RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

i speak fluent sarcasm

13 sie

Pierworodny lat 6 i pół zawzywa mnie stojąc u szczytu schodów. To, że zawzywa a nie rusza chudego tyłeczka na dół już jest nieco irytujące, a le to nic w porównaniu z tym, że dochodzi 21, matka ma w dłoni butelkę wina i z sąsiadką zamierza ją spożywać na tarasie.

- Mamoooo, nam się jeszcze trochę pić chce, przyniesiesz nam wodę?

-Tak, oczywiście syneczku, mamusia uwielbia wam o tej porze donosić napoje. Już zaraz na skrzydełkach do was polecę… wycedziłam przez zęby

- Wiesz mamo, to nie jest śmieszne, to jest sarkazm. – rzucił mi w twarz sześciolatek..

I co ja mogę…. na własnej piersi i słowniku chowane…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bo to było tak

12 sie

Plotki o mojej śmierci wirtualnej są mocno przesadzone. Jestem, żyję oddycham całkiem sprawnie jak na palącą astmatyczkę, tylko pisać nie mam kiedy, bo wakacje przecież są :)

W telegraficznym skrócie to było tak.

Pojechały i wróciły. Dostały kieszonkowe i oto co przywiozły z pierwszych w pełni samodzielnych zakupów bez czujnego oka matki. Otóż Franek zakupił procę, japoński miecz samurajski i pistolet na kapiszony (sytuacja na Ukrainie jest niepewna, trzeba być przygotowanym najwyraźniej), Helena natomiast zakupiła miauczącego po naciśnięciu kota i świeczkę dla rodziców, z muszelkami :)

Miło, nieprawdaż? Zapytałam Frania, dlaczego on nam nic nie kupił, nie to, że chciałam mieć dwie, tylko tak ot z ciekawości.

- Mamo, ale po co? Przecież Helena wam kupiła, a mamy tych samych rodziców…

Punkt dla niego. Zamknęłam się i poszłam prać, bo kilka dni później ruszaliśmy z moją mamą i bachorkami do Wdzydz.

Pojechaliśmy, połaziliśmy po lesie, posiedziałyśmy nad jeziorem, Franio na swoją pierwszą w życiu wędkę złowił 5 małych okonków.

Dziadek byłby taki dumny….

I wróciliśmy do domu, do prania i prasowania bo przecież dwa tygodnie później ruszyliśmy nad morze.

Matko i córko jak mnie było dobrze… Zamknięte osiedle nad samym morzem, duży dom, basen i absurdalnie piękna pogoda… Najlepsze wakacje ever.  I pierwsze od lat spędzone z moją Najlepszą. Na luzie z 4 dzieci, a mimo to wróciłyśmy zadowolone i wypoczęte. Srał pies Egipty i inne Portugalie. Polskie morze mi pasuje, szczególnie jak temperatura nie spada poniżej 25 stopni.

No i wróciłam i znów prałam. Wpadłam w wir pracy i młyn remontowy, który w owej pracy panuje i codziennie otrzepując się z pyłu wracam do domu i nie chce mi się nic.

 

Ogarnęło mnie wakacyjne rozleniwienie i nie robię nic. na swoje usprawiedliwienie mam to, że kilka dni temu miałam urodziny, zatem starsza jestem i może mi się nie chcieć.  No i na pohybel prawie 40-stopniowym upałom przeziębiłam bark prawy i mam zapalenie mięśni. I boli jak diabli i jeżdżę się rehabilitować i zabiegom poddawać.

No to tak na szybko, żeby udowodnić, że jeszcze żyję. :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS