RSS
 

Archiwum - Listopad, 2011

doły mam

28 lis

Doła mam. A właściwie kilka z kilku powodów.
Dół pierwszy. Bo wieje… Delikatnie powiedziane :/ Mało mnie nie wywiało z Żabiczek razem z domem… Mary Poppins jak do tej pory nie przyleciała, czyli wieje kompletnie bez sensu. Może trochę liście ogarnęło, ale to mi akurat zwisa palantem, czy liście przed domem leżą czy nie leżą, skoro i tak już spadły..
Doła mam drugiego, bo nie sypiam. Pomijając wiatr, który nie ułatwia to problemem jest córka bzdurka, która od 4 nad ranem usiłuje przekonać nas do kompletnie absurdalnego pomysłu, że już wstaje i koniec ze spaniem. Efakt jest taki, że planuję wygłuszyć jej pokój, stawiać jej koło łóżka jakieś jedzenie, picie i podłączyć dvd. Nie chce spać? Jej sprawa, nauczę ją obsługiwać pilota i niech się zajmie do 6.10. Ja w przeciwieństwie do niej chodzę spać koło 1 i o 4 rano zdecydowanie NIE JESTEM WYSPANA.
Dół trzeci jest prozaiczny.. wszystko mnie wkurwia. Jestem niewyspana i wieje, to jak mam się czuć? Poza tym Jestem sfrustrowana, rozczarowana i hmmm… zdołowana?? Mamy zarezerwowane wakacje, ale jakoś nie potrafię się cieszyć. Mój mąż też jakoś nie szaleje ze szczęścia. Zanim zaczęliśmy planowanie i poszukiwanie, była jeszcze nadzieja, na normalny etat i lepsze pieniądze. Teraz nie ma, to i rezerwacja wymarzonych wakacji nie cieszy tak jak powinna. Bo i ciężej będzie i więcej wyrzeczeń przed nami, żeby było fajnie.
Dół czwarty jest dzisiejszy i całkiem świeży. Doła mam bo dostałam zjebkę. Dół tym większy, że w pełni zasłużoną…. Zawaliłam i zapomniałam. Szlag.

Niech ten front się już zmieni, bo sama sobie po pysku strzelę. Nie idzie ze mną wytrzymać…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kotecki i wiedźmy

25 lis

- Mamo, jestem strasnie zmęcony. Ta Helenka mnie wykońcyła.
- ??
- Kazałaś mi się z nią bawić i tańcyć.

Na imprezie byliśmy dzisiaj w przedszkolu :) Franciszek, dumny z siostry przebranej za malutką wiedźmę, pokazywał ją wszystkim i kazał się zachwycać. Równie dumny był ze swojego ogona, który wczoraj w pocie czoła, ryzykując przebicie płuca szyłam i do spodni przyszywałam.
Cudów się nie spodziewałam, ale chyba mam coś w genach, w końcu babcia szyła kukiełki do teatru, bo ogon wyszedł imponująco. Uszy też niczego sobie, ale wymiękają przy ogonie.

A z resztą, co ja się będę rozpisywać, pokażę Wam :)

czarowniczka

kotecek

Lubię te imprezy, nie dość, że dzieci się świetnie bawią, to i rodzice całkiem całkiem. Towarzystwo się zna, bo i placówka niewielka, i jakoś tak nam się chce w jej życiu uczestniczyć. Może to z tego się bierze, że dobrze tam naszym dzieciakom? To zawsze tak jakoś przyjemniej, nie? W każdym bądź razie imprezy w przedszkolu są niezłe i nie dość, że pojeść można dobrze, to i pośmiać…
Dzisiaj na przykład wymyślaliśmy bajkę… I pewnie gdyby nie obecność potomstwa poszło by nam jeszcze lepiej. Ale i tak wśród bohaterów pojawił się miś z sercem na wierzchu wymagający natychmiastowej interwencji chirurgicznej, czarownica, która z byle powodu rzucała się z wielkiej dyni. A także potwór z zielonej butelki zwany czule "Absyncikiem". Taaaak … trochę nas poniosło.. Dobrze, że nie było tam nikogo, kto mógłby donieść odpowiednim władzom…

No nic. Następna impreza, już w okrojonym składzie, u mamy koleżanki Frania, która nauczy nas robić ciasto na pierniki… Takie prawdziwe piernikowe ciasto, takie, co to musi dojrzewać. Jakiś kosmos…. 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

borrrr doooo wyyyy

24 lis

Postanowiłam ufarbować włosy. Pomysł jak pomysł.. Moje własne, osobiste jak najbardziej naturalne, dość ciemne, to uznałam, że ciemny brąz z czerwienią może być fajny. I może by był, gdyby nie to, że nie był ani ciemny, ani brązowy, ani nawet czerwony. Ale za to BORDOWY był jak najbardziej. Jak tylko moje absurdalnie bordowe włosy przeschły na tyle, żeby je na mróz wytargać, wsiadłam szybciutko do auta, myk do rossmanna i proszzzzz.. średni brąz..

No i teraz nie wiem, co mieli na myśli pisząc średni, a co brąz, bo ani to brąz, ani to średnie, no średnio mi to na brąz wygląda po prostu. Czarne są. Jak diabli. A jak słońce na nie padnie to nawet na czerwono trochę odbijają… Dziwne. :) Najdziwniejsze, że podobno mi dobrze.. No sama nie wiem :)

A dzisiaj zrobiłam dziecku ogon i uszy. Biorąc pod uwagę moje talenty to naprawdę wyczyn. Ale jutro ma być kotem. A ja czarownicą, to dużo łatwiejsze….

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ee?

21 lis

21.20. Moje starsze dziecko śpi od półtorej godziny, my oglądamy na dole film. Nagle:
- mamooo – kompletnie nieprzytomny syn podszedł do barierki. – Lubię cię – wyznał
- eee, ja też cię lubię syneczku, a teraz idź spać – odpowiedziałam zmieszana, na centymetr nie ruszając się z kanapy
- no dobla – i poszedł.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

spłuczka

20 lis

- Pamiętaj, że Ci mówiłam, że się spłuczka popsuła – uprzedziłam męża, który wrócił jakoś tak 5 minut wcześniej, po 3 dniach nieobecności w domu.
- Ale jak to się popsuła? Co nie działa? – pyta, według mnie bez sensu
- No spłuczka, przecież mówię. – już mnie nieco zirytował…
- Mówisz, że nie działa, a nie mówisz objawów. – drąży temat
- Kurwa mać, pluje w oczy czerwoną wodą. No a jak myślisz? Nie spłukuje! Naciskasz i nie dzieje się nic.. – zreferowałam poirytowana.

No i tyle było z mojej radości z jego powrotu…

Chociaż nie, już się znowu cieszę. Mam drinka i spłuczka działa…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ufff

20 lis

Śpią. Oboje…

Nie napiszę, że nie było tak źle, bo było. :) Najbardziej źle mi było jak wróciłam wczoraj z babskiej imprezy, na której zjadłam z pół kilo sushi drugie pół kilo makaronu i popiłam to wszystko litrem wina… Bulgocąc wchodzę po cichutku tuż przed pierwszą do domu, co by babcię zwolnić z posterunku, a od progu wita mnie:
- mamooo, dobze, ze jestes, bo wies, ja na ciebie cekałem…
No doprawdy, rewelacja… I patrzy na mnie i przysięgam, uśmiecha się demonicznie! Bomba… Umyłam się na skróty, przeczytałam najkrótszą z możliwych bajkę o koniu Augustynie, pożegnałam syneczka, poczytałam swoją książeczkę o bombiarzu i jakoś tak przed 2 zasnęłam…
- Maaaammmmmaaa, oć. Maaaammaaa, tatuś! – chwilę później dobiegł mnie bynajmniej nie słodziutki głosik mojej córeczki…
Spojrzałam na zegarek. 5. Ooo, no to pospałam… Tatusia przecież nie ma, to ja muszę się zwlec. Poszłam i tłumaczę, że noc, że ciemno, że wszyscy śpią… I gówno, nikt nie śpi, bo Franek też się obudził…
Pół godziny później robiłam już mleko, a bachorki w najlepsze oglądały bajki…

Padłam na kanapę i licząc na drzemkę zamknęłam powieki, a właściwie to jakoś tak same opadły mi z hukiem…
- mamuń, obuć się – zaćwierkała mi słodko do ucha moja córeczka, 5 minut później, po czym wsadziła mi niemniej słodki paluszek w oko próbując je otworzyć..
- ałajć. – no to się obudziłam
- boli oko? – szczerze się zmartwiła… mama ces busiaka, kosiam cię – wyrzuciła z siebie, bo najwyraźniej sumienie ją ruszyło..
- też cię kocham córeczko, daj buziaka i spadaj.
Zaśliniła mnie, zaśmiała mi się w twarz i poszła sobie.

Na jakieś kolejne 5 minut…

Przygotowałam później z 5 różnych posiłków, pobiegałam z nimi po ogrodzie, 623571264 razy posprzątałam zabawki, odkurzyłam, pozmywałam, przywitałam i pożegnałam mamę, która wpadła na kawę i gdy tylko miałam jakieś 5 minut to padałam na kanapę.
Liczyłam na jakąś drzemkę obojga, niestety ta mała larwa najwyraźniej rzuciła spanie między 5 rano a 18.30..
Wykąpałam, poczytałam o ośle Anatolu i zaległam.
Na męża czekam. Wcześniej nie wstanę choćby nie wiem co.

Aaa… Wczoraj rano Helena tak wyrżnęła jak biegła, że chyba mnie jutro ze żłobka opieka społeczna odbierze i przekaże odpowiednim władzom… Obita jest galancie bo policzkiem wyrżnęła w drewniane łóżeczko. A nie mówiłam, że bieganie bez kapciaków jest niebezpieczne? Mówiłam, 10 sekund wcześniej……. I co z tego?? Myślicie, że mi uwierzyła? A skąd…

Czasem brakuje mi sił.. A jak słyszę siebie mówiącą  "nie wolno" to zwyczajnie rzygać mi się chce…

Ale impreza była fajna :) I mimo wszystko, warto było :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bożole

17 lis

W zeszłym roku, gdy odkorkowano pierwsze butelki beaujolais 2010, dowiedziałam się, że nie dostałam etatu. W tym roku, gdy świat otwiera beaujolais 2011  okazuje się, że mój wymarzony etat znów rozpłynął się w niebycie. I niech mi ktoś powie, do ciężkiej cholery, że to nie jest podłe wino!
Popijając kwach z 2010 postanowiłam się nie załamywać, pozbierać się i jakoś dać radę. W 2011, jest trudniej, bo i kawałeczki mniejsze, i rozczarowanie większe, bo było już tak blisko.. A może to brak tego młodego wina tak mnie nastraja niewesoło? Jak by nie było, nie jestem jakoś super szczęśliwa.
Bez sensu..

Mam nadzieję, że chociaż mąż będzie miał lepsze wiadomości jak wróci ze spotkania..

No dobra, koniec użalania się nad sobą. Przynajmniej dzieci mam prawie zdrowe. Frania zapalenie stawów odeszło w niebyt (podobnie jak mój etet), a Helenka ma pierwszą "poważną" infekcję w tym sezonie za sobą – zapalenie gardła w listopadzie? Pfff… Cóż to dla nas :)
Bardziej mnie martwi to, że mój mąż wybywa jutro do Łomży (nawet nie wiem gdzie to jest, podejrzewam jednak, że w Unii bo paszportu nie szukał ;) ) wraca w niedzielę wieczorem. Całe szczęście zawodowo, a nie rozrywkowo, bo tego bym nie zniosła. Także przede mną weekend z bachorkami.  Trzymajcie za mnie kciuki :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

magia świąt

15 lis

Czujecie? Bo ja jak zwykle tak :)
Jak już pogasną znicze i zdmuchniemy wszystkie świeczki na wszystkich tortach Helenki zaczynam czuć w powietrzu ten specyficzny zapach. :) Zapach bombek, papieru do pakowania prezentów i kalendarzy adwentowych. Bo kalendarz obowiązkowo być musi. Już nie mogę się doczekać grudnia i wyciągania czekoladek, po jednej, aż do tej największej, wigilijnej, której oczywiście zapomnimy wyciągnąć w Wigilię, bo zamieszanie będzie od samego rana…

Przy okazji inwazji na Warszawę (pokojowej, bez kominiarki na twarzy, uzbrojona jedynie w kartę płatniczą), pomijając godzinkę w GAPie, gdzie kupiłam dzieciakom po koszulce, koszmarnie drogiej koszulce, ale szczęśliwie płaciła babcia, najwięcej czasu spędziłam w MARKS&SPENCER w dziale spożywczym :) Nakupiłam Christmasowych Puddingów, słodyczy w kształtach świątecznych i starannie wszystko schowałam "na święta". Żebym ja tylko nie zapomniała o tym wszystkim, bo się zapłaczę….

I tak gdzieś pomiędzy "ciekawe jak się Helence spodoba choinka", a "kochanie co chcesz na gwiazdkę", myślę o wakacjach… To mi jakoś pomaga przetrwać. A jak już oficjalnie dokonamy rezerwacji i będę miała pewność, że jedziemy, to już w ogóle będzie super i może ten listopad będzie jakiś bardziej znośny….

Bo ja naprawdę nie wiem co jest nie tak z tym listopadem.. Co to za cholerstwo, tak się ciągnie.. zimno, ciemno i paskudnie..
A po zrobieniu wszystkich przelewów i zakupów zostało mi na koncie 150 zł.

Bomba.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NIE BIEGAJ!!!!!!!!!!!!!!!!

12 lis

Od powtarzania "nie biegaj", "nie skacz", "usiądź", boli mnie już gardło. A do dzisiaj włącznie mój syn miał sobie raczej leżeć niż biegać a już od biedy chodzić, tylko spokojnie…
- Pani A, syn powinien leżeć – powiedział Bardzo Dobry Ortopeda, do którego na cito umówiła mnie jedna z moich studentek (w tym miejscu chciałabym jej podziękować, choć wiem, że nie czyta ;)
- A jak mam osiągnąć ten stan "leżący czterolatek", panie Doktorze? Czym mam go obciążyć?
- Ołów byłby doskonały, – odpowiedział Bardzo Dobry Ortopeda z kamienną twarzą – Proszę przyjść na kontrolę w środę.

Oczywiście nie leżał. Chodził, czasem biegał…. Obejrzałam 15 razy "Auta2", bo tylko wtedy siedział na swoim małym chudym tyłku i zdarłam sobie gardło wywrzaskując kilkaset razy dziennie "NIE BIEGAJJJJJJJJJJJJJJJJJ". I tak biegał… Jak ta mała wariatka z motorkiem w dupce zapyla dookoła parteru, uprzednio zabrawszy mu jedno z kilkuset autek, to niby jak on ma nie biegać?

Spędziłam zatem z nimi urocze 6 dni w domu, z radością idąc w czwartek i dzisiaj do pracy, bo tylko tam przez chwilę nie krzyczałam. I nikt nie biegał… Jednak moja praca jest super :) I z kimś dorosłym można pogadać, a jak człowiek ma zły humor, to zawsze znajdzie się ktoś, kogo trzeba opier…  A co najważniejsze, nie ma tam małych dzieci. Istna sielanka :)
A jutro gnam z Najlepszą do Stolicy, żeby się odmeldować w GAPie, skoro go w końcu otworzyli.
No i o :)

No dobra, nie było tak źle..  czasem leżał :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tak w skrócie.

06 lis

Zakończyliśmy właśnie obchody urodzin mojej malutkiej córeczki. Z hukiem. A właściwie z wrzaskiem. I płaczem.
Płakał i wrzeszczał pierworodny, bo nóżka boli. Ja matka wyrodna, olałam sprawę i mimo, ze napomknął o lekkim bólu (pewnie się gdzieś walnął, pomyślałam i wsadziłam na rower, bo pogoda ładna, goście przyjechali i trzeba miastowych po lesie przeciągnąć). Wróciliśmy. Zjedliśmy obiad, Franio zaczął utykać. A potem płakać. Coraz głośniej, a chodzić coraz mniej.
Jak już stwierdziłam, że nie symuluje i położyłam Helenkę spać, pojechałam na Sporną. Trochę poczekałam, trochę pochodziłam, zrobili Franiowi usg i wyszło, że ma obrzęk stawu biodrowego. No doprawdy… Przeciez to oczywiste, że nie mogło to być nic normalnego. Skręcenie? A nawet złamanie? Zbyt pospolite jak na nas….

Jak już czekaliśmy na p. Doktor zadzwoniła teściowa. Co u nas i w ogóle jak Franio i.. wiesz.. Helenka zwymiotowała. Bomba.
Takie wiadomości w poczekalni na SORze? No normalnie rewelacja. Szczególnie, gdy jutro abolutnie muszę być w pracy i mój mąż też. No ale szczęśliwie mamy na terenie babcię. I prababcię. Jakoś damy radę.

A teraz żegnam, bo zamierzam się upić. Także spadam. Pa.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS