RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2011

święta, święta…

29 gru

A po świętach…
U Helenki zapalenie krtani. I szczeka. Ma w sumie szczęście, że w związku z powyższym odgłosem wydawanym paszczą nie zawiozłam jej do Kliniki Braci Mniejszych Czworonożnych ,a do naszej ulubionej dr B. I mówię jak jest, pani dr, potwierdza moje "przypyszczenia" jak mawiał Clouseau i przepisuje co trzeba. No to leczymy. Inhalujemy, podlewamy syropami, opsikujemy sprayami i nieco się irytujemy przy tym wszystkim. W tle słychać mamrotane pod nosem modły do wszystkich znanych nam Bogów, co by się starszy nie zaraził i tak mija nam końcówka tego obfitującego w takie bardziej lub mniej wkurwiające momenty, roku….

A właśnie, czy nie czas na jakieś podsumowanie? Bo postanowienia tak średnio mi idą, tzn idą precz całkiem sprawnie, ale jak się okazało, to nie o to w tym wszystkim chodzi… Właściwie ze wszystkich "postanowień noworocznych" najlepiej wychodzi mi niepalenie, ale nie wiem czy moge je zaliczyć skoro rzuciłam jakoś w październiku i to 2010 roku… Fakt, nadal nie palę. Czyli sukces.
Co do picia, to jak już ktoś życzliwie zauważył w komentarzu to mam z tym problem. Zostało również napisane, że pewnie się nie przyznam i że nie przyjmuję tego do wiadomości, czy jakoś tak, ale nieprawda. Przyjmuję to do wiadomości i postanowiłam się z tym pogodzić. :) Czyli kolejne, zaliczone.
Praca…. Noooo… Trudno to ostatnio nazwać pasmem sukcesów (i tu zakrztusiłam się winem – w końcu pogodzona z losem jestem, tak?). Ostatnio, delikatnie mówiąc nie szło mi najlepiej. Zniżkę formy zrzucamy na:
- przesilenie zimowe
- szalejące wichury
- nieobecność męża
- rosnące ceny oleju napędowego
- kryzys finansowy
- moje załamanie (szczęśliwie chwilowe) brakiem etatu, patrz punkt wyżej
Możemy dorzucić picie wina, skoro już się z nim pogodziłam :)
Wróćmy jednak do podsumowania. Nieruchomości + 1, stan samochodów, niepewny, nie ogarniam, wiem, że muszę zmienić na taki co nie jeździ na ropę, albo muszę zmienić męża na Szejka, bądź teksaskiego nafciarza.
Wakacje się odbyły, pogoda połowicznie do dupy była i aby tego uniknąć w 2012 zmierzamy bliżej równika.
Mąż nadal ten sam i nadal mnie kocha (szalony :) ), starzy przyjaciele pozostali przyjaciółmi, jest też kilku nowych. Na płaszczyźnie towarzyskiej nie obyło się jednak bez porażek, ale… Już nie ma o czym mówić… Z tym też się pogodziłam. :)
Urodziło się kilkoro nowych dzieci, szczęśliwie nie mnie, (ale jedno i tak będzie moje ;) ), kilku kolejnych obywateli zostało stworzonych i czeka na Nowy Rok.
Moje Bachorki mimo drobnych awarii zdrowe i szczęśliwe. Rosną i napawają mnie dumą każdego dnia.
I co najważniejsze dla mnie – moja rodzina, najbliżsi mnie ludzie, nadal przy mnie są. W tym samym składzie. I obym mogła napisać to samo za rok.
Ogólnie rok wygląda na całkiem niezły, dlatego zupełnie nie rozumiem dlaczego tak bardzo nie mogę się doczekać jego końca… Może i nie był tak do końca do bani, ale dobry nie był. Nie oszukujmy się i trzymajmy kciuki za ten następny, parzysty. Parzyste chyba są lepsze…
A u Was jak?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Very Merry!!

24 gru

Kochani, życzę Wam wszystkim samych wspaniałości. Tym, którzy tego pragną, życzę dzieci, tym, którzy akurat niespecjalnie chcą się już rozmnażać, życzę braku kolejnych dzieci. Wszystkim zaś życzę zdrowia, szczęścia i pieniędzy. Aby Święta upłynęły Wam spokojnie i przyjemnie. Żeby na stołach nie zabrakło ulubionych potraw, a pod choinkami wymarzonych prezentów. Aby każdy czuł się kochany i szczęsliwy, a sobie, egoistycznie, życzę, żeby z roku na rok było Was coraz więcej :) I żeby spełniło się moje marzenie…

Bo dwa mi się już spełniły :D

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!!!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzyń, dzyń, dzyń…

23 gru

Czy jutro przypadkiem nie jest Wigilia??? Bo jeżeli tak, to mam kłopoty. Oprócz bulgoczącego na piecu bigosu (iście wigilijne danie, nieprawdaż) mam w lodówce rybę. A konkretnie gefilte fish. Mniam :) Prezenty mam PRAWIE wszystkie, bo jednego nadal nie mam. I to dla mojego męża. Może się z nim rano pokłócę? I powiem, że był niegrzeczny? I dostanie rózgę? Aaaaaa… zaczynam wpadać w panikę i chyba grozi mi hiperwentylacja. Czy to normalne, że świąteczna atmosfera objawia się niedotlenieniem?

Plus jest taki, że jedzenie nie jest mi zbyt potrzebne w domu, bo nas w nim nie będzie. A jak już będziemy, to będzie bigos. Ale niezły bigos będzie jak mój mąż nie dostanie prezentu…
A może wyślę go jutro, niech sobie kupi, a ja mu zapakuję?

Tyle pytań… Tyle wątpliwości… Nie ogarniam… Czy to naprawdę jutro?
Dobrze, że chociaż mamy bigos :D

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

krok po kroczku ;)

18 gru

Krok
po kroku,
Krok po kroczku,
najpiękniejsze w całym roczku
Idą święta, idą święta…

Od świąt dzieli mnie: 6 dni, kilka godzin w pracy, kilkaset kilometrów, kilka prań, 3 dywany, 2 wykładziny, 2 powierzchnie okaflowane, ze sto metrów parkietu, kilka okien, kilkanaście dzwonek karpia, 5 bajek do przeczytania na dobranoc, kilkadziesiąt pierniczków, jedna choinka i ze sto bombek, kilkanaście niezapakowanych prezentów i kilka niekupionych, 4 spotkania towarzyskie (jeszcze więcej po świętach lub w trakcie), Wigilia w przedszkolu (czarne spodnie, biała koszula, zapamiętać!!), przynajmniej jedno tankowanie,  kilkaset złotych, godziny bajek w TV, jeden bigos, tysiące buziaków, jedno malowanie paznokci, jeden szlag jasny, który mnie trafi przed szafą, (nie mam sie w co ubrać, tak?), kilka tysięcy napisanych i przeczytanych słów, kilkanaście godzin przegadanych przez telefon, kilka kieliszków wina, kilka marnych filmów w tv, kilkaset bluźnierstw rzuconych przy parkowaniu pod sklepami i kilkanaście/dziesiąt esemesów z życzeniami.

A Wam jak idzie?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dodupizm

18 gru

Ja nie powinnam oglądać wiadomości, bo mnie krew zalewa i mam ochotę wstać, znaleźć i palnąć w łeb. Ale właśnie znaleźć się nie da. Mały chłopiec w piżamce, czterolatek, poszedł wieczorem do Żabki szukać rodziców. Rodziców nie znalazł, szczęśliwie wezwano policję, dziecko pojechało do odpowiedniej placówki, a policjanci starali się odnaleźć rodziców. Bez powodzenia. Znaleźli dziadków. Pijanych w sztok. I pozostawione bez opieki rodzeństwo chłopca. Dwójkę dzieci – rok i dwa lata.
Rodziców nadal nie ma.
I niech mi ktoś to kurwa wytłumaczy, bo mnie się to w głowie nie mieści. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby wybrać alkohol, a nie własne dziecko?
My kombinujemy, kupujemy prezenty, szykujemy choinki, piszemy z bachorkami listy do Mikołaja. Kąpiemy, czytamy, przytulamy i kochamy nad życie. A taki mały brzdąc, w tym samym czasie chodzi po mieście i szuka rodziców. W grudniu, w piżamce. Głodny, brudny i przestraszony. Jak tak można? Nie lepiej od razu w szpitalu, urodzić, podziękować za dziecko, zrzec się praw i wrócić do picia? Dziecko będzie miało szansę na choinki, prezenty, listy do Mikołaja, a rodzice jak dla mnie mogą sie nawet zapić na śmierć.
A tak, biedne dzieci mają gównianych rodziców i przekichane życie.

Nienawidzę wiadomości.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

^&%&@$%#!

16 gru

Czytelników, którzy dzieci nie mają, a chcieliby, zapraszam do ominięcia tej notki i nie czytania jej dalej. Notka będzie krótka, także strata niewielka, a ja po prostu musze to z siebie wyrzucić. Oooo tak.. idealne określenie…

Krótka notka.

Powiem szczerze, że lepiej wygląda w łóżeczku dziecko, które jest zakrwawione, (tu zastrzeżenie – drobny krwotok z nosa, żaden poważny uraz), niż dziecko zarzygane od piżamki, przez całą pościel, po skarpetki.

O. I tyle.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zawał

10 gru

Helena płacze, biegnę.
Wchodzę do pokoju, zapalam gwiazdki, coś charczy, myślę – katar, krople. Działam.
Zapalam kwiatka, bo płacze nadal.
Szok.

Helena z zakrwawioną twarzą, patrzy na mnie wściekła (za te krople chyba)
Aaaaaaaaaa, co do cholery…

Krew panience z nosa leciała… Wyglądało na niezłą masakrę. Dzwonię do mamy, bo coś mi świta…
- Czy ja też tak??
- I Ty i Adaś. Przejdzie

Uff.. Ale powiem szczerze, zakrwawione dziecko w łóżeczku wygląda nieco makabrycznie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

coraz bliżej święta…

10 gru

W dupie jestem czarnej. Prezentów brak, pomysłów na zakup takowych tez nie za wiele. Jeden dziś na świeżo z kategorii "eureka", kolejny z gatunku "tak będzie najłatwiej", a reszta nadal gdzieś w odmętach mojej świątecznej (nie)świadomości.

Poza tym, w tym roku jestem bardziej skupiona na sprzedaży, a nie na zakupach. Co prawda owa sprzedaż przyspieszyłąby wiele zakupów, ale pociągnęłaby za sobą lawinę wydarzeń, które w pewnych kręgach nazywane są "cholernym remontem" :)
Remont rzeczywiście nie jest moim ulubionym stanem, szczególnie do mieszkania w czasie jego trwania, ale cóż. Jak się uda, to wyjścia nie będzie. Znam taką jedną, która już nóżkami i miarkami laserowymi przebiera, bo już się nie może doczekać, żeby mi bryły połamać :D

Ale to wszystko jeszcze w sferze planów.

Co do planów… kiełkuje jeszcze jedna malutka myśl, taka mała maluteńka, że może… A nuż?
Fajnie by bylo awansować największe marzenie do sfery planów. Ech :)

No a co u Was? Prezenty kupione, mak na makowce zmielony?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przespałam grudzień???

06 gru

Święci Pańscy!!! Coś mnie ominęło? Czy ja przespałam cały grudzień???? Prezenty nie kupione, choinka pewnie jeszcze rośnie w lesie,  włączam telwwizję, a tu Kevin????!!!!!

Nic nie rozumiem… Jeszcze dzisiaj rano mówiłam, że fajnie jest być takim jeżem, albo nawet niedźwiedziem (chyba nawet lepiej bo się jest przyjemniejszym w dotyku) i zapadać w sen zimowy, a tu proszę. Myk i Kevin sam w domu… Aż się upewniłam czy to aby na pewno nie Wigilia, ale nie, Mikołajki… Ufff… Czyli nie przespałam.

Teraz martwi mnie jedno. Co będzie w telewizji w święta, skoro w Mikołajki obskakujemy świąteczną ramówkę?

Co poza tym? Z teściową lepiej. Udaje, że nic się nie stało i wypytuje co dzieci chcą na Gwiazdkę… Ja nie trafię za tą kobietą. Jej umysł pozostaje dla mnie nieprzenikniony.

Hmmm… może ktoś chce komuś albo sobie nawet kupić mieszkanie na Gwiazdkę? Bo jakby co, to ja właśnie chcę sprzedać :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pocahontas

03 gru

Ja to się czasem zastanawiam skąd się wziął mój mąż.. Czy on przypadkiem nie jest adoptowany…. Pomijając brak podobieństwa wizualnego do swoich (??) rodziców, różni się od nich pod każdym możliwym względem. I całe szczęście, bo gdyby choć trochę był podobny do mamusi, to w życiu, never, bym za niego nie wyszła…
Już wczoraj podniosła mi ciśnienie, bo goście mieli przyjść o 18 (prawie równo ze mną, bo pracę kończę w piątki o 17), a mój mąż obiecał, że ogarnie i zrobi coś do jedzenia. Kilkanaście minut przed 17 on jechał po pracowników ojca, dzieci zostawił w bałaganie z babcią. Bo teściowa się musiała "szykować", bo gdzieś później szli… No doprawdy nie wiem co ona musiała szykować, skoro i tak uważa, że najlepiej jej w warkoczykach z zielonymi gumkami.. Pocahontas cholera jasna..
No to już mnie szlag trafił, ale myślę sobie, może ze wszystkim zdąży. Zdążył. Luz. Ochłonęłam, poplotkowałam, miło spędziłam wieczór, bo towarzystwo przednie było :) W tym miejscu chciałabym podziękować Mikołajowi, który może i na kalendarzu się nie zna, bo to jeszcze 3 tygodnie, ale już spełnił jedno marzenie z mojej łiszlisty :)

A dzisiaj.. Jak zwykle w sobotę ruszyłam rano do pracy zostawiając tatisia na posterunku. Czule go pożegnałam słowami "zrób im jakiś obiadek i ogarnij, żebym nie padła jak wrócę. Dzwonię jakoś tak koło obiadu a tu tatiś wkurwiony, obiad nieugotowany, w domu troje dzieci i on sam… Tata musiał gdzieś jechać, podrzucił MArtynkę, a jak mama wróciła z zakupów to postanowiła jeszcze posprzątać, zanim Martynkę od nas odbierze… A mąż mój ulubiony już wściekły i obrażony.
No doprawdy… Nie rozumiem i nie podzielam ogólnego trendu do obchodzenia się z teściową jak ze zgniłym jajem i postanowiłam zadzwonić. I pytam grzecznie, czy nie ma przypadkiem jakiegoś obiadu, bo Daniel nie miał okazji dzieciom ugotować bo mu się rozmnożyły..
- A co to za problem, przecież oni się ładnie bawią.
- Dla nas to nie problem, bo my potrafimy nawet z dwójką dzieci sprzątać i robić zakupy. Ale z trójką, jak sama wiesz już łatwo nie jest.
- No wiesz, musi sobie poradzić.
- Nie musi. My mamy dwoje dzieci, nie musi sobie radzić z trojgiem. Jeżeli chcesz, żeby się bawiły razem to idź do niego i mu pomóż. Ty nie możesz sprzątać jak masz jedno dziecko, a on ma to robić z trojgiem i jeszcze ugotować im obiad?
- Ty zawsze widzisz w tym jakiś problem, co z niego za ojciec jak sobie nie radzi. Mówi mi jaką to ja byłam kiepską matką, a sam jest nie lepszy.
I w tym momencie trafił mnie szlag.
- Pozwól, że ja ocenię jakim jest ojcem dla naszych dzieci, a na to akurat nie narzekam, one też nie. – wycedziłam przez zęby.

No i tak dalej… Rezultat był taki, że poszła do mojego męża z awanturą, że jest beznadziejny, bo sobie nie radzi i że ona się przez nas wyprowadziła nad morze, bo my zawsze mamy jakiś problem z nią i z MArtynką, (jak się okazało, chodzi o to, że ja nie pozwalam się bawić Frankowi i Helence z nią jak jest chora).
No żesz kurwa mać! Co ze mnie za matka??? Nie pozwalam się bawić moim dzieciom z chorym dzieckiem… Moje okrucieństwo jest nie do przyjęcia.

I ja już czasem nie wiem jak z nią rozmawiać… Bo jakbym nie powiedziała i czego nie powiedziała i tak będzie źle, i tak niczego nie zrozumie…. I się obrazi.

Chyba prędzej nauczę Helenkę sikać do nocnika.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS