roku wcześniej i drżeć, czy aby się dostanie. Zaświadczenia o pracy też nie muszę, nic nie muszę. Płacić muszę. Aż tyle i tylko tyle. Bo i blisko i ładnie i sympatycznie i zajęć w cenie ma mnóstwo. Tylko trochę mnie martwi, że miesięcznie "edukacja" moich dwojga dzieci, które nawet w sumie nie osiągnęły jeszcze wieku szkolnego kosztować mnie będzie tysiąc złotych….

Ale przecież jest super. Kryzysu nie ma. Przyrost naturalny zaraz skoczy jak szalony, bo ta polityka prorodzinna sprzyja rozrodowi jak cholera. Aż żałuję, że nie mam więcej tych dzieci… No doprawdy…

Gdybym jeszcze nie miała dzieci pewnie bym się dłuuuugo zastanawiała czy stać mnie na dwoje….

I pewnie by się okazało, że mnie nie stać.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jesienna ramówka

06 wrz

No to wakacje się skończyły, dzieci powróciły do placówek a w tv skończyły się powtórki. Podobno, bo czego bym nie oglądała mam wrażenie, że to już było. Tym razem jednak stwierdziłam, że będę jesienną kobietą renesansu z umysłem otwartym i pozwolę się zbombardować. Zbombardować przez nowe odcinki starych seriali, stare programy z nowymi jurorami, nowe programy ze starymi uczestnikami i w ogóle ciekawa byłam co NOWEGO.
No i po staremu :)

Zacznijmy od programów o talentach… Zaczęło się niewinnie, lezałam znudzona i oglądałam powtórki, trafiłam na "the voice of poland". I zdziwienie. Bo jak to mi się może podobać skoro ja takich programów po prostu nie lubię? A tu lubię i to fajne. Najbardziej mnie zaciekawiło to, że wybierają nie widząc. A to fajne bo jak się okazało później, w innym programie, jak widzą to się robi niesmacznie. No i jakoś tak nie gadają od rzeczy i nikt się łzami nie zalewa, (wrócę do tego). I to wszystko trzyma się kupy. Ktoś umie śpiewać przechodzi dalej, nie umie, to do widzenia. Proste i ładnie opakowane. Czyli można?
No nie zawsze.
Przełączyłam na TVN i trafiłam na "mam talent". Zdecydowanie talentu nie miał ani twórca programu, ani jego uczestnicy, a jurorzy… tragedia. Chylińska teraz udaje Wojewódzkiego, niejaki Kozyra jest tak spięty, że jakby mu w dupę węgiel wsadzić to jak nic brylant się wyciągnie. A Foremniak… masakra… zalewa się łzami bez powodu i chyba wydaje jej się, że jest jeszcze mlodsza niż w poprzedniej serii. A fuj. A uczestnicy? Oprócz tego co grał na skrzypcach reszta jest zdecydowanie pozbawiona talentu…

I jak już pomyślałam sobie w niedzielny wieczór, że nie ma nic gorszego od "tańca z gwizdami" – pomimo obecności w nim młodszego Bułecki, przełączyłam na polsat i pogrążyłam się w czymś kompletnie absurdalnym… "must be the music"… po pierwszym "występie" trzęsących się jak osika 17 latek, który przypominał bardziej zgrzytanie paznokciem po tablicy a nie śpiew, po występie, który to Kora naciągnięta do granic wytrzymałości, nazwała cudownym i naraziła te biedne dziewczyny na stanie się pośmiewiskiem dla widzów, miałam ochotę napisać skargę do tv. Ale tak sobie myślę, że może taka jest właśnie formuła i może gawiedź to lubi? A później jeszcze niejaki Łozo ślinił się tak strasznie na widok jednej z uczestniczek, że musiałam wytrzeć parkiet pod tv, żeby mi się nie rozszedł… No i nie wytrzymałam. Przełączyłam. Na dobre. Na zawsze, na amen.

Teraz sobie na spokojnie "oglądam" "na wspólnej", trochę nie wiem o co chodzi, bo nie uważam od jakichś pięciuset odcinków, ale co tam. Ważne, że po tym będzie w końcu "przepis na życie" jedyny serial, który naprawdę lubię. I na niego czekałam. I w ogóle, mam nadzieję, że chociaż tego nie spieprzą…..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

łkająco

05 wrz

Wbiegam dzisiaj do żłobka z Luśką pod pachą. Zmieniamy buciki, zdejmujemy bluzę, buziaki i "mama pa pa", Helenka grzecznie za rączkę z "ciocią" maszeruje do sali. W drugiej ręce trzyma "ciocia" dziewczynkę nieco wyższą, z kiteczkami, która jakby trochę się ociąga i odwraca podenerwowana. Rozglądam się po szatni, a tam matka dziecka łka w rękaw… No doprawdy…

- Proszę się nie martwić, mówię do niej uspokajająco, oni je po południu oddają….

I wybiegłam :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS