RSS
 

Archiwum - Luty, 2012

29 lutego

29 lut

Oooo  jutro marzec. To na zakończenie zimowych miesięcy ostatnie lutowe bachorki w tym roku :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

minister do spraw rozmnażania

29 lut

Podobno mam dar. Mam dar przekonywania i namawiania. Jestem lepsza niż cała polityka prorodzinna naszego kraju. Konkurencja co prawda marna, bo wiemy, że polityka prorodzinna u nas w kraju po prostu nie istnieje… Ale co tam. Dar mam. Podobno. Namawiam i bardziej lub mniej delikatnie SUGERUJĘ, że jedno dziecko, to absolutne minimum. Że jedyny słuszny model rodziny to 2+2. Z ekonomicznego punktu widzenia to przecież oczywiste, tak? Bo niby kto będzie zarabiał na emerytury tych, którzy na potomstwo się nie zdecydowali, albo wybrali 2+1? No właśnie. :) Ale pomijając ekonomię, której nie zamierzam zgłębiać, a znać się na niej nie znam za bardzo. Po prostu fajnie jest mieć dzieci.
Pomijając momenty, kiedy:
- są chore,
- posrane,
- zarzygane
- mają kolkę
- bunt dwulatka
- nie chcą jeść
- budzą nas nie wiadomo po co.
(dodać lub pominąć, co nie dotyczy)
To jednak i tak, jakimś cholera cudem, bilans wychodzi na plus. To chyba jedyny taki motyw w życiu, kiedy zasypiamy mając chęć zamordować i zamarynować, a kilka godzin później nawet nie pamiętamy za co i po co, i abolutnie, nigdy w życiu.
Bycie rodzicem boli, frustruje,  wkurwia niemiłosiernie, wpędza w alkoholizm, lęki, neopersenizm i ogólnie w poszukiwania grupy wsparcia wśród innych rodziców, a jednak (o dziwo) jak nic innego cieszy, napawa dumą i miłością. Wyzwala w człowieku niesamowite pokłady cierpliwości (bo przecież jakimś cudem większość dzieci nie ginie z rąk swoich rodziców), wrażliwości i odpowiedzialności. Chyba w ogóle człowiek gdy zostaje ojcem/matką staje się lepszym człowiekiem.
Nikt inny, przecież nie kocha nas tak po prostu, tylko dlatego, że jesteśmy (oprócz rodziców naszych, ale to przecież to samo, tak?), i nikt inny tak nam nie ufa. I cholera jasne, jaka to zajebista odpowiedzialność…. (Wychować dziecko… O matko świata… Muszę wychować dwoje dzieci na dobrych i porządnych ludzi.. )
No i tak podsumowując te wszystkie minusy posiadania dzieci ja nadal widzę jeden wielki plus. A nawet dwa plusy. Ale ja nigdy nie byłam dobra z matmy…

I tak po wielu naszych niekończących się rozmowach o dzieciach i wychowaniu Kasia stwierdziła, że powinnam zostać ministrem. Od rozmanażania właśnie, że to niby miałby być jedyny departament w rządzie, któy by miał jakieś sukcesy. :) Eeee tam :)

uwaga. powyższy tekst nie dotyczy sytuacji i rodzin patologicznych, gdzie wychowanie i miłość w ogóle nie istnieje

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przeszło

26 lut

Na mnie. Sobotę powitałam bladym świtem siedząc w toalecie i kontemplując smutną wizję weekendu jaki mnie czekał.
Mąż w pracy ja w kiblu, dzieci gdzieś luzem w domu… MAma w pracy, znikąd pomocy, a na dodatek poczułam zbliżającą się migrenę. Taaaa, muszę dodawać, że tak jest co miesiąc? No właśnie… Wszystko na raz. Dobrze, że porządnie uzupełniłam apteczkę, bo moje weekendowe menu składało się z ketonalu forte i no-spy popijanych przez efferalgan z codeiną i smectę. Bomba nie?
Biorąc pod uwagę, że bachorkom się poprawiło i nagle poczuły głód, to sobotę (o ile dobrze pamiętam, bo wspomnienia jakieś przytłumione mam), spędziłam na wydawaniu posiłków, gotowaniu bulionu, robieniu herbatki, zmywaniu po tych wszystkich posiłkach i praniu, bo po tygodniu bez wody wciąż mam spore zaległości w tej materii. Wieczorem ostatkiem sił wyprałam paskudki i położyłam spać. Chwilę póżniej osunęłam się na kanapę….
Nie wiem jak i kiedy, ale nagle okazało się, ze jest niedziela rano. Nic a nic nie wypoczęta z łomoczącą o czaszkę migreną, przełączyłam się na tryb "zombie" i jakimś cudem, jak widać na załączonym obrazku, przetrwałam. Ledwo…

Jutro do pracy… ufff.. przynajmniej nie trzeba będzie nikomu nic gotować…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przesrane

24 lut

Zaczęło się niewinnie.
- Mamo, brzuszek mnie boli – powiedział małoletni kolejny raz idąc w nocy do toalety.
Zrobiłam herbatkę, napełniłam łosiowy termoforek i co jakiś czas niezbyt przytomnie towarzyszyłam pierworodnemu w toalecie. Rano było nieco lepiej, został jednak z Helką i tatisiem, bo postanowili zrobić sobie wagary. Później było już nieco gorzej. Na odległość instruowałam męża co podawać, a czym raczej nie karmić i wyczekiwałam do 17, żeby pojechać go ratować. Niestety Franio odmówił jedzenia czegokolwiek, a wkrótce i Helena zaczęła mu towarzyszyć w toalecie. Ratując nieletnich przed niechybnym odwodnieniem zwolniłam się z pracy i przybyłam na ratunek z colą, orsalitem i puzzlami w roli łapówki, bo czułam, że namówienie ich do zjedzenia czegokolwiek łatwe nie będzie….

I nie było. Podstępem, szantażem i grą psychologiczną, pokonałam opór małych posrańców i jakoś udało mi się wepchąć w nich ryż z gotowanym jabłkiem. Danie bardzo wyszukane i podobno niezbyt pyszne, ale to i tak było bez znaczenia, bo niedługo później znalazło się w muszli.

No to nawadniam i sprawdzam co chwilę czy się poziom płynu w organizmach nie zmniejsza, bo naprawdę ostatnie na co mam ochotę to miejscówka na Spornej z dwójką wysuszonych dzieci.

Wish me luck, że tak powiem z angielska…..

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

edukacja :)

23 lut

Tytułem wstępu. Wodę mam :) Od wczoraj. Wielkie uff. I miejmy nadzieję koniec tematu :)

I teraz spokojnie bez pośpiechu możemy przejść do poganiania dzieci :)

Zmartwiłam się ostatnio, bo chyba w dupie czarnej jesteśmy z edukacją… Franciszek liczy jedynie do 20, Helena do 7, litery też tak średnio ogarniają, o grze na skrzypcach nie wspomnę. Dobrze, że trochę angielskich słówek i zwrotów sobie pierworodny przyswoił a i siostrę młodszą poprawia:

- ołpen dol – mówi Heleneczka stojąc przed bramką na schodach
- ołpen de dol, Heleno…

(Dzięki Ci NTV za kanał Nick Jr. I "Dorę" :)

Ni dzięki również za RMF Classic, który to najbardziej lubimy słuchać, bo gdybyśmy czegoś innego słuchali, to już w ogóle by było do bani. Tylko Franciszek za Wagnerem nie przepada, i twierdzi,
- że to o duchach i potfolach, mamo…
Helenka natomiast radośnie podryguje nogami i macha łapkami, i naprawdę widać po niej, że słuchanie Mozarta, czy nawet Beethovena z samego rana jest fajne. I dobrze, bo jak dla mnie inne stacje są do bani. A mojego uwielbienia do słuchania wiadomości , bachorki jakoś nie podzielają :)
Franio fajnie kombinuje o czym ta muzyka na Classicu jest, ale przy tańczących kluskach to już wymiękłam, i zaczęłam się zastanawiać nad tym co takiego jest w tych danonkach i parówkach, którymi ich karmię, jak na wyrodną matkę przystało.

Ale do rzeczy, bo wątek gubię. Nie wiem już sama co z tymi dziećmi… Czy one aby nie są już w plecy, ze czytać nie umieją? Helena, jak Helena, ale Franio ma już (!!!) 4 lata i nadal nawet w sylaby liter nie składa… Czy ja aby nie powinnam na jakieś korepetycje go wysłać? Kiedyś się martwiłam (no normalnie po nocach nie spałam) że Lokomotywy na pamięć nie zna, a już  2 lata skończone, jak już zna, to teraz martwię się, że jeszcze dodawać nie umie. A Helena? Czy to normalne, że jeszcze w rękach skrzypiec nie miała? Bo jestem przekonana, że na karierę w balecie to już dawno za późno….

A wszystko to mnie tak naszło jak przedszkola szukałam dla potomka mojego pierwszego. I programy edukacyjne podziwiałam…
Dobrze, że niektóre placówki przewidziały jednak trochę czasu na taką zwykłą, czystą zabawę dla czterolatków….

edit: znalazłam coś takiego:

"Pracę wychowawczo-dydaktyczną i opiekuńczą opieramy na programiach i metodach:

- "ABC program wychowania przedszkolnego XXI wieku".
- metoda M.Montessorii
- metoda W. Sherborne
- "Nazywanie Świata"
- metoda "dobrego startu" M. Bogdanowicz
- metody twórcze R.Labana, A.I M.Kniessów
- elementy metody kreatywnej K.Orffa
- "Uwaga Dziecko W Sieci !" Program profilaktyczny dla dzieci i rodziców"

chyba tylko to dziecko w sieci zrozumiałam…..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

połowa sukcesu

20 lut

Rura się znalazła. Podobno tam, gdzie babcia mówiła, że powinna być, ale nikt jej nie wierzył. No doprawdy… Szkoda, że nikt nie wpadł, że akurat ona mogła wiedzieć bo była tu, jak tę rurę dziadek kładł. Położył ją niestety nieco zbyt płytko i rzeczywiście na kość jest zamarznięta. To teraz topią. Z kranu spadły mi 3 krople. Może i jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dla mnie te trzy krople, to jakby przedsmak wiosny…
Ponieważ mam nadzieję, że to już ostatnie chwile posuchy, chciałabym podsumować te traumatyczne dni.
Dowiedziałam się, że potrafię w 30 litrach wody wykąpać dzieci i siebie na dokładkę. Potrafię również wykąpać moją przeszło 90 cm córkę i kilkanaście cm wyższego od niej syna w misce o przekroju pół metra. I w dodatku jest to zabawne. Dla nich… Przekonałam się również, że do pralki mojej teściowej wchodzi 2 razy więcej brudnych ubrań niż do mojej. I w związku z tym, postanowiłam kupić sobie nową pralkę. Oczywiście jak już sprzedam mieszkanie, bo chwilowo nie mam wolnych środków :)

I wiem, że bez wody można przeżyć.

Pod warunkiem, że w odległości max 70 m jest ktoś kto wodę ma i nas lubi (albo nie ma wyjścia, jak moja teściowa).

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wieści z lasu

19 lut

Wody nadal nie ma, a po przekopaniu w poprzek 7 metrów bramy, nadal nie udało się odnaleźć rury.
Zaczynam podejrzewać, że zarąbali nam rurę i dlatego nie mamy wody.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rura i duch

17 lut

Mam zapotrzebowanie na seans spirytystyczny. Dobrego medium poszukuję i sprawa jest raczej pilna. Wody nadal nie mamy, podgrzewanie rury było super i w sumie się rozgrzała ta woda co w niej była, ale jakoś do nas nie dopłynęła. Trzeba szukać dalej. Do rury w ulicy mamy 20 metrów, trzeba zatem drugą dziurę wykopać i grzać dalej. No i mieć nadzieję, że to pomoże.
Problemem już nie jest kopanie w dół, bo jakoś poszło to w miarę sprawnie, ale problemem jest zlokalizowanie owej rury, która POWINNA w linii prostej biec do ulicy.
Otóż nie biegnie.

Wyprawa do naszego fantastycznego WOD-KANU niewiele pomogła, gdyż jak się okazało plany przebiegu rur są, ale akurat nie tych naszych. Zaginęły.
No super.

Jedyną osobą, która wie jak rzeczona rura biegnie jest dziadek mojego męża, który ją tam wkładał i przysypywał. A ten od lat kilku nie żyje. Dlatego też, jedyne co może nas uchronić przed przekopaniem naszego wjazdu wzdłuż i wszerz, to seans spirytystyczny i drewniana tabliczka z literkami.
Tymczasem wykupuję zapasy 5 litrowych butli z mineralną.

I szukam medium.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nie ma nie ma…

15 lut

Nie zmywam. Nie piorę. Już nawet nie prasuję.

Nie mam wody.

Zamarzła. No ja cież pierdzielę nie zamarzła przy -25, a przy -2 wszystko szlag trafił. Od wczoraj w domu myję się oszczędnie, a gdzie tylko się pojawię zażywam kąpieli… Dzisiaj na przykład u mojej babci. Weszłam do wanny, a wychodząc połamałam sobie chyba żebra i zdarłam skórę do tych połamanych kości. No bo co za osioł robi wylewkę na środku… Ech…
Dzieci przecieram chusteczkami pampersa i lekko podgrzaną mineralną. Śmieszy je to. Mnie mniej. Pod oknem mam wykop, stworzony siekierą, wyżynarką i młotem udarowym. Chłodna ta ziemia rzeczywiście i szczerze powiem, nie zazdroszczę (patrz poprzednia notka ;) grabarzom. Tego kopania w ziemi, ale ogólnie to chyba niczego.

Poszukiwania rury zamarzniętej się powiodły teraz trwa proces odmrażania. Mam nadzieję, ze jutro wieczorem już moje umęczone ciało złożę w mojej własnej wannie z wylewką w jedynym słusznym miejscu.

Ale powiem wam szczerze, że zgłaszanie awarii w małym miasteczku nieco się różni od zgłaszania awarii w mieście :D

- Dzień dobry, chciałabym zgłosić awarię. Wody nie mamy, chyba nam zamarzła rura.
- Ooo teraz to już nikogo nie ma, z portierem pani rozmawia…
- Ale jak to nie ma? – zapytałam szczerze zmartwiona – Tak całkiem?
- No nie ma, a skąd pani dzwoni?
- Z K.
- Aaa to koło pani Kowalski od nas mieszka. Pani się przejdzie, to chyba ostatni dom po lewej i zapyta, może coś pomoże.
- Kowalski? Wie pan, ja chyba nie znam… Ja nie wiem po czym tego Kowalskiego poznać, mam chodzić i pytać?
- No pytać, przecież tam go znają.

O matko… Szczęśliwie nie musiałam chodzić od domu do domu i pytać obcych o Kowalskiego. Okazało się, że teść Kowalskiego zna i Kowalski miał nam pomóc. Ale Kowalski pomóc nie mógł, bo maszyna do rozmrażania rur się popsuła…

Nawet nie chcę wiedzieć czym rozmraża sie wobec tego owa rura.. Mam nadzieję tylko, że będzie to skuteczne.

Nie wspominanie o śniegu miało być celowym zabiegiem. Ale nie mogę. Uprzejmie informuję osoby zainteresowane, że moje miasteczko najwyrażniej nie podpisało umowy o odśnieżanie. W związku z tym pojawiam się w różnych miejscach spóźniona, śniegiem przysypana i wkurwiona.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bez złości o zazdrości

13 lut

Podobno mam super. Mam super pracę, bo przecież tylko 3 dni w tygodniu. Ale to przecież super, bo nieźle mi płacą. Mam super i tyle. Na pewno warto mi zazdrościć. Mam "śmieciową" umowę i żadnych świadczeń, ale i tak mam super. Mam samochód, to też super. Do baku miesięcznie "przelewam" 1/3 mojej super pensji, płacę ubezpieczenia i naprawiam, ale to przecież super bo mam samochód. Czyli jest czego zazdrościć. Mam dom. Ooo to przecież super. Matko święta jakie to super! Pozostałe 2/3 mojej super pensji to ogrzewanie domu zimą, co miesiąc, żeby nie było. Teraz czeka nas ocieplanie i inne takie kosztowne cuda, ale to przecież super. Dodajemy do listy – "zazdrościmy". Mam dwoje małych dzieci. Ale super, razem się wychowują, ja jestem w takim ciągu, "że wszystko mi się chce" (podobno, nie wiem, cytuję), jestem zmęczona rozdrażniona i zmęczona… O i jeszcze zmęczona! Ale to przecież super mieć dwoje małych dzieci.. Jakie słodkie dzieciaczki… Słodkie, ale co ciekawe zazdroszczą mi tylko CI, którzy dzieci nie mają, albo ci, którzy nie mają tak małej różnicy wieku między bachorkami. Jakby nie było powód do zazdrości jest. Żeby nie było uwielbiam moje dzieci i decyzja o takiej różnicy wieku była moją (podobno) świadomą decyzją. Ale naprawdę trzeba być kompletnym osłem, żeby mi tego zazdrościć :)

Są jednak ludzie, którzy zazdroszczą wszystkiego. Wszystkim. Zazdroszczą pracy, braku pracy, wakacji, dzieci, braku dzieci, wszystkiego. Przeciez zawsze jest tak, że ktoś ma lepiej.

- Ci profesorowie to mają zarobki, hoho! Gdzie my tam do nich. My to ledwie ułamek mamy tego co oni… Chciałabym raz w roku taką pensję dostać jak oni dostają co miesiąc…
- Nooo, to trzeba było się trochę dłużej pouczyć, pomyślałam.

I tak ze wszystkim… Tylko niech mi ktoś powie, jak tak można żyć???? Przecież zazdroszcząc innym wszystkiego człowiek nie jest się w stanie cieszyć z tego co ma, bo przecież  zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepiej….

Mnie jest dobrze :) Nie narzekam, ale żeby mi tak wszystkiego zazdrościć? No bez przesady…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS