RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2012

pętla

28 wrz

6 rano, dzwoni budzik, podrywam się jak oparzona i biegnę budzić słodko śpiące cieplutkie dzieciaczki.. wyciągam spod kołderek, odkopuję spod misiów, odliczam do weekendu, że już niedługo. Tatiś nieprzytomny miesza mleko z bananowym nesquikiem, dzieci półprzytomne zerkają na bajkę. Schodzę na dół, rozdzielam wieczornie przygotowane kupki z ubrankami. Robię kitki, warkoczyki, zakładam trampki, bluzy/kamizelki/płaszczyki/sweterki.. torebka, kluczyk, szybko do bramy. Jedziemy. Przedszkole, buziaki, machamy, parking, praca…..
8 godzin później, korek, przedszkole, korek,
korek,
korek,
korek,

zakupy..

korek….
godzinę później..
kolacja…
kąpiel, dobranocka…
bajka…

wino, kąpiel, książka.

6 rano, dzwoni budzik, podrywam się jak oparzona i biegnę budzić słodko śpiące cieplutkie dzieciaczki..

To tak jakby się ktoś pytał co u mnie :)

Jutro sobota. Na bank wstaną o 5.10.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szop pracz

23 wrz

Jako matka pracująca-czasu-nie-mająca odnalazłam prawdziwe przeznaczenie weekendów. Otóż weekendy służą do prania. I prałam. Jak ten szop pracz. Pościel, ręczniki, szaliczki i poduszki, kostiumy i koszulki, skarpetki i dywaniki. No wszystko jak leci. Zmiękczałam i odplamiałam, wieszałam i zdejmowałam. Składałam i sortowałam. No naprawdę sprzyjała mi pogoda, bo taka iście suszarkowa była. Świeciło i wiało. To prałam i na tym słońcu wieszałam… I prałam.. I prałam…

I teraz muszę to, kurwa mać, wszystko wyprasować…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i po wakacjach

16 wrz

- Będziemy lecieć samolotem, wies? Cy ty tes będzies z nami lecieć? – biegała po lotnisku Helenka i zachwycona przepytywała współpasażerów, czy aby na pewno też lecą. – Bo ja się bałam, ale jus się nie bojem. Bo mam misia i kocyś i mi pomogą, wies? I zelki mam, zeby mnie usy nie bolały.
- Helenko, nie biegaj kochanie, zostaw panią w spokoju, pani chyba nie chce twoich żelków. W samolocie sobie pogadasz – recytowałam jak zaklęta stojąc w kolejce do ostatniej odprawy..
- Mamo, ja chyba znowu chcę siku.
- Co mówiłeś Franeczku? – wycedziłam przez zęby
- A nic, mamo, wiesz, ja wytrzymam…
Mhmmmm… pewnie, spojrzałam na zegarek, już po 21, wylot 21.20, do odprawienia z 200 osób, za oknem deszcz i burza z piorunami…
idealna pogoda na lot…

30 minut póżniej.
„Witamy na pokładzie, mówi kapitan. Startujemy w trudnych warunkach, a potem będzie niewiele lepiej, przez pierwsze 20-25 minut lotu spodziewamy się porządnych turbulencji, jeżeli ktoś musi skorzystać z toalety radzę zrobić to teraz, bo później będzie trudno. Za oknami deszcz, ale warto popatrzeć, a nuż minie nas superman albo batman, dziękuję za uwagę, za chwilę startujemy”
Bosko…. nie dość, że moje dzieci nie są zbytnimi fanami awiacji to jeszcze te cholerne turbulencje.. No nic, biegniemy do toalety..
- Mamo, zobacz! to wcale nie jest brudny kibelek, on jest po prostu szary, widzisz Helenko, jest czysty. Uff.. udało się.
Siadamy, zapinam pasy, swoje, bachorków, rozdaję misie, kocysie i moje ręce. Jedna na lewo, druga na prawo. Po chwili przytulają się do nich moje myszorki. Stoimy i czekamy. 10 minut później.
„Proszę państwa, za chwilę startujemy. Standardową procedurą przy starcie po zmierzchu jest to, że gasimy światła w kabinie, jeżeli jednak chcą państwo kontynuować czytanie lub boją się pasażera siedzącego obok, proszę sobie zapalić światło”. Ja cież pierdzielę, chyba rzeczywiście nie będzie wesoło skoro tak sobie żartują.
Startujemy. Matko jak nami rzucało. W górę, w dół, na boki… zamknęłam oczy i jeszcze mocniej ścisnęłam te części dzieci, które miałam pod ręką.
Po 20 minutach rzucania nami po niebie.
Otworzyłam oczy, zapalono światło. Spojrzałam na dzieci – śpią.
Szok. To naprawdę wyczyn przespać taki start i turbulencje…
Podniosłam podłokietniki, poluzowałam pasy, położyłam bachorki sobie na kolanach, zamówiłam kawę, wyciągnęłam kindla z kolejną częścią Kości. Wypadek awionetki, no doprawdy, rewelacja…
Podchodzimy do lądowania, układam sobie śpiące dzieci na zdrętwiałych rękach. Lądujemy, one nadal śpią. Obudziłam je dopiero gdy już naprawdę trzeba było wysiadać.
Radość na widok tatusia nieco nieprzytomna, ale szczera. Chwila na upychanie w fotelikach, jedziemy. Dzieci śpią. 3 godziny później podjeżdżamy pod dom, śpią. Zdejmujemy małe trampki ze śpiących nóżek i w całym rynsztunku ładujemy do łóżek.
7 rano budzi mnie śmiech.
- Mamooooo, zobacz, ja jestem w spodniach! Obudziłem się i już jestem ubrany!!

Helena wstała godzinę później.
Koniec wakacji.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na basenie

14 wrz

Jednoczęściowy kostium zalecony mi przez Panią Profesor od skóry ma jednak kilka wad. Pomijając niezbyt efektowną opaleniznę na brzuchu, a właściwie jej brak, trzeba go całkowicie z siebie zdjąć idąc do toalety. No i tak czasem bywało, że szłam z dzieciakami i przy okazji ze sobą. Za którymś razem mój pierworodny nie wytrzymał…
- Mamo, ale masz małe cycusie.
- Eeee… – doprawdy…
- A kiedy Ci urosną?
- A po co maja mi rosnąć? – zapytałam udając zdziwienie
- No żebyś wyglądała jak prawdziwa dziewczyna

Już nic nie powiedziałam. Wciągnęłam kostium i dusząc się ze śmiechu opuściłam toaletę ślubując uroczyście, że więcej tam tego niedobrego stworzenia ze sobą nie wezmę :)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mądrala

04 wrz

- Mamo, ale ja nie chcę mieć takiej bransoletki
- Ale, Franiu, musisz kochanie, tu jest napisane jak masz na imię i jest mój telefon, jakbyś się zgubił.
- Ale mnie się nie podoba i mi przeszkadza.
- Franeczku, a jak się zgubisz, to co zrobimy? Wiesz jaki mama ma telefon?
- Wiem.
- Wiesz??? Jaki?
- iphone

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dramat w odcinkach

04 wrz

Scena pierwsza
Miejsce akcji: Lotnisko we Wrocławiu, po odprawie
Osoby dramatu: matka, dwoje dzieci, 3 bagaże podręczne.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego wszyscy wyglądali jakby mi strasznie współczuli. Przecież mam takie śliczne dzieci, może trochę za szybko się poruszają i za dużo mówią, ale przecież są takie cudowne. To przecież wielkie szczęście mieć dzieci…
Scena druga
Miejsce akcji i osoby dramatu bez zmian
Czekamy na schodach na wejście do samolotu.
Mama siku.
Kurwa mać.

Scena trzecia
Na pokładzie samolotu, osoby dramatu – blada matka zlana potem,
młodsze dziecko w histerii, że nigdzie nie leci i „mammojasiębojęniechcęnieeeeeeeeeeee”
stewardesa – musi pani ją przypiąć bo nie odlecimy
starsze dziecko – „mamoooooooosikuuuuuuuuu”

Scena czwarta
Startujemy. Helena ściska misia i kocyk, matka uśmiecha się i trzyma wczepioną w nią kurczowo łapkę, Franek – „mamoooooooniewytrzymammmmmmmmm”

Scena piąta
W chmurach, odpinamy pasy i biegiem rzucamy się do toalety. Histeria część 2 – „mamooo tu jest nieładnie ja nie chcę”, pedant, cholera jasna….
Helena podchwytuje i wyją na dwa głosy. Stewardesy poklepują mnie po plecach i przekupują Helenę ciasteczkami….

Scena szósta
Osoby dramatu, cień matki, który tęsknym okiem spogląda na przejeżdżający wózek z alkoholem, marząc o wypiciu całej jego zawartości. Młodsze dziecko, rozdaje żelki w kształcie samolocików wszystkim do których dosięga, „szczebiocąc słodko, „ja jus się nie boję i baldzo mi się podoba”, starsze dziecko podziwia widoki i na wszelki wypadek nic nie pije, żeby uniknąć chodzenia do toalety.

Scena siódma
Podchodzimy do lądowania
Starsze – Zobacz Helcia, światła miasta!
Młodsze – To blokat, Flaniu i cekinki

Scena ósma
Dzieci śpią w wakacyjnych łóżeczkach, matka pije wino w miłym towarzystwie, nerwowo przeczesując całkiem nowe siwe włosy.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

no to ja lecę

02 wrz

Z końcówką migreny, która skutecznie odłączyła mnie na dwa poprzednie dni. W związku z powyższym nie mam pojęcia co spakowałam a czego nie. Okaże się.
Dokumenty mam i kostiumy. Reszta mam nadzieję też jest. Życzcie mi szczęścia. Dwoje dzieci i 3 walizki. A ręce tylko dwie. Jakoś to będzie…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS