RSS
 

zagadka

07 lis

metr szesnaście, pyskata, mądra, śliczna i 3 listopada skończyła 5 lat?

Moja malutka Heleneczka nie jest już taka malutka…. Znam ją w sumie całkiem nieźle, a i tak potrafi mnie jeszcze zaskoczyć…
Wybrałam się z bachorkami i tatą moim na cmentarz (w sumie nic specjalnie zaskakującego na początku listopada) i tak sobie stoimy nad grobem mojej ukochanej prababci (nomen omen) Helenki, a jej mała imienniczka po dłuższej chwili wpatrywania się w napisy pyta słodko „mamo, a co to jest Samsel” ? Eeeeeee… nazwisko mojej prababci… a skąd wiesz?
Spojrzała na mnie jak na kosmitkę niespełna rozumu „przeczytałam??”
ekhm… no dobra… popatrzyliśmy na siebie z tatą… w sumie nie wiem, które z nas bardziej zdziwione.. „nie patrz tak na mnie” – powiedziałam, też nie wiedziałam, że umie :)

Zazdrości Frankowi strasznie, że on już do szkoły chodzi i ponieważ w jej naturze nie leży bycie gorszą, nie miała wyjścia… odrabia z nim lekcje i uczy się literek…
We wrześniu idzie do szkoły, nawet nie jako 6 latka… Pewnie wtedy będzie już czytać książki a nie tylko nazwiska z nagrobków :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i speak fluent sarcasm

13 sie

Pierworodny lat 6 i pół zawzywa mnie stojąc u szczytu schodów. To, że zawzywa a nie rusza chudego tyłeczka na dół już jest nieco irytujące, a le to nic w porównaniu z tym, że dochodzi 21, matka ma w dłoni butelkę wina i z sąsiadką zamierza ją spożywać na tarasie.

- Mamoooo, nam się jeszcze trochę pić chce, przyniesiesz nam wodę?

-Tak, oczywiście syneczku, mamusia uwielbia wam o tej porze donosić napoje. Już zaraz na skrzydełkach do was polecę… wycedziłam przez zęby

- Wiesz mamo, to nie jest śmieszne, to jest sarkazm. – rzucił mi w twarz sześciolatek..

I co ja mogę…. na własnej piersi i słowniku chowane…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bo to było tak

12 sie

Plotki o mojej śmierci wirtualnej są mocno przesadzone. Jestem, żyję oddycham całkiem sprawnie jak na palącą astmatyczkę, tylko pisać nie mam kiedy, bo wakacje przecież są :)

W telegraficznym skrócie to było tak.

Pojechały i wróciły. Dostały kieszonkowe i oto co przywiozły z pierwszych w pełni samodzielnych zakupów bez czujnego oka matki. Otóż Franek zakupił procę, japoński miecz samurajski i pistolet na kapiszony (sytuacja na Ukrainie jest niepewna, trzeba być przygotowanym najwyraźniej), Helena natomiast zakupiła miauczącego po naciśnięciu kota i świeczkę dla rodziców, z muszelkami :)

Miło, nieprawdaż? Zapytałam Frania, dlaczego on nam nic nie kupił, nie to, że chciałam mieć dwie, tylko tak ot z ciekawości.

- Mamo, ale po co? Przecież Helena wam kupiła, a mamy tych samych rodziców…

Punkt dla niego. Zamknęłam się i poszłam prać, bo kilka dni później ruszaliśmy z moją mamą i bachorkami do Wdzydz.

Pojechaliśmy, połaziliśmy po lesie, posiedziałyśmy nad jeziorem, Franio na swoją pierwszą w życiu wędkę złowił 5 małych okonków.

Dziadek byłby taki dumny….

I wróciliśmy do domu, do prania i prasowania bo przecież dwa tygodnie później ruszyliśmy nad morze.

Matko i córko jak mnie było dobrze… Zamknięte osiedle nad samym morzem, duży dom, basen i absurdalnie piękna pogoda… Najlepsze wakacje ever.  I pierwsze od lat spędzone z moją Najlepszą. Na luzie z 4 dzieci, a mimo to wróciłyśmy zadowolone i wypoczęte. Srał pies Egipty i inne Portugalie. Polskie morze mi pasuje, szczególnie jak temperatura nie spada poniżej 25 stopni.

No i wróciłam i znów prałam. Wpadłam w wir pracy i młyn remontowy, który w owej pracy panuje i codziennie otrzepując się z pyłu wracam do domu i nie chce mi się nic.

 

Ogarnęło mnie wakacyjne rozleniwienie i nie robię nic. na swoje usprawiedliwienie mam to, że kilka dni temu miałam urodziny, zatem starsza jestem i może mi się nie chcieć.  No i na pohybel prawie 40-stopniowym upałom przeziębiłam bark prawy i mam zapalenie mięśni. I boli jak diabli i jeżdżę się rehabilitować i zabiegom poddawać.

No to tak na szybko, żeby udowodnić, że jeszcze żyję. :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzieci wyjechały

12 cze

Wyjechały w niedzielę na zielone przedszkole nad morze. Wsiadły z walizkami do autokaru, pomachały i pojechały. Ja skołowana, kręcąc się dookoła samochodu zostałam z innymi rodzicami pod przedszkolem. Gołym okiem widać było, że niektórzy z nas kompletnie nie wiedzą co ze sobą zrobić. Do czasu telefonu, że dojechali byłam w bańce, bo przecież wyobraźnię mam niczego sobie i różne tragedie z udziałem autokaru z łatwością mogę sobie wyobrazić.

Dojechali, zadowoleni i teraz codziennie wieczorem zdają mi relację…

-dokopałem się do wody na plaży

- byłyśmy nad morzem i było fajnie

- mamooo, ja znalazłem pełno złota jak bylismy w wiosce indiańskiej i chodziłem w takiej kuli po wodzie

- a my dzisiaj idziemy na dyskotekę i zakładamy suknie

- ale jest fajnie, mamy taki mały domek

- mamo, my tak długo jechaliśmy nad morze, a jaka jest najszybsza droga z powrotem do Ciebie?

Ja cież pierdzielę jak ja za nimi tęsknię. Jutro wracają. Może w końcu przestanę się czuć jakby brakowało mi kawałka mnie. Ostatni raz kiedy byłam „bez dzieci” dłużej niż dwie doby, to 5 lat temu, jak byłam w drugiej ciąży i leżałam kilka dni w szpitalu. A teraz, moje małe-duże myszki sobie pojechały.

A dzisiaj mój kolejny „pierwszy raz” zebranie w szkole podstawowej. Matko i córko… Kiedy to wszystko się stało? Kiedy mój malutki myszorek wyrósł na ucznia?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

słowem wyjaśnienia

10 cze

Nie działa mi w domu internet. Już 2 tygodnie, nie odczuwam tego zbyt boleśnie, ale zdecydowanie cierpi na tym moja komunikacja wirtualna. Skype, blog, fora, wszystko leży pokryte kurzem. Jedynie fb w telefonie ogarniam, bo na resztę po prostu brak mi czasu…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tata mnie opierniczył

29 maj

Że nic nie piszę od miesiąca. A jak tu pisać, kiedy ten miesiąc zaczął się wielką kilkudniową imprezą na łonie natury, potem kolejne okazje i uroczystości i tak oto, chwilkę po Dniu Matki i jeszcze mniejszą chwilkę przed Dniem Dziecka jestem.
Z zadyszką jestem bo w niedoczasie żyję. Pranie w lesie, prasowanie w lesie, sprzątanie nawet za lasem chyba. No bo jak tu się „gospodarstwem” zająć jak człowiek się bez przerwy towarzysko udziela?

Piknik tu, piknik tam, a tu jeszcze skoczę w odwiedziny i zamiast poprasować jak przykładna kura domowa mnie dupa parzy i usiedzieć nie mogę. Może jak będę starsza to sobie posiedzę spokojnie i poprasuję wszystko…..

I tak sobie codziennie obiecuję, że chociaż kilka rzeczy machnę, a tu sie nagle okazuje, że „skalpel” do zrobienia, że mel b ma jakieś wyzwanie i padam na matę i się schylam, napinam i prostuję… Masakra jakaś. A jak już sobie tę krzywdę skończę robić to naprawdę prasowanie z zimnym cydrem na tarasie szans wielkich nie ma…

Ale teraz jak już warunki atmosferyczne nieco się pogorszyły i niebo przecieka czymś o temperaturze cydru owego, może się wezmę za prasowanie, po tych wszystkich wygibasach….

 

Odbiło mi na stare lata… Wiem…. I tak, pamiętam ćwiczeniami wszelkimi się brzydziłam, jogę uznając za jedyne słuszne rozwiązanie, ale nie oszukujmy się… Ciało w moim podeszłym wieku to już nie jest to samo co 10 lat temu. Ale jak Wam pokażę siebie za pół roku…..!!!

Trzymajcie kciuki, żeby mi zapału wystarczyło…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o tolerancji i elementarzu cz. 2 tolerancja

25 kwi

Ostatnio jechałam z moją mamą i bratem do Ikei, droga długa, korki, i tak sobie zaczęliśmy dyskutować. Zaczęło się od Elementarza, a skończyło na adopcji przez homoseksualistów.
Jak już wiecie idea Elementarza mnie zachwyca (i nie tylko dlatego, że jest za darmo, bo akurat na dzieci jestem w stanie wydać każdą sumę). I rozmawiałam sobie z moim bratem, który doczepił się do mnie, że przesadzam z tolerancją… Ale czy rzeczywiście jest to przesada?
Moje dzieci jakiś czas temu w pizzerii zaczepiły siedzącą obok całkiem czarną dziewczynkę (czy powinnam napisać, że Afroamerykankę, skoro ewidentnie była Polką tylko w innym kolorze?) i zaprosiły do wspólnego rysowania i zabawy lalkami. Helenka natychmiast pożyczyła jej do zabawy jedną ze swoich barbie, a Franek podzielił się kredkami. Po całej zabawie w drodze do domu, pytam dzieci czy się dobrze bawiły z nową koleżanką,
- Fajnie było i miała takie śliczne pulpecikowe kitki, odpowiedziała moja córka, a syn stwierdził, że nuda, bo się tylko z Helką bawiła lalkami.
Jedyne co moje dzieci zauważyły, że czymś się różnią to kitki… Oczywiście kolor skóry tej dziewczynki też widziały, ale to nie zrobiło na nich wrażenia. Po prostu miała ją ciemniejszą niż one. I tyle.
Podobnie było, jak „spotkaliśmy” w markecie panią na wózku inwalidzkim. W bajce „Mały Ben”, którą moje dzieci bardzo kiedyś lubiły, najlepszy przyjaciel bohatera jeździł na wózku, bo jak wyjaśniłam dzieciom miał chore nóżki. I, że tak się zdarza. Przyjęły to bez mrugnięcia okiem. Teraz nie martwię się o dziwne komentarze i niezdrową ciekawość. Po prostu, pani miała chore nóżki, fajny wózek a mama jej pomogła i podała pierożki z górnej półki w sklepie.
Kolejny temat odhaczony. A przy okazji ogarnęliśmy to, że czasem nawet dorosłym trzeba pomóc, bo sami nie dadzą sobie z czymś rady.

I to jeszcze mój brat jakoś przełknął. Ale jak doszliśmy do adopcji przez pary homoseksualne, to już porozumienie szlag trafił.

Bo niby dlaczego mieliby nie móc mieć dzieci, myślę sobie…
I czy ja bym chciała, żeby Franek był gejem? Pewnie, że wolałabym, żeby miał „tradycyjną” rodzinę. Tak byłoby mu łatwiej w naszym świecie, ale jeżeli wybrałby inną drogę pozostałoby mi tylko jeszcze mocniej go wspierać, bo jeszcze bardziej by tego potrzebował. Ale niczego by to w moim życiu nie zmieniło, nadal przecież byłby moim synem i chciałabym, żeby miał „własne” dzieci. I tak właśnie dochodzimy do tej nieszczęsnej adopcji…
Dlaczego dwie matki miały by być gorsze niż matka i ojciec. Dwie szczęśliwe, szanujące i kochające się kobiety postawmy naprzeciw rodzinie, jakich nie oszukujmy się wiele – matka i ojciec. Przemoc, alkohol, brak wsparcia i wzajemnego szacunku. W której rodzinie dziecku żyłoby się lepiej? Ano właśnie….
A przecież nie ma zakazu posiadania dzieci przez psychopatów, alkoholików, narkomanów, facetów maltretujących swoje żony. A homoseksualista, który, owszem może być również alkoholikiem i psychopatą, ale na pewno zostałby taki wyeliminowany w procesie adopcyjnym, dzieci mieć nie może, bo nie. Właściwie tylko dlatego, że nie lubi kobiet i woli facetów. No ludzie, gdzie tu logika?
Że co. że syn dwóch gejów też będzie gejem? A czy zawsze dziecko jest dokładnie takie jak jego rodzice? Czy dziecko katolików, zawsze zostaje przy wierze rodziców? Czy dziecko profesora musi być profesorem?

Że niby złe wzorce? Gorsze wzorce ma dziecko faceta, który leje jego matkę niż dziecko faceta, który przytula się wieczorem na kanapie do innego faceta…

No i tak mam i nic nie poradzę. Nikt nie jest dla mnie gorszy, tylko dlatego, że ma inny kolor skóry bądź orientację seksualną. Owszem, nie musi się z tym obnosić na forum publicznym, bo ja też nie przechadzam się w marszach „wolności” ogłaszając wszem i wobec co robię w łóżku. To i oni nie muszą, po co drażnić tych, którzy ich z tego właśnie powodu nienawidzą oraz przy okazji tych, którzy w normalnej sytuacji nie mają nic przeciwko.

Sprawy łóżkowe zostawmy w łóżku właśnie (lub gdzie kto lubi) i nie przechadzajmy się po ulicach przebrani za tęczę…  A może wszystko się powoli jakoś ułoży…

A mama siedziała, słuchała nas i podsumowała, że w sumie to wcale nie jestem taka tolerancyjna jak myślę, bo nijak  nie toleruję nietolerancji… :) Ale to chyba nie to, ja jej po prostu nie rozumiem…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o tolerancji i elementarzu cz. 1 elementarz

25 kwi

Ostatnio zostałam posądzona o to, że macierzyństwo mnie trochę utemperowało, ale nic z tego :) Odstawiłam leki i będzie jak dawniej.

Zacznę przewrotnie od zachwytów, bo mnie zachwyca idea podręcznika za darmo, Zachwyca mnie tym bardziej, że ma być przechodni, czyli moje bachorki idąc rok po roku do szkoły, posiądą wiedzę tę samą z podręczników tych samych w dodatku całkiem za darmo.
No zachwyca mnie to bardzo, bo przecież żeby się dziecko do szkoły dostało to proste nie jest i trzeba przyobiecać malowanie sali. To się lepsze farby kupi jak na wyprawkę mniej pójdzie.

Z tą sala to tak trochę żarty, a trochę nie. Bo mimo, że nasza (nasza, bo i ja tam chodziłam i potomstwo moje też będzie), podstawówka zabytkiem jest i trafiła do programu odnowy zewnętrza, tak  w środku makabra. To już na drzwiach otwartych się zadeklarowaliśmy salę naszych bachorków odnowić, bo gmina na to nie da, a dziecko w otoczeniu ładnym ładniej wygląda na klasowych zdjęciach przecież :)

Poza tym jakby to było, taka odrapana klasa i nowiutki elementarz?!
No właśnie, elementarz…
Słyszałam głosy o tym nieszczęsnym tablecie, co to go Tola zamiast liczydła posiada. No moi drodzy… Franek też ma tablet, a liczydła nie posiada. Pewnie nawet nie wie co to jest. Jak się będzie chciał dowiedzieć, to zawsze może iść na Archeologię lub Etnologię jak jego świrnięta rodzicielka. Ale na razie ma tablet i mu ściągnę aplikację liczydła, nie będzie się z tym całym drewnem telepał :) Ocho, chyba właśnie wsadziłam pierwszy kij w mrowisko. No to lecę dalej…

Ktoś się czepia, że za dużo gender, tylko ja za cholerę tego nie widzę. Może jest w tej części, której jeszcze nikt nie widział, ale awantura być powinna, bo temat jakby ucichł trzeba go ponownie rozruszać. Mnie cieszy, że jest chłopiec Huan, że jest dziewczynka na wózku, że te tematy nie są zamiecione pod dywan, bo ja od urodzenia moim dzieciom mówię, że wszyscy jesteśmy tacy sami w środku.

Ostatnio miałam nawet z moim bratem „debatę o tolerancji”, bo on twierdzi, że się w tym trochę zagalopowałam. No doprawdy… Ale o tym w części drugiej, która niebawem powstanie, a tymczasem wróćmy do elementarza.

Bo wiecie, mówią, że może być niedopracowany, bo za szybko go stworzyli. Ale gwarancją udanej książki nie jest czas jej tworzenia przecież. Niektóre powstają w bólach latami i giną zaraz po wydaniu, a dopracowane przecież do perfekcji (przynajmniej autor miał taką nadzieję). Także nie czepiajmy się czasu w jakim powstał. Nie czepiajmy się tego tabletu i tej mamy zbierającej kwiaty, bo może ona zbiera bo tata ma alergię? Nie lejmy wody na młyn wydawcom, którzy stracą miliony na podręcznikach, których nie będziemy musieli kupować. Cieszmy się, że jednorazówki z naklejkami ważące więcej niż nasze dzieci znikną z ich tornistrów. Dajmy szansę Elementarzowi, a za oszczędzone kilka stówek zawsze możemy wydać na tablet :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pierwsze uff

24 kwi

Jakie to szczęście, że ja najpierw przeczytałam listę zakwalifikowanych, a dopiero później ten artykuł. Mogłabym mieć drobny zawał….

„Wśród podstawówek najbardziej obleganymi są m.in. szkoły nr: 1, 2, 34, 41, 64, 141, 149, 162, 173, 189. W „jedynce” wniosków jest prawie trzy razy więcej niż zgłoszeń”

 

Tak, to mogło zrujnować skutecznie mój dzień. Na szczęście mój pierworodny jest niemal na szczycie listy zakwalifikowanych (nie ma to jak nazwisko na A).

Także zakwalifikowany jest… Mam nadzieję, że to oznacza również, że go przyjmą :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wybór

18 kwi

Godzina 20, pada deszcz, ciemno, droga dość wąska, pobocza praktycznie nie ma. I nagle zza jedynego drzewa wypada mi tuż przed samochód kompletnie pijany człowiek.

Na decyzję zostają mi ułamki sekund, wiem, że wyhamować nie zdążę mimo przepisowych 50km/h…

Drzewo

Auto z przeciwka

Człowiek

Czyli albo on, albo ja. Ja czyli ja i moje dzieci. Albo ja i moje dzieci beze mnie.

Ułamek sekundy później zauważam, że samochód z przeciwka zwolnił, zahamowałam, wcisnęłam się między te dwa samochody. Ominęłam nawalonego faceta o kilka centymetrów, pewnie się nawet nie zorientował jak marnie wyglądały jego szanse jeszcze chwilę wcześniej.

Bo wybór już był podjęty. Ani drzewo,  ani czołówka z samochodem jadącym z przeciwka nie wchodziła w grę. Moje życie jest zbyt cenne. Nie zaryzykuję. Moje dzieci mnie potrzebują. Dla nich stałam się egoistką.

Do tej pory, po kilku dniach, jak sobie to przypomnę robi mi się słabo i trzęsą mi się ręce.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS