RSS
 

Archiwum - Marzec, 2013

nadal niezbyt żywa

28 mar

Przysięgam nie pamiętam kiedy byłam taka chora. No chociaż nie, pamiętam. 4 lata temu. Wtedy też padłam na płuca i nie mogłam się podnieść. Tak niestety jest, gdy zaczyna mi się wydawać, że jestem nieśmiertelna i żadne przeziębienie mi niegroźne. Chodzę jak gdyby nigdy nic, a potem upadam i odzyskuję przytomność po 3 dniach. I chyba właśnie powoli ją odzyskuję. Chociaż biorąc pod uwagę co mi się śni, to wolę jednak trzymać się myśli, że jestem nadal nieprzytomna.
Ale ma mi się na życie. Staram się tylko za szeroko oczu nie otwierać, żeby bałaganu nie widzieć. Ja też wyglądam po tych kilku dniach nieprzytomności jak kompletny bałagan. I tak jak zamówiłam zakupy z tesco to mam ochotę zamówić sobie do domu kosmetyczkę co by mnie odgruzowała, bo ja nawet nie mam siły opiłować paznokci. A tu święta.

Tylko nie wiem co o tym wszystkim myśleć, bo za oknem śnieg. I już nie wiem… Wciągnąć tę choinkę z tarasu?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

padłam

26 mar

Siedziałam w pracy i jakoś mi było niewyraźnie. Przyjechałam do domu i okazało się, że jest jeszcze gorzej. 38,5 to nie jest moja normalna temperatura. Pojechałam na nocną pomoc, fakt, siedziałabym do nocy. Pojechałam do pediatry, w końcu jestem tylko trochę większym człowiekiem. Tak jak myślałam mam zapalenie oskrzeli. A podobno gdybym pojechała dzisiaj miałabym zapalenie płuc, albo bym się udusiła. Obie opcje niezbyt mi odpowiadają. To się położyłam. I nie mam siły wstać.
To leżę.
Na razie nie mam siły na więcej.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

sprzeczne komunikaty

23 mar

- Franiu, odnieś proszę swój kubek do kuchni
- Ale mamo…
- Franeczku, przecież wiesz, że trzeba po sobie sprzątać
- Ale w przedszkolu mówili, że trzeba sobie pomagać, to może ty zaniesiesz?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wiosna?

21 mar

Pięknie, nieprawdaż? Jak dzisiaj rano oznajmiłam przedzierającym się przez zaspy do garażu bachorkom, że jest pierwszy dzień wiosny, to popatrzyły na mnie jak na kompletną kretynkę i chyba straciłam cały autorytet. To ja się już raczej nie będę w tej kwestii wypowiadać tak, załóżmy, do maja….

Przysięgam coraz „cieplej” myślę o emigracji. Na Bali na przykład. Nie mam pewności czy mają tam jakieś dziekanaty, w których mogłabym pracować, ale nawet gdybym miała zamiatać plażę to teraz ta wizja nie wydaje mi się zbyt niemiła. Bachorkom też chyba nie byłoby najgorzej, a gdyby chciały pojeździć na sankach, to akurat na Wielkanoc byśmy przyjeżdżali do Polski. Mistrzowski plan.

A ja po raz kolejny muszę się pokajać, bo znów wyszłam na matkę mało zaangażowaną w przedszkolne życie moich dzieci. Otóż nie zrobiłam z nimi, (bądź też zupełnie sama jak większość rodziców), pracy z surowców wtórnych na konkurs ekologiczny… No ja cież pierdzielę, nie wiem kiedy Ci ludzie to robią. Poza tym tylko ja w całym tym wielkim przedszkolu mam dwoje dzieci w jednej grupie, a więc prace musiałyby być dwie. A i tak nie pokonałabym taty najlepszej koleżanki Helenki, który zrobił pełnowymiarową perkusję z wiaderek po farbie.. Piękna, obiecali, że nam dadzą do ogrodu :D Dobrze, że Ci od gigantycznej rakiety kosmicznej nie są z nami tak blisko…
Na szczęście dzieci chyba nawet nie zauważyły, że nie ma tam żadnej ich pracy, ale ja tak. I znów czuję się dodupymatką.
W ramach pokuty wstałam po 5 i robiłam dzieciom nakrycia głowy przypominające natkę na dzień marchewki… Dumna byłam z siebie jak nie wiem.
Podobno Helena nawet nie założyła, bo powiedziała, że nie pasuje jej do spódniczki….

Pokuta trwa, noszę kilogramy makulatury i setki nakrętek, zużyte baterie i 1-2-5 groszówki, bo „mamo, jest gorączka złota” … Oszaleję zanim dojdziemy do podstawówki.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na wesoło

19 mar

Wrzucam tutaj, ku pamięci, bo to moja ulubiona scenka rodzajowa. Wiele razy próbowałam sama opowiedzieć, ale daru opowiadania dowcipów nie posiadam. To się dzielę z Wami i wrzucam tutaj, żeby mi się gdzieś znowu nie zgubił…

Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe butki. Szarpie się, męczy, ciągnie…
- No, weszły!
Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie…
Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią… Uuuf, zeszły! Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść….. Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy, a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki…
Pani niebezpiecznie zwęziły się oczy. Odczekała i znowu szarpie się z butami… Zeszły!
Na to dziecko:
- …bo to są buciki mojego brata, ale mama kazała mi je nosić.
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała, aż przestaną jej się trząść, i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty. Wciągają, wciągają… weszły!
- No dobrze – mówi wykończona pani – a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzieci się bawią

17 mar

Kinderbal to, to, co każdy rodzic uwielbia nad życie. Zaczyna się od kilkudniowego jęczenia „mamo a kiedy my jedziemy na te urodziny”, a kończy się zanoszeniem nieprzytomnych dzieci z samochodu, prosto do łóżka w tzw. „opakowce”. Także jeżeli kończy się jedynie częściową utratą słuchu i złamanym paznokciem matki, wyjście można uznać za zakończone sukcesem.
Jest kilka rzeczy o których należy pamiętać, kiedy idziemy na kinderbal do Sali zabaw.
- Jeżeli planowane jest malowanie pyszczków nie zakładać białych koszulek, szczególnie z długim rękawem, który służy później do wycierania potu, łez, soczku wraz z makijażem.
- Ponadto, jeżeli pyszczki dzieci są pomalowane, a imprezę opuszczamy w czasie, kiedy dzieci normalnie są już wykąpane i oglądają dobranockę, należy pyszczki umyć na miejscu, szczególnie, gdy użyte było dużo czarnego lub niebieskiego koloru. Czarny domywa się raczej trudno, a niebieski wżera się na tyle mocno, że nawet względnie ogarnięta nawilżaną chusteczką, śpiąca twarz dziecka, rano wygląda na posiniaczoną i katowaną przez weekend bez ustanku.
- Wracając do ubioru, dzieci najlepiej nie ubierać wcale, gdyż temperatura w takich miejscach jest jak na egipskiej plaży w środku sezonu, dlatego nawet pozostawienie dziecka w samej koszulce, może się okazać niewystarczające. Dlatego najlepiej przed wyjściem do domu koszulkę wykręcić, lub zmienić na suchą jeżeli jest się matką idealną i przezorną.
- Należy zapomnieć o kolacji, gdyż po pierwsze dziecko przez sen nie jada, przynajmniej takie, które z butelki i mleka wyrosło, a po drugie, jest na pewno tak napakowane węglowodanami, że jakoś do śniadania dociągnie.
- Dziecko przed wyjściem należy porządnie odsikać, pozwoli to uniknąć nocnych wędrówek, postojów „na siku” w środku zimy i innych, przykrych niespodzianek w przypadku dzieci młodszych.
- Gdy na kinderbalu jest trampolina należy zabrać ze sobą plastry, okłady z lodu, w skrajnych przypadkach lekarza ortopedę z lekkim gipsem, chociaż ciężki gips też daje radę, jeżeli dziecko jest lekkie samo w sobie i chcemy, żeby przez chwilę spokojnie posiedziało na tyłku. Balast w postaci gipsu gipsowego, bardzo w takich przypadkach ułatwia unieruchomienie dziecka.
- Należy zabrać spory zapas dwuzłotówek, bo na pewno będzie tam przynajmniej jedna szczelina, do której monety te będą pasować idealnie i „mamo, mamo koniki, ja chcę na konika”. I tak, dziecko szczęśliwe kręci się na karuzeli z konikami, a matka/ojciec stoi obok i ku radości dziecka upycha monetki w żarłoczną dziurę.
- Wskazane jest zachowanie spokoju. Dziecko samo takiej Sali zabaw nie opuści, szczególnie zimą w koszulce i skarpetkach, dlatego spokojnie możemy zająć się rozmową z innymi dorosłymi. Dziecko, które zrobi sobie krzywdę, zazwyczaj głośno o tym informuje i przybiega w objęcia matki/ojca, w celu wytarcia łez i wyżej wspomnianego malunku na twarzy, w czyste ubranie rodzica. Jak nie przybiega i nie krzyczy, znaczy się jest dobrze i możemy przestać się nerwowo rozglądać.
Zastosowanie się do powyższych wskazówek, nie jest oczywiście gwarancją udanej zabawy i powrotu z niej, ale częściowo ułatwia to niełatwe zadanie. Powodzenia!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zakichana matka

15 mar

Jeżeli ktoś naiwnie myśli, że ja sobie w weekend pochoruję i w poniedziałek będę jak nowa jest w błędzie. Ja muszę być zdrowa w niedzielę! I to przed 16.00. Moje kochane bachorki zostały bowiem zaproszone na urodziny do koleżanki z przedszkola i jakoś nie wyobrażają sobie, że mogłyby nie iść z tak błahego powodu, jakim jest postępujące umieranie na katar ich rodzicielki. Cóż z tego, że owa matka niezbyt żywa wiele razy nie poszła na urodziny/imieniny/rocznicę ślubu/do kina/na spacer/gdziekolwiek, bo bachorki miały katar? No nic. Nie wydaje mi się, żeby moje słodkie dzieciątka wykazały się aż taka empatią i zaproponowały „zostańmy w domu mamusiu, zrobimy ci herbatkę i podamy syropek”, to raczej nawet nie zapytam :)
Wezmę przemysłowe opakowanie kleenexów i litr sudafedu i jakoś dam radę. Cooo, ja nie dam?
Szkoda tylko, że wyglądam jak Rudolf, akurat wtedy, kiedy mam poznać inne matki z przedszkola, które już wystarczy, że są zapewne ode mnie ładnych kilka lat młodsze…

Umierająca a nadal próżna… szokujące nieprawdaż? :D

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

się pochorowałam

14 mar

Szczerze? Nie wiem kiedy ostatnio byłam chora. Chyba chorowałam w tym samym czasie co dzieciaki, bo nie pamiętam siebie chorej. A jak one były chore to pewnie nie zauważyłabym nawet gdybym nagle obudziła się z blond afro na głowie. A co dopiero jakieś przeziębienie.
Ale jak mnie dopadło! Matko świata, normalnie nie wiem jak to ogarnąć.
Mam zatkane uszy i kompletnie odetkany nos, pod który muszę ciągle chusteczkę podtykać bo mi kapie. MASAKRA! I mimo kupowania najdroższych i najbardziej miękkich chusteczek na świecie, twarz mam zrytą do białej kości. Ałć.
Nie przypuszczałam, że można tak zdychać na zwykły katar?! Czuję się jak prawdziwy mężczyzna. Mam katar, chyba powinnam się położyć w szpitalu…
Jakby nie było do pracy chodzę, bo wyjścia nie mam. Elektroniczny indeks, który wprowadziła moja uczelnia spędza mi sen z powiek, a jedynymi zadowolonymi z jego istnienia są chyba tylko studenci, którzy w końcu nie muszą biegać z indeksem i zbierać autografy…
Teraz o wpisy martwią się wykładowcy i pracownicy dziekanatów. Ot takie ułatwienie.
Pocieszam się tym, że z semestru na semestr będzie coraz łatwiej…

A w ogóle, to do jasnej kurwa cholery, gdzie jest wiosna? Co się do diabła dzieje na tym świecie????????

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jak ja będę miała dziecko……….

06 mar

Ostatnio znowu gdzieś widziałam/przeczytałam, że „jak ja będę matką, to na wszystko znajdę czas. I na basen i na siłownię, a moje życie w zasadzie niewiele się zmieni”. Kiedyś to jeszcze na mnie działało i próbowałam mniej więcej naświetlić jak to wygląda w rzeczywistości, ale teraz tylko uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do prasowania.
Po co burzyć komuś tę utopijną wizję, skoro ona sama, zaraz po „wykluciu się” zburzy wszystko grunt pod nogami tąpnie i pierdzielnie z przytupem?
Moje dzieci nie miały kolek, budziły się co 3 godziny na jedzenie, które trwało 10 minut, a w wieku 3 miesięcy dochodziły do wniosku, że w nocy się śpi i spały po 6-7 godzin bez przerwy, czyli sielanka. A mimo wszystko jakoś cholera nigdy nie dojechałam na ten basen, a siłownię widziałam na obrazkach. Spałam po 3-4 godziny na dobę między nocnymi karmieniami, chociaż raczej nazwałabym to utratą przytomności niż snem jako takim. Poranny prysznic brałam czasem wieczorem a śniadanie płynnie zlewało się z kolacją. Życie towarzyskie kulało, a małżeńskie…. Powiem tylko, że nie zawsze byliśmy przytomni w tych samych godzinach.
I tak w takim młynie przez pierwszych kilka miesięcy. Szczerze? Na ostatniej pozycji mojej listy był wtedy basen. Chudłam bo nie miałam czasu na jedzenie, siłownię zastępowało mi podnoszenie dziecka i wózka.
Przez pierwsze 3 tygodnie w domu miałam wrażenie, że żyję w jakiejś chmurze z pampersów i mleka. Pierworodny fascynował mnie swoją maleńkością i zależnością ode mnie, wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Śpi, popatrzę chwilę na niego i też się położę, myślałam i tak, po godzinie, odrywałam się od łóżeczka, szłam szybko wyprać, pozmywać, posprzątać, zanim się obudzi. On się budził ja nie spałam wcale. Patrzyłam, prałam i prasowałam. Jak to do mnie dotarło, wskoczyłam w rurki, 10 cm obcasy i pognałam odreagować na szoping. Kupiłam pieluchy, ubranka i mleko. Szoping, że ja cież pierdzielę.
Myślałam, że przy drugim się otrząsnę, że już będzie inaczej. Było. Miałam większy dom, schody do pokonania i już jedno małe dziecko wymagające uwagi na stanie. Siłownia??? Basen??? Byłam szczęśliwa jak mogłam się wysikać wtedy, kiedy potrzebowałam a nie 3 godziny później. Ale, to pewnie przez moje niezorganizowanie. Pewnie inne matki lepiej sobie radzą. A najlepiej to sobie na pewno radzą te, które jeszcze dzieci nie mają.
To co? Może nie rozwiewajmy im złudzeń? Bo nam przyrost naturalny spadnie jeszcze bardziej…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS