RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

24 stycznia 2014

24 sty

6 lat… matko i córko, a raczej matko i synu, bo o synu tu będzie przecież… 6 lat minęło odkąd zostałam mamą najwspanialszego faceta na świecie….
Mój syn Franek kończy właśnie dzisiaj 6 lat….

Syneczku kochany, z całego serca życzę Ci, żebyś zawsze był szczęśliwy. żebyś rozwijał się tak cudownie jak do tej pory, żebyś był zawsze zdrowy i żeby nie bolała Cię głowa…
Zmieniłeś mnie, stałam się lepsza, mądrzejsza i szczęśliwsza, zmieniasz mnie każdego dnia i każdego dnia jestem dumna, że jestem Twoją mamą.
Nie pamiętam już mojego życia przed Tobą, musiało być nudne i pozbawione sensu, to dopiero Ty sprawiłeś, że go nabrało.
Franeczku kochany, uwielbiam słuchać jak wspaniałego mam syna, a dzięki Tobie zdarza się to wyjątkowo często. Panie w przedszkolu opowiadają mi o Twoich wyjątkowych zdolnościach plastycznych, wszystkiego uczysz się tak szybko i jakby przy okazji. Zaskakujesz mnie ciągle czymś nowym… Pamiętasz jaka byłam zdziwiona jak nagle się okazało, że możesz przeczytać książkę?? A jak się okazało, że całkiem nieźle dodajesz, a przecież nigdy Cię tego nie uczyłam… (Tak wiem, mamo, lepiej, żebym akurat ja nigdy nie uczyła go matematyki).

Jestem z Ciebie taka dumna. I tak bardzo Cię kocham. Chciałabym żyć wiecznie, żeby nigdy nie stracić Cię z oczu, żeby zobaczyć kiedyś Twoje wnuki… (chociaż oczywiście uparcie twierdzisz, że się nie ożenisz, bo zawsze będziesz mieszkał z nami)
Bądź zawsze zdrowy i szczęśliwy i nic się nie martw, nawet jak sobie kiedyś znajdziesz dziewczynę, żonę, to i tak będziesz moim ukochanym synkiem i najważniejszym facetem w moim życiu.

Kocham Cię,
Mama

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

taka sytuacja

21 sty

Jakiś czas temu mój mąż oznajmił „kochanie sprzedałem twoją starą pralkę”, super myślę sobie, taki gospodarny mi się trafił. – ale wiesz, muszę pojechać i ją zawieźć. Pomożemy dziewczynie ją wnieść na 5 piętro. Normalnie gospodarny i rycerski, myślę sobie. Skarb istny i bohater.
- A co to za dziewczyna, zapytałam kurtuazyjnie, bo może powinnam.
- Taka kelnerka ode mnie z restauracji.
- Fajna jakaś? zapytałam, bo tak chyba wypada, jak mąż mówi o innych kobietach.
- eeee, nic specjalnego, no po prostu taka sobie wiesz?
Odpowiedź mnie zadowoliła i zapomniałam o temacie.

W sobotę, a właściwie w niedzielę nad ranem pojawiłam się w restauracji u mojego męża, co by mi transport zorganizował, bo późno/wcześnie było przecież. I podchodzi do mnie młodziutka, śliczna blondyneczka, miła jak nie wiem i mówi… – bardzo pani dziękuję za pralkę, to naprawdę bardzo miło z pani strony.
A ja oniemiałam, bo przecież ta od pralki miała być jakaś taka niespecjalna, a ta i ładna i miła i chyba jakoś tak kilkanaście lat młodsza ode mnie.
I co zrobiłam? Zaczęłam się śmiać.
Znalazłam mojego męża i pytam, czy to ta od tej pralki… i to ta… A ja znów w śmiech….
- I ona ci się nie podoba??? Co z tobą nie tak???
Oniemiał…..
A ja nie przestawałam się śmiać….

Matko i córko… Ja chyba powinnam popracować nad scenami zazdrości… Bo jakoś mi nie idzie…. Chyba jestem mało wiarygodna…

 

 

 

tak mi się skojarzyło….

Mąż z żoną jedzą obiad w wykwintnej restauracji, kiedy nagle do ich stolika podchodzi oszałamiająco piękna, młoda dziewczyna,
całuje faceta w usta, mówi, że zobaczą się później i wychodzi.
Żona patrzy na męża z wściekłością:
- Kto to był?!
- Moja kochanka – odpowiada mąż.
- Wystarczy! Chcę rozwodu!
- Dobrze – odpowiada mąż – ale zauważ, że po rozwodzie nie będzie już wycieczek do Paryża na zakupy, nie będzie wakacji na Karaibach,
nie będzie mercedesa w garażu i nie będzie weekendów na jachcie. Ale oczywiście możesz zrobić jak zechcesz.
W tym momencie żona zauważa ich wspólnego znajomego wchodzącego do restauracji z młodą, ładną dziewczyną:
- Kim jest ta dziewczyna obok Karola?
- To jego kochanka – informuje ją mąż.
- Nasza jest ładniejsza.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

blue monday

20 sty

Podobno dzisiaj jest najbardziej depresyjny dzień w roku. Szczerze? Nie zauważyłam. Pomijając godzinę, którą dzisiaj w sumie poświęciłam na skrobanie szyb, dzień niczym nie różnił się od każdego innego. Ta poniedziałkowa depresyjność wynika według jakiegoś człowieka, między innymi z faktu, że przychodzi czas spłaty zaciągniętych przed świętami kredytów. No nie dotyczy to mnie. Wręcz zbliża się termin kolejnej pensji. Poza tym to podobno moment, kiedy okazuje się, że człowiek jest w dupie z noworocznymi postanowieniami i znów trzeba je przełożyć na następny rok. A u mnie nic takiego nie ma miejsca. Może dlatego, że i postanowienia miałam niezbyt wymagające. No bo tak….
- miałam schudnąć – to schudłam i to 2,5 kg więcej niż chciałam
- miałam rzucić palenie jak będzie za zimno, żeby wychodzić na taras zapalić – nadal nie jest za zimno, to nie muszę rzucać
- jeśli chodzi o ćwiczenia i wysiłek fizyczny, to regularnie od października 2 razy w tygodniu biegam na jogę, a od lutego zaczynam kolejne zajęcia.
- miałam być milsza dla ludzi, na razie staram się nie być wredna, a to już bardzo dużo.
- miałam spędzać więcej czasu z mężem. I spędzam. Ale nie ze swoim. Ale przecież nie mówiłam , że to musi być mój mąż. :)

Także jak widać nie muszę się martwić, że wpadnę w depresję, ani w poniedziałek, ani w piątek, ani w żaden inny dzień tygodnia. Chyba, że Polcia urwie mi głowę jak jeszcze raz odwiozę jej męża do pracy, a on mnie na imprezę :)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

weekend matki polki

19 sty

sobota, 8 rano, mąż i ojciec opuszcza dom żegnając się słowami „do jutra”
ubieram i czeszę bachorki, zabieram dwójkę własnych i jedno nie swoje na kinderbal, którego jestem współorganizatorem. po drodze tort ze spidermanem i jedziemy. po 3,5 godzinnej zabawie (no ja to się raczej nie pobawiłam) zbieram dzieciaki, ładuję do auta, zasypiają. Odwożę jedno nie swoje, pozostałą dwójkę nie budząc przewożę na… kolejny kinderbal. Tym razem na lotnisku. Bomba, nawet miałam kontrolę osobistą, bo przechodziliśmy na płytę. Po kilku kilometrach chodzenia z dziećmi po płycie i zwiedzania lotniska i przyległości, mam przebłysk i chcę się zgubić, wsiąść w cokolwiek i odlecieć.
Odlatuję z kawą w ręku starając się nie wylać jej na resztę mojego zmęczonego człowieka.
Powrót do domu po kolejnym już dzisiaj torcie…
Dla dobra psychiki własnej podjeżdżam od razu pod dom teściowej i do dzieci zwracam się jak mój mąż do mnie „do jutra”.
Chwilę później opadam na kanapę i zasypiam. Budzi mnie telefon. To zawieźć cię do miasta za godzinę? Nie wiem o co chodzi, łapię ostrość wzroku i myśli. Cholera, umówiłam się. Godzinę później w szpilkach i tiulach jadę na wino. Po kolejnych 2 godzinach wchodzę do gossip. O północy telefon? Odebrać Cię? Nieee, jakoś wrócę. Wróciłam przed 4 do domu. Myślałam, że umieram. Niestety, przeżyłam. Wstałam, włączyłam pranie, suszenie, rozebrałam choinkę, odebrałam dzieci, posprzątałam cały dół, złożyłam 3 z 7 nowych zestawów lego Franka, zrobiłam obiad. Wypiłam 4 espresso i dopiero wtedy umarłam.
Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że jutro poniedziałek i po prostu pójdę do pracy……

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kryzys wieku średniego

17 sty

- Co robisz? Zapytałam mojego męża leżącego na kanapie obok.
- Motory oglądam, wymruczał zza swojego laptopa (taaaa, taki romantic, każde na swojej kanapie z laptopem na kolanach)
- Ale tylko oglądasz, czy chcesz znowu kupić?
- Noooo w czwartek przyjedzie jakiś koleś bo chce się na auto zamienić.
- Hmmm… w sumie jak sprzedawał swój ostatni motor to coś wspominałam, żeby z kupnem następnego wstrzymał się, aż chociaż dzieci do szkoły pójdą…. pomyślałam, a powiedziałam… – Czy to oznacza, że masz kryzys wieku średniego?
Tak się już zestarzeliśmy? To już tak będzie teraz? Ty zmienisz sportowy samochód na motor, a ja co, mam sobie znaleźć kochanka?

I w tym momencie stało się coś baardzo złego. – Mój mąż się roześmiał. Normalnie obśmiał się jak norka. Aż mu się laptop zsunął z kolan.
Dałam mu szansę.
- A teraz szybciutko powiedz, że ktoś ci napisał coś śmiesznego, albo przeczytałeś jakiś zajebisty kawał.
Niestety nie wykorzystał okazji do ratunku, śmiał się nadal.
- Kotku, kochanka? Oszalałaś? Ty? Jak, kiedy? Nie żartuj….
I wtedy trafił mnie szlag. Bo niby co? Ja już jestem taka stara i nudna, że nawet kochanka sobie nie mogę znaleźć? No jasna cholera.
Ja zmieniałam kolor z bladego na purpurę i z powrotem, a mój mąż nadal chichotał, jakby usłyszał najlepszy żart na świecie.

No ja cież pierdzielę. I co ja mam teraz zrobić? Udowodnić mu, że nie jest ze mną tak źle?

Ja mu się pośmieję………

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na rozładowanie atmosfery

15 sty

Od mojej czytelniczki http://mamookiem.blog.pl/, dostałam nominację, w sumie nie pamiętam do czego, ale pytania mi się spodobały, a że mam dzisiaj dzień szczerości i wylewności to na nie odpowiem… Nie będę nikogo nominować i przekazywać dalej, jeżeli ktoś ma ochotę, niech sam na nie odpowie…

A tymczasem….

Pytania od http://mamookiem.blog.pl/ i moje odpowiedzi na nie…

1. Gdy budzę się rano, myślę … „czy to naprawdę konieczne? a może wcale nie muszę wstać?”, albo po prostu „ja pier… znowu”

2. Kawa czy herbata? kawa i tylko kawa, najlepiej podwójne espresso, herbatę piję tylko gdy jestem chora i umierająca

3. Gdy mi smutno słucham …”jak wino napełnia kieliszek :D” a do tego Florence. zawsze Florence, jak smutno i jak wesoło też”

4. Uwielbiam gdy… wchodzę wieczorem do śpiących dzieci i całuję ich potargane główki

5. Płaczę kiedy … jestem wściekła i bezsilna

6. Jak się zapomnę to … śpiewam głośniej niż powinnam

7. Ostatnio przeczytałam… kolejną krwawą historię

8. Gdy byłam mała chciałam zostać…patologiem sądowym

9. Na głowie mam… za dużo

10. A w głowie …zamęt

11. Rower mam i …. / Roweru nie mam, ale … ;-) nie mam, wolę 4 koła. są bardziej stabilne

I tak właśnie jest. Zamęt mam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

keep calm……

15 sty

Natłok mam w głowie myśli, noworocznych postanowień i pomysłów na poprawienie mojego życia. Nie wiem na ile mogę je poprawić, a na ile popsuć….
Na którym miejscu jestem w swojej rodzinie, na którym miejscu jestem dla siebie? To oczywiste i proste, najważniejsze są dzieci. Ale nie jest oczywiste i proste, czy ja jestem zupełnie nieważna? Jak pogodzić bycie ważną dla siebie z faktem, że dzieci są najważniejsze?
Zwieszam zatem głowę w pozycji psa z głową w dół… odsuwam od siebie wszystkie myśli i te bardziej i te mniej oczywiste. Pomyślę później ile dla siebie znaczę i czy na pewno nie da się pogodzić jednego z drugim.

Nie jestem nieszczęśliwa, nie można być nieszczęśliwym patrząc na dzieci, które kocha się nad życie. Można być tylko nieszczęśliwym patrząc na życie.

A może po prostu się nudzę?

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czy to są bliźnięta?

04 sty

Zawsze jak ktoś widzi mnie pierwszy raz z moim narybkiem, najpierw bacznie się im przypatruje, a potem pada pytanie „czy to są bliźnięta?”. A gdy odpowiadam, że nie, i że między moimi dziećmi jest prawie 2 lata różnicy, następuje konsternacja i niedowierzanie.
Fakt, są do siebie bardzo podobni (podobno… no ale w końcu mają tych samych rodziców), na wysokość też raczej niewiele się różnią i w ogóle jakoś tak wyglądają i zachowują się, jakby między nimi nie było różnicy większej niż kilka minut. To tak na pierwszy rzut oka. Bo Helena wysoka, wyższa od rówieśników, a Franciszek raczej średni w swojej grupie wiekowej. Helena mówi od urodzenia i bez przerwy dlatego też na początku robi wrażenie nieco starszej. Franek nieco spokojniejszy i zdecydowanie bardziej nieśmiały od siostry, dlatego uchodzi za młodszego niż jest. Bo przecież nie widać po dziecku, że umie czytać i świetnie rysować, jak się z nim rozmawia.
No i tak oto moje dzieci, które rodziłam w sporym odstępie czasu, bo przecież 2 lata to dużo, jak jedno ma 6 a drugie 4, dla nowo poznanych uchodzą za bliźnięta. Nie bez znaczenia jest również to, jak się wobec siebie zachowują, Bo oni naprawdę się lubią. Wymyślają sobie sami zajęcia i nie zawsze jesteśmy im do tego potrzebni. Mają swoje sprawy, nie biją się, a jak nikt nie patrzy i dopóki sami się nie zorientują, to potrafią leżeć obok siebie, a nawet się przytulić.
I tak się zastanawiam, czy to tak właśnie jest, czy to moje dzieci są jakieś inne, a ja po prostu mam szczęście?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS