RSS
 

Archiwum - Październik, 2012

o tym jak zrażam do siebie ludzi

29 paź

Był kiedyś nawet taki film o podobnym tytule. Ale ja nie o filmach. Tak jak przewidywałam moja notka o tym, że nie jestem dobrą żoną i tłamszę uczucia ojcowskie spotkała się z pewnym oburzeniem. Okazało się, co zresztą rozumiem, (bo od tego przecież ma się koleżanki), że należy matce owej ruszyć z odsieczą, bo przecież jest cudowna i sama najlepiej wie, co jest dobre dla jej dziecka. Ale czy ja gdzieś napisałam, że cudowną matką nie jest? Czy ja napisałam, że dziecku dzieje się krzywda?
Napisałam, że jest matką inną niż ja. A jeżeli ktoś przez to uznał, że tamta jest zła? To moja wina? Przecież ja nigdzie nie napisałam, że moje podejście jest dobre…… Tylko, że jest moje…
Nie napisałam również, że dziecku dzieje się krzywda z ojcem, bo jestem przekonana, że tak nie jest. Napisałam jedynie, że ja tak nie umiałam i koczowałam przy łóżku dziecka, a przecież mogłam w tym czasie odpocząć, a obowiązkami (jakkolwiek słowo „obowiązek” w tej sytuacji mi nie pasuje, a raczej „potrzeba”), podzielić się z mężem. Widocznie za mało we mnie egoizmu, bo przecież matce też należy się odpoczynek i powinnam z tego skorzystać. A może właśnie za dużo go we mnie, skoro odebrałam ojcu szansę na „wykazanie się” jak wspaniałym ojcem szpitalnym być może.

Należy mi jednak dokopać za to, że ośmieliłam się zwerbalizować to, co i innym osobom przez myśl przeszło.

a jeżeli kogoś do siebie zraziłam, no cóż mogę zrobić, zdania nie zmienię…

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

oczy węża, nos czarownicy i czarny charakter

26 paź

Wpadłam w wir przygotowań, w moim domu zaroiło się od dyń w rożnych rozmiarach, w spiżarni rozpanoszyły się szczęki, gałki oczne i nietoperze. A na dodatek wszędzie pełno pająków, których będzie jeszcze więcej, gdyż zamówiłam kolejne dwie paczki. I dynie i balony w dyniowych kolorach. No i pajęczyny oczywiście, chociaż taniej by było po prostu jakiś czas nie sprzątać :)

Menu na ten straszliwy kinderbal wymyślone, trzeba to jeszcze będzie tylko wszystko ugotować i upiec. Ale co tam. Ja nie dam rady?

I kompletnie nie przejmuję się tym, że to amerykańskie, ze to bezsensowne i zupełnie nie w polskim zaduszkowo, wspomnieniowym klimacie. Ja lubię wycinać oczy i paszcze w dyniach, moje dzieci lubią się przebierać, a młodsze z nich urodziło się tuż po święcie zmarłych. Wolę im zrobić halloweenowy kinderbal niż włóczyć się z nimi po cmentarzach, pilnując, żeby ich nikt nie porwał, zdeptał, podpalił zniczem czy zadusił futrem. Jeszcze mają na to czas.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

najgorsza żona na świecie

25 paź

w tym miesiącu byłam już najgorszą matką, a teraz okazało się, że żona to już w ogóle ze mnie do bani. A wszystko przez szpital i dziecko. Dziecko nie moje, małe całkiem. I nieopatrznie wyraziłam zdziwienie, że matka owego dziecka z nim nie jest w szpitalu wieczorem i nocą, bo ja jakoś zawsze byłam, a byłam z każdym moim i to nie raz. Dziecko samo nie zostało, a z ojcem swoim własnym, także nic złego się nie stało, dla mnie jednakowoż zadziwiające pozostaje, że tak się da, bo ja nie umiałam.
Nie mówię, że mężowi własnemu nie ufam, bo ojcem jest super (przynajmniej ja tak twierdzę i dzieci nasze), ale ja nie mogłam sobie wyobrazić, żeby być gdzie indziej jak moje małe, chore jest tam. Nie jadłam za wiele, nie sypiałam prawie wcale, jak cień przemykałam tylko do mamy, na godzinkę, dwie, żeby się umyć i chociaż kawy napić. Wracałam, mąż wracał do Franka, do pracy, do domu, gdziekolwiek, a ja siedziałam, tuliłam, karmiłam, przewijałam, płakałam jak spało i absolutnie nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być gdzie indziej.
No i dziwna jestem. Bo to przecież ojciec, on też kocha i też ma prawo. I takim postępowaniem „tłamszę uczucia ojcowskie” hmmm… Jak już wspomniałam najwidoczniej jestem beznadziejną żoną, skoro kompletnie mi wisiało, to że kocha i ma prawo. Owszem, miłość i prawo do opieki jest niepodważalna, ale mój mąż wiedział, że nie powstrzyma od siedzenia z dzieckiem w szpitalu, więc nawet nie próbował. Wiedział, jak ważne to dla mnie jest i oczywiste, że tak właśnie ma być. I chociaż raz zaproponował, wiedział, że za cholerę się nie zgodzę. I uszanował moją decyzję, bo kocha i mnie i dzieci i wie, że są sytuacje kiedy ja jestem im potrzebna najbardziej.

Wieczorem w łóżku, opowiedziałam mu o tym i pytam, czy czuje się stłamszony, on i jego uczucia ojcowskie?
- Jak cholera, i nigdy nie wybaczę Ci, że się uparłaś, żeby oboje sama urodzić. Mogłem chociaż Helenkę urodzić! Albo karmić piersią. W końcu jestem ojcem i mam prawo :)

No raczej :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nowy „lepszy” blog

22 paź

No to się przeniosłam, a raczej mnie zmuszono. Czy jestem zadowolona? Nie. Może i nie wyrzucają mnie teraz na główną stronę onetu na pożarcie trollom i matkomdługokarmiącymzdzieckiemsiedzacym, ale kolejny już raz kasuję ponad 100 spamerskich komentarzy pod moimi notkami, no chyba, że

„Pavel Mudra za Dobrovici vyhre1l už asi popětadvace1te9 v řadě. Předtedm remis a předtedm zase řada vfdher. Celkem me1 za posledned 3 seznoy nějakfdch 19.5 bodu ze 20 (to nevedm přesně, jen odhaduji). Ste1le na prvned šachovnici. To už ani tolik nevaded, že me1 o něco slabšed soupeře podle Ela.”
to rzeczywiście komentarz do mojej notki o chrzcie dzieci…..

Do bani ten wordpress.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

spadanie

15 paź

Pół świata zamarło wczoraj bo ktoś skoczył z wysoka i się nie rozmaślił. Niebywałe doprawdy… Niestety nie śledzę w weekendy wiadomości bo jako nienajlepsza matka aspirująca do trochę mniej kiepskiej staram się z bachorkami czas aktywnie spędzać, zatem ominęło mnie to całe przedstawienie…

Ewa twierdzi, że to trochę tak jakbym przegapiła lądowanie na księżycu, ja jednak nie widzę zbytniego związku. Już samo to, że on jakby pod prąd się udał… Że to niby postęp i nawet coś o patelniach teflonowych wspomniała, że to właśnie dzięki lotom w kosmos, a ja nadal związku nie widzę, bo on w dół, a oni w górę i tak jak to w górę ma dla mnie jakiś sens, tak to w dół, no nijak tego nie kumam.
Ale przyziemna jestem podobno :) No jestem. Sportem ekstremalnym jest dla mnie przymierzenie 10 par dżinsów z dwójką dzieci w weekend w centrum handlowym. Zimą. Wejście do jeziora jak dna nie widzę. Wchodzenie pod górę jak można wjechać wyciągiem, kolejką.. A jak nie można, to może nie warto? Bo zimno, ślisko i niebezpiecznie. A ja z matką naturą zadzierać nie będę. O nie…

Jak dla mnie cała ta impreza, to jak dobrze ujęła to Kasia, najdroższa reklama Red Bulla w historii. A co udowodnił? Szczerze? Chyba tylko to, że jak się ma dużo kasy, wolnego czasu i szczęścia to można zajebiście szybko spaść z bardzo dużej wysokości i przeżyć. Brawo!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

najgorsza matka na świecie

09 paź

W poniedziałek zapomniałam o owocach na plastykę, we wtorek syn mój pierworodny halówek na piłkę nie posiadał w worku, w środę w różowym odpowiedniku dinozaurowego worka, zabrakło baletek dla małej balleriny, a w crocsach jak wiadomo balerinki wyglądają ponuro. W czwartek nie zdążyłam wykąpać dzieci przed dobranocką, a w piątek kołysanki śpiewałam już nieco żałośnie i raczej niechętnie. W sobotę bachorki porzucone zostały u teściowej i odebrane po 13 w niedzielę, ale tylko dlatego, że wyżej wspomniana teściowa obiecała nam, zmęczonym po imprezie, rosół.
Nie stymulowałam małych umysłów zagadkami, czy kalamburami i nie biegałam z nimi po parku tarzając się w świeżospadniętych kolorowych liściach. Co prawda w sobotę przed porzuceniem u babci zostały przeciągnięte po lesie, ale patrząc na Helenę, nie spotkało się to z entuzjazmem i było raczej za karę niż dla zabawy.

W ubiegłym tygodniu przyznałam sobie puchar najgorszej matki na świecie. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej… Zrobiłam zdjęcia wszystkim ogłoszeniom na tablicy w przedszkolu i teraz skwapliwie je przeglądam, co by niczego nie zapomnieć. W obu workach znalazło się odpowiednie obuwie a nawet koszulki i spodenki na gimnastykę i piłkę nożną. Może nawet zapamiętam, żeby zużyte baterie zanieść do przedszkola? I makulatury trochę po obejściu pozbieram?
Sama nie wiem, muszę się jakoś zrehabilitować, żeby zapomnieli, że butów nie mieli… I tych warzyw na plastykę, czy też owoców…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nocne mężów rozmowy

08 paź

Aaaaaaa… Polcia mi przypomniała…. Wiecie o czym rozmawia dwóch facetów przy wódce?
O bajkach na mini mini…..

Świat oszalał..

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czarno-biało i czerwono

08 paź

Party było w sobotę. Ależ się działo. Ja mam wrażenie, że im starsza jestem i moi współbalowicze, tym imprezy zacniejsze. Ja z zasady nie tańczę, bo imprezy zazwyczaj przegadać lubię, ale gdzież tam. Mimo krwi z butów nowych się wylewającej (pozwę producenta jak nic), z parkietu ciężko mnie było ściągnąć. Nie tylko mnie, bo jedyna dama w czerwieni, (szanowna jublilatka), na biało czarnym tle swoich gości, wywijała równie wyczynowo. Panowie też zabalowali i w przeciwieństwie do nas skończyli ze spodniami przy kostkach.. Nie wiem.. Poniosło ich.. Nam się już szczęśliwie akumulator w aparacie wyczerpał, ale zdjęcia podobno są…

Zdjęcia to już osobna sprawa. Pamiętacie taką scenę z „Kac Vegas” jak znaleźli aparat? A teraz obejrzymy zdjęcia i już nigdy nie będziemy do nich wracać? Nooo.. to nasze też są niczego sobie. Widać, że wszyscy bawili się wyśmienicie. Trochę to wygląda jak impreza swingersów, bo co chwila ktoś kogoś w coś całuje i niekoniecznie własnego kogoś, ale widocznie nikomu to nie przeszkadzało, skoro nikt nikomu twarzy nie obił :)

Następne planowane imprezy to halloweenowy kinderbal Helenki, świętozmarłowe urodziny Helenki i podwójny szałer. Matko ale się będzie działo…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przypływ

02 paź

Studenci wrócili. W sumie dobrze, bo dzięki nim mam pracę, ale z drugiej strony nie przypuszczałam, że powrót studentów oznacza dla mnie kompletny paraliż komunikacyjny. Od 1 października mój powrót do domu wydłużył się o kolejne 20 minut. Czyli studenci jak nic.
Zatem na półkę z mitami odłożyć możemy ten o biednym studencie. Student bowiem biedny już nie jest, bo najwyraźniej każdy ma samochód i przemieszcza się w godzinach szczytu tam gdzie ja. Ogólnie do bani. Ale tylko komunikacyjnie.

Po miesiącu w nowym przedszkolu, do którego moje dzieci chodzą razem, co więcej do jednej grupy, (między nimi rocznikowo jest jedynie rok różnicy, a Helena poszła do wyższej grupy, także chcąc nie chcąc są razem), okazuje się, że oni się lubią! Żartują sobie, bawią się razem i mają swoje tajemnice. A jak wczoraj Helcia powiedziała, że jej najlepszym przyjacielem jest Francisek bracisek, to ja mało nie padłam. W sumie nie padłam tylko dlatego, że trzymałam się kierownicy. To taka chroniczna przypadłość. Jak nie trzymam kierownicy to trzymam dokumenty, albo dzieci za rączki, albo kawę, albo kawę i dzieci, kawę i dokumenty. Tylko kawa z kierownicą jakoś mi nie wychodzi ale i to dopracuję. Muszę tylko jakiś wypasiony termiczny sobie kupić na nową drogę jesienną, bo przed wyjściem mi się nie udaje nic więcej ponad umycie, ubranie i przeliczenie dzieci przed wejściem.

Zakupy robię przez internet i tym sposobem pomiędzy rekrutacją a immatrykulacją nabyłam 3 kurtki zimowe, 5 par butów, 2 pary kaloszy, 2 czapki, niezliczoną ilość koszulek i sukienek na przyszłe lato. A i wakacje rezerwujemy. Na wrzesień. Już nie mogę się doczekać :)

A Franio miał dzisiaj pierwszy trening piłkarski. Dla równowagi, co by jednakowo i ciało i umysł, jutro zaczyna szachy. A w czwartek Helena ma pierwsze zajęcia baletowe. Zrujnują mnie……………….

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS