RSS
 

Notki z tagiem ‘maz’

taka sytuacja

21 sty

Jakiś czas temu mój mąż oznajmił „kochanie sprzedałem twoją starą pralkę”, super myślę sobie, taki gospodarny mi się trafił. – ale wiesz, muszę pojechać i ją zawieźć. Pomożemy dziewczynie ją wnieść na 5 piętro. Normalnie gospodarny i rycerski, myślę sobie. Skarb istny i bohater.
- A co to za dziewczyna, zapytałam kurtuazyjnie, bo może powinnam.
- Taka kelnerka ode mnie z restauracji.
- Fajna jakaś? zapytałam, bo tak chyba wypada, jak mąż mówi o innych kobietach.
- eeee, nic specjalnego, no po prostu taka sobie wiesz?
Odpowiedź mnie zadowoliła i zapomniałam o temacie.

W sobotę, a właściwie w niedzielę nad ranem pojawiłam się w restauracji u mojego męża, co by mi transport zorganizował, bo późno/wcześnie było przecież. I podchodzi do mnie młodziutka, śliczna blondyneczka, miła jak nie wiem i mówi… – bardzo pani dziękuję za pralkę, to naprawdę bardzo miło z pani strony.
A ja oniemiałam, bo przecież ta od pralki miała być jakaś taka niespecjalna, a ta i ładna i miła i chyba jakoś tak kilkanaście lat młodsza ode mnie.
I co zrobiłam? Zaczęłam się śmiać.
Znalazłam mojego męża i pytam, czy to ta od tej pralki… i to ta… A ja znów w śmiech….
- I ona ci się nie podoba??? Co z tobą nie tak???
Oniemiał…..
A ja nie przestawałam się śmiać….

Matko i córko… Ja chyba powinnam popracować nad scenami zazdrości… Bo jakoś mi nie idzie…. Chyba jestem mało wiarygodna…

 

 

 

tak mi się skojarzyło….

Mąż z żoną jedzą obiad w wykwintnej restauracji, kiedy nagle do ich stolika podchodzi oszałamiająco piękna, młoda dziewczyna,
całuje faceta w usta, mówi, że zobaczą się później i wychodzi.
Żona patrzy na męża z wściekłością:
- Kto to był?!
- Moja kochanka – odpowiada mąż.
- Wystarczy! Chcę rozwodu!
- Dobrze – odpowiada mąż – ale zauważ, że po rozwodzie nie będzie już wycieczek do Paryża na zakupy, nie będzie wakacji na Karaibach,
nie będzie mercedesa w garażu i nie będzie weekendów na jachcie. Ale oczywiście możesz zrobić jak zechcesz.
W tym momencie żona zauważa ich wspólnego znajomego wchodzącego do restauracji z młodą, ładną dziewczyną:
- Kim jest ta dziewczyna obok Karola?
- To jego kochanka – informuje ją mąż.
- Nasza jest ładniejsza.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Książki i uściski

10 maj

Nie mam czasu na pisanie bo ryję w ziemi, udzielam się towarzysko i czytam. Stulecie Chirurgów wciągnęło mnie bez reszty. Ale jak już mi się za wysoko podnosi poziom nasycenia XIX wieczną medycyną, której bliżej było do pracy w rzeźni niż w szpitalu, relaksuję się opowiadaniami Hitchcocka (który w ogóle ich nie napisał) i innymi bardziej lekkimi od Thorwalda pozycjami.
I tak właśnie trafiłam na „Jak nie zabiłam męża, czyli… coś tam..” nie wiem, nie pamiętam tytułu. W każdym bądź razie, bohaterka główna, znudzona i zirytowana postawą swojego męża, wprowadza mu „tablicę osiągnięć i przewinień”, jako wstęp do decyzji o ewentualnym rozwodzie. Oczywiście jak łatwo się domyślić, facet szybciutko zapełnia, tę czarną listę, co wcale nie jest trudne, bo jest taki jak wszyscy inni faceci. Niby to bohaterka jest, jak już wspomniałam, zirytowana i znudzona, ale to książka nudzi mnie i nieco irytuje i teraz nie wiem, czy po prostu jest kiepska, czy ma to coś wspólnego z faktem, że coraz mniej podoba mi się jej tytuł…?

Bo jak sobie pomyślę o moim mężu, to ostatnio częściej niż „rzucić mu się na szyję”, mam ochotę zacisnąć na niej dłonie….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wagary

11 gru

Dzisiaj tatuś zrobił sobie wolne i stwierdził, że dzieciaki mogą sobie zrobić wagary i z nim zostać, na co z radością przystali. Wcale im się nie dziwię, bo sama bym chętnie została…
Koło 10 zadzwoniłam, żeby zapytać co u nich słychać.
- Jak dzieciaki?
- Dobrze. Franek biega przebrany za tygrysa, a Helena aktualnie jest Arielką, wcześniej była Roszpunką.
- A ty za co się przebrałeś?
- Właściwie to się jeszcze w ogóle nie ubrałem.
No pięknie, dzieciaki mają halloween, a tatuś w piżamie… Żałuję tylko, że zadałam następne pytanie…
- A śniadanie zjedli?
- Tak, m&m’sy.
- M&m’sy??? Na śniadanie?
- Tak kotku, ale to bardzo pożywne śniadanie było, bo zjedli te z orzechami…

Jak wagary to wagary… No cóż. Raz nie zawsze. Dobrze, ze chociaż obiad im dał z lodówki, a nie z szafki ze słodyczami :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

najgorsza żona na świecie

25 paź

w tym miesiącu byłam już najgorszą matką, a teraz okazało się, że żona to już w ogóle ze mnie do bani. A wszystko przez szpital i dziecko. Dziecko nie moje, małe całkiem. I nieopatrznie wyraziłam zdziwienie, że matka owego dziecka z nim nie jest w szpitalu wieczorem i nocą, bo ja jakoś zawsze byłam, a byłam z każdym moim i to nie raz. Dziecko samo nie zostało, a z ojcem swoim własnym, także nic złego się nie stało, dla mnie jednakowoż zadziwiające pozostaje, że tak się da, bo ja nie umiałam.
Nie mówię, że mężowi własnemu nie ufam, bo ojcem jest super (przynajmniej ja tak twierdzę i dzieci nasze), ale ja nie mogłam sobie wyobrazić, żeby być gdzie indziej jak moje małe, chore jest tam. Nie jadłam za wiele, nie sypiałam prawie wcale, jak cień przemykałam tylko do mamy, na godzinkę, dwie, żeby się umyć i chociaż kawy napić. Wracałam, mąż wracał do Franka, do pracy, do domu, gdziekolwiek, a ja siedziałam, tuliłam, karmiłam, przewijałam, płakałam jak spało i absolutnie nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być gdzie indziej.
No i dziwna jestem. Bo to przecież ojciec, on też kocha i też ma prawo. I takim postępowaniem „tłamszę uczucia ojcowskie” hmmm… Jak już wspomniałam najwidoczniej jestem beznadziejną żoną, skoro kompletnie mi wisiało, to że kocha i ma prawo. Owszem, miłość i prawo do opieki jest niepodważalna, ale mój mąż wiedział, że nie powstrzyma od siedzenia z dzieckiem w szpitalu, więc nawet nie próbował. Wiedział, jak ważne to dla mnie jest i oczywiste, że tak właśnie ma być. I chociaż raz zaproponował, wiedział, że za cholerę się nie zgodzę. I uszanował moją decyzję, bo kocha i mnie i dzieci i wie, że są sytuacje kiedy ja jestem im potrzebna najbardziej.

Wieczorem w łóżku, opowiedziałam mu o tym i pytam, czy czuje się stłamszony, on i jego uczucia ojcowskie?
- Jak cholera, i nigdy nie wybaczę Ci, że się uparłaś, żeby oboje sama urodzić. Mogłem chociaż Helenkę urodzić! Albo karmić piersią. W końcu jestem ojcem i mam prawo :)

No raczej :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

srałek poniedziałek

27 sie

Czego można się spodziewać po tygodniu, który zaczyna się od wiadomości „kochanie, rozbiłem samochód, nic mi nie jest, gorzej z autem”.
W sumie, optymista powiedziałby pewnie, że teraz to już może być tylko lepiej. Ale nie wiem, czy mam w sobie aż tyle optymizmu..
No ale w dupie z samochodem, ważne, że mój jedyny jak do tej pory mąż, żyje i nic mu nie jest. To byłby dużo większy problem…

A wczoraj skończyłam czytać 3 część serii „Kości” i płynnie przeszłam do 4-tej, która zaczyna się od katastrofy lotniczej. Super. Naprawdę rewelacja. Jak będę w niedzielę wsiadała do samolotu na pewno sobie nie przypomnę z detalami opisów porozrywanych ciał…
Muszę szybko skończyć tę część, może następna będzie mniej koszmarna, chociaż szczerze mówiąc się tego po autorce nie spodziewam :) No ale może w mniej „wakacyjnym” klimacie chociaż będzie.

Jak już w temacie wakacji jesteśmy, to wczoraj jakimś cudem udało mi się spakować większość rzeczy i teraz na luzie mogę wypruwać z siebie flaki w ciągu tygodnia, nie martwiąc się, że o czymś zapomnę. Wspomagając się listami tworzonymi od przeszło miesiąca, spakowałam bowiem wszystko, a nawet kilka rzeczy więcej. Dumna jestem z siebie jak nie wiem :)

A teraz czas na ostatnią rundę dzisiejszego dnia. Kąpiel bachorków uwieńczoną czytaniem bajki i śpiewaniem kołysanek. Aaa i bieganiem po schodach kilka razy, bo na pewno coś jeszcze później będą ode mnie chcieli. No nic. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby nie skończyło się jak poprzednio…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zaufanie

28 lip

- A dokąd on znowu poszedł" – zapytała mnie babcia widząc zamykającą się za moim mężem furtkę.
- Do kolegi – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ty już go tak często nie puszczaj, ja facetom nie wierzę.
Hmmm… a ja jakoś wierzę. Przynajmniej mojemu. Sama nie wiem, może i głupia jestem, ale wydaje mi się, że to właśnie zaufanie jest podstawą udanego związku. Bo przecież inaczej to chybabym oszalała. Praca po 10-12 godzin dziennie, w dodatku nie zawsze w tym samym mieście, w którym mieszkamy, kelnerki i inne kobiety, które w okolicy mojego męża zawsze się będą pojawiać.. No nie wiem.. Może powinnam być bardziej zazdrosna :)
Ale w sumie po co? I co mi to da? Oprócz nerwów? Przecież dużo łatwiej jest komuś ufać. Przecież jesteśmy razem, mamy dzieci, kredyt na 20 lat, dom i basen :) Po co to psuć? Mnie by się nie chciało. Mam nadzieję, że mojemu mężowi również.
Ja nie jestem z tych, które wybaczają, zapominają i żyją dalej jakby nic się nie stało. Mój jedyny jak do tej pory mąż, wie, że wszystko skończyłoby się w jednej chwili. To chyba nie warto. Taką mam właśnie nadzieję. I tego się będę trzymać śpiąc spokojnie nawet jak on pije piwo z kolegami.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

motoryzacyjnie

18 kwi

Natchnęło mnie bo znów gdzieś widziałam, czy słyszałam o "małym kobiecym samochodzie". I jak zwykle mną zatrzęsło, bo niby jak to? Dlaczego kobiecy samochód powinien być mały? Czy to, że zazwyczaj jesteśmy niższe od mężczyzn oznacza, że w większym samochodzie mogłybyśmy się zgubić? A może do kierownicy nie dosięgniemy, albo do pedałów? No ja bardzo przepraszam, ale ja mając 163 cm świetnie dosięgam do pedałów nawet w dostawczakach (bo i takim cudem zdarzyło mi się jeździć). Niech mi ktoś to raz na zawsze wytłumaczy, dlaczego kobiecy samochód powinien być mały?!
Przecież to kobiety zazwyczaj odwożą dzieci, samochód trzydrzwiowy, a takie zazwyczaj są te popierdółki "kobiece" to przecież kompletna porażka nawet przy jednym dziecku, a co dopiero przy dwóch i to w fotelikach! To kobiety przeważnie robią zakupy, a przecież wiadomo im większy bagażnik i niższy próg załadunku, że tak to fachowo ujmę, tym lepiej dla delikatnych kobiecych kręgosłupów. Bo przecież niższe jesteśmy i podobno słabsze… Czyli upychanie tygodniowych zakupów w małych "kobiecych" bagażniczkach to trochę bez sensu, nieprawdaż? Że już nie wspomnę o wkładaniu do bagażnika wózka… z gondolą na dodatek.
Nie rozumiem również tej koszmarnej ilości schowków, które są niby kobietom potrzebne. Bo po cholerę mi milion "szafeczek" i skryteczek w samochodzie? Półeczka na okulary (nie wiem kto ma takie płaskie, ja nie), półeczka na chusteczki, na błyszczyk, normalnie tylko pudełeczka na babolki brakuje. Ja ledwo wiem co mam w torebce i w której kieszeni, a tu trzeba zapamiętać, gdzie co się włożyło i w ogóle "gdzie jest ten pieprzony schowek?"
Kobiecy samochód powinien być duży, z ogromnym bagażnikiem, najlepiej z szybą wygłuszającą tylne siedzenie, szybki, żeby za dużo czasu nie tracić na pierdoły i mieć więcej na sprzątanie i gotowanie, z rewelacyjnym promieniem skrętu, bo parkowanie pod marketem w godzinach zakupowego szczytu łatwe nie jest, powinien mieć dvd w zagłówkach, żeby dzieci dały matce spokój, dystrybutor do ciasteczek i napojów na tylnym siedzeniu, a z przodu ekspres do kawy.
No i teraz spróbujcie to wszystko upchnąć do micry czy innego mini coopera…

Jest natomiast jedna rzecz, którą naprawdę warto by było udoskonalić. System kontrolek jest dla mnie zupełnie nieczytelny…
To powinno być zupełnie inaczej rozwiązane. Przede wszystkim komunikaty powinny być mniej oschłe i lakoniczne. Poza tym ja lepiej znoszę sugestię niż nakaz. A jak już mają to być zwykłe znaczki, to niech będzie gdzieś do nich pod ręką jakaś instrukcja! Na przykład w jednym ze schoweczków.
O ile byłoby milej gdyby zamiast zapalającej się złowrogiej kontrolki o bliżej nieokreślonym kształcie pojawiał sie napis "dzień dobry, sugerujemy jak najszybsze powiadomienie męża o konieczności dolania oleju, dziękujemy". Albo "w najbliższym czasie skończy się paliwo, ale spokojnie, wystarczy na kolejne dwa dni, o ile nie uda się Pani do ikei, miłego dnia".
O wiele lepsze to i przyjemniejsze dla oka niż te które kończą się na "VAULT" albo "SERVICE!!!!!!!!!!!!!!!!!" Przynajmniej nie wprowadzają napięcia, a wiadomo, że kierowca nie powinien się denerwować w czasie jazdy..
A jak już jesteśmy przy kontrolkach…

- Kochanie, zapaliło mi się coś, takie, co niby mi pokazuje, że nie działają tylne światła. Ale działają, bo sprawdziłam
- Poczekaj, walnij ze dwa razy klapą to przejdzie
- A takie coś, co sugeruje, że nie ma płynu do spryskiwacza, a jest?
- Pewnie z tyłu się skończył, wrócisz to to załatwię i Ci przestanie się świecić.
- Czyli jak coś się pali, mam się nie przejmować i czekać, bo Ty to załatwisz i przestanie się świecić?
- Jeżeli chodzi o kontrolki to tak.
- Kochanie, rezerwa mi się zapaliła :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nobody’s perfect

01 gru

- A ty byś chciał takiego xboxa, co to można się ruszać i grać?
- Pewnie
_ To może sobie kup.. kiedyś :)
- Kochanie, brakuje jeszcze z 2-3 lat, żeby kinect był doskonały, nie ma sensu
- No doprawdy, brakuje jeszcze z 10 lat, żebyś ty był doskonały, a jednak uważam, że jest sens…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

spłuczka

20 lis

- Pamiętaj, że Ci mówiłam, że się spłuczka popsuła – uprzedziłam męża, który wrócił jakoś tak 5 minut wcześniej, po 3 dniach nieobecności w domu.
- Ale jak to się popsuła? Co nie działa? – pyta, według mnie bez sensu
- No spłuczka, przecież mówię. – już mnie nieco zirytował…
- Mówisz, że nie działa, a nie mówisz objawów. – drąży temat
- Kurwa mać, pluje w oczy czerwoną wodą. No a jak myślisz? Nie spłukuje! Naciskasz i nie dzieje się nic.. – zreferowałam poirytowana.

No i tyle było z mojej radości z jego powrotu…

Chociaż nie, już się znowu cieszę. Mam drinka i spłuczka działa…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

3/33

05 sie

- Kochanie, zarezerwowałem stolik na wieczór – powiedział wczoraj mój-od-3-lat-mąż
- Stolik… – odpowiedziałam jakoś bez entuzjazmu chyba, bo popatrzył na mnie i zaczął się śmiać
- No stolik, wiesz, restauracja, rocznica, jedzenie, twoje urodziny :)
- Wiem o jaki stolik ci chodziło, odpowiedziałam rezolutnie, jak na moje świeże 33 lata przystało
- No to o co chodzi?
- Sama nie wiem….
- A co, może wolisz kubełek z KFC, desperadosa i do lasu gwiazdy oglądać? – zapytał dla żartu mój mąż, a mnie zaświeciły się oczy…

O 20 dzieci już spały, przyszła babcia, a my ubrani odświętnie i komaro ochronnie ruszyliśmy zdobyć rzeczony kubełek i piwo.

Jakiś czas później, w lesie siedzieliśmy objedzeni i upaprani kurczakami na masce naszego cudu niemieckiej techniki…

- Wiesz, jak przyjechaliśmy tu pierwszy raz, to nie przypuszczałam, że kilka miesięcy później będę twoją żoną…
- Oooo spadła, widziałaś?
- Widziałam… To jakie mamy teraz marzenia?
- Może, żeby się nie popsuło, to co już mamy?
- I spełniło to, co zaplanowaliśmy?
- Zdejmij nogi ze zderzaka, bo porysujesz…
- Ćmy nas namierzyły, wracamy?

3 minuty później siedzieliśmy już na naszym tarasie..

- Oooo widziałeś.. ale wielka!
- Dobrze, że nam na taras nie spadła :)

Fajnie jest mieć taki las koło domu i taras na który spadają gwiazdy…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS