RSS
 

po co mi mąż

30 cze

Pod ostatnią notką pojawił się u mnie dość trafny komentarz, że właściwie mój mąż jako mąż jest bezużyteczny. I rzeczywiście takie można odnieść wrażenie. Bo przecież nigdy go nie ma i bliżej mu do ufo, o którym to wszyscy słyszeli, ale nikt go nie widział, ale zasadniczo mąż mi się przydaje. Jak już jest. Hmmm.. może powinnam to posumować w punktach i wracać do tego wpisu jak sama zwątpię?
No to spróbujmy… Tylko tak na początek.. Czy to, że go po prostu kocham, mam umieścić na pierwszym czy na ostatnim miejscu listy? Czy zaraz po, czy przed tym, ze doprowadza mnie do szału? Jak widać nic nie jest oczywiste i jednoznaczne w naszym życiu, ale spróbuję to usystematyzować.
Ale najpierw idę zapalić i zebrać myśli..
No dobra najpierw rzeczy przyziemne
1. dba o to, żebym zawsze miała zatankowany i sprawny samochód. ja tylko nim jeżdżę, nawet nigdy nie dolewałam płynu do spryskiwacza.
2. nawet jeżeli nie będzie mógł być wtedy, kiedy zapraszam gości, pomaga mi w przygotowaniach i kupuje cięższe rzeczy, żebym nie musiała tego robić sama
3. jeżeli jest na imprezach, wszystko przygotowuje sam i jest super gospodarzem
4. akceptuje wszystkie moje koncepcje dotyczące domu i dzieci
5. nie kłóci się ze mną w kwestiach wychowania i zawsze stoi ze mną po jednej stronie barykady
6. naprawia to co się popsuje, nawet jeżeli to trochę trwa
7. pracuje ciężko, żeby niczego mnie i dzieciom nie brakowało
8. nigdy nie zapomina o rocznicy ślubu i moich urodzinach (bo to jednego dnia, ale zawsze)
9. uwielbia nasze dzieci, nawet jeżeli nie jest w stanie poświęcić im tyle czasu ile bym sobie tego życzyła, a na punkcie Heleny ma totalną korbę
10. bardzo często mówi mi, że pięknie wyglądam i nie tylko wtedy, gdy ma niecne zamiary
11. moją mamę traktuje lepiej niż własną i rozumie jak ważna jest dla mnie. Nigdy nie usłyszałam od niego „znowu rozmawiasz z mamą?” chociaż rozmawiam z nią kilka razy dziennie…
12. nasi przyjaciele i znajomi zawsze mogą liczyć na jego pomoc, szczególnie jak kupują bmw lub utkną gdzieś pod Rzeszowem
13. codziennie rano wstaje o 6 i idzie z dziećmi na dół zrobić im mleko, żebym ja mogła się spokojnie naszykować do pracy, nawet jeżeli położy się o 2 czy 3 w nocy
14. w weekendy robi to samo, ale budzi mnie dopiero po 9, żebym mogła się wyspać

I może nie ma go ze mną na wakacjach i większość wieczorów spędzam sama, ale w gruncie rzeczy lepiej mi z nim, niż byłoby mi bez niego. Owszem nasze życie nie jest łatwe, bo nigdy nie jest łatwo żyć z pracoholikiem, ale chyba nie mamy wyjścia. Nie wydaje mi się, żeby samej było mi lepiej. Pomijając kwestie nieruchomości i finansów, to jednak lepiej zostać razem niż zaczynać wszystko od nowa bóg wie z kim i z jakim efektem. Bo jaką miałabym gwarancję, że następny będzie lepszy? I że w ogóle będzie?
Poza tym, nawet jeżeli czasu dla dzieci ma niewiele, to i tak jest dla nich najlepszym tatą na świecie. Innego nie znają i mam nadzieję, że nigdy nie będą musiały poznać.

Rozwód to nic nowego w mojej rodzinie, właściwie nowością byłoby, gdybym się nie rozwiodła, ale ja chciałabym przełamać tę rodzinną „tradycję”. Wytrwać i nie poddać się, nawet jeżeli czasem wydaje mi się, że jestem nieszczęśliwa i samotna. Mam wrażenie, że gdybym naprawdę została sama, dopiero wtedy poczułabym jak to jest być samotną i nieszczęśliwą.

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 
  1. Ciekawa

    26 lipca 2013 o 22:37

    czasem są lepsze czasem gorsze dni. z tekstu wynika że mąż jest całkiem przydatny i pomimo że go nie ma to i tak jest. także szczęścia dla Was;)

     
  2. ~kasia_m85

    11 lipca 2013 o 15:40

    Trochę się tu zakurzyło:)

     
  3. ~natalia

    3 lipca 2013 o 22:08

    Lepszy taki mniej obecny niż niejeden zalegający na kanapie od 17stej wiecznie umęczony mężulek, który przecież kocha swoją rodzinę, tyle, że nie ma chęci tego okazywać. A i stęsknić się za sobą trzeba czasami, by docenić to, co się udało razem stworzyć.

     
  4. ~Magda

    3 lipca 2013 o 15:21

    Mieciu, calkowicie sie zgadzam i dodam, ze Twoj Maz robi najlepsza Carbonare na swiecie, nigdzie takiej nie jadlam jak u Ciebie :-)

     
  5. ~demirja

    3 lipca 2013 o 08:41

    zdecydowanie, lepiej jest pilnować tego co się ma i szanować, jeśli jest jak piszesz, niż na złość sobie i otoczeniu „odmrozić sobie uszy” i się rozwieść… zwłaszcza w związku i bez z: „Czy to, że go po prostu kocham, mam umieścić na pierwszym czy na ostatnim miejscu listy? Czy zaraz po, czy przed tym, ze doprowadza mnie do szału?” :) … nie warto eksperymentować kiedy tak jest

     
  6. ~Aśka

    2 lipca 2013 o 21:06

    żadne małżeństwo nie jest idealne, żaden mąż nie jest idealny i myślę, że niejedna kobieta chętnie by się z Tobą zamieniła, zawsze może być gorzej, więc lepiej cieszyć się z tego jak jest i czasem sobie ponarzekać, no bo co w końcu kurcze blade :-)

     
  7. ~motylica

    2 lipca 2013 o 11:55

    podpisuję się wszystkimi czterema kopytami pod tym tekstem.

     
  8. ~Kasia M-N

    1 lipca 2013 o 23:11

    W sumie jak na chroniczną nieobecność to strasznie dużo on robi i zdecydowanie jest potrzebny;-) każdy ma momenty lepsze i gorsze. Ja też miałam jechać na urlop z mężem i dziećmi, ale się okazało, że zacznę urlop sama z dziećmi a mąż dojedzie:) takie życie.

     
  9. ~Michasia

    1 lipca 2013 o 10:43

    Mietka i tak trzymaj.W sumie to ten Twój mąż nie jest taki zły jakim go opisywałaś wcześniej:)Po tej notce to myślę,że może nawet lepszy niż nie jeden.

     
 

  • RSS