RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2012

napięcie

30 kwi

Przez ostatni miesiąc żyłam w napięciu. Kiepsko sypiałam i zamartwiałam się jak głupia. Ale teraz koniec i wielkie ufff.
Moje dzieci dostały się do przedszkola! I to do jednego i to tego, które wybrałam, i do tego, do którego dostał się również Pierworodny mojej Najlepszej.
Tym samym nasze dzieci rozpoczynają wspólną edukację o jeden stopień niżej niż ich matki. My zaczęłyśmy od podstawówki. Bachorki będą się razem uczyć już w przedszkolu. I przyjaźnic się będą.

Bo jakby nie widzę innej opcji :)

A jutro jedziemy na Majówkę. 8 dorosłych i 5 dzieci. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że dzieci w takim układzie sił mają jednak przewagę. Nie wiem jak to się ma do matematyki, ale w życiu to zazwyczaj tak wychodzi. No ale będziemy dzielni. A przynajmniej się postaramy.

A jak wrócimy zaczynamy generalną rozpierduchę czyli remont zewnętrza. Podejrzewam, że po tej 3 dniowej majówce, remont domu, który w założeniu ma trwać 3 tygodnie będzie jak wakacje…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o tym jak nie nadaję się na supermatkę

24 kwi

Przysięgam na moje choinki, jak jeszcze raz usłyszę o kobietach "siedzących" w domu z dzieckiem, to wstanę i palnę w trąbę.
Przyjemność bowiem taką miałam w ten weekend. Otóż siedziałam z dziećmi w domu. Rekord padł w niedzielę, kiedy to wstałam o 8 i usiadłam po raz pierwszy o 17 i to tylko po to, żeby zaraz się poderwać, bo przecież kolacja i kąpiel. Nooo to się nasiedziałam…
Gotowałam biegałam za moimi świeżo upieczonymi rowerzystami (Franek dostał rower z pedałami bez kół bocznych, Helena poFrankową biegówkę) podejmowałam gości, sprzątałam, robiłam zakupy i bawiłam się z dziećmi. Przytomność straciłam gdzieś koło 21. Dzieci spały, a ja upadłam.
I teraz tak sobie myślę co za idiota, (bo to na bank był facet), wymyślił, że ta ciężka orka na kilku etatach (kucharka, praczka, sprzątaczka, pielęgniarka, animatorka i pocieszycielka) to SIEDZENIE w domu z dzieckiem. Przysięgam, nawet jak dzieci niechodzącymi i nieuciekającymi były z siedzeniem to niewiele miało wspólnego..
Po takich weekendach czuję jak gdzieś ucieka mi radość macierzyństwa.. To pewnie przez to SIEDZENIE mi tak odbija…

Całe szczęście, że póżniej jest poniedziałek i wszystko wraca do normy..

Dlatego chylę czoła i podziwiam wszystkie matki, które SIEDZĄ z dziećmi w domu. Szczególnie te, które zrobiły to z własnej nieprzymuszonej woli.

Chwała Wam Supermatki!! :)

i weekendowe bachorki :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O tym jak nie doceniam własnych dzieci…

18 kwi

Przekonałam się dzisiaj po dwakroć. I to w ciągu kilku minut. Kupiłam dzieciakom dvd "Król lew". Pojechałam po Helcię, jedziemy po Frania. Helenka ogląda pudełko.
- Mamuniu (tak, tak się teraz do mnie zwraca ;P) tu jest lew. I lwica.
- Ooooooooooooooo. Lwica???
- No lwica mamo, pani lew.

Szybciutko złapałam za telefon, memory fajf, mama.

- Mamooo, czy Ty wiesz, że Helena wie, że jest lew i lwica?
- Nooo widzisz jakie masz mądre dzieci i nawet nie wiesz..
- Wiesz co, odkąd wczoraj się dowiedziałam, że umie liczyć do dziesięciu to myślałam, że już mnie tak nie zaskoczy…
- Dziesieńć, jednaście, dwasiaście…. dobiega mnie słodki szczebiot Helenki
- Oooooooooooooooooooooooooooo..

No i o. Ciekawe o czym jeszcze nie wiem.Może robią zakupy na allegro, albo mają już konta na fejsie? Całkiem możliwe, bo obsługa iphona to dla nich żadna trudność…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

motoryzacyjnie

18 kwi

Natchnęło mnie bo znów gdzieś widziałam, czy słyszałam o "małym kobiecym samochodzie". I jak zwykle mną zatrzęsło, bo niby jak to? Dlaczego kobiecy samochód powinien być mały? Czy to, że zazwyczaj jesteśmy niższe od mężczyzn oznacza, że w większym samochodzie mogłybyśmy się zgubić? A może do kierownicy nie dosięgniemy, albo do pedałów? No ja bardzo przepraszam, ale ja mając 163 cm świetnie dosięgam do pedałów nawet w dostawczakach (bo i takim cudem zdarzyło mi się jeździć). Niech mi ktoś to raz na zawsze wytłumaczy, dlaczego kobiecy samochód powinien być mały?!
Przecież to kobiety zazwyczaj odwożą dzieci, samochód trzydrzwiowy, a takie zazwyczaj są te popierdółki "kobiece" to przecież kompletna porażka nawet przy jednym dziecku, a co dopiero przy dwóch i to w fotelikach! To kobiety przeważnie robią zakupy, a przecież wiadomo im większy bagażnik i niższy próg załadunku, że tak to fachowo ujmę, tym lepiej dla delikatnych kobiecych kręgosłupów. Bo przecież niższe jesteśmy i podobno słabsze… Czyli upychanie tygodniowych zakupów w małych "kobiecych" bagażniczkach to trochę bez sensu, nieprawdaż? Że już nie wspomnę o wkładaniu do bagażnika wózka… z gondolą na dodatek.
Nie rozumiem również tej koszmarnej ilości schowków, które są niby kobietom potrzebne. Bo po cholerę mi milion "szafeczek" i skryteczek w samochodzie? Półeczka na okulary (nie wiem kto ma takie płaskie, ja nie), półeczka na chusteczki, na błyszczyk, normalnie tylko pudełeczka na babolki brakuje. Ja ledwo wiem co mam w torebce i w której kieszeni, a tu trzeba zapamiętać, gdzie co się włożyło i w ogóle "gdzie jest ten pieprzony schowek?"
Kobiecy samochód powinien być duży, z ogromnym bagażnikiem, najlepiej z szybą wygłuszającą tylne siedzenie, szybki, żeby za dużo czasu nie tracić na pierdoły i mieć więcej na sprzątanie i gotowanie, z rewelacyjnym promieniem skrętu, bo parkowanie pod marketem w godzinach zakupowego szczytu łatwe nie jest, powinien mieć dvd w zagłówkach, żeby dzieci dały matce spokój, dystrybutor do ciasteczek i napojów na tylnym siedzeniu, a z przodu ekspres do kawy.
No i teraz spróbujcie to wszystko upchnąć do micry czy innego mini coopera…

Jest natomiast jedna rzecz, którą naprawdę warto by było udoskonalić. System kontrolek jest dla mnie zupełnie nieczytelny…
To powinno być zupełnie inaczej rozwiązane. Przede wszystkim komunikaty powinny być mniej oschłe i lakoniczne. Poza tym ja lepiej znoszę sugestię niż nakaz. A jak już mają to być zwykłe znaczki, to niech będzie gdzieś do nich pod ręką jakaś instrukcja! Na przykład w jednym ze schoweczków.
O ile byłoby milej gdyby zamiast zapalającej się złowrogiej kontrolki o bliżej nieokreślonym kształcie pojawiał sie napis "dzień dobry, sugerujemy jak najszybsze powiadomienie męża o konieczności dolania oleju, dziękujemy". Albo "w najbliższym czasie skończy się paliwo, ale spokojnie, wystarczy na kolejne dwa dni, o ile nie uda się Pani do ikei, miłego dnia".
O wiele lepsze to i przyjemniejsze dla oka niż te które kończą się na "VAULT" albo "SERVICE!!!!!!!!!!!!!!!!!" Przynajmniej nie wprowadzają napięcia, a wiadomo, że kierowca nie powinien się denerwować w czasie jazdy..
A jak już jesteśmy przy kontrolkach…

- Kochanie, zapaliło mi się coś, takie, co niby mi pokazuje, że nie działają tylne światła. Ale działają, bo sprawdziłam
- Poczekaj, walnij ze dwa razy klapą to przejdzie
- A takie coś, co sugeruje, że nie ma płynu do spryskiwacza, a jest?
- Pewnie z tyłu się skończył, wrócisz to to załatwię i Ci przestanie się świecić.
- Czyli jak coś się pali, mam się nie przejmować i czekać, bo Ty to załatwisz i przestanie się świecić?
- Jeżeli chodzi o kontrolki to tak.
- Kochanie, rezerwa mi się zapaliła :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z próżności o starości

13 kwi

Do tej pory udawało mi się jakoś wmówić sobie, że plotki o
moim starzeniu się są grubo przesadzone. No bo co to jest 3-4 siwe włosy i
kilka zmarszczek…

Problem pojawił się, gdy wybrałam się do okulisty i okazało
się, że ja, że tak to delikatnie ujmę, nienajlepiej widzę. Tzn. widzę, ale
chyba niezbyt dokładnie, a już na pewno nie z daleka. No to stanęłam bliżej
lustra. Niepotrzebnie. Postanowiłam więcej tego nie robić, co więcej, planuję
maznąć na kaflach grubą krechę, której nie powinnam przekraczać, żeby zachować
względną młodość.

I to by pewnie na jakiś czas wystarczyło, bo do okulisty po
okular jakoś mi nie po drodze, ale w niedzielny poranek, kiedy to dane mi było się
dłużej wyspać stała się rzecz straszna.

Przerażona dzwonię do Najlepszej.

- Manieczko, doła mam.

- Bardzo?

-  No bardzo, bo wiesz
jak to jest, wstajesz rano, na twarzy masz odciśniętą poduszkę, czy też coś
innego co niepotrzebnie i niezbyt płasko pod nią leżało?

- No wiem, iiii???

- No i obudziłam się 3 godziny temu, a ten ślad jest nadal
widoczny!!!!!!!!!!!!!!

I właśnie wtedy boleśnie zdałam sobie sprawę z przemijania… Z
bezpowrotnego przemijania jędrności mojej skóry. :)

Trzeba sięgnąć po cięższą artylerię. Półko 35+
nadchodzę!!!!!!!!!!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

deserowo

07 kwi

Wybrałam się wczoraj wieczorem z tatą, macochą i bratem do restauracji na kolację. Po naprawdę pysznych daniach, przyszedł czas na deser i po tym jak kelnerka przyjęła nasze zamówienia, pojawił się Szef Kuchni.
- Niestety nie mamy dzisiaj szarlotki, ale wspominaliście państwo o cieście czekoladowym – i tu wymownie popatrzył na mnie.
- Owszem, ale tak jakby w imieniu brata, bo ja akurat za czekolada nie przepadam.
- Jeżeli macie państwo trochę czasu, to mógłbym dla państwa zrobić czekoladowe fondanty.
Reszta towarzystwa zapaliła się do pomysłu, ja jednak upierałam się przy deserze ciotki Rebeki.
- A może jednak pani ulegnie?
- Wie pan co, ja już jednemu Szefowi Kuchni uległam i teraz z nim mieszkam i mam dwoje dzieci :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

brutalne przebudzenie

05 kwi

Śpię sobie smacznie, śni mi się coś miłego, jest ciepło i przyjemnie…
Nagle…
- Kochanie, obudź się
- Jak to obudź się? Już?
- Kochanie, obudź się i idź w końcu spać…

Hmmm.. nie ma to jak zasnąć wieczorem na kanapie…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tygrysiątko

02 kwi

Sobotni dyżur w pracy, siedzę i się relaksuję. Telefon. Oooo mąż.
- Kochanie, gdzie mamy coś na alergię dla dzieci?
- W apteczce, Zyrtec w kroplach.
- No dobra, to pa.
- Jakie pa?!!!! Co się dzieje?
- Noooo, Franek pomalował Helenkę.
- Jak to pomalował Helenkę, gdzie, jak, czym?
- Mazakiem.
- Proszę, powiedz, że nie czarnym, nie wodoodpornym i nie na twarzy.
- Czarnym, na twarzy, ale nie wodoodpornym.
- Jak to? Sami byli?
- No nie, ja byłem, babcia była, ale wiesz kochanie, to był moment.
- Bardzo źle?
- Nooo, źle, to nie, bo ładnie mu wyszło.
- ????
- Tygrysa z niej zrobił.
- Tak w paski?
- No w paski, na twarzy, takie pręgi. Jak u tygrysa.
- A ten zyrtec, to po co?
- Bo jak jej zmyliśmy, to się okazało, że ma uczulenie…
- Na mazaki?
- No przecież nie na tygrysy, nie?

No cóż.. To chyba była zemsta za te paznokcie, co mu je na wakacjach pomalowała na czerwono.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS