RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2012

w połowie drogi

28 lip

Jeszcze tydzień i będę w połowie drogi. Do 70-tki…
Dziwne. Ale jakoś specjalnie mnie to nie martwi. Pomijając pojawiające się znienacka siwe włosy (ale przecież znam numer do fryzjera, da się to załatwić), kilka nowych zmarszczek, (ale to przez słońce i uśmiechanie się, czyli i tak pozytywnie), czuję się świetnie i tak zamierzam się czuć przez następne 35 lat.
O matko! Pewnie będę mieć już wtedy wnuki. I to może nawet całkiem duże.  Ale jaja.. Moje dzieci będą mieć dzieci…

A tymczasem, jak już Kasia pisała (http://z-precyzja-architekta.blog.pl/), szykujemy się do wakacji. Ja zaczęłam od zamówienia w aptece internetowej :) Jestem gotowa na wszystkie kataklizmy zdrowotne, łącznie z wiatrówką, na które bachorki zostały przezornie zaszczepione 2 tygodnie temu. Dla siebie kupiłam tylko krople do nosa (uzależnienie od xylometazolinu, nic nie poradzę) i leki przeciwbólowe. Kasia zaczęła od kostiumu. I przysięgam jak nie kupi tego drugiego, to będę do niej "głupolu" mówiła przez cały wyjazd :)
No ale. Ja tez kupiłam, a co. Biustu mi nie modeluje, bo nie ma czego, wyszczuplać nie wyszczupla, bo nie potrzeba (hahahahahahah, akurat), ale zakrywa to co powinien i pani profesor dermatologii byłaby ze mnie dumna. No niestety. Dwuczęściowe kostiumy już nie dla mnie. No chyba, że jak nie będzie słońca :)

Ale wracając do urodzin, ta sama Kasia zapytała mnie ostatnio co bym chciała dostać. Oj. pomysłów to ja mam co niemiara, wspomniałam jedynie o brylantowych kolczykach, kaloszach Huntera, a po zachłyśnięciu się Kasi, (winem pewnie jak ją znam :P), dorzuciłam ogrodowy szezląg do wylegiwania się. (Tak, tak cały czas mam nadzieję, że przyjdzie ten moment, kiedy będąc w ogrodzie będę mogła się położyć i ZAMKNĄĆ OCZY).
Kasia jednak nadal się śmiała.. Ale w sumie to wiesz, to też wasza rocznica ślubu, to może byście chcieli jakiś wspólny prezent, zapytała jak już przestała się śmiać ze mnie i z moich marzeń.
Dobra, to dwa szezlągi, cholera jasna!

No i właśnie. Gdyby nie niezbyt szczęśliwy układ planet (jedyny wolny termin w kościele i na sali) miałabym ten dzien tylko dla siebie. A tak, to się nawet prezentami urodzinowymi muszę dzielić…

Do bani!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zaufanie

28 lip

- A dokąd on znowu poszedł" – zapytała mnie babcia widząc zamykającą się za moim mężem furtkę.
- Do kolegi – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ty już go tak często nie puszczaj, ja facetom nie wierzę.
Hmmm… a ja jakoś wierzę. Przynajmniej mojemu. Sama nie wiem, może i głupia jestem, ale wydaje mi się, że to właśnie zaufanie jest podstawą udanego związku. Bo przecież inaczej to chybabym oszalała. Praca po 10-12 godzin dziennie, w dodatku nie zawsze w tym samym mieście, w którym mieszkamy, kelnerki i inne kobiety, które w okolicy mojego męża zawsze się będą pojawiać.. No nie wiem.. Może powinnam być bardziej zazdrosna :)
Ale w sumie po co? I co mi to da? Oprócz nerwów? Przecież dużo łatwiej jest komuś ufać. Przecież jesteśmy razem, mamy dzieci, kredyt na 20 lat, dom i basen :) Po co to psuć? Mnie by się nie chciało. Mam nadzieję, że mojemu mężowi również.
Ja nie jestem z tych, które wybaczają, zapominają i żyją dalej jakby nic się nie stało. Mój jedyny jak do tej pory mąż, wie, że wszystko skończyłoby się w jednej chwili. To chyba nie warto. Taką mam właśnie nadzieję. I tego się będę trzymać śpiąc spokojnie nawet jak on pije piwo z kolegami.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

niemoc

21 lip

Niemoc mam twórczą. Dobrze, że dzieci chociaż trochę ciekawych rzeczy opowiadają, bo już w ogóle bym miała tutaj grubą pajęczynę. Alle… Czas zdmuchnąć kurz.
Na wstępie chciałabym wszystkich przeprosić za tę pogodę… To już drugi raz.. W zeszłym roku w lipcu postanowiłam biegać i jak tylko zaczęłam to następnego dnia zaczęło padać i lało przez miesiąc. To tak, żebym broń boże ducha w lesie nie wyzionęła. Pomogło, dziękuję. Więcej nie będę. W tym roku, namówiona przez Was!! Czytelników moich, zakupiłam duuuuuuuży, 4 metrowy basen. W największe upały rozstawiliśmy w ogrodzie, napuściliśmy prawie 6 tys litrów i… noooo, następnego dnia było załamanie pogody, które dopiero dzisiaj powoli ustępuje. Także bardzo przepraszam, ale tym razem tak łatwo się nie poddam. Ogród ostatnio całkiem nieźle podlany, dynie rosną (naliczyłam z 10), z kabaczkami i cukiniami tez już się mogę na rynku ustawić, borówki również dobrze nawodnione, wody nie spuszczę. Przeczekam. Może się nagrzeje i w końcu przyda do czegoś… W sensie pływania oczywiście.

Z niusów to kontynuujemy remont. Zupełnie nie wiem jak wpadłam na pomysł, że mój mąż wielu talentów, ale kucharz przede wszystkim jest całkiem niezłym stolarzem i zafundowałam mu mały "czelendż". Zanabyłam bowiem szafę taką "na wymiar" a właściwie prawie na wymiar, bo architekt nieco podpity(a) był(a) mierząc. I tak właśnie od zeszłej niedzieli, kiedy to ramię w ramię z bratem moim i mężem owej podpitej, podjął się trudnej sztuki zabudowania ganku, mój jedyny jak do tej pory mąż, patrzy na mnie spode łba i robi groźne miny miotając przekleństwa. A ja myślałam, że to będzie proste.. W końcu ma pocięte płyty, nie? I to prawie na wymiar!
Szczęśliwy w każdym bądź razie nie jest, ale szafa powstaje i muszę przyznać wygląda imponująco! Zawsze marzyłam o spiżarni, no to mam. Teraz muszę się tylko w kwestii przetworów wykazać. Ech… dynię będę przerabiać i te kabaczki cholerne chyba.

No i wakacje coraz bliżej. Franek przeżywa i w myślach walizkę już pakuje, tylko musiałam wprowadzić pewne ograniczenia… Ale od początku. Jak już pewnie wspominałam od grudnia mamy zarezerwowany domek nad morzem, śródziemnym, niedaleko Wenecji.. Trochę się skomplikowało, bo mąż nie może jechać więc jechać miałam sama.. Aaaale… 1300 km w jedną stronę. Ja jedna ich dwoje. Kłócą się o wszystko, łącznie z tym co kto widział, a czego nie. No to po długim zastanawianiu się i analizowaniu wszystkich za i przeciw, czyli po jakichś 10 minutach licząc sprawdzenie połączeń…. Lecimy. Inaczej się nie da. Czyli ja sama, ich dwoje i samolot. Półtorej godziny. Chyba przeżyjemy, bo tego, czy jazdę samochodem z tymi potworkami bym przeżyła to raczej nie mam pewności..

No i tak..
Do końca starej pracy 5 dni…
Do rozpoczęcia nowej pracy 10 dni..
Do urodzin 14 dni…
Do wylotu 42 dni…

Do Gwiazdki 155 :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rozmówek mamowo-frankowych cd.

20 lip

- Mamo, pole… i zobacz jak daleko jest dom.. Tu prawie nie ma domów, tylko pole.
- I las..
- Mamo, czy my jesteśmy na wsi?
- Mhmmm
- Fajnie, widzisz Helenko, wyrwaliśmy się z miasta.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

żarciki

19 lip

- Mamo, policjanci tam stali – poinformował mnie Franciszek w drodze do przedszkola, szybki rzut oka na prędkościomierz..
- Eeee… a gdzie stali syneczku?
- Nabrałem Cię mamo!!!! – i zaczyna rechotać
- Franio! ozartowałeś mamę!! – do ogólnej wesołości przyłączyła się Helena

- Mamo, jest padadesc?
- Nie, ju słonko wychodzi, Helenko
- Hullla, nie ma padadescu.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

masochizm

10 lip

Sama nie wiem co mnie podkusiło. Od jakiegoś czasu testuję jak wysoki jest mój próg bólu i jak do tej pory było nieźle. Depilacja pach – ziewam, wosk na nogi? Nuuuda. No to postanowiłam pójść krok dalej.

Bikini….

Czułam, że to może być nieco mniej przyjemne, że tak to delikatnie ujmę, stwierdziłam zatem, że najpierw spróbuję w domu, we własnej łazience, co by w razie czego nie uciekać z gołym tyłkiem z fotela u kosmetyczki. I to był mój ostatni dobry pomysł. W momencie, kiedy sięgnęłam po owe plastry, opuścił mnie chyba zdrowy rozsądek. Jakikolwiek rozsądek właściwie..

Nie wiem jak boli naturalny poród, ale cesarka przy depilacji bikini, to jak spacerek po plaży…. I wiem jedno, że to jest coś, czego nie zamierzam powtórzyć. Nigdy w życiu. Never i nie. Przysięgam, jak mi ktoś powie, że to nie jest takie straszne, to uznam go za nadczłowieka i aż dygnę z wrażenia, ewentualnie zadzwonię po ekipę ze szpitala psychiatrycznego, bo to NIE JEST nic takiego. To jakieś kompletne kosmetyczne nieporozumienie.

Przepraszam panie Gillette i panie Wilkinson, że w was zwątpiłam. Obiecuję, że już więcej tego nie zrobię!

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nocne pogaduszki

04 lip

- Mamooo, czy już jest jutro?
- zawołał pierworodny ze swojego pokoju.
- Tak, odpowiedziałam zgodnie z prawdą bo było po północy – no jaka ja jestem dokładna. No ja cież..

- To skończcie już czytać, bo ja muszę do was iść

- Franiu idź do swojego łóżeczka, tu Ci będzie niewygodnie, poza tym Pysiaczek i Tygrysek będą za tobą tęsknić.

- Nie będą

- Będą, będą.. smutno im tam bez Ciebie.

- Nie będą mamo, bo ja zaraz po nich pójdę.

- Mamo, wyspałam się – powiedziała Helena siedząc na mnie i odgarniając mi włosy z twarzy.
Otworzyłam oko, za oknem blady swit.
- Kochanie, ale ja się jeszcze nie wyspałam.
- To idź pać a ja tu posiedzę..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pranie z namaczaniem

01 lip

W sobotę późnym przedpołudniem nastawiłam bachorki na pranie z namaczaniem. Namaczałam je całą sobotę, pół niedzieli, aż do niedzielnego wieczoru, kiedy to zakończyłam ów proces prania szorowaniem i płukaniem.
Nadmuchaliśmy dzieciakom dwa baseny, z których przez dwa dni z przerwą na spanie, wychodziły tylko po to, żeby z powrotem do nich wskoczyć z efektownym pluskiem.
Efektowny plusk najłatwiej osiągnąć poprzez zjechanie do basenu z mokrej zjeżdżalni, ale trzeba dobrze kombinować, bo najszybsze ślizgi kończyły się już za basenem :D
A ja przyrośnięta do tarasu, bo przecież dzieci + woda = nie bardzo nawet można się odwrócić, zaklinałam deszcz. Na wieczór oczywiście, co by podlewania ogrodu uniknąć…
Ale co ja tu będę opowiadać… Mecz oglądam…

Sami zobaczcie

Noooooo… ciepło było nieprawdaż?
 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS