RSS
 

Archiwum - Maj, 2013

wtf???

31 maj

10 minut przed północą dostałam 2 maile. Z rekrutacji do przedszkola. Zajrzałam, bo w sumie czemu nie. Dzieci od zeszłego roku chodzą do przedszkola, Franka obejmuje obowiązek, bo za rok do szkoły,kontynuacja, rodzeństwo itp.. No i w ogóle niespecjalnie się tą rekrutacją przejęłam, szczególnie, że już wcześniej opiekunki w przedszkolu mówiły, że będziemy w komplecie za rok. No i ustalałam z p. Dyrektor, że Franka trzeba będzie przenieść do wyższej grupy.
A automat formico mi napisał, że jedno dziecko się dostało, a drugie nie.
Chyba mu walnę w serwer. No bo niby jak?
Gdyby było to chociaż trochę prawdopodobne, naprawdę bym się wkurwiła.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzień matki samotnej

28 maj

Nigdy nie chciałam być samotną matką. Nie po to wychodziłam za mąż, rodziłam dwoje dzieci rok po roku, żeby zostać z nimi sama. Nie, nie. Mój mąż żyje, nadal nim jest, nie rozwiodłam się i nadal mieszkamy razem, chociaż „mieszkamy” to trochę za dużo powiedziane. Mimo tego jestem samotną matką…
Dla kogoś, kto mnie nie zna, wszystko wygląda super. Normalnie pozazdrościć. Dwoje ślicznych dzieci, dom pod miastem, nienajgorszy samochód rodzinny, praca na uczelni. Rewelacja. Idealna matka XXI wieku. Szczupła, zabiegana, obecna na wszystkich przedstawieniach w przedszkolu, fantastycznie godzi wychowanie dzieci z pracą zawodową. Żyć nie umierać.
A gdzie mąż? W pracy oczywiście. I za każdym razem słyszę tylko, „kochanie, muszę dbać o to, żeby niczego nam nie brakowało, żeby utrzymać dom i Was”. Mhmmmm, tylko jeszcze trochę i nie będzie żadnych NAS!!
Przy wieczornym kieliszku wina stojącym obok deski do prasowania myślę o tym wszystkim i mam ochotę spakować go i przestać udawać, że jestem TAKA SZCZĘŚLIWA w małżeństwie, że moje życie jest cudowne. Bo przecież powinno, prawda? Mam niby wszystko… Gówno prawda. Jestem sfrustrowana, zmęczona i wkurwiona. Sztucznie podtrzymywana przytomność kofeiną i żeń szeniem, notatki, kalendarze, karteczki, na których zapisuję wszystko o czym muszę pamiętać. Żeby nie zapomnieć. Zdjęcia w telefonie wszystkich informacji z przedszkola, bo przecież nie może być tak, że dzieci nie będą ubrane na pomarańczowo, zielono, czy zapomną wziąć szyszek czy innego cholerstwa, bo mamusia zmęczona zapomniała.
Tatuś ledwo wie gdzie jest przedszkole, a jak bym go poprosiła o kupienie im koszulek, w życiu nie wpadłby na jaki rozmiar czy też wiek, miałyby być.
A oni wściekle go kochają, a sfrustrowanej zmęczonej matki mają już pewnie po kokardę. „Tatuś bardzo was kocha i bardzo by chciał być teraz z wami w domu, ale musi pracować”. Recytuję co wieczór, to samo. Codziennie to samo. Oni spokojnie zasypiają, a ja nalewam sobie wino i palę na tarasie kolejnego papierosa. Zanim wróci tatuś, mamusia już dawno będzie spać.

Poszłam do lekarza, pomyślałam, że może to ze mną jest coś nie tak. Może mam wygórowane oczekiwania, a przecież czasy są ciężkie. Może niepotrzebnie się czepiam?
„Pani nie jest chora psychicznie. To pani sytuacja jest nadzwyczaj trudna. Ciężko się dziwić zmęczeniu i rozdrażnieniu”. Dostałam leki na poprawę humoru, wyciszenie i spokój. Może teraz będzie lepiej? Może antydepresanty sprawią, że znów stanę się lepszą matką i żoną?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dylematy

22 maj

mam problem…duży nie jest, ale nie bardzo wiem co robić :)

moje dzieci są ochrzczone, niejako na życzenie rodziny męża, poza tym chciałam w ten sposób „uhonorować” bliskich mi ludzi i w pewien sposób włączyć ich do rodziny, jeżeli akurat w niej nie byli
religia szczerze mówiąc była na dalszych miejscach. ale ja nie o mojej hipokryzji miałam (bo nie ukrywam jest to kompletna hipokryzja z mojej strony, ze ślubem kościelnym włącznie)
chrzest mają, ale na tym koniec, dalej już w to brnąć nie będę. na religię też chodzić nie będą. ostatnio Franek, który przerzucił się na oglądanie encyklopedii, kronik ziemi itp. pytał mnie o homonidy, które znalazł w którejś z książek, no to jak na antropologa z wykształcenia przystało, opowiedziałam mu o ewolucji itp. przyjął do wiadomości, zadawał dużo fajnych pytań i przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.
Najwyraźniej jednak postanowił sie pochwalić swoją świeżo nabytą wiedzą w przedszkolu, bo jak go odebrałam padło pytanie „mamo, a kto to jest „panbuk”, bo Piotrek mówi, ze to on stworzył człowieka”. i tak jak z ewolucją radzę sobie całkiem nieźle, tak ciężko wyjaśnić 5 latkowi kim jest Bóg. całe szczęście, że akurat w tym punkcie moja wiara, jaka by nie była, pokrywa się z innymi, to coś powiedziałam, ale nie mam pojęcia, co zrobić przy kolejnych okazjach…. przedwczoraj padło pytanie o Bozię i już wymiękłam, mogę mu co najwyżej wykład z religioznawstwa zrobić…
O Bogu jako takim to jeszcze coś powiem, ale jak ogarnąć temat Bozi i Jezusa, który lada moment też się pewnie pojawi???

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

piknik

21 maj

Wielki piknik w wielkim przedszkolu. Mnóstwo atrakcji, dmuchanych zjeżdżalni, zamków, kiermasz z zabawkami, ciastka, kiełbaski, kompociki… Mnóstwo dzieci, rodziców, babć, dziadków. Ogólne szaleństwo.
Wszystkie dzieci ubrane na zielono – całkiem lub tylko częściowo. Mój mąż pojawił się na chwilę i wrócił do pracy. Zostałam sama z dwójką, która koniecznie chciała być jak najdalej od siebie. Ogólne szaleństwo.
Chwila wytchnienia, stoję z Najlepszą, bo jakimś cudem, cała nasza czwórka jest obok siebie.
- Mieciu, wiesz, przez chwilę stałam przy zjeżdżalni i głaskałam po głowie jakieś dziecko… Myślałam, że to moje..
- Ja dobre 10 minut pilnowałam jakiegoś chłopca w zielonej koszulce… Okazało się, że to nie był mój syn.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bardzo zdolny syn

17 maj

Jeżeli myślicie, że olewam i nie piszę, to jesteście w błędzie. Otóż piszę non stop, właściwie codziennie, ale to na razie ciiii.

Ale muszę udokumentować kolejny krok milowy w życiu pierworodnego :)

Właściwie trudno mówić tu o kroku, bo to raczej o niedotykanie nogami ziemi się rozchodzi. Otóż mój wyjątkowo zdolny, utalentowany i nad wiek rozwinięty Syn Jedyny w 10 minut opanował jazdę na dwukołowym, prawdziwym rowerze. Jestem dumna jak nie wiem :)

Po przejechaniu kilometrów na biegówce i kilkudziesięciu metrów na rowerze z doczepionymi tylnimi kółkami, stwierdziłam, że czas spróbować bez. Przytrzymałam mu siodełko jak wsiadał, ruszył i… no szłam obok niego, trzymając to siodełko, ale miałam wrażenie, że nie jestem mu jakoś szczególnie potrzebna.

Po 3 kółku na drodze do garażu puściłam i… no jechał dalej, pedałował, krzycząc „mamo ja nie czuję trzymania”. W sumie nic dziwnego skoro stałam 10 metrów za nim a jedyne co trzymałam to moją opadającą szczękę.

I się nauczył. Po kolejnych 10 minutach nauczył się sam ruszać, a chwilę później zaczął się ścigać ze swoją niewiele starszą ciotką, która już dawno opanowała tę trudną sztukę.

Ależ ja jestem z niego dumna… :)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powrót HELLeny

15 maj

Coraz bardziej zaczynam wierzyć w nadprzyrodzone zdolności mojej rodzicielki.

Po tym jak urodziłam sobie cudownego grzecznego syneczka, moja mama mówiła mi o niesprawiedliwości dziejowej i o tym, że to niemożliwe, bo przecież ja byłam bliższa laleczce Chucky z charakteru, a Franio taki grzeczny…

Z wrodzonym wdziękiem i taktem odpowiadałam jej na to, że dzieci nie rodzą się złe (pomijając dziecko Rosemary oczywiście i inne czarcie pomioty), że to tylko wina niedoświadczenia rodziców J

Na fali uniesienia pt. „mam takie cudowne, grzeczne dziecko” zaszłam szybko w kolejną ciążę, chcąc, że tak to ujmę, mieć to z głowy.

I wtedy na moje „żeby to była dziewczynka”, moja mamusia dodała, „i to taka jak Ty”.

W tym momencie powinno pęknąć jakieś lustro, uderzyć piorun, czy coś równie złowrogiego powinno mieć miejsce. Może i miało. Bo to wiosna była.

Euforia pojawiła się dokładnie 4 lata temu, 15 maja, kiedy to dr D. powiedział „to dziewczynka, o tu, wyraźnie widać”.  Jak dla mnie to nic nie było widać, ale było mi wszystko jedno, bo brzuch-helenka miał się stać prawdziwą Helenką!

Kilka miesięcy później z ciśnieniem 170/110 poszłam rodzić to cudowne dziecię, które postanowiło jednak być zodiakalnym skorpionem.

Czujność uśpiły kompletnie pierwsze 3 lata życia Helenki, która wydawało by się, była równie grzeczna jak jej starszy brat. Teraz już wiem. Ona po prostu zbierała siły. I kumulowała energię. Dużo łatwiej wchodzić przecież w spory z matką, kiedy ma się już całkiem bogate słownictwo, dużo bezpieczniej zabrać coś Frankowi, kiedy umie się szybko biegać. I dużo łatwiej wyegzekwować od otoczenia spełnianie zachcianek, jeśli się zamacha rzęsami długości pół metra, które ocieniają oczy, przy których kot ze Shreka wygląda na terrorystę.

Owinęła sobie dookoła najmniejszego z paluszków wszystkie opiekunki z przedszkola. Uśmiechami, komplementami „ale masz piękną sukienkę”, „podobają mi się twoje hopsasy”, albo po prostu „jesteś taka ładna i bardzo cię lubię”, sprawiła, że na jej widok wszystkie mają uśmiech na twarzy.

Potrafi być słodka, ale są chwile, kiedy włos mi się jeży na karku. Wygląda wtedy jak postać z kreskówki, która wpada w złość… Nad głową pojawia się chmurka gradowa z której raz po raz słychać grzmoty… No naprawdę :)

Jest taką małą kumulacją złośników, jakby mogła to by się nad ziemią unosiła. O ile jeszcze nie opanowała tej sztuki. Z jej oczu w ułamku sekundy tryskają fontanny łez, które na bieżąco osusza chusteczką, co by było bardziej dramatycznie.

 

Dzisiaj rano zafundowała mi takie przedstawienie pt. „Jestem taka zrozpaczona, bezsilna, a ty taka uparta mamo”…

6.30 to nie jest pora na pertraktacje odzieżowe z wściekle spieszącą się matką. Piękne rybaczki haftowane w motylki i kwiatki, które jeszcze tydzień były jednymi z niewielu dopuszczalnych par spodni, dziś nie znalazły uznania u mojej królewny…

- Bo ja będę bzydko wyglądać, mamo – zawodziła

- Nie będziesz Helenko, jesteś taka śliczna, że nawet w worku byłoby ci ładnie – powiedziałam i pomyślałam o sobie niezbyt czule „idiotka – tym ją na bank rozsierdzę” – i miałam rację.

- Ja nie chcę w wolku!!!!!!!!!!!!!

- Ale kochanie, ja tylko żartowałam, załóż spodenki bo się spóźnimy do przedszkola.

- Ja nie chcę iść w spodniach do psedskola, chcę spódnicę.

 

Ja pierdzielę, kolana ma pościerane, siniaki takie, że czekam na Opiekę Społeczną, nie da rady, pół dnia spędzą w ogrodzie będzie wyglądała jeszcze gorzej.

 

Negocjowałyśmy 10 minut. Ona założyła spodnie. A ja jej pozwoliłam iść z rozpuszczonymi włosami…

Boję się co będzie jak będzie chciała wyjść na dyskotekę…

 

 

Dobrze, że jak to mówi Franio „masz chociaż jedno grzeczne dziecko, mamusiu” :)

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

załamanie..

13 maj

To uczucie, kiedy ostatkiem sił zwlekam się wieczorem z kanapy… Wyłączam komputer, telewizor, gaszę na dole światła… Podchodzę do schodów, rzut oka na okienko w drzwiach łazienki na dole… Niepokój.

Coś się świeci….

O kurwa, nie wyciągnęłam prania….

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Książki i uściski

10 maj

Nie mam czasu na pisanie bo ryję w ziemi, udzielam się towarzysko i czytam. Stulecie Chirurgów wciągnęło mnie bez reszty. Ale jak już mi się za wysoko podnosi poziom nasycenia XIX wieczną medycyną, której bliżej było do pracy w rzeźni niż w szpitalu, relaksuję się opowiadaniami Hitchcocka (który w ogóle ich nie napisał) i innymi bardziej lekkimi od Thorwalda pozycjami.
I tak właśnie trafiłam na „Jak nie zabiłam męża, czyli… coś tam..” nie wiem, nie pamiętam tytułu. W każdym bądź razie, bohaterka główna, znudzona i zirytowana postawą swojego męża, wprowadza mu „tablicę osiągnięć i przewinień”, jako wstęp do decyzji o ewentualnym rozwodzie. Oczywiście jak łatwo się domyślić, facet szybciutko zapełnia, tę czarną listę, co wcale nie jest trudne, bo jest taki jak wszyscy inni faceci. Niby to bohaterka jest, jak już wspomniałam, zirytowana i znudzona, ale to książka nudzi mnie i nieco irytuje i teraz nie wiem, czy po prostu jest kiepska, czy ma to coś wspólnego z faktem, że coraz mniej podoba mi się jej tytuł…?

Bo jak sobie pomyślę o moim mężu, to ostatnio częściej niż „rzucić mu się na szyję”, mam ochotę zacisnąć na niej dłonie….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS