RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

wyznania

30 kwi

- Mamo jestem trochę zły na Ciebie przez te pawie – oznajmił mi pierworodny, gdy wsiadaliśmy do samochodu pod ZOO
- Ale dlaczego kochanie?
- Bo ja się ich bałem
- Niemożliwe, w ogóle nie było tego po tobie widać
- Ale się bałem, a ty tam poszłaś do nich
- Kochanie, ja poszłam, bo Helenka je chciała zobaczyć, nie musiałeś iść z nami
- Musiałem mamo, bo cię kocham.
- ………

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

najtrudniejsze

28 kwi

Najtrudniejsze w wychowaniu jest NIEwylądowanie na pasku w tefałenie. Bo gdy królewna wychodzi po raz kolejny z łóżka, z kolejnym zapytaniem lub żądaniem, gdy pragnie uwagi, a moja jest już skupiona na mnie samej, a ona chce po raz piętnasty siku piciu, albo po prostu pogadać itp.
Wtedy sztuką jest zachować spokój, aby za jakiś czas (nie wiem jak szybko działa tefałen), nie pojawiła się informacja.
…..”DWOJE MAŁYCH DZIECI POZOSTAWIONYCH BEZ OPIEKI…… PO GODZINIE ODNALEZIONO MATKĘ BŁĄKAJĄCĄ SIĘ PO LESIE…. KOBIETA MAMROTAŁA, MIAŁA PIANĘ NA USTACH I OBŁĘD W OCZACH”…

Czasem sama nie wiem jak to robię, że nie uciekam.. tym bardziej, że las jest tak kusząco blisko..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

:)

27 kwi

Leniwe popołudnie, leżę w sypialni i czytam, dzieci bawią się w swoich pokojach. Cisza, spokój….
Wpada Franek ze zbudowanym przez siebie pojazdem z klocków lego.
- Mamo zobacz!
- O fantastyczne, bardzo mi się ta konstrukcja podoba
- Ja nie jestem konstruktorem mamo, ja jestem GENIUSZEM!!

Z wrażenia ogłuszyłam się kindlem.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

reformowo niereformowalnie

26 kwi

Dotarło do mnie ostatnio jak wypełniałam dokumenty rekrutacyjne do przedszkola (kolejny absurd, bo dzieci do przedszkola przecież już raz się dostały i do niego chodzą), że syn mój pierworodny, mocno w latach posunięty w przyszłym roku szkolno-przedszkolnym będzie już w grupie przygotowawczej do szkoły. A rok później jak na 6 latka przystało podrepcze z plecaczkiem do szkółki.
I szczerze mówiąc nie to mnie martwi, że dzieciństwo mu się kończy czy coś. Nie… Martwią mnie rodzice, którzy teraz, w tym roku mając wybór, 6-latki zatrzymują w domu. Oczywiście rozumiem, że nie każde dziecko do szkoły się w tym wieku nadaje, (co więcej, pracując na uczelni wyższej wiem, że niektórzy nie nadają się w wieku 19 lat na studia), ale to nie o to w tym wszystkim chodzi.
Dzieci 6 letnie zostaną w przedszkolu, nie będzie miejsc dla tych, które do przedszkola już powinny iść, ale nie ma szans, bo miejsc brak. W podstawówkach pusto, ale nie, twardo zatrzymajmy dzieci w przedszkolu, niech się beztrosko bawią.
Tyle, że w 2014 beztroska się skończy. Bo skończy się wybór. I do pierwszej klasy trafią nagle 2 roczniki – 2007 i 2008. Szkoły, które teraz podobno nie są przygotowane na przybycie 6-latków, nagle za rok będą przygotowane na to, żeby w jednej klasie były dzieci między którymi może być nawet 2 lata różnicy (styczeń 2007 i grudzień 2008, to jednak jest różnica u dziecka). Już nie mówiąc o tym, że tych dzieci będzie może nie 2 razy więcej, ale duuuuużo więcej niż dotychczas.
A przecież szkoły, które stały puste zostały polikwidowane, nauczyciele pozwalniani, a teraz nagle znajdzie się miejsce i nauczyciel dla wszystkich dzieci z 2 roczników?? Jakim cudem?
I tak już będzie przez ich całą edukację. Jak już jakimś cudem dostaną się do wybranej podstawówki, to potem muszą znaleźć miejsce w gimnazjum. O miejsce w dobrym liceum trzeba będzie walczyć korepetycjami, zajęciami dodatkowymi i cholera wie czym jeszcze, a o studiach medycznych czy innych równie popularnych to już w ogóle można zapomnieć, bo chętnych też będzie więcej niż zwykle.
I tak się tylko zastanawiam, czy naprawdę nikt nie myśli o tym, że ten rok beztroski i zabawy w przedszkolu, może być w rezultacie zafundowaniem dziecku nauki w najliczniejszym od lat roczniku? Sami skazują dzieci na trudniejsze egzaminy, wyższe kryteria przyjęcia, więcej osób na jedno miejsce itp.
I dziwi mnie to niezmiernie, bo to przecież nasze czasy szkolne powinny nam dać do myślenia. Dorastaliśmy w czasach mega wyżu demograficznego, kilkanaście/kilkadziesiąt osób na jedno miejsce było na porządku dziennym. My nie mieliśmy wyboru, ale teraz mamy. I mało kto chce z niego skorzystać.
No nie pojmuję…. I tak mój syn jako pierwszy obowiązkowy rocznik 6-latka w szkole, będzie miał w klasie pełno 7-latków.
Całe szczęście, że jest ze stycznia i jest zdolny po mamusi bo bym już na korepetycje zbierała :D :D

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pierwsze koty za płoty

18 kwi

Muszę odnotować tę przełomową chwilę w życiu mojego syna.
Dzisiaj dzień pierwszej plomby w zębie mojego synka. Był dzielny, a przy borowaniu nawet nie mrugnął okiem. Wkurwiły go dopiero waciki i siedzenie z otwartą paszczą 5 minut.
A tak się bałam….
:)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

lwy i ludzie

18 kwi

No i nic nie pomalowałam, okazuje się bowiem, że ciemna śliwka nie będzie pasowała do dywanu, a na amarant chyba nie jestem jeszcze gotowa. Podobnie jak na blond. Także sprawa malowania na razie utknęła w martwym punkcie. Na razie cieszę się wiosną, a wczoraj nawet rozgrabiłam kopce kretów, które mi trawnik popagórkowały. To już jest płasko. A dzisiaj rano dzieci zaplanowały mi inne atrakcje na nadchodzące dni.
- Mamo, musimy koniecznie posadzić więcej borówek – oznajmił pierworodny
- I tluskawek – dorzuciła Helcia
- I poziomek
- I zasadzimy dzewka z jabłuskami
- I agrest, bo ja lubię agrest
- Ja tes lubię i pozecki

W sumie fajnie, że tak lubią owoce, ale to oznacza rycie w ziemi przez najbliższe kilka weekendów i zrujnowany manicure. Hmmm… jakbym coś przeczuwała, bo zamiast nowych szpilek na wiosnę kupiłam sobie kalosze i crocsy….

A jak już w temacie wzrostu i rozwoju jesteśmy, to muszę się pochwalić, bynajmniej nie roślinkami, bez przesady, ale… Syn mój jedyny od 3 miesięcy pięcioletni pisze i czyta :) No dobra, nie mówię, że bezbłędnie pisze bo zawiłości naszego języka sa mu na razie obce i kompletnie olewa ortografię, ale ciągle chce ćwiczyć… I tak, ja mu mówię jakieś słowo, a on literka po literce je pisze. Umie się podpisać, napisać dedykacje dla całej rodziny itp. Z czytaniem gorzej, bo składanie długich wyrazów jest na razie nie do ogarnięcia, ale bardzo mnie cieszy, że w ogóle ma na to ochotę. Na ale jak mogłoby być inaczej skoro od urodzenia czytam mu codziennie wieczorem?
Teraz na tapecie „Mikołajek” Franio zachwycony, ja wspominam dzieciństwo i tez mi dobrze, tylko Helcia nie podziela naszego entuzjazmu, bo to „ksionzka o chłopakach mamo” :) Ale i tak słucha :)
A oprócz tego, że taki zdolny :) to jeszcze najbardziej na świecie kocha właśnie mnie. Informuje mnie o tym niezliczoną ilość razy dziennie, przytula się, a jak przy okazji jakiejś rozmowy o przyszłości wspomniałam, że kiedyś będzie mieszkał beze mnie i będzie miał żonę i własne dzieci, prawie wpadł w depresję i musiałam go uspakajać i zapewniać, że posiadanie żony nie jest najgorszą rzeczą na świecie i na przykład tatuś jest zachwycony, że żonę ma. (o czym absolutnie nie świadczył wyraz twarzy tatusia jak to usłyszał… chyba musimy ustalić wspólne stanowisko na takie okazje :) ) Także na razie temat żony dla mojego syna i moich potencjalnych wnuków, odkładam na półeczkę pt. tematy tabu. Będzie pierwszym.
Hmmm… pomimo całej mojej miłości i bezgranicznego uwielbienia dla mojego syna, boję się jednak, że jak będzie po 20-tce, chęć mieszkania z nim pod jednym dachem zacznie u mnie słabnąć i będziemy musieli do tematu wrócić :)

Helcią też się będę chwalić, chociaż ani nie pisze ani nie czyta. Jest za to najpiękniejszym i najbardziej upartym stworzeniem jakie znam. Jest kompletnie nieprzekupna, niesamowicie asertywna, a przy tym czarująca i nie…. w ogóle mnie to nie wkurwia…. ani trochę :)
Jest trzyletnim zodiakalnym skorpionem w najcięższym wydaniu i nie mówię tu o wadze własnej…
Z Frankiem podstępem i szantażem mogę załatwić wszystko, ale ta mała królewna jak powie nie, to nie ma zmiłuj. Odda wszystko w obronie własnej decyzji, a ja wychodzę z siebie bo astrologicznie upór nie jest mi obcy, a już sprzeciwu nie znoszę. Jak to lew.

Nie to, że nagle zaczęłam wierzyć w horoskopy, palić kadzidełka i oblekać się w powłóczyste szaty, ale nawet horoskopy czytane dla rozrywki (raz na ruski rok), nie dają mi zbyt dużej nadziei słowami „matka lew raczej nie ma zbyt dużego wpływu na córkę skorpiona”. No doprawdy. To już wiem od jej urodzin, które to panna Helena zaplanowała 3 tygodnie wcześniej niż ja dla niej. Wtedy po raz pierwszy postawiła na swoim. I zamiast strzelca urodz łam skorpiona… Ale teraz już się tak nie daję. I iskrzy :)
I chyba korbę mam kompletną bo kocham w niej ten upór i go nienawidzę.Wiem, że to dobrze dla niej i w życiu sobie to asertywne stworzenie poradzi, ale wychowanie jej będzie i już jest czasami, niesamowicie trudne i wyczerpujące.
Ale ją ubóstwiam, jest moją wymarzoną królewną, moją przytulanką. Moją grzeczną (tak tak, mimo tego uporu jest bardzo grzeczna – paradoks, ale najwyraźniej możliwy) słodką córeczką.
I w ogóle dobrze mi z nimi.
Tylko to wychowanie jest tak cholernie trudne.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zaparłam się

10 kwi

Stwierdziłam, że nie napiszę nic do wiosny. Dzisiaj w nocy po raz pierwszy temperatura utrzymała się nad zerem a śniegu jest z dnia na dzień mniej. Przeleciało mi nad głową 6 bocianów, zatem ogłaszam wszem i wobec. Wiosna.
I lepiej, kurwa mać, żeby się już nic nie zmieniło w tym temacie, bo nie ręczę za siebie. Do tego stopnia tegoroczna zima zalazła mi za skórę, że nie mogę patrzeć na mój całkiem biały dom i zamierzam przemalować go (wewnątrz, bo na zewnątrz dopiero co go na biało pociągnęliśmy) na jakikolwiek kolor, byleby nie miał nic wspólnego ze śniegiem. Białych mebli nie zmienię (nawet kanapa jest biała…) ale ściany jak najbardziej.
Na pierwszy ogień idzie przedpokój, który stanie się jeszcze bardziej szary (podłoga już jest szara) a miejscami nawet w kratkę.
Później biorę się za salon. Położę tapetę, którą kupiłam 4 lata temu, a ponieważ oczywiście jest biała, dla kontrastu pierdyknę na reszcie ciemną śliwkę. Albo granat. Nawet amarant mi pasuje, byleby to nie było białe…
Także plany mam niezłe. Zamierzam przemalować na wiosnę mój mały mikrokosmos. A potem ufarbuję się na blond :D

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS