RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2012

mama mietka i wielkie buum

26 cze

Położyłam wczoraj moje słodkie bachorki spać. Poczytałam, poprzytulałam, pośpiewałam kołysanki, poopowiadałam historyjki z życia bachorzątek. Pocałowałam pachnące łebki i po jakichś 10 minutach ciszy z ich pokoików poszłam się wykąpać.
Namydliłam sobie głowę, relaksuję się, nagle wpada mała potargana awanturka, że mam natychmiast wyjść i ją przykryć. Hmmm..
Po przeczytaniu kilku podręczników, postanowiłam skorzystać ze świeżo nabytej wiedzy i nie opieprzyć od razu panny awanturki. I tłumaczę, że mamusia się teraz kąpie, że to kiepski moment i lepiej żeby się sama położyła, a ja jak skończę to do niej przyjdę, a teraz przykryje ją Franio. Hella w ryk. Że jej się ta koncepcja raczej nie podoba i ona ma inną i mam iść z nią.
Podręcznikowa wiedza zaczęła ze mnie parować, to pewnie przez tę gorącą wodę, w której zalegałam.. Warknęłam, żeby sobie poszła, ja później przyjdę.
No to jak się zapowietrzyła… Wzięłam ręcznik, wyskoczyłam z wanny, wzięłam niezadowoloną mimo wszystko Helenę za rękę i wyszłam z łazienki, pokonałam korytarz, wchodzę do pokoju Franka (pokoje są niestety przechodnie) i sruuuuuu, jak pierdolnęłam na barlinecką, to prawie się do jadalni przebiłam… Helena w płacz.. Franek w szoku, bo mu goła mokra matka na podłodze zalega…Ałć..
Wstałam, otrzepałam się, Helenę nadal niezbyt szczęśliwą do łóżeczka, kołdereczka i plask, plask z powrotem do wanny co by na jej dnie złożyć swoje poobijane gnaty.
Nauczona smutnym doświadczeniem zamknęłam tym razem drzwi do łazienki z myślą "niech się dzieje co chce". Zanurzyłam głowę, co by nic nie słyszeć i… jednak słyszę… pukanie do drzwi…
Franciszek….
Mamoooo, muszę siku…..

I niech mi jeszcze kurwa mać dzisiaj odbiorą ulgę na dzieci w tym cholernym sejmie………

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

oficjalnie

24 cze

Długo nie pisałam, ale to wcale nie oznacza, że nic się u nas nie dzieje. Wręcz przeciwnie.
W poniedziałek w samo południe, niespodziewanie spotkałam się z dziekanem, który wypytał mnie co robiłam na studiach, co więcej opowiadałam mu to po angielsku. Było dziwnie, bo nawet po polsku nie bardzo wiem co ja na tych studiach robiłam.. Kilka godzin później pani dr neurolog stwierdziła, że najprawdopodobniej nie mam guza mózgu i przepisała mi zestaw leków, co by dotlenić mój mózg i poprawić mi nastrój. Nie wiem jak dotlenienie mózgu, ale humor rzeczywiście mam lepszy..
Tym bardziej, że tuz przed wizytą dostałam niesamowicie dobrą wiadomość…
We wtorek kolejna pani dr, tym razem dermatolog wykluczyła (no prawie, a przynajmniej na razie) raka skóry.

A w środę… No w środę byłam na szkoleniu. W zastępstwie mojej obecnej szefowej spotkałam się z moją nową szefową!!
Taaaaak… w końcu po kilkunastu miesiącach dostałam etat. Moja wymarzona etatowa praca stała się rzeczywistością. Pracodawca się nie zmienił, zmienił się wydział i budynek. No i forma zatrudnienia oczywiście.

W czwartek dostałam zwrot podatku, w piątek dowiedziałam się, że mimo tego, że pracę zaczynam od 1 sierpnia, mogę wyjechać na pierwsze dwa tygodnie września na urlop :) Co więcej w tym samym czasie mój mąż, który nową pracę również zaczyna 1 sierpnia, zakończył współpracę ze swoim niezbyt ulubionym pracodawcą i jest wolny!

A w sobotę skończył się remont elewacji. Wewnątrz wciąż pozostaje trochę rzeczy do zrobienia, ale koniec z tynkiem i styropianem!!!

No i tyle :) Fajnie, nie?

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

strefa kibica na kanapie w kwiatki

16 cze

Oj nie zazdroszczę dzisiaj naszym piłkarzom…. Właściwie to w ogóle im nie zazdroszczę, no chyba, że wypłaty :) Ale dzisiaj nie chciałabym być żadnym z nich. Nie dość, że biegają biedni w deszczu, to jeszcze ta presja. No matko i córko, z takim obciążeniem biegać? Ciężko chyba nie myśleć o tym, że za godzinę z hakiem, albo ich wyświęcą, albo…. prześwięcą delikatnie to ujmując.
Mogą być bohaterami, albo mogą o nich pisać, że JAK ZWYKLE nic z tego biegania nie wyszło. No ja nie wiem, czy ja bym, chciała biegać, gdy cała Polska siedzi i patrzy jak zaczarowana w telewizor. Albo bezpośrednio na murawę, jak ktoś miał farta.
Ja z nerwów już 2 prania zrobiłam, pozmywałam, kapustę gotuję i piwo piję, bo to tak wypada przy meczu, prawda? Co z tego, że jabłkowe, piwo to piwo :)
Jasna CHOLERA, ile można strzelać i nie trafiać!! Przecież ja się zawału nabawię i osiwieję kompletnie!
No nic, idę wieszać pranie. Nie wytrzymam nerwowo.

Polskaaaaaaaaaaaaaa, biało czerwoniiiiiiiiiiii!!!!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

coś

13 cze

Coś ma 5 mm i mieszka w mojej lewej piersi. Może i jest małe, ale jakoś ni moge przestać o tym myśleć. W sumie dobrze, że jest małe, prawda?
- To może być torbiel i się sama wchłonie – powiedziała pani dr, – ale to może być gruczolako-włókniak i wtedy można go wyłuskać.

Wyłuskać? Gruczolako-włókniak? Czy ja naprawdę nie mogę sobie zrobić ani jednego badania kontrolnego, które nie wymagałoby podjęcia kolejnych kroków? 

Na początek przyszłego tygodnia zaplanowałam cytologię i neurologa… Ale jak tak dalej pójdzie w okolicy piątku będzie mi też potrzebny kardiolog.

Do bani. Dzisiaj się upiję a jutro będę myśleć. Jutro też jest dzień  :)

Aaaa.. monocytami się już chociaż nie muszę martwić. Czyli kiły nie mam. Ufff :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

gadki szmatki

10 cze

- Jutro już idziesz do przedszkola, – rozmawiamy z Franiem przed snem, – a we wtorek macie chyba piknik
- Piknik!! mamusiu, chciałbym, żebyś przyszła
- Przyjdę kochanie.
- A tatuś? Ale by było fajnie jakby były wszystkie mamy i taty..
- Nie wiem Franeczku, czy się tatusiowi uda przyjechać – przecież nie będę obiecywać dziecku, skoro nie wiem na 100% myślę sobie..
- Już wiem, to Ty go przywieź!!
- Eeeee, postaram się kochanie
- Mamo jesteś taka kochana, że przywieziesz tatusia na piknik – zarzuca mi ręce na szyję i ściska do bezdechu…

Siedzimy z mamą na tarasie, dzieciaki skaczą na trampolinie
- Babciu zobacz jestem pajacykiem, wykrzykuje Franio
- A ty Helenko tez jesteś pajacykiem – pyta moja mama
- Nie jestem pałacykiem, jestem komalem!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wieści z placu boju

10 cze

Jak ktoś Wam powie, że remont będzie trwał miesiąc, to mu nie wierzcie, uśmiechnijcie się z politowaniem i dodajcie do tego kolejne dwa, najlepiej też kosztorys pomnóżcie przez 2 i dopiero wtedy zastanówcie się, czy to się da wytrzymać..
Moja kostka przed domem została pochłonięta przez zaskakujący remont dachu, którego jakoś nie braliśmy pod uwagę, bo akurat dach miał być ok. Był ok, pod warunkiem, że dach robi się z piasku, popękanych cegieł i kruszącego się cementu. W naszym klimacie lepiej jednak mieć dach z czegoś zupełnie innego, dlatego też zamiast podjazdu mam dach. W sumie lepiej, ale…..
Z rzeczy które mam to moge dodać nowe drzwi wejściowe, nowe okno w łazience, którą w końcu będę mogła wietrzyć, mam ocieplony cały dom i otynkowany i pomalowany front. Dom jak każdy wie, ma stron przynajmniej cztery, także jak łatwo obliczyć jeszcze 3 trzeba doprowadzić do podobnego stanu…
Czyli jakiś miesiąc, bo teraz to już podobno z górki….

hahahahahahha

Z lepszych newsów, mam kindla, i wiem, ze będzie to związek na zawsze, najpierw nie rozumiałam, potem się oswajałam, potem zapragnęłam go mieć. A jak wiadomo marzenia lubią się spełniać. To mam.

Z gorszych, wczorajsze urodziny Najlepszej obchodziłyśmy w szpitalu ze świeczką w muffince i latte z McDonald’s. Do bani to wszystko, ale koniec tematu. Pisać o tym nie zamierzam. Ale jak mi ktoś zacznie użalać, nad życie bo ma zapalenie gardła, to pizgnę ręcznie bądź wirtualnie między oczy…

Na dobicie… mój mąż się wyprowadza. do Piotrkowa tym razem… Owszem, wiem, że to dla niego niesamowita szansa i awans, (właściwie już chyba mogę użyć w jego przypadku słowa), że "kariera"… nabiera rozpędu i dumna jestem z niego jak cholera, ale z drugiej strony… 5 dni w tygodniu będziemy sami z dzieciakami. Ale może i będzie lepiej niż teraz, przynajmniej nie będę się martwić jak wściekła jak po północy jedzie ponad 50 km do domu tylko po to, żeby po 9 znów z niego wyjść…
Nie wiem czy sobie poradzę. Ale chyba nie mam wyjścia.

W każdym bądź razie casting na pomoc w sprzątaniu rusza w przyszłym tygodniu. Inaczej nie dam już rady.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

no to się przebadałam :)

05 cze

Ponieważ 35 urodziny zbliżają się wielkimi krokami, a emerytura oddaliła się ode mnie o kolejnych kilka lat, postanowiłam się gruntownie przebadać, co by sprawdzić i ewentualnie zwiększyć swoje szanse na jej dożycie.
Zaczęłam od dr G., G – jak ginekolog. Prawdą ogólnie znaną jest to, że dzieci więcej nie zamierzam mieć, należałoby więc pomyśleć o "tych" sprawach. Dostałam listę badań do wykonania i powoli zaczęłam je odhaczać z mojej listy.
Pomyślałam, że najłatwiej będzie zacząć od morfologii. Ku mojemu największemu zdziwieniu po raz pierwszy w życiu nie mam anemii – czyli plotki o nienajlepszym wpływie diety Dukana na organizm możemy włożyć między bajki. Wyniki prób wątrobowych obaliły kolejny mit, znaczy się alkohol nie demoluje tego organu tak jak to się powszechnie uważa. Ale….
podwyższone monocyty.. Monocyty myślę sobie.. Co to takiego te monocyty? W życiu żadnego nie widziałam, ani nawet o nim nie słyszałam. No nic. Dr Google. "monocyty podwyższone" – GO.
…….
"Podwyższony poziom monocytów obserwuje się w takich schorzeniach, jak:

  1. - przewlekła białaczka mielomonocytowa,
  2. - ostra białaczka monocytowa i mielomonocytowa,
  3. - przewlekła białaczka szpikowa,
  4. - przewlekła białaczka limfocytowa,
  5. - ziarnica złośliwa,
  6. - chłoniaki,
  7. - szpiczak mnogi,
  8. - makroglobulinemia Waldenstroma,
  9. - zakażenia (wirusowe, bakteryjne, pierwotniakowe),
  10. - choroba Leśniowskiego-Crohna,
  11. - wrzodziejące zapalenie jelita grubego,

Aaa no i kiła… Sama nie wiem na co się zdecydować.. Jakieś propozycje? No nic, dopadnę może jakiegoś Dziekana i mi wyklaruje zanim mnie dr Google pochowa… Trochę mnie póżniej rozbawiło, że uznałam morfologię za taką łatwiznę, bo była na mojej liście w kategoriach "mały kaliber". Na wszelki wypadek postanowiłam odpuścić chwilowo listę od dr G i zbadać sobie coś na zewnątrz mietki.

Kolejnym krokiem była dzisiejsza wizyta u dermatologa. Tak kontrolnie, bo znamion mam dużo, a profesorskie oko, to jednak profesorskie oko. Zostałam obejrzana przez lupkę z lampką, pani profesor zapytała czy były w rodzinie przypadki raka skóry, na co zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że różne były, ale takiego sobie akurat nie przypominam. Popatrzyła raz jeszcze, zmierzyła centralnie umiejscowiony "pieprzyk" i zaleciła kontrolę po wakacjach, czy aby się nie zmieni. Po chwili jednak znów uchwyciła lupo-lampke i umówiła się ze mną w Klinice za 2 tygodnie. Bo jednak lepiej wcześniej, na lepszym sprzęcie….. Tak na wszelki wypadek….. 

Na wszelki wypadek ugięły się pode mną nogi i potulnie zapisałam kiedy i gdzie.

Zajebiście mi idzie, nie ma co. A jak sobie pomyślę o cytologii i usg piersi, które mam w planach, to aż mi się ulewa. Eliminowanie ewentualnych chorób, wychodzi mi jak ta lala…  :) 

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zaskoczenie..

04 cze

- Przesyłka do Ciebie jakaś przyszła – powiedziała babcia jak wysiadłam z samochodu pod domem
- Oooooo, duża? – sporo nakupowałam ostatnio przez internet, to się pytam, bo zakupy zakupami, ale na Kindla czekam mojego wymarzonego :)
- Taka średnia, prostokątna i ma naklejkę uwaga szkło – dość wyczerpująco opisuje ją babcia
- Oooooooooo, super – jak nic w końcu się doczekałam. I już w myślach planuję co sobie poczytam na moim nowym Kindlu.

Biegnę, paczka rzeczywiście prostokątna, ale jakaś taka większa… No nic, niezrażona, może coś jeszcze tam jest, myślę. Otwieram dość niecierpliwie, a w środku…..

wolnoopadająca deska sedesowa, którą nabyłam ledwie 20 godzin wcześniej…..

Zaskoczenie zaskoczeniem, ale jakież było moje rozczarowanie….

Aaaaaaaaaa.. gwoli ścisłości, deska nie jest szklana.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS