RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2013

ostatnie podrygi konającej ostrygi

31 gru

Lotem błyskawicy od jednego sylwestra dotarliśmy do kolejnego. W komplecie. I to jest chyba najważniejsze.
Ciekawe co przyniesie nam 2014 rok. Podobno, jakaś wróżka tak przepowiedziała, że to będzie dobry rok dla osób urodzonych 4, 14 lub 24, albo w kwietniu. Czyli przynajmniej 3 z naszej czwórki będzie miało super. A Helena, której w sumie niewiele zabrakło, bo się 3 urodziła, też na pewno będzie miała dobry rok, bo ona ma same takie.
A Frankowi szczęście się przyda, bo we wrześniu idzie do szkoły. Mój malutki synek, który miał rok z kawałkiem, jak zaczynałam pisać bloga, za kilka miesięcy będzie już uczniem. Szok. Gdyby nie dzieci, chyba nie czułabym tak upływającego czasu. Dni mijają w zastraszającym tempie, pory roku zmieniają się (albo i nie, bo ewidentnie jesień się zawiesiła), a dzieci jakoś tak niepostrzeżenie z kijanek stały się całkiem dużymi człowieczkami.
W tym roku wiele się wydarzyło, na szczęście, jak do tej pory bilans wychodzi na plus, mimo kilku złych chwil, większość była dobrych i bardzo, bardzo bym chciała, żeby już tak zostało na kilkadziesiąt następnych lat.

Moi mili czytelnicy. Z całego serca życzę Wam,.obojętne, czy urodziliście się 4, 14, 24 czy w kwietniu, żeby 2014 rok okazał się być najlepszym ze wszystkich, abyście byli szczęśliwi i zdrowi, żeby Ci, którzy tego pragną, doczekali się cudownych puchatych bobasków, a Ci, którzy takowe już posiadają,. żeby je mieli zdrowe i szczęśliwe. Żeby stan osobowy w Waszych rodzinach zmieniał się tylko na plus.
To jeszcze raz zdrowia!!! I pieniędzy, bo co jak co, ale to się zawsze przydaje :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wigilijne bumerangi

24 gru

Zmęczona wdrapuję się na górę, wchodzę do sypialni , zapalam światło i widzę fryzurę na poduszce. Nasze poduszki zazwyczaj nie mają fryzur. A ta ma. I nią kręci.
- Co tu robisz pompolino? zapytałam fryzury
- Przyszłam sobie
- No widzę przecież, ale po co?
- Poleżeć. A tatuś mnie już raz odniósł, ale wróciłam. Śmieszny ten tata….

Ech….
Wyniosłam fryzurę razem z właścicielką. Wróciła nie wiem kiedy.. Wiem natomiast kiedy pojawił się pierworodny…
- Mamo, tato – zakrzyknął – musimy koniecznie iść na dół.
- Mmmmmmmmmmmmeeeehhhhhrgelj – odchrapnął mój ślubny małżonek udając, że nic nie słyszy.
- Skarbie, na pewno jest jeszcze za wcześnie – z nadzieją wymruczałam spod kołdry, pod którą oczywiście natknęłam się na fryzurę mojej córczynki i nią samą.
- Mamooooooo, ale Mikołaj już mógł być – nie dawał się przekonać.
Kopnęłam ślubnego w coś co było najbliżej, – myślisz, że już czas wstać – zapytałam, mając nadzieję, że jak coś to to przejmie.
- Nie myślę, jest noc, śpię – wymamrotał, a fryzura zaczęła się wiercić niepokojąco.
- Mamooooo – marudził mały człowiek w kraciastej piżamie – otworzyłam oko, złapałam za telefon, żeby ocenić jak bardzo go poniosło.
- 1:25!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Franek!!!!!!! Wszystko Ci się pokiełbasiło! Jest noc. Ciemna noc. Mikołaja na pewno jeszcze nie było. Śpij, bo jak cię tu zobaczy, to nie zostawi prezentów.
Niezbyt zadowolony był, ale poszedł. Fryzura się uspokoiła i wtuliła w moją poduszkę. No nic. Już ją zostawię, nie mam siły na wędrówki z tym bumerangiem.
Mam wrażenie, że minęło jakieś 15 sekund.
- Mamooo, tatoooo, teraz to już na pewno był Mikołaj. Musimy koniecznie iść na dół.
Spojrzałam na telefon – 5:15, o matko…. Potrząsnęłam ojcem tych dzieci – musisz iść.
- Eeeeeeeeeehhhhhhhhhhh
- Tatoooooooooo – zaćwierkała świeżo obudzona fryzura z szeroko otwartymi oczami.
- Idę – mruknął tatuś, bo Helenie raczej nie odmówi…
I poszli. Odszukałam moją poduszkę…… 5 sekund później
- Mamoooooooooooo!!! Mikołaj przyniósł mi furbiego, a Helci latającą wróżkę!!!!!!! Chyba byliśmy bardzo grzeczni…

No doprawdy……

I tak moi mili zaczęła się u nas Wigilia.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wieści z lasu

11 gru

Mój wstręt do listopada jest tak silny, że aż postanowiłam go wirtualnie nie uwieczniać. To nie tak, że nie było o czym pisać bo i owszem, ale jakoś nie szło. Ogólna listopadowa apatia blogowa. I tyle.

Nie mam nic innego na swoje usprawiedliwienie. Ani nie sprzątałam, ani chora nie byłam. Rąk w gipsie również nie miałam. A co miałam?

Na przykład sesję zdjęciową na billboardy, które w naszym mieście teraz na każdym kroku można spotkać. Tak tak, wygraliśmy konkurs tymi reniferami, zrobili nas na bóstwo, ubrali świątecznie i obfotografowali z każdej strony. Szczerze mówiąc byłam do tego nastawiona nieco sceptycznie, ale efekt końcowy okazał się bardzo fajny i cieszę się, że to właśnie my wygraliśmy.

Z mniej przyjemnych rzeczy, mój pierworodny dorobił się pierwszych szwów na twarzy po zderzeniu z komputerem w przedszkolu. A wszystko przez papierek od cukierka, który KONIECZNIE musiał wyrzucić w Sali. KONIECZNIE. No to potem konieczne było szycie.

Odwiedziliśmy zatem nasz ulubiony SOR w mieście i zdobyliśmy nową odznakę na mundurku.

Ja przekonałam się,  że dobry chirurg sprawi, że dziecko nawet się nie zorientuje, że ma zszywaną twarz. Okazało się również, że syn mój w takich sytuacjach nie płacze, nie ucieka i nie krzyczy.

Niestety okazało się również, że matka nie powinna być w takich sytuacjach na czczo, (nie miałam czasu nic zjeść a było już koło 18) po jednej kawie, skoro normalnie wypija 5-6. Nie powinna również gwałtownie się podnosić, bo jak się okazuje zestresowana matka może zemdleć. I skrupulatnie z tego przywileju korzysta. Całkiem  nieprzytomna nie byłam, ale słabo i ciemno mi było. Zasiadłam na wózku i mnie wywieźli na łóżko na pediatrycznym SOR-ze. Wstyd jak nie wiem :) Franio zamiast świeżo zdobytym szwem przejmował się bladą matką. I mnie pocieszał. Szok

 

Na szczęście szybko się ogarnęłam i pojechaliśmy do domu. Kilka dni później sama własnoręcznie te szwy z twarzy mu usuwałam. I wtedy jakoś nie padłam. Chociaż tak się zestresowałam, że jak tylko skończyłam wlałam w siebie pełny kieliszek carmenere, co by drżenie wewnętrzne uspokoić.

I tak właśnie zdobyłam kolejną sprawność, na moim mamusiowym fartuszku skautki.

Ale jeszcze ze szwami na twarzy pożegnaliśmy listopad. Ufff

I mamy grudzień. Za 2 tygodnie święta. Prezenty kupione (w 75%) w domu sajgon, ale to zmieni się już w niedzielę.  A we wtorek kupimy choinkę. I zapalimy lampki na choinkach przed domem.

Jak ja lubię święta!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS