RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2014

o tolerancji i elementarzu cz. 2 tolerancja

25 kwi

Ostatnio jechałam z moją mamą i bratem do Ikei, droga długa, korki, i tak sobie zaczęliśmy dyskutować. Zaczęło się od Elementarza, a skończyło na adopcji przez homoseksualistów.
Jak już wiecie idea Elementarza mnie zachwyca (i nie tylko dlatego, że jest za darmo, bo akurat na dzieci jestem w stanie wydać każdą sumę). I rozmawiałam sobie z moim bratem, który doczepił się do mnie, że przesadzam z tolerancją… Ale czy rzeczywiście jest to przesada?
Moje dzieci jakiś czas temu w pizzerii zaczepiły siedzącą obok całkiem czarną dziewczynkę (czy powinnam napisać, że Afroamerykankę, skoro ewidentnie była Polką tylko w innym kolorze?) i zaprosiły do wspólnego rysowania i zabawy lalkami. Helenka natychmiast pożyczyła jej do zabawy jedną ze swoich barbie, a Franek podzielił się kredkami. Po całej zabawie w drodze do domu, pytam dzieci czy się dobrze bawiły z nową koleżanką,
- Fajnie było i miała takie śliczne pulpecikowe kitki, odpowiedziała moja córka, a syn stwierdził, że nuda, bo się tylko z Helką bawiła lalkami.
Jedyne co moje dzieci zauważyły, że czymś się różnią to kitki… Oczywiście kolor skóry tej dziewczynki też widziały, ale to nie zrobiło na nich wrażenia. Po prostu miała ją ciemniejszą niż one. I tyle.
Podobnie było, jak „spotkaliśmy” w markecie panią na wózku inwalidzkim. W bajce „Mały Ben”, którą moje dzieci bardzo kiedyś lubiły, najlepszy przyjaciel bohatera jeździł na wózku, bo jak wyjaśniłam dzieciom miał chore nóżki. I, że tak się zdarza. Przyjęły to bez mrugnięcia okiem. Teraz nie martwię się o dziwne komentarze i niezdrową ciekawość. Po prostu, pani miała chore nóżki, fajny wózek a mama jej pomogła i podała pierożki z górnej półki w sklepie.
Kolejny temat odhaczony. A przy okazji ogarnęliśmy to, że czasem nawet dorosłym trzeba pomóc, bo sami nie dadzą sobie z czymś rady.

I to jeszcze mój brat jakoś przełknął. Ale jak doszliśmy do adopcji przez pary homoseksualne, to już porozumienie szlag trafił.

Bo niby dlaczego mieliby nie móc mieć dzieci, myślę sobie…
I czy ja bym chciała, żeby Franek był gejem? Pewnie, że wolałabym, żeby miał „tradycyjną” rodzinę. Tak byłoby mu łatwiej w naszym świecie, ale jeżeli wybrałby inną drogę pozostałoby mi tylko jeszcze mocniej go wspierać, bo jeszcze bardziej by tego potrzebował. Ale niczego by to w moim życiu nie zmieniło, nadal przecież byłby moim synem i chciałabym, żeby miał „własne” dzieci. I tak właśnie dochodzimy do tej nieszczęsnej adopcji…
Dlaczego dwie matki miały by być gorsze niż matka i ojciec. Dwie szczęśliwe, szanujące i kochające się kobiety postawmy naprzeciw rodzinie, jakich nie oszukujmy się wiele – matka i ojciec. Przemoc, alkohol, brak wsparcia i wzajemnego szacunku. W której rodzinie dziecku żyłoby się lepiej? Ano właśnie….
A przecież nie ma zakazu posiadania dzieci przez psychopatów, alkoholików, narkomanów, facetów maltretujących swoje żony. A homoseksualista, który, owszem może być również alkoholikiem i psychopatą, ale na pewno zostałby taki wyeliminowany w procesie adopcyjnym, dzieci mieć nie może, bo nie. Właściwie tylko dlatego, że nie lubi kobiet i woli facetów. No ludzie, gdzie tu logika?
Że co. że syn dwóch gejów też będzie gejem? A czy zawsze dziecko jest dokładnie takie jak jego rodzice? Czy dziecko katolików, zawsze zostaje przy wierze rodziców? Czy dziecko profesora musi być profesorem?

Że niby złe wzorce? Gorsze wzorce ma dziecko faceta, który leje jego matkę niż dziecko faceta, który przytula się wieczorem na kanapie do innego faceta…

No i tak mam i nic nie poradzę. Nikt nie jest dla mnie gorszy, tylko dlatego, że ma inny kolor skóry bądź orientację seksualną. Owszem, nie musi się z tym obnosić na forum publicznym, bo ja też nie przechadzam się w marszach „wolności” ogłaszając wszem i wobec co robię w łóżku. To i oni nie muszą, po co drażnić tych, którzy ich z tego właśnie powodu nienawidzą oraz przy okazji tych, którzy w normalnej sytuacji nie mają nic przeciwko.

Sprawy łóżkowe zostawmy w łóżku właśnie (lub gdzie kto lubi) i nie przechadzajmy się po ulicach przebrani za tęczę…  A może wszystko się powoli jakoś ułoży…

A mama siedziała, słuchała nas i podsumowała, że w sumie to wcale nie jestem taka tolerancyjna jak myślę, bo nijak  nie toleruję nietolerancji… :) Ale to chyba nie to, ja jej po prostu nie rozumiem…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o tolerancji i elementarzu cz. 1 elementarz

25 kwi

Ostatnio zostałam posądzona o to, że macierzyństwo mnie trochę utemperowało, ale nic z tego :) Odstawiłam leki i będzie jak dawniej.

Zacznę przewrotnie od zachwytów, bo mnie zachwyca idea podręcznika za darmo, Zachwyca mnie tym bardziej, że ma być przechodni, czyli moje bachorki idąc rok po roku do szkoły, posiądą wiedzę tę samą z podręczników tych samych w dodatku całkiem za darmo.
No zachwyca mnie to bardzo, bo przecież żeby się dziecko do szkoły dostało to proste nie jest i trzeba przyobiecać malowanie sali. To się lepsze farby kupi jak na wyprawkę mniej pójdzie.

Z tą sala to tak trochę żarty, a trochę nie. Bo mimo, że nasza (nasza, bo i ja tam chodziłam i potomstwo moje też będzie), podstawówka zabytkiem jest i trafiła do programu odnowy zewnętrza, tak  w środku makabra. To już na drzwiach otwartych się zadeklarowaliśmy salę naszych bachorków odnowić, bo gmina na to nie da, a dziecko w otoczeniu ładnym ładniej wygląda na klasowych zdjęciach przecież :)

Poza tym jakby to było, taka odrapana klasa i nowiutki elementarz?!
No właśnie, elementarz…
Słyszałam głosy o tym nieszczęsnym tablecie, co to go Tola zamiast liczydła posiada. No moi drodzy… Franek też ma tablet, a liczydła nie posiada. Pewnie nawet nie wie co to jest. Jak się będzie chciał dowiedzieć, to zawsze może iść na Archeologię lub Etnologię jak jego świrnięta rodzicielka. Ale na razie ma tablet i mu ściągnę aplikację liczydła, nie będzie się z tym całym drewnem telepał :) Ocho, chyba właśnie wsadziłam pierwszy kij w mrowisko. No to lecę dalej…

Ktoś się czepia, że za dużo gender, tylko ja za cholerę tego nie widzę. Może jest w tej części, której jeszcze nikt nie widział, ale awantura być powinna, bo temat jakby ucichł trzeba go ponownie rozruszać. Mnie cieszy, że jest chłopiec Huan, że jest dziewczynka na wózku, że te tematy nie są zamiecione pod dywan, bo ja od urodzenia moim dzieciom mówię, że wszyscy jesteśmy tacy sami w środku.

Ostatnio miałam nawet z moim bratem „debatę o tolerancji”, bo on twierdzi, że się w tym trochę zagalopowałam. No doprawdy… Ale o tym w części drugiej, która niebawem powstanie, a tymczasem wróćmy do elementarza.

Bo wiecie, mówią, że może być niedopracowany, bo za szybko go stworzyli. Ale gwarancją udanej książki nie jest czas jej tworzenia przecież. Niektóre powstają w bólach latami i giną zaraz po wydaniu, a dopracowane przecież do perfekcji (przynajmniej autor miał taką nadzieję). Także nie czepiajmy się czasu w jakim powstał. Nie czepiajmy się tego tabletu i tej mamy zbierającej kwiaty, bo może ona zbiera bo tata ma alergię? Nie lejmy wody na młyn wydawcom, którzy stracą miliony na podręcznikach, których nie będziemy musieli kupować. Cieszmy się, że jednorazówki z naklejkami ważące więcej niż nasze dzieci znikną z ich tornistrów. Dajmy szansę Elementarzowi, a za oszczędzone kilka stówek zawsze możemy wydać na tablet :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pierwsze uff

24 kwi

Jakie to szczęście, że ja najpierw przeczytałam listę zakwalifikowanych, a dopiero później ten artykuł. Mogłabym mieć drobny zawał….

„Wśród podstawówek najbardziej obleganymi są m.in. szkoły nr: 1, 2, 34, 41, 64, 141, 149, 162, 173, 189. W „jedynce” wniosków jest prawie trzy razy więcej niż zgłoszeń”

 

Tak, to mogło zrujnować skutecznie mój dzień. Na szczęście mój pierworodny jest niemal na szczycie listy zakwalifikowanych (nie ma to jak nazwisko na A).

Także zakwalifikowany jest… Mam nadzieję, że to oznacza również, że go przyjmą :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wybór

18 kwi

Godzina 20, pada deszcz, ciemno, droga dość wąska, pobocza praktycznie nie ma. I nagle zza jedynego drzewa wypada mi tuż przed samochód kompletnie pijany człowiek.

Na decyzję zostają mi ułamki sekund, wiem, że wyhamować nie zdążę mimo przepisowych 50km/h…

Drzewo

Auto z przeciwka

Człowiek

Czyli albo on, albo ja. Ja czyli ja i moje dzieci. Albo ja i moje dzieci beze mnie.

Ułamek sekundy później zauważam, że samochód z przeciwka zwolnił, zahamowałam, wcisnęłam się między te dwa samochody. Ominęłam nawalonego faceta o kilka centymetrów, pewnie się nawet nie zorientował jak marnie wyglądały jego szanse jeszcze chwilę wcześniej.

Bo wybór już był podjęty. Ani drzewo,  ani czołówka z samochodem jadącym z przeciwka nie wchodziła w grę. Moje życie jest zbyt cenne. Nie zaryzykuję. Moje dzieci mnie potrzebują. Dla nich stałam się egoistką.

Do tej pory, po kilku dniach, jak sobie to przypomnę robi mi się słabo i trzęsą mi się ręce.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

przyłapani

17 kwi

Nudne się robi jak piszę ciągle, ze moje dzieci się lubią. No ale tak naprawdę jest. Oczywiście zdzielą się czasem i hukną na siebie, ale ogólnie bilans wychodzi na plus.

Helenka oczywiście nigdy miłości do brata nie ukrywała, ale Franek jej wszelkie próby przytulania się odpiera z głośnym FUJ. Co jak łatwo sie domyślić tylko prowokuje tę małą dziewczynkę do dalszych prób.  A przytulać sie uwielbia…..

Głośne FUJ i BLE jest jednak zazwyczaj na mój użytek, bo jak mnie nie ma….

Scenka rodzajowa nr 1

Sobotni poranek, Matka zalega w sypialni na górze, Ojciec wyszedł do pracy, dzieci na dole oglądają bajki.

- Franio ja się tego trochę boję – słyszę głos córczynki i zaczynam się zastanawiać co oni sobie włączyli. Ale spoko, w tle słyszę znajome przerażające głosiki kucyków.

- To chodź się przytul – odpowiada rycersko Franek.

Chwila ciszy.

- A może jednak nie będziemy się Helcia przytulać? próbuje się delikatnie wyplątać pierworodny

- Ale Franio, ja się jeszcze trochę boję…

- No to dobrze, niech ci będzie.

 

Scenka nr 2

Wychodzę z łazienki, w przedpokoju stoi Franio, przytula Helenkę i coś jej opowiada

- Franeczku… A ty wiesz, że ty przytulasz Helenkę? rzuciła Matka, przechodząc obok potomstwa, nieznacznie powiewając ręcznikiem.

- Fuj i ble, jak oparzony odskoczył pierworodny od siostry.

 

Scenka nr 3

Matka siedzi na tarasie z kindlem, dzieci bawią się kilka metrów dalej.

Podchodzi Franek,

- Mamo, Helenka kopnęła mnie w głowę

- ooo na pewno nie chciała – zakłada Matka, bo przecież jak niby miałaby go kopnąć w głowę, skoro on jest wyższy? Ale dla pewności zapytałam – A jak to się stało?

- Mamoooooooo, ale to niechcący – z oddali dobiegł mnie głos Helenki z ewidentną pretensją, że śmiał na nią donieść.

- Bo ja szedłem a ona mnie kopnęła z huśtawki…

No tak, ona się huśtała,m on podszedł, ona go kopnęła, wszystko jasne.

- No sam widzisz, że nie chciała, idź się bawić. Helenka na pewno Cię zaraz przeprosi. – powiedziałam głośniej, żeby Helenka NA PEWNO go przeprosiła.

30 sekund później wrzask

- Mamoooooooo, ona mnie pocałowała!!!!!!!!!!!!!

 

I tak właśnie zemściła się za donoszenie. Co więcej, od tamtej chwili, jak ma go przeprosić zawsze go przy tym całuje.

-

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

oszaleję!

04 kwi

Dzwonię do babci,
-Stefciu, przyjedzie do Ciebie mąż mój jedyny, siedź w domu i się nigdzie nie szwendaj ;) Usłyszysz go, bo na motorze przyjedzie,
- To ten drań znowu sobie motor kupił? Już ja go opierniczę – w bojowym duchu odrzekła moja ukochana babcia i fajnie, bo w sumie na to liczyłam :D

Godzinę później dzwonię do męża.
- Byłeś u babci?
- Właśnie jestem i dostałem obiadek.
- A opierniczyła Cię?
- O co???
- No, że znowu na motorze jeździsz!
- Nieee, powiedziała, że ma ładny, wiosenny kolor…

Ja cież pierdzielę, no babcia sobie teraz kawasaki green upodobała i zamiast ze mną murem po jednej stronie barykady stanąć… Ech…

- A i wiesz co kochanie? – kontynuował mój rozbawiony mąż
- Co?! – odburknęłam niepocieszona
- Stefcia chce tablet, żeby pasjansa układać, bo jej się nie chce kart tasować…

No i co ja mam powiedzieć…. :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS